15.08.2020

Kadra dziennikarzy tworzących III Program PR odeszła zeń na znak protestu przeciw cenzorskim praktykom zarządu Polskiego Radia i założyła niezależne Radio Nowy Świat. Nowa rozgłośnia od startu zaczęła się cieszyć sympatią i powodzeniem. I oto jej prezes, Piotr Jedliński poczuł się zmuszony do opuszczenia stanowiska pod presją dziennikarzy, współudziałowców firmy i – zapewne – słuchaczy.
A poszło o Margot, w papierach – Michała Sz. Dla prezesa to był on, dla dziennikarzy RNŚ – ona, zgodnie z obowiązującym w odłamie społeczeństwa kanonem poprawności politycznej.
Ten spór otwiera całą masę jątrzących kwestii społecznych, kulturowych, politycznych. Głównie po stronie, ogólnie mówiąc, opozycyjnej. Rządowa je tylko rozgrywa, lecz tego tutaj nie poruszamy. Chodzi nam o histeryczną reakcję unieważniania, której symptomem i zapowiedzią staje się sprawa Jedlińskiego.
Poczucie racji nie powinno oznaczać przyzwolenia na działania w stylu hunwejbinów. Po pierwsze jest to zaprzeczenie wolności. Okrutne w każdym wymiarze. Po drugie unieważnia cel, któremu ma służyć. Vide walka z rasizmem w USA.
Sporo tego w dyskursie publicznym i oto pojawia się skutek namacalny.
Caveant consules!

Ernest Kajetan Skalski
Ur. 18 stycznia 1935 w Warszawie) – dziennikarz i publicysta,
z wykształcenia historyk.

by RzeczPospolita nie doznała uszczerbku…
jednak to nie sztuka (…) ale sztuka całkiem świeża (…) szyszką trafić w locie jeża.
Często odnoszę wrażenie że nasze życie polityczne kopiuje znakomity „Żywot Briana”.
Nie mogę napisać, ze ten tekst jest jasny. Jest ciemny, jak tabaka w rogu. O co chodzi w sporze, w jakim sporze, i o co chodzi Autorowi? Nie każdy czytelnik jest bywalcem Nowego Świata. Moze warto jednak wyjaśnić, o co chodzi. Albo darować sobie pisanie.
Ja mam wrażenie, że to pierwsze zderzenie kulturowe dużego kalibru w postępowej Polsce. Nie dziwi, że dotyczy medium z wyższej półki. Posługujemy się językiem tradycyjnym i chcemy za jego pomocą opisywać zmieniający się świat (chociaż w tym konkretnym przypadku chodzi o zmieniającą się percepcję świata). Jak pokazał opisany przypadek, dłużej już się tak nie da. Dobrze żeby pracujący słowem przyjęli do wiadomości konieczność modyfikacji narzędzia pracy. Może trzeba zacząć używać określeń typu „osoba trans”, a może stworzyć nowe słowa. Z pewnością płeć męska i płeć żeńska nie wyczerpują naszego bogatego biologicznego spektrum genderowego. Przyjęcie samoidentyfikacji (kobieta-mężczyzna) osoby trans też nie rozwiąże problemu, bo taka osoba posługuje się dostępnym aparatem pojęciowym i wprowadza to dodatkowy chaos.
Mieliśmy już przecież w historii okresy koniecznego słowotwórstwa. Organizowane były wtedy konkursy i wybierano najlepsze propozycje. Wiem, dzisiaj mamy KRK, który storpeduje każdą inicjatywę kojarzoną z „ideologią gender”. Czego nam dzisiaj bardziej trzeba? Rozumu, czy odwagi?
To chyba nie tylko kwestia tradycyjnego języka, ile tradycyjnych wzorców kulturowych. CZym innym jest ogólne uznanie faktu istnienia społeczności LBTGQ+ a czym innym postawa tolerancji wobec najróżniejszych postaw osób niebinarnych. Mogą się zmieniać pojęcia, ale zanim sami się ułożymy z własną tolerancją i zanim zaakceptujemy wszystkie konsekwencje róznorodności, być może musi upłynąć wiecej czasu i pokolenia wyrosłe w patriarchalnej normalnosci muszą zejść ze sceny…niestety czasami także biologicznie.
*
To tak jak z prawami wyborczymi kobiet, które liczą sobie ponad 100 lat a nadal niektórzy troglodyci w rodzaju Janusza Korwin-Mikkego nadal je kwestionują. Statystycznie mineło 5 pokoleń, a stare wzorce wciąż pokutują.
Ale się wszyscy dali wkręcić! Mamy wreszcie swojego męczennika.
Tak, to jest George Floyd na miarę naszych możliwości! Wszystkie inne tematy zeszły w niebyt. Już nic nie jest ważne, tylko aresztowanie faceta twierdzącego że jest kobietą. A Że został zatrzymany za używanie przemocy? A kogo to obchodzi, ważne że jest powód do nawalanki i możliwość ogłaszania całemu światu jak to nas prześladują. Władza też się cieszy, bo ma ulubiony temat zastępczy. Opozycja może gromko potępić. Wszyscy zadowoleni.
Tylko normalni ludzie patrzą na to i zastanawiają się, co tu się dzieje?!
„…faceta twierdzącego że jest kobietą” – trywializuje Pan problem w sposób skandaliczny 🙁 . Nie zdaje Pan sobie sprawy z tragedii tych ludzi. A jest ich dużo więcej, niż nam się wydaje. Wielu nie ma sił zmagać się z życiem i je przedwcześnie kończy. Sama znam parę takich przypadków, które skończyły się rozwiązaniem ostatecznym. Jeszcze w latach 7-80 – ych, w przypadku narodzin niemowląt o cechach obojnaczych lekarze bez uczciwych konsultacji z rodzicami robili rach-ciach i taśmowo przerabiali dzieci na dziewczynki. O ludziach trans nikt wtedy nie mówił, a istniały od zawsze. Normalni ludzie, zamiast patrzyć i
zastanawiać się, co tu się dzieje, powinni wpierw zgłębić temat, doczytać co nieco, to może nie traciliby czasu na bezproduktywne zastanawianie się.
Popieram Pani punkt widzenia. Prawicę zostawmy na boku, bo ci ludzie podobnie jak krk wykorzystują ludzi :LGBTQ+ jako wroga, głosząc celowo kłamstwa, fałsz i obłudę.
Kiedy mówimy o stronie opozycyjnej sami musimy dojrzeć do tolerancji. Świat się zmienia i ludzie otwarcie deklarują swoje preferencje, potrzeby, w tym orientacje seksualną. Jeżeli nie umiemy sie z tym zgodzic, to powinnismy przynajmniej tolerować takie postawy i nie dyskrymonować takich osób. To jest pytanie o naszą zdolność do pokonania naszych własnych ograniczeń percepcji, starych wzorców kulturowych i uprzedzeń.
