09.09.2020
Serpentyny i pobocza wyczuwamy.
Raz na ziemi, raz pod ziemią drogi kręte.
„Radio Taxi, proszę czekać…” – zaczekamy,
coś być musi, coś być musi, do cholery, za zakrętem.
Otóż nie, wcale nie musi. Jeśli ci zmiennicy ręka w rękę to tandemy AWS-SLD i PO-PiS, a my zasuwamy po wciąż tym samym, ciasnym i zamkniętym rondzie, to mamy do czynienia z zapętlonym Polish jokes reality show.

Śpiewka jest taka, że Kaczyński uwiódł znaczną część narodu no i opozycja bardzo się stara, ale na razie PiS górą, choć szkodliwy, bałamutny, zakłamany itd., co tam się jeszcze komu umyśli.
Zwykle zapominamy tylko dodać, że skuteczny, jeśli za miarę sukcesu uznać pełne przejęcie kontroli nad państwem — i to takie, w którym znaczna część wyborców jest przekonana, iż rządzi formacja najlepsza z możliwych, autentycznie zatroskana losem kraju.
My, czyli jak wieść gminna niesie garstka świadomych politycznie patriotów, oczywiście doskonale wiemy, że kaczyzm to samo zło i należy go tępić wszelkimi dostępnymi metodami, z przemilczaniem prawdy włącznie.
Cóż ten król kłamstwa mógłby nam zaoferować?
Według mnie całkiem sporo, gdybyśmy zdołali oderwać się, choć na moment, od adoracji ołtarzyka dozgonnej nienawiści. Wzajemne podbijanie sobie bębenka w gronie samoświadomych oświeconych to przyjemne hobby, ale ma nikłą wartość poznawczą. Żeby stworzyć warunki dające szansę na realną zmianę, warto postawić przynajmniej kilka pytań i spokojnie przemyśleć implikacje możliwych odpowiedzi.
Po pierwsze, czym faktycznie różnią się rządy Kaczyńskiego od tego, co wyprawiali poprzednicy? Jeśli spojrzeć choćby na stosunek PiS do roli powszechnie krytykowanego na łamach SO Kościoła, to trudno dostrzec diametralne zmiany w podejściu obecnej władzy. Kościół jest hołubiony tak, jak zawsze po przemianie ustrojowej.
Czy wprowadzenie religii do szkół, konkordat i premier Suchocka przystrojona w czarne koronki, dygająca przed Lolkiem, zapowiadały nowoczesne świeckie państwo? Gdy AWS przejmowało schedę po UW, czy szara eminencja Krzaklewski nie namaszczał głównych urzędników państwowych zgodnie z rytuałem łudząco podobnym do gabinetowych roszad posła Kaczyńskiego? Czy Leszek Miller, już jako premier, nie fatygował się osobiście do prałata Jankowskiego, by zapewnić, iż jego machlojki przy handlu bursztynem nie będą budziły zainteresowania prokuratury, zgodnie z lewicowym etosem? Czy premier Tusk nie zachwycał się publicznie cudami pontyfikatu Wojtyły? Jak bardzo ekipa PO starała się np. zastopować rozdawnictwo gruntów państwowych na rzecz Kościoła, czy choćby zrzuty spadochronowe gotowizny wyszarpywanej z kas spółek państwowych, które jakimś zrządzeniem losu zawsze lądowały w biskupich ogrodach?
Po drugie, jak Kaczyński zdemolował system sądowniczy? Czyż ziobryzacja prawa nie jest jedynie wersją rozwojową falandyzacji?
Po trzecie, kiedy to Polska wykazywała mniej wasalny stosunek wobec USA i ich obłąkanej polityki szerzenia demokracji bombami? Czy to PiS posłał polskich bohaterów, by ostrzeliwali przyjęcia weselne na Bliskim Wschodzie? Kaczyński wpadł na pomysł urządzenia katowni w Kiejkutach i użyczania lotnisk do przerzutu ludzi porywanych przez amerykański wywiad?
