15.08.2020

Kadra dziennikarzy tworzących III Program PR odeszła zeń na znak protestu przeciw cenzorskim praktykom zarządu Polskiego Radia i założyła niezależne Radio Nowy Świat. Nowa rozgłośnia od startu zaczęła się cieszyć sympatią i powodzeniem. I oto jej prezes, Piotr Jedliński poczuł się zmuszony do opuszczenia stanowiska pod presją dziennikarzy, współudziałowców firmy i – zapewne – słuchaczy.
A poszło o Margot, w papierach – Michała Sz. Dla prezesa to był on, dla dziennikarzy RNŚ – ona, zgodnie z obowiązującym w odłamie społeczeństwa kanonem poprawności politycznej.
Ten spór otwiera całą masę jątrzących kwestii społecznych, kulturowych, politycznych. Głównie po stronie, ogólnie mówiąc, opozycyjnej. Rządowa je tylko rozgrywa, lecz tego tutaj nie poruszamy. Chodzi nam o histeryczną reakcję unieważniania, której symptomem i zapowiedzią staje się sprawa Jedlińskiego.
Poczucie racji nie powinno oznaczać przyzwolenia na działania w stylu hunwejbinów. Po pierwsze jest to zaprzeczenie wolności. Okrutne w każdym wymiarze. Po drugie unieważnia cel, któremu ma służyć. Vide walka z rasizmem w USA.
Sporo tego w dyskursie publicznym i oto pojawia się skutek namacalny.
Caveant consules!

Ernest Kajetan Skalski
Ur. 18 stycznia 1935 w Warszawie) – dziennikarz i publicysta,
z wykształcenia historyk.

