13.12.2020
13 Grudnia i jego kolejna rocznica jest motywem analiz, refleksji i emocji. Zdecydowanie mniej znanym motywem jest… walka o postawę Ronalda Reagana wobec stanu wojennego stoczona w Białym Domu. Jej cichym bohaterem był człowiek, którego nie ma już wśród nas, a o którym w Waszyngtonie mówiono, iż uratował „Solidarność”, co było kluczowym elementem gry o Polskę, jaką dziś mamy.
Większość gabinetu Reagana, na czele z sekretarzem stanu Alexandrem Haigiem, nie zgadzała się na zdecydowane działania przeciwko polskim władzom. Sprzeciwiali się europejscy partnerzy USA. Przeciwniczką była nawet… prezydencka małżonka Nancy Reagan.
Warto sięgnąć pamięcią do tamtych dni przypominając tę rozmowę. Rola jej bohatera była całymi latami w Polsce potransformacyjnej niedoceniana. Dopiero dzięki zdecydowanej interwencji Jana Karskiego u Lecha Wałęsy, Richard Pipes uhonorowany został wysokim odznaczeniem państwowym. Wręczał mu je już następny prezydent RP, Aleksander Kwaśniewski.

– Panie Profesorze, mija właśnie kolejna rocznica wprowadzenia stanu wojennego. Upływ czasu sprzyja rozmowie o kulisach decyzji podejmowanych w Białym Domu, w których Pan bezpośrednio uczestniczył. Stany Zjednoczone starały się adekwatnie zareagować na bieg wypadków w Polsce, ale wypracowanie decyzji nie było oczywiste. Był Pan wtedy bardzo blisko prezydenta Reagana i miał duży wpływ na kształtowanie jego opinii. Jak do doszło?
– Moja obecność w bliskim otoczeniu prezydenta wynikała z pełnionej w Radzie Bezpieczeństwa Narodowego funkcji. Wcześniej zaś z udziału w tzw. transition team, ekipie przejmującej Departament Stanu od ekipy Cartera po wyborczym zwycięstwie Reagana. Jeszcze wcześniej, z mego udziału w jego sztabie wyborczym. Merytorycznie naturalnie wiązało się to także z moją specjalizacją naukową, jaką były od początku mojej kariery akademickiej, sprawy rosyjskie, sowieckie czy ogólniej — związane z całym blokiem komunistycznym. W jakimś stopniu do tego zbliżenia dopomógł fakt, że urlopowany był mój bezpośredni przełożony doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Dick Allen, który praktycznie rozstał się z Białym Domem od Dnia Dziękczynienia, czyli od końca listopada 1981 roku. Droga do moich kontaktów z prezydentem, wraz z odejściem Allena, uległa radykalnemu skróceniu, a zatem także sprzyjała bliższemu poznaniu.
– Czy miał też znaczenie fakt, że pochodzi Pan z Polski, czyli miejsca akcji ówczesnych dramatycznych wydarzeń?
-Tak! To był to niewątpliwie poważny atut. Prezydent uważał mnie za człowieka kompetentnego. Podobnie wiceprezydent George Bush senior.

– Podobno wprowadzenie stanu wojennego było dla was zaskoczeniem, mimo że w USA już przebywał pułkownik Ryszard Kukliński?
– Tak było! Sprawę Kuklińskiego CIA chowała. Nawet sekretarz stanu Haig podobno nie wiedział, że ktoś taki istnieje. To jest dla mnie niesamowite! Najprawdopodobniej oni tam, w CIA, doszli do wniosku, że jest niemożliwe, aby Jaruzelski otrzymał od Rosjan wolną rękę w rozwiązywaniu sytuacji w Polsce, czyli m.in. we wprowadzaniu stanu wojennego. Uznając, że informacje Kuklińskiego nie mają znaczenia, nie informowali Rady Bezpieczeństwa Narodowego. To jest niewiarygodnie, ale tak było!
– Co się w takim razie działo w Białym Domu 13 grudnia?
Już dwunastego, proszę pamiętać o różnicy czasu. Wieczorem zadzwonił telefon i dostałem polecenie jak najszybszego zgłoszenia się w Białym Domu. Ponieważ sprawę określono, jako super pilną, pojechałem własnym samochodem nie czekając aż po mnie przyjadą. Od razu udałem się do situation room. Był tam już m.in. wiceprezydent George Bush i sztab Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Prezydenta Ronalda Reagana nie było, bo wyjechał z pierwszą damą na weekend do Camp David.