Podobnych pytań można by stawiać więcej, ale to nie one zaprzątają dziś wyobraźnię ludzi schlebiających sobie antypisowskim tere-fere kuku. Tamte sprawy to było wtedy, dawno i było lepiej, oj znacznie lepiej, bo PiS i Kaczyński… no, właśnie.
Czym on się tak bardzo naraził?
Co takiego zrobił, czego nie próbowali przed nim spadkobiercy solidarnościowego mitu założycielskiego czy pogubiona ze szczętem polska lewica?
A może rządy Kaczyńskiego są jedynie konsekwencją masy krytycznej błędów i wypaczeń sięgających swymi korzeniami hen daleko, w tamte sierpniowe dni karnawału polskiej wolności, pojmowanej jako zabawa wajchą z napisem: byle na odwyrtkę i do przodu, a później się zobaczy.
Często na tych stronach pocieszamy się, iż wszystko będzie lepiej, tylko niech już w końcu ten PiS szlag trafi.
Następcy po prostu muszą być lepsi, więc na razie walimy w Kaczyńskiego wszystkim, co pod rękę wpadnie i to mniej więcej cała opozycyjna recepta na leczenie postsolidarnościowego kaca.
Coś mi się widzi, że tradycyjnie grzeszymy naiwnością polityczną, krótką i selektywną pamięcią zbiorową, nadmiernym przywiązaniem do racji, polegającej li tylko na oderwanym od rzeczywistości chciejstwie.
Kaczyński lepi z tego, co mu historia włożyła w ręce.
Potępiając w czambuł formułę kaczystowską, gubimy z oczu sedno sprawy. Nie wystarczy tego czy owego odsunąć od władzy — kołomyjka kolejnych gabinetów jako żywo przypomina tę międzywojenną. Co potem, po Kaczyńskim? Jaka formacja zechce oderwać kościelną pijawkę od państwowego budżetu, od dostępu do gabinetów najwyższych oficjeli, szkolnictwa? Kto będzie zdolny prowadzić racjonalną i zrównoważoną politykę zagraniczną, wykraczającą poza kompulsywne trykanie w nogę Wuja Sama i posikiwanie w kierunku Rosji i Niemiec?
My tego tutaj nie wiemy i tak naprawdę nie chcemy wiedzieć, po prostu wystarcza nam nadzieja, że będzie dobrze.
Kaczyński dał nam coś, czego poprzednicy najwyraźniej nie byli w stanie wykorzystać w stopniu równie doskonałym. Wbrew obiegowej opinii, wcale nie podzielił Polaków, a jedynie pogłębił podziały już istniejące. Za cenę nienawiści lubiących mniemać, iż reprezentują wszystko, co najlepsze przytrafiło się temu narodowi, pociągnął za sobą tłumy. Fakt, podstarzałe, rzednące, raczej średnio wykształcone i zorientowane w świecie, ale za to ciągnące za nim i tylko za nim, za zbawcą, wyzwolicielem uciśnionych, trybunem ich sprawy. Czy to wam coś przypomina, drodzy antypisowscy towarzysze?
Miło nam grzać się w ciepełku koleżeńskiej nienawiści. To niemal jak permanentna setka buzująca w żyłach. Uzależnia, prawda? Niech no ktoś tylko spróbuje się zamachnąć na źródło miodku. Będziemy nienawidzić do krwi ostatniej, ale potem, gdy już nasza prawda zatryumfuje, a dzisiejsi wrogowie będą skomleć u naszych stóp, zbudujemy kraj lepszy, sprawiedliwy, tolerancyjny i w ogóle najfajniejszy.
Śmiem twierdzić, że gówno prawda.
Poniesiemy naszą nienawiść dalej i zainfekujemy nią kolejne pokolenie, a wszystko, co uda się jeszcze sklecić w ramach projektu Polska, będzie u zarania skażone wyniszczającym konfliktem. To nie Kaczyński nas tak urządził. On spełnił jedynie funkcję katalizatora jak kiedyś Wałęsa. Kościołowi w tym kraju może ubywać wiernych, ale nie paliwa katolickiej miłości bliźniego.