by RzeczPospolita nie doznała uszczerbku…
jednak to nie sztuka (…) ale sztuka całkiem świeża (…) szyszką trafić w locie jeża.
Często odnoszę wrażenie że nasze życie polityczne kopiuje znakomity „Żywot Briana”.
Nie mogę napisać, ze ten tekst jest jasny. Jest ciemny, jak tabaka w rogu. O co chodzi w sporze, w jakim sporze, i o co chodzi Autorowi? Nie każdy czytelnik jest bywalcem Nowego Świata. Moze warto jednak wyjaśnić, o co chodzi. Albo darować sobie pisanie.
Ja mam wrażenie, że to pierwsze zderzenie kulturowe dużego kalibru w postępowej Polsce. Nie dziwi, że dotyczy medium z wyższej półki. Posługujemy się językiem tradycyjnym i chcemy za jego pomocą opisywać zmieniający się świat (chociaż w tym konkretnym przypadku chodzi o zmieniającą się percepcję świata). Jak pokazał opisany przypadek, dłużej już się tak nie da. Dobrze żeby pracujący słowem przyjęli do wiadomości konieczność modyfikacji narzędzia pracy. Może trzeba zacząć używać określeń typu „osoba trans”, a może stworzyć nowe słowa. Z pewnością płeć męska i płeć żeńska nie wyczerpują naszego bogatego biologicznego spektrum genderowego. Przyjęcie samoidentyfikacji (kobieta-mężczyzna) osoby trans też nie rozwiąże problemu, bo taka osoba posługuje się dostępnym aparatem pojęciowym i wprowadza to dodatkowy chaos.
Mieliśmy już przecież w historii okresy koniecznego słowotwórstwa. Organizowane były wtedy konkursy i wybierano najlepsze propozycje. Wiem, dzisiaj mamy KRK, który storpeduje każdą inicjatywę kojarzoną z „ideologią gender”. Czego nam dzisiaj bardziej trzeba? Rozumu, czy odwagi?
To chyba nie tylko kwestia tradycyjnego języka, ile tradycyjnych wzorców kulturowych. CZym innym jest ogólne uznanie faktu istnienia społeczności LBTGQ+ a czym innym postawa tolerancji wobec najróżniejszych postaw osób niebinarnych. Mogą się zmieniać pojęcia, ale zanim sami się ułożymy z własną tolerancją i zanim zaakceptujemy wszystkie konsekwencje róznorodności, być może musi upłynąć wiecej czasu i pokolenia wyrosłe w patriarchalnej normalnosci muszą zejść ze sceny…niestety czasami także biologicznie.
*
To tak jak z prawami wyborczymi kobiet, które liczą sobie ponad 100 lat a nadal niektórzy troglodyci w rodzaju Janusza Korwin-Mikkego nadal je kwestionują. Statystycznie mineło 5 pokoleń, a stare wzorce wciąż pokutują.
Ale się wszyscy dali wkręcić! Mamy wreszcie swojego męczennika.
Tak, to jest George Floyd na miarę naszych możliwości! Wszystkie inne tematy zeszły w niebyt. Już nic nie jest ważne, tylko aresztowanie faceta twierdzącego że jest kobietą. A Że został zatrzymany za używanie przemocy? A kogo to obchodzi, ważne że jest powód do nawalanki i możliwość ogłaszania całemu światu jak to nas prześladują. Władza też się cieszy, bo ma ulubiony temat zastępczy. Opozycja może gromko potępić. Wszyscy zadowoleni.
Tylko normalni ludzie patrzą na to i zastanawiają się, co tu się dzieje?!
„…faceta twierdzącego że jest kobietą” – trywializuje Pan problem w sposób skandaliczny 🙁 . Nie zdaje Pan sobie sprawy z tragedii tych ludzi. A jest ich dużo więcej, niż nam się wydaje. Wielu nie ma sił zmagać się z życiem i je przedwcześnie kończy. Sama znam parę takich przypadków, które skończyły się rozwiązaniem ostatecznym. Jeszcze w latach 7-80 – ych, w przypadku narodzin niemowląt o cechach obojnaczych lekarze bez uczciwych konsultacji z rodzicami robili rach-ciach i taśmowo przerabiali dzieci na dziewczynki. O ludziach trans nikt wtedy nie mówił, a istniały od zawsze. Normalni ludzie, zamiast patrzyć i
zastanawiać się, co tu się dzieje, powinni wpierw zgłębić temat, doczytać co nieco, to może nie traciliby czasu na bezproduktywne zastanawianie się.
Popieram Pani punkt widzenia. Prawicę zostawmy na boku, bo ci ludzie podobnie jak krk wykorzystują ludzi :LGBTQ+ jako wroga, głosząc celowo kłamstwa, fałsz i obłudę.
Kiedy mówimy o stronie opozycyjnej sami musimy dojrzeć do tolerancji. Świat się zmienia i ludzie otwarcie deklarują swoje preferencje, potrzeby, w tym orientacje seksualną. Jeżeli nie umiemy sie z tym zgodzic, to powinnismy przynajmniej tolerować takie postawy i nie dyskrymonować takich osób. To jest pytanie o naszą zdolność do pokonania naszych własnych ograniczeń percepcji, starych wzorców kulturowych i uprzedzeń.
Tzw. „normalni” ludzie nie akcpetują „…faceta twierdzącego że jest kobietą”, lub „chłopa przebranego za babę” itp. rzeczy dla nich niezrozumiałych. Ta „normalność” to brak wiedzy, tolerancji i świadomośći, że własną postawą możemy głęboko dyskryminować a więc krzywdzić innych. Przykład dzieci, młodzieży czy młodych ludzi odmiennych od „normy” nie mogacych sobie poradzic z przesladowaniami, odrzuceniem czy nietolerancja i popełniających samobójstwa jest najbardziej drastyczną ilustracją problemu „normalnosci”. „Normalności” nieadekwatnej do współczesności.
Ja z trudem akceptuje chłopa przebranego za babę, jeśli nosi sukienkę maxi w kolorze czarnym. Gdyby kolor był tęczowy, to bym akceptował. (Wiem, ze nie istnieje kolor tęczowy, ale wicie, rozumicie.)
przecież ta osoba na kogoś napadła, napisałem już tutaj komentarz dotyczący praktyki środka zapobiegawczego jakim jest areszt. W takich przypadkach prawdopodobnie miałby także coś do powiedzenia psycholog, nie wykluczone przecież, że poziom agresji był warunkowany psycho-fizycznie na sposób bardziej złożony niż w większości przypadków z podobnego paragrafu. Nie mniej jednak paragraf pozostaje, zaś minister niepotrzebnie użył słowa „aberracja”. I tyle, no było się jednak nie rzucać na furgonetkę czy co tam jeszcze zaszło.
A propos nazewnictwa on/ona czy to naprawdę takie ważne kiedy akurat w tym przypadku zdaje się, że można się pomylić.
Szanowny Pan PK raczy sobie z nas żartować z tą napaścią. „Napadnięty” bus zgodnie z wyrokiem sądu nie miał prawa się pojawić w przestrzeni publicznej. Więc to nie „napaść” a raczej obywatelskie przymuszenie do respektowania wyroków sądu. Kto chce tu jeszcze komentować?? ….”A propos nazewnictwa….” – ponieważ Margot już dość długo funkcjonuje jako ONA – to raczej chyba powinien Pan z pokorą przyjąć JEJ samookreślenie. Bo pańskie odczucia tu (niestety dla Pana) goowno znaczą. I tyle. A tak a propos – wykształcenie jest tym dla inteligencji czym szlif dla diamentu – tworzy brylant. Mam wrażenie, że pańskie wykształcenie dało tylko kupę piachu. I zgrzyta.
Absolutnie nie pozdrawiam
Przejrzał mnie pan na tyle sprawnie, że w zasadzie nic tu dodać nic ująć, może poza tym, że nawet nie zgrzyta, môj szlif pozostawił jedynie popiół wdeptany w gumno.
Pan wybaczy, że przeszacowałem – więcej się nie powtórzy.
drobiazg, przy okazji się wiele dowiaduję – furgonetka nielegalna, całkiem być może a rysunki pewnie niewyjściowe i pani Margot się słusznie zdenerwowała. Ja proszę pana miałem takiego kierownika w pracy – zaczął farbować włosy i robił się strasznie nerwowy, możliwe że miał kłopoty z tożsamością a jest powszechnie szanowaną osobą, także ja na tyle na ile mi się udaje ogarnąć to ogarniam. No ale sam pan rozumie – szału ze mną nie ma.
Za komuny gdy kogoś zatrzymywano i politrucze media podawały „powód zatrzymania” bez kontekstu i całego ciągu zdarzeń, które do zatrzymania doprowadziły, nikogo normalnego też nie obchodziła politrucza argumentacja.
Moje zdanie jest takie: RNŚ jest zespołem. Powstając instytucjonalnie, zespół powinien ustalić dla siebie pewne reguły; na przykład: jesteśmy indyferentni politycznie; albo: jesteśmy przeciw PiS; albo: jesteśmy za kompletną swobodą obyczajową; albo: jesteśmy, ale w takich i takich granicach. I wtedy złamanie umowy jest automatycznie wyjściem z zespołu. Wypowiedź mieszcząca się w granicach umowy — jest do pominięcia. Nie można natomiast zmieniać umowy w locie (bo tak się złożyło) ani dostosowywać się w locie do opinii słuchaczy po to, by ich nie stracić. Przypadek Jedlińskiego był — moim zdaniem — casusem do porządnej dyskusji wewnętrznej, ale z wyłączeniem słuchaczy i delikatną decyzją (taką lub inną).