Bush przy nas telefonicznie poinformował go o sytuacji w Polsce.

– Co mu powiedział?
– Informacje z natury rzeczy nie mogły być pełne. Przypuszczaliśmy wtedy, że jest to jakaś akcja lokalna, która szybko się zakończy. Dlatego prezydent pozostał w swojej rezydencji do końca weekendu. Sytuacja nie uzasadniała jego powrotu do Białego Domu.
– Następne dni pokazały jednak coś innego. Operacja prowadzona była w skali całej Polski…
– Kiedy okazało się, że jest to akcja na dużo większą skalę, prezydent był oburzony i wściekły. 14 grudnia rozmawiał telefonicznie z papieżem Janem Pawłem II, też skrajnie zaniepokojonym tym, co się dzieje. Wyrazili wolę osobistego spotkania w możliwie najbliższym czasie. Zaraz potem dostałem od prezydenta polecenie napisania wystąpienia, które następnie wygłosił 17 grudnia 1981 roku. Mieliśmy nadzieję, że po tym stanowczym sygnale z Waszyngtonu Jaruzelski się wycofa. Po następnych czterech dniach, 21 grudnia odbyło się posiedzenie gabinetu. Reagan wystąpił z bardzo emocjonalnym przemówieniem, w którym porównał akcję w Polsce do akcji Hitlera w Czechosłowacji w 1938 roku. Mówił, że coś trzeba natychmiast zrobić. Okazało się jednak, że prezydent wcale nie ma jednoznacznego poparcia i jest wielu oponentów.

– Oponentów? Dobrze słyszę?
Tak. Większość gabinetu nie zgadzała się na jakieś zdecydowane działania przeciwko reżimowi polskiemu, w obawie o skutki globalne. Groźne i trudne do przewidzenia.
– O kim mowa?
– Przede wszystkim był to sekretarz stanu Alexander Haig, który wyrażał poglądy naszych europejskich aliantów. Poglądy zaś były takie, że oczywiście szkoda Polski, szkoda „Solidarności”, ale nie można przecież ryzykować trzeciej wojny światowej. Coś jakby nawiązanie do „nie będziemy ginąć za Gdańsk” w 1939 roku. Podobne poglądy prezentowała większość gabinetu. Również Nancy Reagan grała w tym swoją rolę.
– Małżonka prezydenta?
– Tak, ona. Bardzo chciała, żeby prezydent był bardziej liberalny, bardziej kompromisowy. Bardzo się starała, żeby takich ludzi jak ja odsuwać od prezydenta, bo podobno namawiają go do wzniecania konfliktu z Rosją, co doprowadzi w końcu do wojny. Jej opcją był „pragmatyzm”, a ci, którzy go prezentowali byli jej sojusznikami.
– W jaki sposób mogła wywierać aż tak duży wpływ prezydenta?
– W taki sposób, w jaki to robią żony królów, prezydentów, mężów stanu. To nie były naturalnie jakieś działania w materii polityki bezpośrednio, a w sferze psychologicznej. Nancy Reagan po prostu mówiła kto jej się podoba, a kto nie. Kogo uważa za ludzi przyjaznych, a na kogo należy uważać. Urabiała prezydenta. Ona też decydowała kogo się zaprasza na prywatne spotkania w Białym Domu, gdzie naturalnie były poruszane także sprawy polityczne. Ja i moja żona praktycznie nie byliśmy zapraszani. Pani Reagan uważała, że mam (-y) zły wpływ na jej męża.