Tzw. „normalni” ludzie nie akcpetują „…faceta twierdzącego że jest kobietą”, lub „chłopa przebranego za babę” itp. rzeczy dla nich niezrozumiałych. Ta „normalność” to brak wiedzy, tolerancji i świadomośći, że własną postawą możemy głęboko dyskryminować a więc krzywdzić innych. Przykład dzieci, młodzieży czy młodych ludzi odmiennych od „normy” nie mogacych sobie poradzic z przesladowaniami, odrzuceniem czy nietolerancja i popełniających samobójstwa jest najbardziej drastyczną ilustracją problemu „normalnosci”. „Normalności” nieadekwatnej do współczesności.
Ja z trudem akceptuje chłopa przebranego za babę, jeśli nosi sukienkę maxi w kolorze czarnym. Gdyby kolor był tęczowy, to bym akceptował. (Wiem, ze nie istnieje kolor tęczowy, ale wicie, rozumicie.)
przecież ta osoba na kogoś napadła, napisałem już tutaj komentarz dotyczący praktyki środka zapobiegawczego jakim jest areszt. W takich przypadkach prawdopodobnie miałby także coś do powiedzenia psycholog, nie wykluczone przecież, że poziom agresji był warunkowany psycho-fizycznie na sposób bardziej złożony niż w większości przypadków z podobnego paragrafu. Nie mniej jednak paragraf pozostaje, zaś minister niepotrzebnie użył słowa „aberracja”. I tyle, no było się jednak nie rzucać na furgonetkę czy co tam jeszcze zaszło.
A propos nazewnictwa on/ona czy to naprawdę takie ważne kiedy akurat w tym przypadku zdaje się, że można się pomylić.
Szanowny Pan PK raczy sobie z nas żartować z tą napaścią. „Napadnięty” bus zgodnie z wyrokiem sądu nie miał prawa się pojawić w przestrzeni publicznej. Więc to nie „napaść” a raczej obywatelskie przymuszenie do respektowania wyroków sądu. Kto chce tu jeszcze komentować?? ….”A propos nazewnictwa….” – ponieważ Margot już dość długo funkcjonuje jako ONA – to raczej chyba powinien Pan z pokorą przyjąć JEJ samookreślenie. Bo pańskie odczucia tu (niestety dla Pana) goowno znaczą. I tyle. A tak a propos – wykształcenie jest tym dla inteligencji czym szlif dla diamentu – tworzy brylant. Mam wrażenie, że pańskie wykształcenie dało tylko kupę piachu. I zgrzyta.
Absolutnie nie pozdrawiam
Przejrzał mnie pan na tyle sprawnie, że w zasadzie nic tu dodać nic ująć, może poza tym, że nawet nie zgrzyta, môj szlif pozostawił jedynie popiół wdeptany w gumno.
Pan wybaczy, że przeszacowałem – więcej się nie powtórzy.
drobiazg, przy okazji się wiele dowiaduję – furgonetka nielegalna, całkiem być może a rysunki pewnie niewyjściowe i pani Margot się słusznie zdenerwowała. Ja proszę pana miałem takiego kierownika w pracy – zaczął farbować włosy i robił się strasznie nerwowy, możliwe że miał kłopoty z tożsamością a jest powszechnie szanowaną osobą, także ja na tyle na ile mi się udaje ogarnąć to ogarniam. No ale sam pan rozumie – szału ze mną nie ma.
Za komuny gdy kogoś zatrzymywano i politrucze media podawały „powód zatrzymania” bez kontekstu i całego ciągu zdarzeń, które do zatrzymania doprowadziły, nikogo normalnego też nie obchodziła politrucza argumentacja.
Moje zdanie jest takie: RNŚ jest zespołem. Powstając instytucjonalnie, zespół powinien ustalić dla siebie pewne reguły; na przykład: jesteśmy indyferentni politycznie; albo: jesteśmy przeciw PiS; albo: jesteśmy za kompletną swobodą obyczajową; albo: jesteśmy, ale w takich i takich granicach. I wtedy złamanie umowy jest automatycznie wyjściem z zespołu. Wypowiedź mieszcząca się w granicach umowy — jest do pominięcia. Nie można natomiast zmieniać umowy w locie (bo tak się złożyło) ani dostosowywać się w locie do opinii słuchaczy po to, by ich nie stracić. Przypadek Jedlińskiego był — moim zdaniem — casusem do porządnej dyskusji wewnętrznej, ale z wyłączeniem słuchaczy i delikatną decyzją (taką lub inną).
Pan Redaktor ma rację – dyskusja wewnętrzna jest najlepszym sposobem załatwienia takich problemów. Tak powinno być gdyby chodziło o samych słuchaczy. Tymczasem jakaś część z tych słuchaczy to są „patroni” a wiec de facto właściciele stacji. Sprawa była precedensowa i byc może nie do uniknięcia zarówno na poziomie samego pana Jedlińskiego, jak i kierownictwa stacji. To przypadek pewnie trudny do przewidzenia a priori. Sam prezes mógł po rozmowach z kierownictwem stacji publicznie uznać swój błąd i sprawa zostałaby zamknięta. Jeżeli jednak pozostali członkowie kierwonictwa wymusili jego dymisje, to oznacza, ze nie miał zamiaru uznać swojego zdania za błąd. W obliczu groźby wielu patronów, że wycofają się z finansowania stacji decyzja kierownictwa była oczywista. Przy okazji wyszedł na jaw konflikt w kierownictwie, ale to juz inna sprawa…(Nawiasem mówiąc śledziłem pilnie dyskusję patronów i słuchaczy na stronie facebookowej radia. Domagali sie oni nie tyle dymisji prezesa, ile jednoznacznej postawy całego kierownictwa. Dymisja prezesa została wymuszona przez tzw. układy wewnętrzne. Konfliktogenność niektórych osób z obecnego kierownictwa stacji opisywana była wiele lat temu przy okazji konfliktów w samej Trójce. Czyli tradycyjne polskie piekiełko.)
Temat umarł w ciągu jednego dnia. Chociaż szukałem do tej pory się nie dowiedziałem kim był i kim jest zwolniony prezes. Redakcja podjęła słuszną decyzję i nie ma do czego wracać. W takiej pracy, w tego rodzaju samorządnym przedsiębiorstwie decyduje zespół. Na szczęście dobrze zdecydował. Słucham RNŚ i będę słuchał. Były Prezes może założyć własne radio albo w roli męczennika wrócić do Trujki.
RNŚ jest przykładem inicjatywy społecznej, która nie mieści się już w ramach byłej i obecnej RP i tak trzymać!
Nie jestem dobrze zorientowany w tym wydarzeniu w RNŚ, dlatego tendencyjnie pytam:
– to ma być radio zamknięte przez słuchaczy, patronów i zespół dla każdej wypowiedzi, która nie spodoba komuś z nich i powołają się na słuszny światopogląd (taki jest tylko ich)
„argumentując”, że to co powiedział p. Jedliński otwiera drogę przemocy i zbrodni?
– w środowisku RNŚ wszyscy wszystko wiedzą o przemocy Margot względem korzystających po prostu ze swoich praw obywateli czy o binarności, która aktualnie nie charakteryzuje Margot? RNŚ nie jest anteną dla poważniejszej otwartej rozmowy o binarności i niebinarności, o LGBT+, o gender, o światopoglądach stojących za dosadnymi i delikatnie ujmując bezrefleksyjnymi stwierdzeniami?
