Emil Antipow: O protestach: więcej hipokryzji, mniej cynizmu…

09.11.2020

Zaostrzenie prawa do aborcji spowodowało, że jako społeczeństwo zmierzamy w stronę świętości. Protesty po wyroku TK ujawniły nie tylko złość większości, ale też uwypukliły narastającą hipokryzję – to dobrze, oraz zmniejszający się u niektórych poziom cynizmu – a to źle.

Wyrok z 22 października br., ograniczający dostępność legalnej aborcji, stał się powodem masowych protestów w kilkuset miastach w Polsce i za granicą. Ich skala budzi tym większe zdumienie, że jesteśmy w środku pandemii, a każde zgromadzenie może być powodem dalszej transmisji wirusa. Ludzie jednak zbierają się nie dlatego, że go bagatelizują, ale że są gotowi narażać zdrowie w imię obrony wolności osobistej, prawa decydowania o sobie. Mimo że wyrok wydał TK, to uwikłanie polityczne oraz powszechne wrażenie ręcznego sterowania tą instytucją sprawiły, że nikt nie ma wątpliwości, iż decyzja o orzeczeniu oraz jego kształt uzależnione były od polityków partii rządzącej. Nie dziwi więc, że złość wyzwolona w tych dniach, skupia się głównie na PiS-ie. To też sprawiło, że widoczne stały się inne zjawiska: hipokryzji jest więcej – to dobrze, ale cynizmu mniej – a to źle.

Nie trzeba wysiłku, żeby znaleźć przykłady hipokryzji obecnej władzy: zwycięstwo 1:27; 2 mld zł rocznie na TVP, dla „zbalansowania mediów”, a w istocie na tępą propagandę, której nie da się oglądać; podobne wsparcie dla „swoich” gazet, które są coraz mniej czytane; nowa elita w służbie cywilnej i dyplomacji, która ma obniżone wymagania; „wzmocnienie wizerunku Polski za granicą”, zakończone największym kryzysem dyplomatycznym ostatnich lat; wykorzystywanie stanowisk politycznych do omijania prawa (finansowanie kampanii prezydenckiej); podnoszenie zdolności bojowej wojska przez jego rozbijanie… Wreszcie pomysły gruntownej reformy UE, które kończą się tyradą Prezydenta o żarówkach, czy chwilowa głuchota minister Jadwigi Emilewicz w Sejmie, to tylko niektóre z nich.

Podobne wyliczenie odnośnie do cynizmu nie będzie trudniejsze: ręczne sterowanie kulturą, czyli dotacje i stanowiska, których wyznacznikiem jest wyłącznie ideologia; zmiana kanonów nauczania oraz promowanie prawomyślnych naukowców, w celu wypaczenia edukacji i wychowania młodzieży; do tego ekshumacje zmarłych w celach politycznych; polityka historyczna opierająca się nie na całej prawdzie, ale na jej części – wygodnej dla władzy; czy ułaskawienie jeszcze nieskazanego Mariusza Kamińskiego. To ostatnie kiedyś wywoływało oburzenie, teraz to informacja równie nadzwyczajna, jak to, że Lewandowski strzelił hat-tricka.

Strajki sprawiły, że zjawiska te wystąpiły w „całej okazałości”, dlatego oprócz słusznych postulatów dotyczących aborcji, usłyszeć można dezaprobatę dla działań rządu. Dochodzą też nowe formy hipokryzji: wypuszczenie tego, który umyślne wjechał autem w grupę osób oraz zatrzymanie nastolatki organizującej protest; zwolnienie z aresztu sprawcy pobicia dziennikarki oraz zatrzymywanie osób, które dobrowolnie chcą się poddać karze (jak było w przypadku Margot). Z jednej strony znajduje to wyraz w okrzykach pełnych złości, z drugiej – krzyk umacnia przekonanie, że z absurdem należy walczyć właśnie jego metodami. Dlatego 8 lat więzienia za organizację protestów sprawia, że nagle wszyscy czują się organizatorkami i organizatorami (a wszystkich przecież nie zamkną). Paradoksalnie jest to zjawisko pozytywne, bo – jak mówił Leszek Kołakowski – „wzrost hipokryzji, generalnie biorąc, jest świadectwem moralnego postępu, bo świadczy o tym, że to, co dawniej czyniło się bez obawy kompromitacji, nie może już dziś być czynione bez tego ryzyka, to znaczy, że moralna świadomość społeczna jest bardziej uczulona na bodźce, na które nie reagowała wcześniej”. Teraz już nie tylko patrzymy z niedowierzaniem na to, co dzieje się w Sejmie i w pałacach, przesuwając granicę tego, czego „na pewno nie zrobią”, ale możemy to zakomunikować w zwięzłej, treściwej i doniosłej formie, widząc, że sąsiad myśli tak samo.

Dlaczego cynizm ma być dobry? Polityka jest działalnością, w której należy czynić dobro – kiedy to możliwe oraz zło – kiedy to konieczne. Jeśli polityk odchodzi od takiego wzoru, szczególnie od punktu drugiego, przynosi to marne efekty. Cynizm może przykrywać wyrzuty pojawiające się na przykład z powodu nieustannego konformizmu. Dzieje się tak dlatego, że – znowu Kołakowski – „cynizm nie jest bowiem czym innym, jak jasną świadomością sprzeczności między własnym działaniem a ogółem wartości uznanych w danym środowisku społecznym i milcząco uznanych przez samego cynika; dlatego prawdziwi zbrodniarze nie są cynikami”. Takie zachowanie zostawia ślady, odkłada się na tożsamości człowieka jak osad, wprowadza rozterki oraz dylematy moralne. Tak jak trudno lubić prezydenturę Andrzeja Dudy, można mieć nadzieję, że zachowuje się przynajmniej cynicznie. Wracając do tematu: czy w ostatnich działaniach Jarosława Kaczyńskiego widać cynizm wraz z wyrachowaniem, czy może ustąpił on już miejsca czemuś innemu?

