06.11.2020
Znajomi, rodzina, nawet ludzie postronni, zwracają uwagę, że ostatnio jestem markotny, smutny, że gdzieś zgubiłem radość życia. Pytają: dlaczego? No cóż, postaram się wyjaśnić.

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Wyobraźcie sobie, że zaprosiłem do domu, jak na wigilię, gościa. Nieznanego gościa, dla którego dostawia się dodatkowy talerz. Nakryłem białym obrusem stół, ustawiłem piękną zastawę, bukiet kwiatów, przygotowałem najlepsze znane mi potrawy i czekam kto przyjdzie.
No i przyszedł gość. Podpity, opluty, brudny, puszczający bąki i żrący łapami. Rozwalił się w moim domu, zżarł wszystko, beknął i wychodził brudząc podłogę i śmierdząc. To bym jeszcze zniósł. W końcu pomagamy bezdomnym, biednym, którzy nie koniecznie potrafią się zachować, ale gość, wychodząc najpierw mi naubliżał od gorszego sortu, wykształciuchów, łże-elity, oderwanych od koryta, i tak dalej, i tak dalej. Gdy już był na ganku, zanucił sobie pod nosem: „Andrzej Duda, Andrzej Duda” i na koniec chciał mi jeszcze podać rękę.
Cóż, stół, podłogę, da się umyć. Nawet rękę włożoną niechcący w wymiociny da się umyć. Ale ręki podanej komuś takiemu umyć się nie da.
Cóż, przejdźmy do sedna.
Wychowałem się domu piękna. W domu, w którym byli kulturalni, wykształceni rodzice. Rodzice bardzo twórczy. Mama, lekarz, robiła pionierskie zabiegi w siermiężnym PRL-u. Ojciec, architekt, nie ograniczał się do zwykłego projektowania budynków. Razem z grupą przyjaciół projektował miasta przyszłości, muzeum sztuki nowoczesnej na Zalewie Zegrzyńskim (pływające, o nadmuchiwanej konstrukcji). Tych miast i tego muzeum nikt w PRL nie chciał budować, ale oni, pasjonaci, mieli potrzebę tworzenia.
W tym domu bywali piękni ludzie, malarze, artyści, literaci. Później w życiu poznawałem kolejnych pięknych ludzi. Pięknych nie wyglądem, lub nie tylko wyglądem, np. Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego (wybaczcie, że nie wymieniam wszystkich).
Wychowywałem się i żyłem w domu pełnym książek i obrazów. Sam zaczynałem, malować i fotografować. To był mój świat. Świat dzieł pisanych pięknym językiem, jak „Colas Breugnon” Romain Rollanda, lub „Postrzyżyny” Hrabala. Świat sztuki.
Tu muszę dodać, że za piękne dzieło uważam też „Feynmana wykłady z fizyki”. Studiowałem matematykę i fizykę, ale naprawdę miałem duszę artysty. Ktoś powiedział, że ma romantyczne podejście do astrofizyki. No mam.
Uprawiałem też sport, ale nie jakiś tam sport, tylko sporty szczególne, w których jest element piękna. Alpinizm to nie gimnastyka na ściance. To biały, skrzypiący na mrozie, śnieg pod butami, to piękne góry, rozgwieżdżone niebo. Gdy stoi się na grani, na wysokości ponad siedmiu tysięcy metrów, mamy nad sobą, przy dobrej pogodzie, niebo niemal czarne, niemal zaglądamy w kosmos. A pod nogami widzimy niebieską mgiełkę powietrza. I nie ma znaczenia, że walczymy o każdy oddech.
A co pociągało mnie w kung-fu (wu-shu) lub judo? Piękno ruchu, zwłaszcza w formach. Bo dobre wykonanie formy wykracza poza sport, staje się sztuką, na granicy baletu, tańca. Pięknych emocji dostarcza też poczucie sprawności i siły. Strój do judo, judogi, był biały nie przypadkiem. Bo to był w założeniu nie tylko sport, ale i sposób życia. Szlachetny sport i sposób życia. Ktoś zapyta, po co do perfekcji ćwiczyliśmy walkę, skoro nie możemy się bić? Dla sztuki, kolego, dla sztuki.