– p. Jedliński mimowolnie stworzył okazję, ale radiu, dziennikarzom i słuchaczom potrzebną tylko do moralnego wzburzenia? inaczej myślącego wykluczyć, kwestię pod dywan? Lepiej podskakiwać na manifestacji?
To Nowy Świat czy Nowogrodzka? Gra muzyka?
1. – otwarte radia a nawet stacje tv ma Pan pod patronatem PR i TVP z platform naziemnych nie wymagających dostępu do Internetu i może to być dla kogoś pełna wolność i pluralizm wiadomości i opinii, a to co powiedział p.Jedliński ma Pan pod dostatkiem w wymienionych mediach
2. – radio NŚ jest samorządnym medium i działają w nim ludzie, którzy nie mieszczą się w pluraliźmie i tradycyjnej polskiej tolerancji mediów z wielkim wsparciem środków publicznych z poz. 1
3. – nie wiem co stworzył, wygląda, że mógł być podrzuconym kukułczym jajem, jak np. poseł Gryglas Zjednoczona Prawica a wcześniej Nowoczesna lub Mateusz Kijowski, który jako dziecko szczęścia rozłożył KOD na cztery łopatki
Dostęp do poglądów na świat Nowogrodzkiej ma Pan w mediach poz. 1.
RNŚ warto słuchać, wyłamuje się ze standardów, jest jakie jest i niech bardzo się nie zmienia!
Pozdrawiam słuchaczy RNŚ. Nie ma w nim polityków ale od czasu do czasu pojawia się w nim polityka, jest dobra muzyka i wiele wspaniałych Osób trwale odciętych przez dobrą zmianę od kontaktu ze swoimi słuchaczami.
i wszystko jasne dla Musza
wspieram oburącz Redaktora Skalskiego w tej sprawie.
moim zd., mamy tu do czynienia z neoficką nadgorliwością, powodowaną strachem, aby ktoś NAS, NAS! nie posądził o – fobię (nawet nie wiem jaki aktualnie obowiązuje przedrostek).
ja odbieram tę genderową poprawność jako opresję i nie godzę się na nią. nie rozumiem, dlaczego mam mówić o mężczyźnie per ona, pod rygorem, że zostanę wyzwana od -fobek (obowiązuje też kolejna, lepsza poprawność językowa: feminatywy).
jak rozumiem, osoba niebinarna to osoba o nieustalonej przynależności płciowej; może czuć się kobietą, mężczyzną, obydwoma naraz lub żadnym z nich. w danej chwili. jak rozumiem też, taka osoba nie chce i nie będzie podejmować żadnych starań, aby ustalić swoją płeć na inną niż jej obecna fizyczna. jej życie i jej sprawa. lecz ja chcę móc zwracać się do tej osoby zgodnie z przyjętym konwenansem: jak do kobiety albo jak do mężczyzny. tertium don datur. chcę móc się oprzeć o to, co znane. wszystko w życiu wspólnoty jest konwenansem, on jest konieczny do pokojowego współżycia ludzi, z których każdy, literalnie każdy jest inny. i oczekuję, że osoby o nieustalonej tożsamości płciowej też będą tych konwenansów przestrzegać.
nadużyciem w tym dyskursie jest wystawianie armat o samobójstwach, prześladowaniach, itd. należy oddzielić kwestię akceptacji społecznej dla inności oraz ułatwień dla osób pozostających w związkach jednopłciowych, od szaleństwa poprawności genderowej i wprowadzania do społecznego obiegu twierdzeń o nieustalonej liczbie płci. nikt przy zdrowych zmysłach tego nie wytrzyma.
hunwejbinizm nowej, lepszej poprawności genderowej zbierze swoje żniwo i oberwiemy wszyscy po uszach od narodowokatolickiej kontrrewolucji. już niedługo.
„ja chcę móc zwracać się do tej osoby zgodnie z przyjętym konwenansem: jak do kobiety albo jak do mężczyzny. tertium don datur”
Jeżeli ktoś się rodzi z męskimi i żeńskimi organami płciowymi, to jak Pani proponuje zwracać się do takiej osoby?
Wy????? lub Ono??? a najlepiej, starym żuleskim określeniem Eeeee!
a Pan ? słucham ….
Eeeee ma długą tradycję :):)
a Pan ? proszę o propozycje, moja gramatyczna wyobraźnia tak daleko nie sięga.
Moja wyobraźnia jest tak samo ograniczona jak Pani wyobraźnia, a może nawet bardziej. Moje pytanie nie było ani trochę agresywne, a było raczej prowokacyjne w dobrej wierze. Mamy problem to się z nim zmierzmy. Ja się cały czas zastanawiam co stoi w tle gwałtownego ataku KRK na gender studies? Przecież te badania mają nam pomóc właśnie w takich kłopotliwych sprawach jak problemy z tradycyjnym aparatem pojęciowym.
Myślę, że powinienem dodać, że wszyscy jesteśmy ofiarami urawniłowki kulturowej w kwestii płci. Trwa to tak długo jak ludzka cywilizacja. Biologia mówi nam, że mutacje zachodzą cały czas, nieprzerwanie od początku istnienia naszego gatunku i jest to swoista „polisa ubezpieczeniowa”. Nie chcę się tutaj wdawać w szczegóły, żeby nie zanudzić. Ludzie się rodzą ze zdefiniowaną płcią w co najmniej 80-90%% przypadków i dla nich nie ma najmniejszego problemu z samoidentyfikacją. Noworodki i dzieci niejednoznaczne były od wieków „korygowane” siłowo. Wygląda to też na naturalną reakcję gatunkową. Ale osiągnęliśmy etap rozwoju cywilizacyjnego, w którym zaczęliśmy zwracać uwagę na samoidentyfikację tych innych osób. Przestajemy narzucać dzieciom ich identyfikację płciową podobnie jak przestajemy im narzucać religię, np. w postaci chrztu w wieku niepełnoletnim. Czas więc, żeby nasz aparat pojęciowy podążył za rozwojem cywilizacyjnym. Potrzebujemy nowych pojęć, słów, terminów, nazw. Możemy się śmiać, lekceważyć, pukać się w głowę itp. ale nie możemy chować głowy w piasek. Chyba, że odpowiada nam to, co ma tysiące lat tradycji, czyli siłowe przysposabianie osób nienormatywnych do binarnego podziału płciowego. To oczywiście jest też zrozumiałe, co sugerowałem wcześniej. Cały konstrukt społeczny kultury rolniczej opiera się na jednoznacznym zdefiniowaniu płci – męskiej i żeńskiej i tertium non datur. Dodam tutaj istotny kontekst kulturowy, bowiem np. w kulturach Oceanii co innego definiuje męskość (dzieciom nie narzuca się stereotypów płciowych) i dla nas Europejczyków to jest „dziwne” i w kontakcie z tymi ludźmi czujemy się czasem nieswojo. Ja sam chichotałem na widok delikatnego mężczyzny z kwiatkiem za uchem i w naszyjniku z kwiatów grającego na ukelele. Ale ja jestem produktem kultury europejskiej, więc się sobie nie dziwiłem 🙂 Te i inne przykłady z realnego życia stały się podstawą do studiów nad identyfikacją płciową człowieka. To znane nam z wściekłej propagandy KRK gender studies. Wydawać się może, że posiadanie narządów płciowych jest ostateczną definicją naszej płci. Nie jest. W prawie możemy co najwyżej zapisać jakie narządy płciowe dana osoba posiada. Ale już kłopot pojawia się z płcią. Chyba, że płcią nazwiemy narządy płciowe. W takim przypadku oprócz mężczyzny i kobiety mamy jeszcze obojnaków. Ale jak zatem nazwać samoidentyfikację danej osoby nie wynikającą z posiadanych narządów płciowych? Sprawa jest wielce złożona i obrośnięta wieloma stereotypami i tabu. Człowiek jest biologicznie zwierzęciem bardziej złożonym niż z grubsza ociosana opinia ludzi o nich samych.