Pan Szczypiński sformułował kiedyś pewne prawo, opisujące charakter sierpniowego zrywu strajkowego: lepiej strajkować niż pracować. Mam inną propozycję na teraz: lepiej dziś zrozumieć Kaczyńskiego niż jutro się zastanawiać, co znowu poszło nie tak. Bo jutro, to może być równie dobrze wczoraj lub dziś, tylko jutro, co było do udowodnienia.

Tadeusz Kwiatkowski
Pedagog, publicysta
Rocznik 1977. Absolwent Akademii Pedagogicznej w Krakowie. Jednostka głęboko aspołeczna. Przejawia objawy organicznego uczulenia na polski patriotyzm, pojmowany jako przekonanie o nadrzędnej roli Polski w historii, oraz tzw. polskiej racji stanu w stosunku do interesów Europy w dobie postępujących procesów globalizacji. Z przekonania i zamiłowania antyklerykał. Na razie, od blisko dwudziestu lat szczęśliwy mąż, od kilku również ojciec; od ponad dekady aktywny entuzjasta biegów długodystansowych.

IIIRP zgrzeszyła pogardą dla wsi i małych miasteczek. Kto nie potrafił zostać drugim Kulczykiem ten w przekazie mainstreamowym Trzeciej Rzepy sam jest sobie winien i powinien się bardziej postarać i wstydzić się, że został nieudacznikiem .
Ignorowanie i lekceważenie, nawet jeśli nie podszyte pogardą, stało się źródłem frustracji. Frustracji, co to przerodziła się w nienawiść, a którą rzeczywiście JK tylko pogłębia i wykorzystuje. Nie on ją wywołał. Tu się zgadzam.
.
Co do innych punktów:
Uległość wobec Kościoła – zupełnie inaczej to postrzegam. Poprzednicy byli ulegli z wyrachowania (Np. SLD – coby KK nie straszył Polaków Unią i by udało się stać jej członkiem), czy z wdzięczności – wspomniana Suchocka czy Mazowiecki pamiętali przecież zachowanie KK w czasach PRL, pamiętali wsparcie, jakiego KK udzielał no i rozmawiali z nieco innym Kościołem- Pieronka, Życińskiego, Bonieckiego itp.
PiS nie jest uległy. PiS żyje w symbiozie z najbardziej obskurancką częścią polskiego KK. Nie próbuje nic załatwić, nie handluje, nie układa się. Jest po prostu zbieżne.
Prędzej PiS się postawi, jakby się poglądy rozjechały niż PO. O ile poprzednicy układali się z KK jako realną siłą, o tyle PiS się nie układa. Raczej wykorzystuje kościół. A co niewygodne, spycha na margines. Niewygodne projekty ustaw wspierane przez KK lądują w zamrażarce sejmowej, albo w TK – Też w zamrażarce.
Gdyby tak robiła PO, byłby krzyk i larum, jakie to PO jest antykatolickie- jak komuniści!
.
Uległość i ślepa miłość do wujka Sama – tu główna różnica polega na tym, że oprócz USA inni widzieli też partnerów europejskich. PiS próbuje udowodnić swe przywiązanie do USA ostentacyjnie psując stosunki z innymi.
Przyjmijmy roboczo, że Kościół Życińskiego, Pieronka i innych takich Bonieckich, to był zasadniczo jakiś inny Kościół, lepszy, mniej obskurancki, fanatyczny. Nawet jeśli tak, to nadal wyrachowany, pazerny i pozbawiony skrupułów wobec państwa, traktowanego jako patrymonium, ze wszystkimi tego opłakanymi skutkami.
Kościół realną siłą? A z czego ten realizm w Polsce wynikał? Przecież nie z pseudointelektualnych wywodów np. Życińskiego czy Pieronka. Źródła musiały być mnogie i obfite w skali kraju.