A teraz przejdźmy do dziś. Co jest dziś? A no, rządzą tacy ludzie jak ten mój teoretyczny gość. Ludzie obrzydliwi, obleśni, paskudni. I choćby ich ubrali w najlepsze garnitury, wsadzili w najlepsze limuzyny, to nadal są obrzydliwi, obleśni, paskudni.
Cały mój świat, świat sztuki, kultury, nauki, przyzwoitości, uczciwości, leży w gruzach Kłamstwo stało się cnotą, a prawda występkiem. Zamiast sztuki, tandeta. Zamiast nauki, ciemnota. Głoszą na przykład teorię powstawania życia tak antynaukową, tak anachroniczną, że w XXI wieku ociera się o paranoję. Najciemniejsze zabobony i najpaskudniejsze kanalie wypełzają z najciemniejszych kątów.
Pytano mnie, czemu walczę z PiS-em. Z tego samego powodu, z którego walczyłem z komuną. Bo mam alergię. Alergię na chamstwo, kłamstwo i głupotę. Alergia to alergia – mój organizm nie przyjmuje i już. I niestety ta alergia się u mnie pogłębia.
No bo cóż my tu mamy? Ministra Sprawiedliwości, który jest obrazą dla prawa. Ministra Kultury – obrazę dla kultury. Ministra Nauki – obrazę dla nauki. Rzecznika Praw Dziecka, który uważa, że jedynym prawem dziecka jest branie po pysku. Można tak dalej.
To są ludzie, którzy kłamią, kantują, oszukują, którzy w obliczu ogromnego zagrożenia epidemią myślą najpierw, jak na niej zarobić, jak pod jej przykrywką wziąć społeczeństwo za pysk i jak zrobić z Polski średniowieczny kalifat podłości.
I niechby chociaż nie próbowali z fałszywym uśmiechem podawać mi ręki, bo ręki im podanej nie da się umyć.
Jako ilustrację zamieszczam filmik z moich zdjęć, taki kawałek mojego świata. To dziś jak wykopalisko z innej epoki.

Krzysztof Łoziński
Emeryt
Ur. 16 lipca 1948 r., aktywista wydarzeń marca 68. Były działacz opozycji antykomunistycznej z lat 1968-1989, wielokrotnie represjonowany i dwukrotnie za tę działalność więziony.
Członek Honorowy KOD i NSZZ „Solidarność”

Fajne życie, piękne zdjęcia.
Problem jest chyba w dystansie do świata – czy i co nas uwiera a co nie. Źli i durni ludzie byli zawsze i wszędzie.
Oglądam teraz serię filmów dokumentalnych obrazujących zdarzenia XX wieku, ze szczególnym uwzględnieniem obu wojen światowych. Część tych okropnych wydarzeń ominęła mnie z racji wieku, o części nie wiedziałem wtedy gdy się działy, a część mi nie dopiekała bo – na ogół miło – przeżywałem swoje życie.
Jeżeli porównamy te kreatury które zatruwają nam teraz życie, to wypadają oni blado w porównaniu z tymi którzy spowodowali wojny czy morderstwa na wielką skalę, którzy niszczyli i zmarnowali życie tylu ludziom. Nie moglibyśmy zapobiec tamtym zbrodniom, tu wydaje nam się że to od nas zależy usunięcie zła i męczy świadomość że to zło wciąż ma miejsce. To jak z dłonią zbliżoną do oczu – przesłania nam widok świata i dopiero kiedy odsuniemy rękę to sprawy odzyskują swoje proporcje. Są sprawy ważniejsze.
Pomaga światopogląd, ale to indywidualna sprawa. Pomagają takie pasje jakie Pana pochłaniały. Dobrze mieć takie pasje, bo wtedy stosunek do wielu spraw staje się taki jak w pewnej anegdocie:
Tatuś z synkiem Jasiem byli na plaży nad morzem. Tatuś grał w brydża a synek się bawił na brzegu. W pewnym momencie w stronę grających biegną ludzie i wołają: – Jasio się topi! Jasio się topi!