To jest w zasadzie nasza własna odpowiedzialność, czy szanujemy każdą osobę i jej wybory (nawet jeśli błądzą), czy przedkładamy nad nie interes grupy. Myślę, że prawnikom potrzebne są konsultacje z biologami ewolucyjnymi. Właściwie nam wszystkim potrzebna jest szeroka dyskusja, bo biolodzy z kolei nie bardzo czują tkankę prawną. I jak mi bóg niemiły (pożyczyłem to od Andrzeja Koraszewskiego) bardzo potrzebujemy nowych słów.
„Ja się cały czas zastanawiam co stoi w tle gwałtownego ataku KRK na gender studies?” Wielu z nas sie nad tym namyśla. Jak narazie dochodzę do wniosku, że jest kilka istotnych przyczyn:
– hierarchia krk widzi, że instytucja traci wyznawców i próbuje jakoś temu przeciwdziałać,
– ponieważ tradycyjne fobie koscielne są coraz bardziej na cenzurowanym czyli marksizm, antysemityzm i rasizm w szerszym pojęciu, trzeba było wymyślić innego wroga,
– wymyślono zatem nowe zagrożenie nazywając je „ideologią gender” i zamiennie „ideologia LGBT”,
– ludzie wykształceni i światli świetnie wiedzą, że nie ma takich „ideologii” ponieważ gender studies to są dociekania naukowe, a LGBTQ+ to spopłeczność walcząca o swoje prawa,
– ludzie słabiej wyedukowani nie są zorientowani o co chodzi, ale kiedy słyszą z ambony gender lub LGBT, to zdaniem biskupów i proboszczów, mają prawo sie wystraszyć spodziewając się, ze to jakieś smoki, potwory, diabły wcielone, czy inna swołocz,
– sam krk na skutek celibatu pełen jest kapłanów homoseksualnych czy niebinarnych, bądź skrywających swój poęd seksualny, który potem przerzucany jest na dzieci, wobec tego łatwiej biskupom ukrywajacym czyny pedofilne bądź molestowanie przerzucić winę na te potwory gender,
– ponieważ ci wyimaginowani wrogowie krk w Polsce współgrają ze strategią podsycania podziałów społecznych pisu, biskupi maja narzędzie wyłudzania dodatkowego finansowania ze skarbu państwa.
*
Kiedy słucham pana Jędraszewskiego, przypominam sobie zdanie prof. Obirka że jest to znakomicie wykształcony hierarcha, co znajduje potwierdzenie w wikipedii, to mam wrażenie, że żadne wykształcenie nie chroni ludzi przed błądzeniem. KRK wojujący o pieniądze traci na skutek takich hierachów wiernych, ale „Jędraszewscy” brną w tę ślepą uliczkę jak ćma lecaca do ognia.
Mam równiez wrażenie, ze ludzie mniej wykształceni zupełnie nie wierzą w te potwory gender, ale wykorzystują je instrumentalnie aby prześladować swoje i cudze dzieci, które miały pecha urodzic się z preferencjami nieheteronormatywnymi. W tym znaczeniu „Jędraszewscy” sami odgrywają rolę potworów nawołując do nienawiści, nietolerancji, wykluczenia i walki. To w sumie smutny obraz bezdusznosci ludzi, którzy maja siebie samych za niezwykle uduchowionych. SAmi, w niewymuszony spopsób pełnią rolę „szatana”, którego się wszedzie doszukują.
*
Zastanawiając się dlaczego ci hierarchowie nie skorzystają po prostu ze wskazań ewangelii własnego koscióła głosząc miłośc, szacunek, wyrozumiałość, tolerancję czy miłoscierdzie zamiast wykluczenia i nienawiści na której to drodze pozytywnej osiagnęliby lepsze rezultaty domyślam się kilku rzeczy:
– oni naprawde wiedzą, że religia jest passe i czego by nie zrobili wierni i tak sie od nich odwróca, pójście drogą nienawiści jest mniej ryzykkowne, bo krk ma w przeszłości głównie taką tradycję, miłość jest tam zarezerwowana dla naiwnych bądź natchnionych,
– głosząc groźne przesłania są bardziej słyszalni, czyli ich głos brzmi donioślej,
– wreszcie tylko nienawiśc i wykluczenie pozwalają im ssac państwowe pieniądze; za miłośc i miłosierdzie nikt im nie zapłaci.
Margot lub Michał Sz (to alternatywa zwykła, z pewnością nie stanowcza) jest osobą binarną wbrew temu co ogłasza. Ogłasza tylko swój projekt bycia niebinarną i domaga się uznania tej deklaracji za stwierdzenie faktu, jakby biologicznego.
Propagowana przy różnych okazjach, także w Polsce, definicja niebinarności – chodzi o niebinarność płciową – próbuje jedynie zaprzeczyć, że binarność stanowi istotę niebinarności, o której coś stwierdza. Niebinarność ta mogłaby zaistnieć jedynie w przypadku osób całkowicie bezpłciowych. Takie trzeba by odkryć Pomijam tutaj bynajmniej nie oczywiste przypadki robotów czy osobników wirtualnych.
Ujmując binarność taoistycznie – wszystko w świecie jest binarne: męsko-żeńskie w różnych proporcjach i nie jest to binarność zero-jedynkowa. Tych proporcji jest nieskończenie wiele (to zbiór liczb rzeczywistych) i nieskończenie wiele z nich może być liczniejsze od innych. Więc płci może być więcej niż 2, 5, czy 23. Może być ich nieskończenie więcej, ale na razie w przypadku ludzi – niespełna 8 mld.
Jak dotąd, wielu ludzi trzyma się 2 płci, niewielkiej liczby stanów przejściowych, a bezpłciowcami ewentualnie nazywa impotentów lub osobniki oziębłe. Nie jeden p. Jedliński. Posiłkując się znanymi im faktami (choćby wyglądem anatomicznym), a odrzucając deklaracje słowne.
Mnożą się jednak przypadki projektowania płci. Jeżeli p. Michał Sz pracuje nad projektem stania się Margot, na razie bez widocznych rezultatów, i są ludzie których nie przekonują jego deklaracje, a nawet myślą, że nie wiadomo czy nie zmieni w przyszłości projektu na odwrotny, to czy nie mogą oni przedstawić swoich prostomyślnych opinii gdziekolwiek i przy jakiejkolwiek okazji?