– Kto, poza Panem, znajdował się w grupie, która opowiadała się za ostrym kursem wobec ekipy Jaruzelskiego?
Ludzie związani z Ronaldem Reaganem jeszcze w jego kampanii wyborczej. Jeane Kirkpatrick, która została jego doradcą do spraw zagranicznych, a potem ambasadorem w ONZ, sekretarz obrony Caspar Weinberger, dyrektor CIA William Casey i jego ówczesny zastępca ds. wywiadu Robert Gates, późniejszy sekretarz obrony w latach 2006-2011.

– Z tej grupy większość już nie żyje…
– Niestety … Tylko ja i Robert Gates jeszcze żyjemy. Bill Casey zmarł w 1987 roku, Ronald Reagan w 2004 roku, a w 2006 roku — Caspar Weinberger i Jeane Kirkpatrick.
– Czy mógłby Pan wymienić co was łączyło wtedy w sensie koncepcyjnym i politycznym?
– Przede wszystkim wspólny stosunek do sowieckiego hegemonizmu oparty na jego dogłębnej znajomości, pozwalającej m.in. na ocenę jak Moskwa może reagować na nasze decyzje. Prócz mnie, akademicki ‘background’ związany ze studiami sowieckimi miał Casey, Gates wręcz zrobił z tego w 1974 roku doktorat w School of Foreign Service na Georgetown University, gdzie wykładowcą była Jeane Kirkpatrick (notabene także prof. Jan Karski).
– Dlatego udało wam się przekonać prezydenta?
Przede wszystkim, to nie my musieliśmy przekonywać prezydenta do zmiany zdania, a „pragmatyści”. Reagan był sytuacją w Polsce oburzony z moralnego punktu widzenia i nie dawał się nabrać na argumenty „polityczne”. Ponadto dysponował wiedzą, że stan wojenny nie przebiega zupełnie niezależnie od Moskwy, a pod jej dyktando. To dodatkowo wzmacniało jego determinację.
– Decydujące okazały się podobno trzy dni przed Wigilią 1981 roku?
– Przełomowe dla wykrystalizowania się stanowiska USA były, w rzeczy samej dni, 21, 22 i 23 grudnia. Tego ostatniego wygłosił słynne orędzie do narodu poświęcone świętom i sytuacji w Polsce. Miałem w powstawaniu tej mowy także swój udział.
Jeszcze przed świętami prezydent odsunął praktycznie sekretarza stanu Alexandra Haiga od kierowania polityką zagraniczną i wziął ją w swoje ręce. Wtedy decydowała się sprawa pomocy dla „Solidarności” oraz sankcji wobec Polski i ZSRR.
– Peter Schweizer w książce „Victory” pisał o Pana wystąpieniu na forum Rady Bezpieczeństwa Narodowego, które miało praktycznie przesądzić o losach „Solidarności” i Polski. Podobno gorąco i z pasją namawiał Pan do uratowania „Solidarności” i wprowadzenia sankcji wobec Polski i ZSRR…

– Jest w tym sporo przesady, jakkolwiek pracę Schweizera uważam za wartościową i opartą na źródłach, których wiarygodności nie da się podważyć. Może jednak najpierw wyjaśnienie. W Radzie Bezpieczeństwa Narodowego bezpośredni udział biorą tylko jej członkowie, czyli m.in. prezydent, wiceprezydent, sekretarz stanu, sekretarz obrony i inni ministrowie. Najczęściej przewodniczy doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego (National Security Advisor). Tylko oni siedzą przy stole i debatują. Ponadto zapraszani są na posiedzenia specjaliści i eksperci, w zależności od tematyki i potrzeby posiedzenia. Siedzą oni z tyłu za plecami członków Rady, ale bezpośrednio nie uczestniczą w posiedzeniu. Kierowane są do nich pytania, lecz nie jest możliwe, aby sami z siebie zabierali głos czy przerywali. Taki był właśnie mój udział. Odpowiadałem, proszono mnie o wyjaśnienia, czy oceny.
– Jaki był Pański bezpośredni kontakt z prezydentem?
– Przygotowywałem dla Reagana po kilka memorandów dziennie. Dotyczyły one prognozy sytuacji w Polsce. W nich właśnie formułowałem pogląd, że „Solidarność” nie przestanie istnieć wraz z jej rozwiązaniem, czego najbardziej chciałaby Moskwa, która bała się rozpowszechnienia idei wolnych związków zawodowych na inne kraje bloku i samą Rosję.


