Eugeniusz Noworyta: “Tzw. praworządność”

05.08.2020

Te dwa słowa zrobiły ostatnio karierę i stały się znakiem firmowym władzy w zaostrzających się sporach z opozycją i unijnymi instytucjami. Wykorzystywano przy tym teoretyczne rozbieżności w definiowaniu pojęcia praworządności, często o charakterze akademickim, próbując zagmatwać jednoznaczne znaczenie rządów prawa jako ich powszechnego przestrzegania przez państwo i społeczeństwo.

Trudno udawać niewiedzę o tym, że praworządność oznacza działanie instytucji publicznych wyłącznie w granicach kompetencji przyznanych im przez normy prawne, a praworządność wraz z gwarancjami praw i wolności obywatelskich stanowi fundament państwa prawa tworząc podstawę prawa unijnego, które nas również obowiązuje, i że najważniejsze są prawa człowieka, przestrzeganie konstytucji, niezależność sądów i bezstronność wymiaru sprawiedliwości, niezależne media, wolne i równe wybory. W okresie prawicowych rządów we wszystkich tych obszarach doszło do poważnych naruszeń: pogwałcenia konstytucji, upolitycznienia prokuratury i sądów, zwłaszcza Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego, nierównych wyborów, ataków na niezależne media i samorządy, nieprzestrzegania praw obywatelskich.

Natężenie widoczne od pewnego czasu u państwowych dostojników, gdy wypowiadali się na temat praworządności, nie wynikało ze społecznego oporu wobec nadużyć władzy, bo tym się ona na razie nie przejmuje, lecz zostało spowodowane przez coraz większą determinację Unii Europejskiej w sprawie uzależnienia transferów finansowych od respektowania prawa w państwach członkowskich.

Taktyka rządu polegała na wmawianiu, że osią sporu z Unią Europejską jest obrona tradycyjnej rodziny przed dewiacyjnymi tendencjami płynącymi z Zachodu. Wmawiano, że w oczach Brukseli jedynym kryterium rządów prawa jest akceptacja jednopłciowych małżeństw i adopcji przez nie dzieci i to właśnie nazwano „tzw. praworządnością”, od której miałby być uzależniony transfer unijnych funduszy, chociaż Unia nie narzuca tego rodzaju rozwiązań. W takim zmanipulowanym ujęciu „tzw. praworządność” miała zastąpić jednoznacznie zdefiniowaną w prawie państwowym i unijnych traktatach prawdziwą i podważaną przez prawicowe rządy praworządność oraz ustawić instytucje unijne rozprawiające o uzależnieniu dotacji od przestrzegania prawa w niepoważnym kontekście czczej gadaniny i przymykania oczu na ekscesy władzy w stosunku do wymogu niezawisłości sądów, wolności mediów czy autonomii obywatelskich organizacji.

W ten sposób ośmieszano i bagatelizowano ryzyko zamrożenia wypłaty funduszy krajom, które łamią wartości unijne, i ryzyko wstrzymania dopływu środków na dofinansowanie inwestycji czy niezbędnych programów w wymiarze krajowym i lokalnym. Podnoszono też bezradność instytucji unijnych i brak kompetencji do dyscyplinowania krajów członkowskich, które przypisywano Radzie Europejskiej, podejmującej decyzje w drodze jednomyślności dającej możliwość weta – w przeciwieństwie do Rady, złożonej z przedstawicieli państw członkowskich szczebla ministerialnego, która podejmuje decyzje kwalifikowaną większością głosów.

Tę cyniczną grę prowadzoną pod gusta obskuranckich kręgów polskiego społeczeństwa przerwało odrzucenie przez Komisję Europejską wniosków z polskich „stref wolnych od LGBT” z powodu dyskryminacji mniejszości i rażącego naruszenia unijnych wartości – co stanowi ostrzeżenie, że Unia Europejska dysponuje odpowiednimi narzędziami do karania swych członków za naruszanie podstawowych praw i unijnych wartości.

Decyzja Komisji zbiegła się z manewrami prawicy, zmierzającymi do wypowiedzenia konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej pod pretekstem, że narusza obowiązujący w Polsce porządek prawny i ma ideologiczne podłoże wynikające z dowolności interpretacyjnej pojęcia gender, zwłaszcza tendencji do poszerzania jego kulturowych i społecznych uwarunkowań o biologiczne kryteria płci. W rzeczywistości, na co zwracają uwagę niektórzy publicyści, chodzi pewnie o zawarty w konwencji antyprzemocowej (zwanej od miejsca jej zawarcia stambulską) zapis, że kultura, religia, tradycje i honor nie mogą służyć jako usprawiedliwienie przemocy, co w przekonaniu prawicy uderza w tradycyjny model polskiej rodziny.

Głosy przestrogi z Europy i narastanie oporu kobiet podziałały mitygująco na władze i skłoniły premiera do wysłania konwencji do Trybunału Konstytucyjnego, co jest ewidentnym unikiem, zważywszy, że jej realizacja od początku była uwarunkowana zgodnością z konstytucją, a sama konwencja stymuluje działa łania przeciwko przemocy.

Trudno jeszcze przesądzić, czy obywatelski sprzeciw i krytyczna postawa Unii powstrzymają prawicę od utrwalania osłabiających wspólnotę stereotypów i podkopywania prawa w społeczeństwie.

Eugeniusz Noworyta

Dyplomata, b. stały przedstawiciel Polski w ONZ, b. ambasador w krajach Ameryki Płd.

Więcej: Wikipedia

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com