Co prawda nie są one, moim zdaniem, interesujące, jak w przypadku sądu p. Jedlińskiego. Nie dotyczy on dalszych losów projektowania sobie lub innym płci, przekształcania płci także na żądanie, czy w ogólności – dowolnej samorealizacji wg swoich chęci i tworzenia tożsamości, którą inni mają uważać za realną, tylko z deklaracji „woli”. Czy czegokolwiek w tym rodzaju.
Wygląda na to, że rozważanie tych kwestii nie jest RNŚ potrzebne, a nawet szkodliwe, jakkolwiek prezentuje się jako radio także publicystyczne, itd.
Tym, że czeka nas projektowanie człowieka i człowieczeństwa także nie ma co sobie zawracać głowy.
W radiu muzycznym z publicystyką.
Trudno mi popierać Pana Skalskiego choćby jedną ręką, bo jak zrozumiałem z komentarzy, to nie było szaleństwo, a okazja. Jakkolwiek szaleństwem jest wykorzystywanie takich okazji.
Zbigniew Bierzański & Magdalena Ostrowska
czy aż tak przyjemnie jest urządzać komuś innemu los? sądzę, że to wszystko fajne póki to nas samych nie dotyczy
z taoistycznym i genderowym pozdrowieniem
Szanowna/y/e Musz: to ciekawe, gdzie Pani/Pan/Ono widzi w mojej wypowiedzi urządzanie komuś losu. red. Skalski ma rację: to już etap szaleństwa.
Co do realiów w interesującej nas tutaj materii, czyli wojny (proszę nie czepiać się słów) niebinarnego (?) zespołu RNŚ z binarnym P. Jedlińskim, to właśnie zespół (wolny do niebinarności i od binarności) urządził los b. prezesowi (jeśli chodzi o wolność, to zdaje się że u niego jest odwrotnie niż w zespole), w konsekwencji urządził go też sobie. Zapewne miał to na uwadze, ale nie jest dla mnie jasne czy domyślił się ich wieloznacznej wielości, w tym, że są konsekwencje ze szkodą dla radia, ale nie przez wypowiedź prezesa spowodowane, a reakcją zespołu na nią.
Jaka z tego jest czy będzie przyjemność i dla kogo – nie wiem. Mogą być niespodzianki.
Ogólnie – urządzanie losu innym ludziom , bardzo różne, złe i dobre, itd, także doświadczanie urządzania „własnego” losu przez innych, itd, to niezbywalne właściwości ludzkiej kondycji. Także pustelników i samotnych rozbitków. Że prezesów i członków zespołów – to chyba dostatecznie oczywiste. Nawet dla zespołu RNŚ ( to spostrzeżenie dla Musha)
Czy RNŚ nie urządza losu ludziom wypełniając im głowy nadawaną muzyką ” i publicystyką”? Oczywiście, że nie. To robi TVP i PR albo Radio Maryja.
RNŚ oddala problem binarności, projektowania płci i chyba wszystkie inne kontrowersyjne problemy, grając muzykę. Zdaniem wielu jego miłośników ma do tego prawo. Nie wszystko w Polsce musi być polityczne czy ideologiczne . Dlaczego więc poleciał prezes? Z niepolitycznej i nieideologicznej okazji. Znaczy, że z muzycznej. Ciekawe radio. Co i w co tam grają lub zgrywają?
Wnikając w muzykę, tak z głowy własnej mądrych i z serca głębokich słów Musz/y/a: „czy aż tak przyjemnie jest urządzać komuś innemu los? sądzę, że to wszystko fajne póki to nas samych nie dotyczy” chciałoby się śpiewać dalej na tę nutę. Nie daję im jednak wiary i widzę w nich zwykłą próbę „moralnego” wywyższenia się w stosunku do wypowiadających nieakceptowane przez „muzykanta” poglądy. Bez najmniejszego szacunku dla rozumu. Przecież każdy, kto ma jakiś światopogląd i tez kiedy go nie ma, urządza losy innym ludziom. Z wyjątkiem oczywiście RNŚ i Musz, grających poza społeczeństwem, po usunięciu prezesa Jedlińskiego.
Taka to rzeczowa dyskusja.
Jeśli to była okazja, to p. Jedlińskiego złapano za konkretne, potrzebne do wykluczenia słowa. Czy powiedział coś innego – nie ma znaczenia. Znaczenie jakichkolwiek słów chyba w jego przypadku nie miało znaczenia, jakkolwiek, ich interpretacja zyskała potrzebne (do wyrzucenia) znaczenie. Tak w Radiu Nowy Świat. Tak wiele razy w wielu miejscach. Z PiSem i bez PiSu.
B. prezes ma to na co zasłużył. Był prezesem „zespołu”, który się go pozbył.
Redaktorze Skalski – czy w Polsce szerzy się szaleństwo? Czy tylko w RNŚ? Czy SO jest od niego wolne?
gdzie jest mój kolejny komentarz?
Zrobiła się sążnista dyskusja, gdzie niektórzy chcą udowodnić, że ich racja jest „mojsza”. Pseudonaukowe rozważania o binarności, czy mętne tłumaczenia o prawie każdego człowieka do własnego zdania są tylko dowodem na kompletne pomieszanie pojeć. Tymczasem rzecz jest bardzo prosta. Respektowanie praw człowieka we współczesnym świecie oznacza, że każdy ma prawo do wyrażania siebie w sposób jaki czuje lub uważa za najbardziej odpowiedni dla siebie samego. Margot Sz. jest przykładem takiego stanu. Człowiek w dokumentach oznaczony jako Michał nie akceptuje swojej płci i od wielu lat sam określa siebie jako Margot. Ponieważ od wielu lat upublicznił tę swoją preferencję przedstawiając się wszem i wobec imieniem Margot, to ten jego wybór jest czytelny dla otoczenia.
Określając tego człowieka w dyskusjach (wszystko jedno czy prywatnych, czy publicznych) mamy co najmniej dwa rozwiązania:
– możemy go nazywać Margot, co oznacza uznanie jego prawa do samostanowienia m.in o swojej płci,
– możemy go nazywac Michał, co oznacza nie uznanie tego prawa do samostanowienia i przypisanie nam samym prawa do stanowienia o tym jaka jest „naprawdę” płeć tej osoby.
Wszelkie próby tłumaczenia, że nazywamy tę osobę Michałem ponieważ nie życzymy sobie aby ktoś narzucał nam kanony poprawności obyczajowej lub światopoglądowej, albo też Michał nie jest osobą niebinarną itp. argumentacja, są wykrętami nie dającym się obronić, a mającymi w istocie uzasadnić nasz brak szacunku i tolerancji dla takich ludzi. Takie stawianie sprawy oznacza, że nasze prawo do tego aby „wiedzieć lepiej” kim jest ta osoba od niej samej stawiamy ponad jej prawem do samostanowienia o sobie. ( To „wiedzieć lepiej” polega na dość prostackim określaniu płci człowieka na podstawie znamion zewnętrznych. W komunie był zresztą podatek wymierzany na podstawie znamion zewnętrznych, jako część podatku zbiorczo nazywanego domiarem!)