Wskazywałem, że skoro Polacy potrafili przetrwać 123-letni okres zaborów nie wynarodowiając się i zachowując swoją tożsamość narodową i świadomość historyczną, to podobnie będzie i teraz. Dążenie niepodległościowe, którego wyrazem stała się „Solidarność”, nie jest możliwe do wyeliminowania. Trzeba zatem, w jakim stopniu tylko możliwe, dopomóc Polakom w zachowaniu „Solidarności” i jej idei. Ogólnie rzecz biorąc starałem się przekonać, że leży to w interesie Stanów Zjednoczonych. Te moje memoranda, jak się okazuje, wywarły istotny wpływ na prezydenta i Radę. Zapewne podobny wpływ miały moje osobiste rozmowy z prezydentem, dla którego było istotne moje polskie pochodzenie i znajomość ZSRR oraz Wschodniej Europy.
– Jaką argumentację przeciwstawiali Pańskiemu tokowi rozumowania „pragmatycy”?
– Departament Stanu twierdził, że Polska jest skończona, nie ma o czym mówić i wszelka pomoc dla „Solidarności”, to będą wyrzucone pieniądze, a dodatkowo spowoduje to złość i gniew Rosjan. Departament namawiał więc prezydenta do porzucenia Polski tak jak Czechosłowacji w 1968 roku.
– Jakie były reakcje Europy Zachodniej na polityczny kurs Waszyngtonu wobec stanu wojennego? Rozumiem, że śledzone to było uważnie i na bieżąco…
– Musieliśmy toczyć z naszymi europejskimi sojusznikami walkę, ale w końcu zaakceptowali nasz kierunek. W większości oni byli zadowoleni z tego, co się stało w Polsce. Bali się, że w Polsce wybuchnie jakiś konflikt zbrojny i Rosjanie będą zmuszeni wkroczyć, a wtedy nie wiadomo, co się stanie. Im nie było zatem bardzo nieprzyjemnie, że w Polsce jest stan wojenny. Mieliśmy więc z nimi problemy. Niestety Departament Stanu ich wspierał i wręcz reprezentował. Na szczęście był w Białym Domu Ronald Reagan i to on podejmował ostateczne decyzje.
– Jak więc Reagan był postrzegany przez waszych sojuszników europejskich?
– Z reguły oceniali oni Reagana jako człowieka mało realistycznego i „cold wariera”. Uważali, że nie jest zdolny do prowadzenia Zachodu i NATO. To nastawienie uległo radykalnej zmianie po dojściu do władzy Gorbaczowa i po spotkaniu z nim Reagana w Genewie. W jego wyniku wobec Rosji nastąpiła zmiana polityki. Zmiana nie nastąpiła jednak, bo to Reagan zmienił kurs, ale dlatego, że to w Rosji wyłonił się ktoś, z kim można było poważnie prowadzić politykę odprężenia.
– Po ostatecznym postawieniu w Waszyngtonie na ocalenie „Solidarności” i jej idei, do Polski popłynęła pomoc finansowa, szkoleniowa, w sprzęcie i informacjach niezbędnych do funkcjonowania opozycji. Konkretne dane o tym podane przez Petera Schweizera napotkały w Polsce protesty samych… odbiorców tej pomocy. Czy na podstawie Pana wiedzy, książkę „Victory” można zdyskwalifikować, uznać za niewiarygodną?
– Książkę „Victory” uważam za poważną i wiarygodną. Moim zdaniem, nie ma co zaprzeczać pomocy, która była oczywista. Mam nadzieję, że dziś nikt tego już nie robi, a być może robił, kiedy władzę miał miniony reżim. Sam uczestniczyłem w spotkaniach na temat tej pomocy, jej wielkości i formy. Padały tam naprawdę bardzo konkretne kwoty.
– Plan pomocy Waszyngtonu dla „Solidarności” był częścią zakrojonego na znacznie większą skalę strategicznego programu złamania ZSRR powstającego przy niemałym Pana udziale. Na czym zasadniczo polegał ten plan?
– Były cztery elementy tego programu. Po pierwsze, uniemożliwienie wygrania przez ZSRR wojny w Afganistanie, z wszelkimi tego konsekwencjami: politycznymi, prestiżowymi, ekonomicznymi. Po drugie, deregulacja rynku paliw, poprzez obniżenie cen ropy w wyniku zwiększonego wydobycia przez Arabię Saudyjską, i wywołanie tym strat ZSRR na eksporcie ich ropy oraz maksymalne utrudnienie budowy gazociągu z Syberii do Europy i planowanych stąd zysków. Po trzecie, embargo na sprzedawanie Rosji nowoczesnych technologii. Po czwarte, zapewnienie przetrwania masowego ruchu antykomunistycznego w Polsce. Szczęśliwie każdy z punktów udało się zrealizować. Miały one istotnie duży wpływ na przełomowe zmiany w ZSRR, które doprowadziły do rozpadu tego imperium.
– Czy czuje się Pan cichym bohaterem obalenia komunizmu?
– Nie. Prawdziwymi bohaterami tego procesu byli tacy ludzie jak Sacharow w Rosji, Havel w Czechosłowacji czy Michnik i Kuroń w Polsce. Ich odwaga miała zupełnie inny charakter niż moje sprzeciwienie się niemądrej i niemoralnej polityce ugodowości wobec Moskwy. Różnica jest taka, że oni mogli stracić życie, a ja tylko posadę.