PO po prostu nie chciała naruszać tradycji, bo Kościół to realna siła, więc wsparcie okradania państwa to był ten punkt programu, którego platfusy przez niemal dekadę nijak pominąć nie mogły. Ale teraz…
Teraz to inna sprawa, Kaczyński się stawia i wykorzystuje; i to kogo? Nie poczciwych Życińskich i Pieronków, tylko ten najgorszy element. No, to faktycznie, jest gorzej niż było. Jeszcze tylko PiS i wyjdziemy na prostą. Zamiast wykorzystywać Kościół obskurancki, znów będziemy mogli być wdzięczni za intelektualny wkład profesorów i doktorów teologii stosowanej w budowę nowoczesnego państwa. Rzecz jasna za tradycyjne co łaska, liczone każdego roku w miliardach (inne benefity, jak np. sądowa bezkarność koloratkowych też się liczą). Ten błogosławiony consensus jest wszak bezcenny, no i gdyby nie zgoda Kościoła, to w ogóle moglibyśmy zapomnieć o UE, z której dobrodziejstw Kościół przecież nigdy nie korzystał. Jak się dłużej nad tym zastanowić, to właściwie bez Kościoła ani rusz. Kaczyński oczywiście miesza w tym układzie z jawną szkodą dla polskich interesów.
Ciekawe spojrzenie na rządy PiS.
Tak. I tak. I tak.
Tak. Pieronek z Życińskim nie żyją, Boniecki ma zakaz publikacji (czy Lemański- zakaz wypowiedzi).
Źródłem siły KK była wiara większości Polaków w jego przyzwoitość, a także bogate kontakty zagraniczne, to często KK
pośredniczył w kontaktach z wspomagającymi Solidarność przedstawicielami zachodnich organizacji.
.
Tak.
Podtrzymuję, że PiS się KK nie boi tak, jak bała się PO i jak próbowała to przekupić. PiS w moim przekonaniu nie przekupuje KK. Owszem ładuje tam publiczne pieniądze, tak jak ładuje w TVP czy Gazetę Polską- bo akurat ta wizja Polski jest zbieżna. Pieniądze publiczne nie są pompowane w Tygodnik Powszechny, tylko w media Rydzyka. Dlatego ,że Rydzyk gra na tę samą nutę, a w TP dopuszcza wątpliwości czy głębszą analizę.
Tak.
Jeśli PO wróciłaby do władzy, to znów bałaby się pohukiwań że strony KK. Próbowałaby jakoś się przypodobać fundują z publicznych pieniędzy kolejne „dzieła i nadal byłaby zdziwiona, że nic z tego nie ma. I tak – nic by się nie zmieniło w ilości transferowych pieniędzy do KK.
Prędzej ten transfer ustanie, gdy się JK z TR pokłóci, niż zostanie ukrócony przez PO.
Skoro podtrzymuje Pan ten sposób widzenia relacji państwo-Kościół, to jest to jednak spory plus dla Kaczyńskiego. Dla Kościoła to już co najmniej dwa plusy, bo ta instytucja zawsze w Polsce jest na plus. W sumie mamy same zyski, co przy takiej ilości plusów nie powinno dziwić. Przypomina mi się opowieść o plusach ujemnych i minusach dodatnich, ale ponieważ w rachunkach wszystko się Panu zgadza, to faktycznie nie ma o co kopii kruszyć. Reszta jest już jedynie logicznym następstwem prezentowanego podejścia i to się wyborcom udziela. Jeśli można wierzyć w przyzwoitość Kościoła, to dlaczego nie Kaczyńskiego?
Dla Kościoła wyczytał Pan u mnie dwa plusy? No to ja bez kozery powiem PIŃCET! A DLA kogo ten wywiad?