*
Mając na uwadze tę bardzo prostą w istocie rzecz czyli prawo Margot do samostanowienia o swojej płci trzeba stwierdzić, że dyskusja wsród słuchaczy i patronów Radia Nowy Świat (uważnie śledziłem większość wypowiedzi na stronie facebookowej Radia) była mniej arogancka, niż niektóre głosy w naszej dyskusji. Tam nie kwestionowano prawa Margot do samostanowienia. Tam dyskusja szła w kierunku tego czy Pan Jedliński powienien nadal być prezesem czy powinien zostać „namówiony” do złożenia urzędu. Zdania były podzielone, choć niezaleznie od stnowiska dyskutantów zdecydowana większość była zdania, że zarówno Pan Jedliński jak i sama rozgłośnia powinni zdecydowanie uznać prawo Margot do samostanowienia. W tym sensie decyzja władz Radia i zdanie większości dyskutujacych zdecydowanie się pokrywały. Środowisko słuchaczy i patronów tego radia pokazało zdecydowanie twarz nowoczesnej, otwartej i tolerancyjnej Polski.
*
Na koniec kilka słów o poprawności politycznej, światopoglądowej, obyczajowej i kazdej innej. To ważne, bo w slad za troglodytami pisowskimi i hierachią KRK w Polsce trwa bezprecedensowe kwestionowanie wszelkich poprawności w imię rzekomej wolności słowa.(Czytaj wolności chamstwa, prymitywizmu, opluwania i wyśmiewania czego sami nie rozumiemy!) Istotą tych wszystkich poprawności, wypracowanych w toku dyskusji i praktyki państw demokratycznego Zachodu po II wojnie światowej, jest szacunek dla drugiego człowieka, w czym zawiera się m.in. tolerancja różnych jego pogladów, cech, postaw czy praw w granicach nie zagrażajacych dobrostanowi innych ludzi czy ogółu. Jeżeli odrzucimy poprawności to odrzucimy szacunek a zatem tolerancję dla drugiego człowieka. Tym samym z własnej woli opowiadamy się po stronie autorytarnej wizji kultury partriarchalnej, w której wola jednej lub kilku osób będzie decydować o wszystkich bądź wiekszości aspektów życia każdego z nas. Kilku takich „wielkich” przywódców zna historia pod nazwą Hitler, Stalin, Pol Pot, czy „rodzinka” Kimów w Korei. Pomniejszych jak Caucescu, Fidel Castro, a ostanio Łukaszenka też nie brakowało i nie brakuje. W Polsce takze obok JK do takiej roli aspiruje kilku innych „gigantów” myśli ludzkiej. Gdzie jak gdzie, ale na tym portalu powinno to być dla nas oczywiste – albo poprawności albo marsz w stronę proletariatu umysłowego w nowe wcielenie średniowiecza.
no, no. bardzo mnie ciekawi czy @slawek miał okazję rozmawiać bezpośrednio z osobą mającą „prostacko określoną płeć wedle znamion zewnętrznych” jako chłopak, a określającą się jako dziewczyna, lub określającą się nijak, bo nie czuje przynależności do żadnej płci. i jak się @slawek w tym odnalazł. a ja takie doświadczenia mam. zawodowe. ostatnio jako prawnik pro bono pomagam dzieciakowi ledwie pełnoletniemu, który od kilku lat stara się o zmianę płci na żeńską, w sprawach alimentów od rodziców, którzy się go wyrzekli. całkiem niedawno, na fali zamętu w tej sprawie, o której tu mowa, zapytałam go jak sobie radzi z tym, że jest odbierany jak mężczyzna, na co odpowiedział, że od ludzi obcych, nauczycieli, urzędników, itd. nie oczekuje, że będą go traktować jak dziewczynę, lecz od przyjaciół oczekuje, że będą respektować jego potrzebę już teraz, zanim zmiana się dokona. i tyle.
i o tym pisałam. o moim prawie zwracania się do osoby mi nieznanej i obcej z użyciem staromodnego kryterium: wyglądu fizycznego i dokumentów. i jak się okazuje, osoby, o których tu mowa, rozumieją społeczny konwenans (używam tego pojęcia z znaczeniu: norma społeczna). no, ale przecież obrońcy nowej poprawności, w ogóle o to nieproszeni, gotowi są pasy drzeć z rzeczników zdrowego rozsądku za to, że o Michale mówią Michał.
z proletariackim pozdrowieniem !
ps.
już po raz kolejny spotykam się z ostracyzmem w SO z powodu jasno, pod nazwiskiem, wyrażanych poglądów. teraz @slawek, skrywając się za nickiem, wyzywa mnie od proletariuszy umysłowych i wskazuje moje koligacje z Kimami i spółką (nb. moja synowa jest czystej krwi Koreanką). czy tylko mnie kojarzy się to z całkiem nieinteligencką cechą ? zwalczanie dyskutantów metodami inkwizycyjnymi jako żywo przypomina mi prawdziwych przeciwników społecznej zmiany. jeśli ja jestem traktowana przez inteligenta @slawka jak pogrobowiec Pol Pota, to PIS może spać spokojnie.
Nie atakowałem pani ani nikogo innego w moim komentarzu. Przedstawiłem wyłącznie własny punkt widzenia. Szkoda, że argumenty merytoryczne zawarte w moim komentarzu pani zupełnie pomija, koncentrując się na próbie obrażenia mnie. Obrażenia bezskutecznego. Ale po kolei.
*
NApisała pani o swoim „… prawie zwracania się do osoby mi nieznanej i obcej z użyciem staromodnego kryterium: wyglądu fizycznego i dokumentów. i jak się okazuje i jak się okazuje, osoby, o których tu mowa, rozumieją społeczny konwenans”, przy czym powołuje sie pani na jednostkowy przypadek osoby młodocianej. Pani Zdaniem MArgot też uważa, że społeczny konwenas czyni poprawnym nazywanie jej Michałem? To dlatego sama podaje się za MArgot ?
Tymczasem „obrońcy nowej poprawności, w ogóle o to nieproszeni, gotowi są pasy drzeć z rzeczników zdrowego rozsądku za to, że o Michale mówią Michał.” Czy pani naprawdę wierzy w to, że Margot chce być nazywana MIchałem, a tylko jacyś dziwacy jak ja jej to niemożliwiają? Oczywiście ma pani takie prawo (dopóki pis tego nie zmieni), ale ja także mam prawo przedstawiać swój punkt widzenia. Jestem zdania, że Margot celowo uzywa takiego imienia aby tak ją postrzegać.
*
Odwołuje sie pani po raz kolejny do konwenansu, jako normy społecznej – to właśnie tempo zmian we świecie współczesnym zmusza nas do przezwyciężania konwenansów, jako norm sakcjonujących m.in. uprzedzenia, niewiedzę, strach, odrzucenie a priori, nietolerancję i podobne motywy. Społeczeństwo peryferyjne, słabo wyedukowane i zapóźnione w rozwoju cywilizacyjnym, a takim jest społeczeństwo polskie, wyraża swoje normy w konwenansach, które pozostawiają wiele do życzenia. Ale i one się zmieniają. Jeszcze trzydziesci lat temu o homoseksualistach powszechnie mówiło się pedały, o Czechach – pepiczki, o Francuzach – żabojady, o Włochach makaroniarze. Pomijam konwenanse w potocznych określeniach damsko-męskich, aby nie obrażać moralności publicznej. Konwenanse są zresztą normami raczej środowiskowymi i zróżnicowanymi. To co obowiązuje jako konwenas w środowiskach małomiasteczkowych i wiejskich jest odmienne ot tego co bywa konwenansem w środowiskach wielkomiejskich czy inteligenckich. Zresztą tempo zmian społecznych powoduje szybką dezaktualizację konwenansów.