– Znalazł się Pan w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu?
– Można tak powiedzieć…

Waldemar Piasecki
Kim był rozmówca?

Doradca prezydenta USA Ronalda Reagana ds. Rosji i Europy Środkowej. Uchodzi za człowieka, który miał znaczący wpływ na twardą postawę prezydenta wobec wprowadzenia stanu wojennego w Polsce, decyzję o pomocy podziemiu solidarnościowemu oraz na wprowadzenie sankcji wobec Polski i ZSRR, w odpowiedzi na 13 grudnia 1981 roku.
Pochodzi ze spolonizowanej żydowskiej rodziny cieszyńskiego wytwórcy czekolady i słodyczy, właściciela słynnej fabryki „Dea” (później: „Olza”). Dziś słynnej z wafli czekoladowych „Prince Polo”. Jego ojciec Marek był oficerem Józefa Piłsudskiego i uczestnikiem jego kampanii niepodległościowej. Dzieciństwo i młodość spędził w Cieszynie, skąd udało mu się wydostać wraz z rodziną w końcu 1939 r. W 1940 roku dotarł przez Europę Zachodnią do USA.
W 1943 otrzymał obywatelstwo amerykańskie. Wstąpił do armii amerykańskiej. Uczył się w Muskingum College w New Concord w stanie Ohio, a następnie na Cornell University. Doktorat na Uniwersytecie Harvarda uzyskał w roku 1950. Do emerytury w 1996 r. był tam profesorem historii.
W 1946 ożenił się z Eugenią Roth i ma z nią dwóch synów. Jeden z nich, Daniel, jest znanym specjalistą problematyki islamskiej, arabskiej i bliskowschodniej, drugi menadżerem znanego hotelu na Manhattanie. Małżonka Irena jest znaną postacią dialogu polsko-żydowskiego i propagatorką wiedzy o wzajemnych wielowiekowych związkach obu narodów. Mieszkają we własnej rezydencji w Cambridge w stanie Massachusetts, siedzibie Uniwersytetu Harwardzkiego.
Był jednym z najwybitniejszych badaczy historii Rosji i ZSRR. Za prezydentury Ronalda Reagana był w latach 1981-1982 doradcą do spraw ZSRR i Europy Wschodniej.
Był autorem kilkunastu książek poświęconych historii Rosji, w szczególności po rewolucji 1917 r. Zwolennik tezy o organicznym związku bolszewickiego państwa totalitarnego z autorytarną tradycją instytucji państwa moskiewskiego i caratu. Poglądy na genezę rządów bolszewików i komunistycznego totalitaryzmu w Rosji, dzieje rewolucji rosyjskiej i tworzenia ZSRR zawarł w trylogii: Rosja carów, Rewolucja Rosyjska i Rosja bolszewików. Z wizją historii Rosji Pipesa polemizował Aleksander Sołżenicyn, określając ją jako „polską perspektywę”. Zbliżone do Pipesa stanowisko zajmował protoplasta sowietologii Jan Kucharzewski w swym cyklu Od białego caratu do czerwonego t. 1-7 opublikowanym w Polsce w latach 1923-1935 (wyd. ang. The Origins of Modern Russia 1948).