A tatuś, patrząc w karty, mówi zamyślony: – Jasio się topi, Jasio się topi… a my to skontrujemy!
Ja wiem, co robiły inne reżimy. Jestem autorem książki „Piekło Środka – Chiny a prawa człowieka”. Byłem też konsultantem polskiego wydania „Czarnej Księgi komunizmu”. Wiem, i co z tego. To jest mój kraj i dla mojego kraju, z tego co było gdzie indziej, niewiele wynika.
Można też się ucieszyć z obecnej sytuacji. Rządy PiS i pandemia przyspieszyły czas. Do koniecznych zmian dojdzie szybciej niż bez nich. A złogi starego świata są w Polsce ogromne i jeszcze daleko do stanu nowoczesnego społeczeństwa XXI wieku.
Piękno, kultura, wykształcenie, twórczość, o których napisał Autor implikują za sobą takie wartości jak elegancja, uczciwość, przyzwoitość, rzetelność czy wreszcie kwintesencja wielu tych wartości naraz – szlachetność i dobro. Wszystkie one wymagają wysiłku, pracy nad sobą, pokonywania własnych ograniczeń, słabości czy umiejętności i silnej motywacji do ciągłego rozwijania nie tylko siebie, ale otoczenia, społeczeństwa, państwa, etc.
*
Antytezą tych wartości są ludzie obrzydliwi, obleśni, paskudni odwołujacy sie do kłamstwa, schlebiający prostactwu i chamstwu i obnoszący się z własną głupotą. Dla nich niechlujstwo, cwaniactwo, złodziejstwo, brak hamulców i podłość wyznaczają wzorce życiowe. Odwołują się do tych najniższych instynktów ludzkich, bo tylko w tej konkurencji mają szansę. Prezentuja wartości negatywne do tych pierwszych. Kwintesencją tych wszystkich antywartości są wielowymiarowe pojęcia nikczemności i zła.
*
Zastanawiając się nad przyczynami, dlaczego nikczemność i zło, we współczesnej Polsce a także szerzej w świecie współczesnym, skutecznie konkurują a nierzadko wypierają szlachetność i dobro znajduję kilka intuicyjnych odpowiedzi.
Pierwsza z nich polega na łatwości. Hołdowanie wartościom dobra wymaga wysiłku, pracy nad sobą i pokonywania rozmaitych wyzwań przed którymi stajemy. Nikczemność i zło są łatwiejsze, nie wymagają wysiłku, przychodza niejako naturalnie i są dla wielu ludzi wciągające. Tak jak wciągające jest odwoływanie sie do instynktów najniższych.
Druga z tych odpowiedzi to powszechność – szlachetność i dobro zwykle w historii były deficytowe, stanowiły zarazem wzorce kulturotwórcze, ale rzadko dawało się je upowszechniać w szerokich wasrtwach społecznych na skale masową. Zwykle były elitarne i wciąż takie pozostają.
Ostatnia z moich intuicji to pewien rodzaj uroku – wartości negatywne pociągają ludzi jako antywartosci i antywzorce. Są przez to bardziej pociagające niż wartości dobra i piekna. Dobro i piękno przez swoja szlechetność są dla wielu ludzi nudne. Nikczemność i zło lepiej odpowiadają na ludzką słabość – doświadczania czegoć zakazanego, paskudnego, co łamie powszechne worce wychowawcze. Pamietam z psychologii takie stwierdzenie: „nic tak nie cieszy bliźnich jak fakt, że inni maja jeszcze bardziej przegwizdane”.
*
To naturalnie tylko intuicje, które moga niewiele mieć wspólnego z prawdą. Głęboko prawdziwe za to są słowa gorzkiej anegdoty opowiadanej na koncertach przez Aloszę Awdiejewa: ” szpetota ma olbrzymią przewagę nad pięknem” – nigdy nie mija !”
*
By nie kończyć smutno – jakimś rozwiazaniem dla ludzi szlachetnych i pięknych jest trzymać sie razem i dystansować od tych nikczemnych i złych. Trzeba także wystrzegać sie nieanawisci i pogardy wobec nich. Jednocześnie nigdy nie oidpuszczać i nie wyrażać zgody na antywartości.