*
W tym konkretnym przypadku powszechnie znana aktywistka środowiska LGBTQ+ jako Margot Sz. i podająca się za MArgot Sz., mająca w papierach imię MIchał spowodowała pani reakcję konwencjonalną zakładającą, że zgodnie z konwenansem pani uważa, że należy człowieka określać jako mężczyznę. Moim zdaniem to nie jest odwołanie się do konwenansu, ale pani świadomy wybór aby tę osobę nazywać niezgodnie z jej publiczną deklaracją. Pani wybór, ale proszę się nie dziwić, że mam odmienną opinię. Nie wiem co by się musiało stać aby pani uznała, że można już tę osobę nazywać Margot. Czyżby ta osoba musiała pani udowodnić, że nie jest wielbłądem? Co jeszcze oprócz oświadczenia woli człowieka dorosłego jest potrzebne aby w swiadomości ludzi dorosłych ta osoba występowała jako człowiek zgodny z tym oświadczeniem?
Decyzja sądu? Przecież prawo miejscowe jest także wyrazem konwenansu i stopnia rozwoju społecznego. Jeżeli polskie prawo nie wyrazi zgody na zmiane płci MArgot to ona pozostanie mężczyzną? A jeżeli przewlekłośc postępowania sprawi, ze deycyzja o zmianie płci nastąpi za 10 lat to ten człowiek bedzie przez 10 lat meżczyzną, aby naraz po decyzji sadu stać się kobietą?
*
Powołanie się przez panią na jednostkowy przypadek młodego człowieka, którym sie pani zajmuje i zasłanianie się jego opinią jak sobie życzy być nazywany, aby uzasadnić swój wybór, to jest dość problematyczny argument w dyskusji. Przy okazji próbuje pani zweryfikowac moją legitymację praktyczną do wypowiadania sie w tym zakresie. (By the way – spędziłem w pracy akademickiej na uniwersytecie ponad 40 lat i trochę doświadczeń ze środowiskami LGBTQ+ zdażyłem zdobyć. Podobnie praca w sektorze bankowym i finansowym (ponad 30 lat) dostarczyła mi trochę doświadczeń. Nie będę zresztą się do nich odwoływał, bo to nie ma nic do rzeczy!) Ale nawet gdybym nie miał jakichkolwiek doświadczeń praktycznych to żaden argument. Polemika dotyczy argumentów, które przedstawiłem a nie moich doświadczeń praktycznych.
*
Publikuję komentarze na SO pod nickiem slawek od 2013 roku z powodów istotnych i nie zamierzam się z nich tłumaczyć. Używanie tego argumentu jest nie na temat.
*
Nie nazywałem pani proletariuszami umysłowymi, ani pogrobowacami KImów czy Pol Potów, ale skoro się pani sama do tego poczuwa to pani sprawa.
*
Wyzwała mnie pani od „inteligentów” czyli ludzi, którzy z wyżyn swojej – domniemanej przez panią – wyższości prowadzą „zwalczanie dyskutantów metodami inkwizycyjnymi” co „…jako żywo przypomina mi prawdziwych przeciwników społecznej zmiany”. To tak zabawne odwołanie sie do pseudo argumentów pisowskich prymitywów, że nie sposób odpowiadać poważnie.
*
Na koniec – to „…wszystko z powodu tego, że „już po raz kolejny spotykam się z ostracyzmem w SO z powodu jasno, pod nazwiskiem, wyrażanych poglądów”. Nie wiem gdzie pani w moim wpisie dopatrzyła się ostracyzmu, ale spieszę wyjasnić, że po prostu mam inny od pani punkt widzenia na omawianą sprawę. We wszystkich pani wpisach pod tą dyskusją nie znalazłem,, żadnego argumentu, który mógłby uzasadnic zmianę mojego spojrzenia na sprawę.
o, a czymże to próbowałam pana obrazić, jeśli wolno ?
opisałam jeden, a nie jednostkowy przypadek. współpracuję ze stowarzyszeniem przygarniającym rozbitków życiowych, gdzie trafiają ludzie z literalnie każdym powikłaniem życiowym, po wyrokach, i także takie, jak opisałam, gdyż rodzice z mniejszych miejscowości na ogół źle znoszą wiadomość, że dziecko jest homoseksualne lub transpłciowe i pozbywają się go z domu.
zadziwia mnie to zacietrzewienie z pańskiej strony; wytacza pan armaty o prawie do wyrażania siebie, konieczności szacunku, itd., co ma wyrażać się w …. opisywaniu publicznie Michała Sz. jako Margot, bo on za Margot się podaje, bo przecież radio przyjęło za oczywistą oczywistość, że Michał to Margot, inaczej jest się troglodytą, co tam papiery … papiery? dowód tożsamości, paszport, prawo jazdy, dokumentacja medyczna, ubezpieczenie, legitymacje wszelakie, świadectwa, karta kredytowa, etc. – furda! furda ? chce pan wymusić na urzędniku skarbowym, bankowym, lekarzu, policjancie aby zwracał się do Michała per Margot, mimo że w dowodzie tożsamości widnieje Michał, a w peselu zakodowana jest płeć męska ?
moim zd., szacunek i respektowanie prawa każdego człowieka do godności i samostanowienia, wyraża się nie w agresywnym deklarowaniu idei, lecz w codziennym, zwyczajnym, życzliwym stosunku do konkretnego człowieka, znanego z imienia i nazwiska, w rozumieniu go i we wspomaganiu czynem w uzyskaniu tego, co go podniesie z upadku, pomoże mu w osiągnięciu czegoś lub zapobiegnie utracie czegoś, co jest dla niego rudymentarne. nikomu nie może uwłaczać to, że inni zwracają się doń życzliwie i zgodnie z tym, co jest zapisanie w jego dokumentach.
Jeżeli pani nie wie czym mnie próbowała obrazić, to odsyłam do mojej odpowiedzi na pani komentarz, a także do treści pani ostatniego wpisu – ten wątek uważam za zamkniety tym bardziej, że nie czuję się obrażony.
*
Tytułem ilustracji- według pani moje argumenty oznaczają:
– „zacietrzewienie z pańskiej strony”, ponieważ „wytacza pan armaty o prawie do wyrażania siebie, konieczności szacunku”,
– mój nargument o prawie człowieka do samostanowienia wyraża się w „agresywnym deklarowaniu idei”.
Nawiasem mówiąc jestem człowiekiem łagodnym, spokojnym, stonowanym i jak najdalszym od wszelkiego zacietrzewienia, czy agresywnego deklarowania idei. Argumenty w dyskusji nie oznaczają wytaczania armat a przedstawianie własnego punktu widzenia.