Rzecz prosta dla pomyślności narodu, z którą dobrostan Kościoła jest fundamentalnie sprzęgnięty, co tak ładnie wyszło Panu z kalkulacji. Najlepsze jest to, iż w tym układzie właściwie nie ma znaczenia, kto rządzi w Polsce, bo skoro i tak wszystkie drogi prowadzą do episkopatu, to równie dobrze może być PiS. Wrażliwa na pohukiwania Platforma niechaj wznosi modły błagalne i czeka pokornie w przedsionku na przychylność biskupów – na pewno rozpatrzą każdą ofertę, choć trzeba przyznać, że przebić aktualną pulę nie będzie łatwo. Miejmy nadzieję, że PO podoła i wszystko ponownie skończy się pomyślnym dobiciem targu. Państwo w pakiecie, niemal darmo.
Pozostaje jeszcze pytanie (nie kpie, chciałbym znać poważną odpowiedź) – czy Kościół i jego obecne i byłe miejsce, to przyczyna — czy skutek? I czego? Myślę, że warto ten temat rozwijać.
Teoria ufoludków wyjaśnia wszystko, nawet przed jej sformułowaniem, nie kpię.
Pyszne pytanie.
Ja bym zaś proponował się odwołać do standardowej teorii ewolucji, efektu oddziaływania w ciągle zmieniającym się otoczeniu. Upraszczając, możemy określić to również procesem adaptacyjnym albo walką o przetrwanie.
W relacjach wzajemnego oddziaływania w ukierunkowanym upływie czasu, myślenie w kategoriach skutku i przyczyny traci sens. W jednoczasie jest jedynie stan wzajemnych relacji, a z upływem czasu wszystko ulega zmianie.
Model liniowego myślenia (genialny wynalazek cywilizacyjny) z przyczyną i skutkiem to uproszczone postrzeganie, gdzie w założeniu przyjmujemy stałość odniesień dla dokonywanych obserwacji, pomijając przy tym efekt ciągłych sprzężeń zwrotnych, w których uprawomocnione jest już twierdzenie o bezpośrednim oddziaływaniu (podmiotu) na samego siebie.
Wystarczy pomyśleć, że da się zabić jeża gołą ręką. Cały dowcip zawsze kryje się w sposobie myślenia.
Czy moją odpowiedź można potraktować poważnie?
Można.
Tu tylko zajawka w postaci spotkania z twórcą eksperymentu udokumentowanego filmem „Kumaré. Guru dla każdego”.
https://youtu.be/Zquj6e5xG6s
Słuszne słowa, brzmią znajomo. Nie tylko dlatego, że napisał je prawie mój rówieśnik 🙂
Sformułowaliście logiczny wniosek: reforma hierarchii kościelnej będzie znacznie bardziej prawdopodobna po reformie władzy świeckiej. Przyjmijcie więc instytucję kościoła w Polsce za reformowalną w swojej istocie, vide jej komentowana ewolucja, a następnie zdawszy sobie sprawę z wagi wiary chrześcijańskiej dla wielu wyborców zbudujcie rozsądną chadecję. Wydaje mi się, że pisałem to tutaj kilka lat temu ale przecież mogę się mylić. W każdym razie przyjmując za fakt doświadczalny jak wam od tego czasu leci warto się nawrócić, pragmatycznie rzecz biorąc.
@ PK:
„Sformułowaliście logiczny wniosek: reforma hierarchii kościelnej będzie znacznie bardziej prawdopodobna po reformie władzy świeckiej. Przyjmijcie więc instytucję kościoła w Polsce za reformowalną w swojej istocie, vide jej komentowana ewolucja”
Przyjmijmy 🙂
Tylko widzi Pan – w historii KK ewoluował wielokrotnie. I jakoś nie kojarzę, żeby w stronę gloszonych przez siebie haseł ewoluował, kiedy mu było dobrze.
Taka ewolucja musiała być mocno wymuszona przez niekorzystne warunki zewnętrzne – wrogą KK władze lub inne zagrożenie.
„Zbudujcie rozsądną chadecję” – Z tym właśnie mieliśmy do czynienia w Polsce.
Była i rządziła chadecja (Mazowiecki, Suchocka, później Buzek, wreszcie PO) i KRK ewoluował w to, co jest.