Protesty organizowane przez Ogólnopolski Strajk Kobiet zadziwiają nie tylko swoimi rozmiarami. Wielu razi słownictwo, które często pojawia się w okrzykach i na transparentach, tak jakby nikt przed tygodniem nie znał takich słów, a teraz już wszyscy zapomnieli o innych. Wulgaryzmy mają tym większą moc, im rzadziej się je stosuje, dlatego używane są tu bardziej w kategoriach rytuału, a poszczególni uczestnicy strajku najczęściej stronią od nich w swoich wypowiedziach. Podobnym rytuałem jest na przykład odnoszenie się do Jana Pawła II – ma przynieść refleksję i przypomnieć jego naukę, a przynosi tylko nowe pomniki, bo nikt nie wie, co oprócz dykteryjek mówił papież. Tego typu rytuałów używa się w celu wywołania bóstw lub duchów. Tutaj przekaz literalny – choć ważny – ustąpił miejsca reakcji partii rządzącej. Jeśli jej politycy są oczytani, powinni wiedzieć, że takie obrzędy pod koniec października są niebezpieczne i nie wiadomo, jak się skończą. Początkowy cel już został osiągnięty, bo dotychczas PiS zachowywał się tak, jakby nie istniał świat poza partią albo jakby partia była całym światem! Miejmy nadzieję, że używają internetu i nie są odcięci od demonstracji, aby zobaczyć skalę wywołanego przez siebie problemu. Swoją drogą, internet też może zniekształcać perspektywę. Zagęszczenie i zapętlenie kilku incydentów może wydawać się równe kilkuset demonstracjom, których nie da się w pełni pokazać.

Orzeczenie TK oraz wcześniejsze dążenia ograniczenia aborcji jest ewidentnym przykładem prawa, które ma prowadzić ludzi do heroizmu albo świętości. Nie powinno to dziwić, bo przy uciesze i dumie rodzimych mesjanistów, w 2016 roku na króla Polski intronizowany został Jezus Chrystus. Kardynał Stanisław Dziwisz mówił wtedy: „Nie lękajmy się takiego aktu. Jezus Chrystus niczego nam nie zabiera, a wszystko daje. Jego panowanie nikomu nie zagraża, bo wyraża się przez miłość, która została ukrzyżowana”. Te dwa kroki przybliżają nas do ustanowienia (oczywiście świeckiego, bo tak mówi prawo) Królestwa Bożego na Ziemi.

Zastanawia jednak, że w przypadku aborcji hierarchia kościelna w większym stopniu zajmuje się interesami niewierzących, niż wierzących. Przestają być psem pasterskim (istotą o wybitnych zdolnościach i takim poczuciu odpowiedzialności), a zaczynają odgrywać rolę psa ogrodnika. Jak wiadomo wierzący nigdy nie dokonują aborcji, więc będą świętymi bez tak ustanowionego prawa. Nie wiadomo, czy biskupi przewidzieli wszystkie konsekwencje zakazu, bo tak dużej liczby świętych przychodzących z Polski, Niebo może po prostu nie przyjąć. Jeśli wierzyć temu, co mówią przeciwnicy, zakaz ten sytuuje nas w wojnie cywilizacyjnej po stronie życia. Skoro więc opieramy się podszeptom szatana i tworzymy prawo zabraniające grzeszyć, to powinniśmy też zerwać stosunki dyplomatyczne z państwami, które tego podszeptu posłuchały. A następnie zacieśnić współpracę i wymianę z państwami z naszego kręgu cywilizacyjnego jak Arabia Saudyjska czy Zjednoczone Emiraty Arabskie… Niestety, w historii zdarzało się, że najczystsze pobudki, czyli wzgląd na dusze niewinnych, mogą prowadzić do wielkiego cierpienia, czego przykładem są wymienieni przez Izajasza Berlina: Torquemada czy Jan z Lejdy, którego starania doprowadziły nawet do kanibalizmu.

Wiele wskazuje, że politycy PiS nie wierzą w to, co mówią, ponieważ raz po raz powtarzają, że Polacy mają w sobie „gen wolności”. Najwidoczniej zapomnieli o tym, teraz gdy rodacy się o nią upominają. Trudno jednak przyjąć, że kierownictwo partii ustąpi i zacznie słuchać większości społeczeństwa. Trzeba być przygotowanym na długi, wyczerpujący i nużący opór, a raczej na walkę o to, żeby partia zaczęła słuchać, co do powiedzenia ma suweren. Taki opór widać za naszą wschodnią granicą. Mój profesor zwrócił uwagę na historyczny paradoks: Białorusinki walczą dziś o wolność polityczną, podczas gdy Polki muszą walczyć o wolność osobistą.

Mało kto wyobrażał sobie, że przy takich napięciach społecznych możliwe jest jeszcze większe ograniczenie prawa do aborcji. A jednak tak się stało i to w najgorszym możliwym momencie. Polexitu też sobie nie wyobrażamy… Ale czy do niego dojdzie? To jest pytanie…

Emil Antipow

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com