Marek Jastrząb: Obrońcy spraw niedorzecznych

09.07.2020

W Grecji, starożytnej kolebce europejskiej filozofii trafiały się osoby umiejące udowodnić, iż dwa plus dwa jest mniej więcej trzy, może nawet pięć, ale nigdy cztery. Nazywano ich sofistami.

Dzisiejsi bajeranci rozwinęli i udoskonalili proceder wciskania kitu. Do perfekcji opanowali sztukę tańca z faktami, a robienie wody ze skołowanych mózgów stało się ich rentownym zawodem.

Niektórzy z nich przeobrazili się w optymistów zmieniających ponurą rzeczywistość na różową pulpę, a jako spece od kontaktów z mierzwą, pracują na etatach rzeczników udających tłumaczy poczynań rządu i są interpretatorami nader częstych pomyłek. Zwykle wyjaśniają przejęzyczenia błędnym odczytywaniem intencji, manipulacją, złą wolą, czymkolwiek, byle nie głupotą swoich pryncypałów.

 Jako profesjonaliści w kluczeniu po manowcach, nie ośmielą się wyjawić tej prawdy, że owe częste dementowanie nieudolnych sformułowań, wynika z ubogiego repertuaru słów, że niesłychanie ciężko jest przełożyć z języka idiotycznego na ludzki jakąś treść: powiedzieć, że widać coś, czego nie widać.

*

Dawniejsi sofiści mają się teraz jak najbardziej nieźle i prosperują w mętnym świecie fikcji w sposób naturalny i pozbawiony wyrzutów sumienia. Poruszają się w nim znakomicie, bo okazuje się, że to właśnie dla nich został stworzony obecny, absurdalny ustrój: wykoślawiony, gamoniowaty, już w momencie powstania — szmelc. Trzymają się w nim krzepko. Wyposażeni w dobrze płatne uśmiechy, bajdurzą trzy po trzy.

Jako chorągiewki na wietrze, stali bywalcy prominentnych gabinetów, otarli się o niejedną tajemnicę państwową i niejednego zwierzenia wysłuchali.

Światowcy dla pastewnej elity, parweniusze dla Zachodu, przyjmowani w ministerialnych gabinetach ze względu na swoją pokrętną szczerość, na uczciwość z drugiej ręki, dopuszczani do pijackich wyznań, byli powiernikami, zausznikami, kumplami na niby, totumfackimi: przydupasami wielu grup trzymających władzę.

*

 W latach astronomicznie odległych od dzisiejszej rzeczywistości, niechlubnej pamięci Jerzy Urban bawił się w uczciwego człowieka. Niegdyś miał talent, wewnętrzny żar, pisał z nerwem, z polotem, umiał myśleć zgodnie z tym, co mówił. Jego artykuły, felietony, reportaże, tchnęły autentyzmem, promieniowały pasją, szedł od nich zapach świeżości, uporu, przekonań opartych na doświadczeniu, na faktach uwarunkowanych rzeczywistością. Ale to było niegdyś.

Zanim został rzecznikiem stanu wojennego, parał się mówieniem prawdy. Pisywał w Kulisach, dodatku do Expressu Wieczornego i  występował pod pseudonimem KIBIC.

Teraz ma tabuny naśladowców; DUŻA FORSA dyryguje  ich zapatrywaniami. Groźniejsi są jednak od niego, ponieważ brakuje im finezji, błyskotliwości, tych wyróżników, co sprawiały, że jego wygłaszane tezy stawały się przedmiotem dyskusji podczas zwoływanych przez niego prasowych konferencji.

Dzisiejsze wypowiedzi dzisiejszych rzeczników nonsensu wykluczają jakąkolwiek dyskusję z opozycją, bo są przekonani, że bez obawy poniesienia konsekwencji mogą kiereszować rozmówcami.

Skonstruowani z kompleksów, uczynili z nich zaletę. Pozwalając na jątrzenie, szczucie i obrażanie ludzi, pozują na obrońców demokracji.

Pojmowana przez nich demokracja udziela zgody na bezkarne opluwanie innych. Rozgrzesza i ułaskawia kanalie. Zapewnia triumfalne chodzenie na wolności.

*

Nadspodziewanie chwacko lawirują wśród antynomii stworzonego systemu. Potrafią wykorzystać każdą jego śliską i szczwaną lukę prawną. Należą do obrotnych i cwanych. Zaradnych tylko dla siebie. Głupcy nazywają takich ludzi — inteligentnymi. Co   podkreślają bez przerwy. Skwapliwie i z lubością.

Na darmo wszakże, ponieważ zdają sobie sprawę, że szybkimi krokami nadciąga ich marny koniec: pogardzana mierzwa zaczyna otrząsać się z letargu i wkrótce odzyska wzrok.

avatar

Marek Jastrząb

Pisarz, publicysta

Zbiór publicystyki Autora w Bibliotece Studia Opinii

do pobrania w formacie pdf

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com