*
W jakim miejscu moich komentarzy znalazła pani stwierdzenie, że „…chce pan wymusić na urzędniku skarbowym, bankowym, lekarzu, policjancie aby zwracał się do Michała per Margot” ? Z tego co wiem nie wypowiada sie pani jako którykolwiek z wymienionych urzędników, chyba, że czegoś nie wiem. Jestem jak najdalszy od „wymuszania” czegokolwiek na innych ludziach.
*
NIe chcę się czepiac, ale pani wpis o życzliwości w stosunku do człowieka ” …w rozumieniu go i we wspomaganiu czynem w uzyskaniu tego, co go podniesie z upadku, pomoże mu w osiągnięciu czegoś lub zapobiegnie utracie czegoś, co jest dla niego rudymentarne..” zawiera wątek kompromitujacy panią. Deklaracja zmiany płci to nie jest żaden „upadek człowieka” z którego on ma się podnosić, a zwyczajne określenie jego preferencji kulturowych i społecznych.
*
Sens pani wszystkich wypowiedzi sprowadza się do tego, że reprezentuje pani bardzo tradycyjny, patriarchalny i w sumie kostyczny punkt widzenia. To pani prawo. Może jednak nie warto się upierać, że ma to cokolwiek wspólnego z tolerancją, otwartością czy szacunkiem dla innych ludzi, niż tzw. „normalsi”.
Reasumując – treść pani wpisów oznacza, że nie jest pani zdolna do zaakceptowania faktu, że ktoś ma inny pogląd od pani. Nic na to nie poradzę.
może się spóźniłem, ale trudno.
Nie przypuszczałem, że toczy się tu jakaś naukowa dyskusja. Nie sadzę też, by binarność (i naukowość czy pseudonaukowość) każdy miał definiować, jak informatyk, stając się socjologiczną, psychologiczną, biologiczną czy filozoficzną omegą, a zwłaszcza wyrocznią moralną.
Nie wiem dlaczego p. Magdalena Ostrowska dała sobie spokój z tak naukową dyskusją. Być może „pojęła”, iż nie jest zdolna do zaakceptowania faktu, że ktoś ma inny od niej pogląd, a ten ktoś nic na to nie poradzi, jakkolwiek jest zdolny zaakceptować fakt że ma pani inny niż on pogląd. I poradził sobie dowodząc, że reprezentuje pani bardzo tradycyjny, patriarchalny i w sumie kostyczny punkt widzenia. Uznał pani prawo do tego, z zastrzeżeniem by się pani nie upierała, że ma to cokolwiek wspólnego z tolerancją, otwartością czy szacunkiem dla innych ludzi, niż tzw. „normalsi”. A to miłosierny kocioł.
Możliwe, że czytałem Pani (jak i Pana Sławka) wpisy nieuważnie lub bez zrozumienia, zastrzegam się jednak, że wina może być po drugiej stronie – można pisać bezrozumnie.
Nie dźwigałbym człowieka z upadku – uważam , że można domyślać się dźwigania Michała Sz / Margo. Bo moim zdaniem, człowiek ten, w tej konkretnej sytuacji ,nie upadł. Pani może widzieć upadek i dźwigać, jeśli Panią do siebie dopuści. Nie chodzi o to, że ma Pani Prawo tak widzieć, chodzi o to, że może Pani widzieć to, czego ja nie widzę i nie jest to Pani wymysł. Tu się pojawiają kolejne zastrzeżenia, ale je pominę.
Co do „faktycznego” upadku Michała / Margot czyli konkretnej sytuacji, tak jak ją rozumiem, chodzi o wywracanie samochodu z wypisanymi kłamstwami. Moim zdaniem to żaden upadek. Odwrotnie – czyn obywatelski.
Dziwne, że Michał / Margot poszedł/ poszła za to więzienia, a awantura w RNŚ z p. Jedlińskim tyczyła się twierdzenia byłego prezesa o M/M, że to osoba fałszująca swoją tożsamość. Jakby i tu kłamstwo i tam kłamstwo.
Prawa człowieka. Czy konkretny człowiek ma prawo wyobrażać siebie jako kogokolwiek i żądać uznania przez innych ludzi za tego, za kogo się aktualnie uważa? Czy innym ludziom ma wystarczyć samo wyobrażenie? Czy nie mają oni prawa do postrzegania własnych i cudzych tożsamości wg swoich miar i wartości ?
Wg mnie jeden z najpoważniejszych problemów, dopiero problematyzowany, ale w RNŚ i w informatyce jest już bezproblemowo rozstrzygnięty.
Prawa człowieka tworzone w różnych ontologiach – idealistycznej i materialistycznej. Idee i twarde fakty. Jasne, że to nie problem dla radia muzycznego.
Człowiek postrzega zjawisko definiując go posiadanym aparatem pojęciowym. Gdyby został wyedukowany i wychowany w obecności bogatszego zasobu terminów odzwierciedlających lepiej rzeczywistość niż nasz archaiczny język, to nie byłoby tej całej dyskusji.
Znany przykład: e/Eskimosi mają wiele określeń śniegu. Czy ich językoświat jest archaiczny? Śniegu może nie być w nieodległym czasie.
Być może u Eskimosów, dziś nie ma 65 płci, a niebinarność nie ma znaczenia. W nieodległym czasie może jednak powiększyć się ich aparat pojęciowy, szczególnie na odlodzonej Grenlandii.
Myślę, że b(B)óg nie po to pomieszał/a języki, żeby pokarać nadmierne ambicje. Wsparł/a je i poszerzył/a ludzkie możliwości – wiele języków, wiele kultur, wiele światoobrazów.
Który lepiej odzwierciedla rzeczywistość i czyją? We wszechświecie/ wszechświatach. Choćby tylko ludzkich.
Edukacja do jednej rzeczywistości? Jednej kultury. Jednej władzy. Oczywistej. I apodyktycznej.
Moim zdaniem dyskusja, jakkolwiek jakby trafiło się ślepej kurze ziarno, jak najbardziej potrzebna. Tym bardziej, że dzięki Sławkowi dotarła do założeń „oczywistych” opinii i „naturalnych” stanowisk wobec, co najmniej dwóch przypadkiem związanych ze sobą, wydarzeń i ich ocen wg „oczywistej” wolności do osobowej podmiotowości i „naturalnej” konieczności choćby komunikacyjnego współbycia z innymi. Może się mylę, ale mam wrażenie, że to dość ważny problem w teraźniejszych, nie archaicznych, społeczeństwach, po zastąpieniu konfliktu klasowego pokojowo rozwiązywalnym zróżnicowaniem w dowolnym wymiarze i podmiotowo-przedmiotowych problemami w samorealizacji jednostek.
Dyskusja w tej sprawie jest wg mnie, jak najbardziej na miejscu. W Studiu Opinii. Ale żeby to była „cała dyskusja”, to nie sądzę. Odwrotnie.
Niemniej może utrudnić szaleństwo. Przynajmniej szaleństwo oczywistości. Kiedy wszystko jest od razu jasne. Wśród swoich.
Klep. Klep. Swoją prawdę. Ucz. Ucz. Swojej prawdy. I nie mieszać w głowach. Na jedną (bogatszą – terminologicznie?) nutę.
A najlepiej o niczym (oczywistym) nie dyskutować. Jeśli już, to starczy się wzburzyć moralnie.