Może Pan powiedzieć, że to nie była „rozsądna” chadecja i ja pewnie nawet bym się zgodził. Obawiam się jednak, że najlepsza na jaką nas stać.
A ja nie powiem, że była mało rozsądna albo paskudna z natury, to jednak aż lata dziewięćdziesiąte i zupełnie inne problemy do pokonywania – przede wszystkim gospodarcze. Demony polskie pojawiały się już wtedy i Mazowiecki vs Suchocka to nieco inne otoczenie demonograficzne.
Kościół katolicki jest po prostu instytucją od zajmowania się owieczkami, wypatruje więc wilków i szuka świeżej trawki, przy czym zawsze w zastawanych warunkach społecznych. No cóż, czasem postara się na nie wpłynąć. Ale czy pan sądzi że tym wszystkim miałyby zajmować się anioły ? Przecież nawet nie wiadomo czy one istnieją a już na pewno mają huk roboty. A dopiero co by było gdyby ich w ogóle nie było.
Czyli, należałoby jakoś zacząć samemu wygrywać wybory. Ja tylko z nizin i błot w elit stronę zanoszę pisk lękliwy – spróbujcie bardziej na Geremka niż na Biedronia.
PS. Chętnie podzielę się także receptą, ja na przykład proszę pana zamierzam się unieść i uczę się latać samolotem. Może nie doskoczą, chociaż, że skaczą jak pchły to widzę. Tu już proszę pana przestaje pomagać nawet proszek na rekiny.
Być może, powodzenia w dalszej uczciwości.
PS. Ja ograniczę komentarze w witrynie, świat jest nie zawsze życzliwy.
Oj nie jest życzliwy.Zwłaszcza wobec uczciwych.
Staram się z tą uczciwością, ale mi najczęściej nie wychodzi. Jestem konformistą… 🙁
Ale dziękuję za życzenia
Życzenia ogólne, gdyż polemika jest w wolnym świecie sprawą normalną, a zaangażowanie w nią uważam za zawsze pozytywne stąd są to ogólne pozytywne życzenia, także dla czytelników, a nie np. domniemana drwina z PO.
Z pańskim komentarzem o uczciwości natomiast to chyba drwina ale ja na nią panu życzliwie macham ręką. Może kogoś innego, kto ma mniej kontemplacyjny stosunek do rzeczywistości mógłby pan jednak urazić.
Wreszcie: ograniczę to nie znaczy, że zniknę, jednak wykasowałem około dziesięciu ostatnich komentarzy – prosty powód – w nieżyczliwym świecie na każdej domniemanej wieloznaczności można zbudować hejt, chyba z czymś takim się zetknąłem, ale jak to mówią: to zupełnie inna historia.
Nie drwina, niestety.
W życiu często człowiek staje przed wyborem : uczciwość, czy konformizm. Jesteśmy od małego tresowani do konformizmu- np. Gdy dziecko dostaje zupełnie nietrafiony prezent, ale rodzice namawiają by okazać radość, żeby cioci/wujkowi/babci/dziadkowi nie było przykro. I tak potem się dorasta nad uczciwość przedkładając konformizm.
.
Pierwszy krok – być uczciwym wobec siebie samego – trudny i bolesny – ale przynajmniej co jakiś czas mi wychodzi.
I wujek z uczciwości chowa wrotki do szafy, synek przez dziesięć lat dostaje prewencyjnie w d. od dalszych i bliższych kolegów co opowiedzieli jak wujek ze sklepu wracał. Tymczasem wujek se jeździ po strychu bo ma pewnie nagięte u cioci. Ale potem będzie pan prawdziwym kowbojem, i jak u kogoś zobaczy pan wrotki…
No ale miałem swoich gminnych opserfacji nie pisać. A moźe to nie wrotki tylko patent na życie, a może to jakaś poczta?
W życiu takiego wuja nie spotkałem, coby dziecku wrotki chował i jeszcze cioci nad głową jeździł.
Ja też nie ale mógłbym.