Krzysztof Łoziński: Dlaczego

06.11.2020

Znajomi, rodzina, nawet ludzie postronni, zwracają uwagę, że ostatnio jestem markotny, smutny, że gdzieś zgubiłem radość życia. Pytają: dlaczego? No cóż, postaram się wyjaśnić.

Photo by geralt on Pixabay

Wyobraźcie sobie taką sytuację. Wyobraźcie sobie, że zaprosiłem do domu, jak na wigilię, gościa. Nieznanego gościa, dla którego dostawia się dodatkowy talerz. Nakryłem białym obrusem stół, ustawiłem piękną zastawę, bukiet kwiatów, przygotowałem najlepsze znane mi potrawy i czekam kto przyjdzie.

No i przyszedł gość. Podpity, opluty, brudny, puszczający bąki i żrący łapami. Rozwalił się w moim domu, zżarł wszystko, beknął i wychodził brudząc podłogę i śmierdząc. To bym jeszcze zniósł. W końcu pomagamy bezdomnym, biednym, którzy nie koniecznie potrafią się zachować, ale gość, wychodząc najpierw mi naubliżał od gorszego sortu, wykształciuchów, łże-elity, oderwanych od koryta, i tak dalej, i tak dalej. Gdy już był na ganku, zanucił sobie pod nosem: „Andrzej Duda, Andrzej Duda” i na koniec chciał mi jeszcze podać rękę.

Cóż, stół, podłogę, da się umyć. Nawet rękę włożoną niechcący w wymiociny da się umyć. Ale ręki podanej komuś takiemu umyć się nie da.

Cóż, przejdźmy do sedna.

Wychowałem się domu piękna. W domu, w którym byli kulturalni, wykształceni rodzice. Rodzice bardzo twórczy. Mama, lekarz, robiła pionierskie zabiegi w siermiężnym PRL-u. Ojciec, architekt, nie ograniczał się do zwykłego projektowania budynków. Razem z grupą przyjaciół projektował miasta przyszłości, muzeum sztuki nowoczesnej na Zalewie Zegrzyńskim (pływające, o nadmuchiwanej konstrukcji). Tych miast i tego muzeum nikt w PRL nie chciał budować, ale oni, pasjonaci, mieli potrzebę tworzenia.

W tym domu bywali piękni ludzie, malarze, artyści, literaci. Później w życiu poznawałem kolejnych pięknych ludzi. Pięknych nie wyglądem, lub nie tylko wyglądem, np. Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego (wybaczcie, że nie wymieniam wszystkich).

Wychowywałem się i żyłem w domu pełnym książek i obrazów. Sam zaczynałem, malować i fotografować. To był mój świat. Świat dzieł pisanych pięknym językiem, jak „Colas Breugnon” Romain Rollanda, lub „Postrzyżyny” Hrabala. Świat sztuki.

Tu muszę dodać, że za piękne dzieło uważam też „Feynmana wykłady z fizyki”. Studiowałem matematykę i fizykę, ale naprawdę miałem duszę artysty. Ktoś powiedział, że ma romantyczne podejście do astrofizyki. No mam.

Uprawiałem też sport, ale nie jakiś tam sport, tylko sporty szczególne, w których jest element piękna. Alpinizm to nie gimnastyka na ściance. To biały, skrzypiący na mrozie, śnieg pod butami, to piękne góry, rozgwieżdżone niebo. Gdy stoi się na grani, na wysokości ponad siedmiu tysięcy metrów, mamy nad sobą, przy dobrej pogodzie, niebo niemal czarne, niemal zaglądamy w kosmos. A pod nogami widzimy niebieską mgiełkę powietrza. I nie ma znaczenia, że walczymy o każdy oddech.

A co pociągało mnie w kung-fu (wu-shu) lub judo? Piękno ruchu, zwłaszcza w formach. Bo dobre wykonanie formy wykracza poza sport, staje się sztuką, na granicy baletu, tańca. Pięknych emocji dostarcza też poczucie sprawności i siły. Strój do judo, judogi, był biały nie przypadkiem. Bo to był w założeniu nie tylko sport, ale i sposób życia. Szlachetny sport i sposób życia. Ktoś zapyta, po co do perfekcji ćwiczyliśmy walkę, skoro nie możemy się bić? Dla sztuki, kolego, dla sztuki.

A teraz przejdźmy do dziś. Co jest dziś? A no, rządzą tacy ludzie jak ten mój teoretyczny gość. Ludzie obrzydliwi, obleśni, paskudni. I choćby ich ubrali w najlepsze garnitury, wsadzili w najlepsze limuzyny, to nadal są obrzydliwi, obleśni, paskudni.

Cały mój świat, świat sztuki, kultury, nauki, przyzwoitości, uczciwości, leży w gruzach Kłamstwo stało się cnotą, a prawda występkiem. Zamiast sztuki, tandeta. Zamiast nauki, ciemnota. Głoszą na przykład teorię powstawania życia tak antynaukową, tak anachroniczną, że w XXI wieku ociera się o paranoję. Najciemniejsze zabobony i najpaskudniejsze kanalie wypełzają z najciemniejszych kątów.

Pytano mnie, czemu walczę z PiS-em. Z tego samego powodu, z którego walczyłem z komuną. Bo mam alergię. Alergię na chamstwo, kłamstwo i głupotę. Alergia to alergia – mój organizm nie przyjmuje i już. I niestety ta alergia się u mnie pogłębia.

No bo cóż my tu mamy? Ministra Sprawiedliwości, który jest obrazą dla prawa. Ministra Kultury – obrazę dla kultury. Ministra Nauki – obrazę dla nauki. Rzecznika Praw Dziecka, który uważa, że jedynym prawem dziecka jest branie po pysku. Można tak dalej.

To są ludzie, którzy kłamią, kantują, oszukują, którzy w obliczu ogromnego zagrożenia epidemią myślą najpierw, jak na niej zarobić, jak pod jej przykrywką wziąć społeczeństwo za pysk i jak zrobić z Polski średniowieczny kalifat podłości.

I niechby chociaż nie próbowali z fałszywym uśmiechem podawać mi ręki, bo ręki im podanej nie da się umyć.

Jako ilustrację zamieszczam filmik z moich zdjęć, taki kawałek mojego świata. To dziś jak wykopalisko z innej epoki.

Krzysztof Łoziński

Emeryt

Ur. 16 lipca 1948 r., aktywista wydarzeń marca 68., uczestnik strajków sierpnia 80., działacz Solidarności lat 80-81 i Solidarności w podziemiu, były więzień polityczny, inicjator powołania KOD

Autor o sobie

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com