Członek kolegiów redakcyjnych pism Strategic Reviev, Journal of Strategic Studies i innych. Członek zagraniczny Polskiej Akademii Nauk. Doktor honoris causa Uniwersytetu Śląskiego. Od 1994 honorowy obywatel miasta Cieszyna.
https://zwrot.cz/2019/11/obywatelstwo-honorowe-cieszyna-otrzymali-rowniez-dwaj-zydzi/
W 1995 roku uhonorowany Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi RP w uznaniu roli, jaką odegrał dla „ratowania Solidarności i wolności w Polsce w czasie śmiertelnego zagrożenia stanu wojennego” (inicjatorem uhonorowania go był prof. Jan Karski). Laureat Nagrody Orła Jana Karskiego. Odbierała ją w Jego imieniu Małżonka.

Zmarł 17 maja 2018 w Cambridge, gdzie mieszkał i wykładał na Harvard University. Tam również został pochowany na cmentarzu Beth Israel Memorial Park.

Swoistym epitafium Jego życiowej drogi stała się bestselerowa autobiografia

Bibliografia najważniejszych publikacji:
- The Formation of the Soviet Union, Communism and Nationalism, 1917-1923 (1954)
- The Russian Intelligentsia (1961)
- Social Democracy and the St. Petersburg Labor Movement, 1885-1897 (1963)
- Struve, Liberal on the Left (1970)
- Russia Under the Old Regime (1974); wyd. polskie – Rosja carów (1990)
- Soviet Strategy in Europe (1976)
- Struve, Liberal on the Right, 1905-1944 (1980)
- U.S.-Soviet Relations in the Era of Détente: a Tragedy of Errors (1981)
- Survival is Not Enough: Soviet Realities and America’s Future (1984)
- Russia Observed: Collected Essays on Russian and Soviet History (1989)
- The Russian Revolution (1990); wyd. polskie – Rewolucja Rosyjska (1994)
- Russia Under the Bolshevik Regime: 1919-1924 (1993); wyd. polskie – Rosja bolszewików (2005)
- Communism, the Vanished Specter (1994)
- A Concise History of the Russian Revolution (1995)
- The Three „Whys” of the Russian Revolution (1995)
- The Unknown Lenin: From the Secret Archive (1996)
- Property and Freedom (1999); wyd. polskie – Własność a wolność (2000)
- Rosja, komunizm i świat. Wybór esejów (2002)
- Communism: A History (2001); wyd. polskie – Komunizm (2008)
- VIXI: Memoirs of a Non-Belonger (2003); wyd. polskie – Żyłem. Wspomnienia niezależnego (2004)
- The Degaev Affair: Terror and Treason in Tsarist Russia (2003); wyd. polskie – Zamachowcy i zdrajcy: z dziejów terroru w carskiej Rosji (2011).
- Russian Conservatism and Its Critics (2006); wyd. polskie –Konserwatyzm rosyjski i jego krytycy (2009)
- The Three Whys of the Russian Revolution; wyd. polskie – Rewolucja rosyjska. Trzy pytania (2007)
- Krótka historia Rewolucji Rosyjskiej (2007)
- Russia Itinerant Painters; wyd. polskie – Rosyjscy malarze. Pieriedwiżnicy (2008)
- The Trial of Vera Z. (2010); wyd. polskie – Zamachowcy i zdrajcy: z dziejów terroru w carskiej Rosji (2011)
- Uvarov: A Life (2013)

Niestety tego Kaczyński ani jego banda nieuków nie przeczyta . Ich wizja stanu wojennego i Solidarności jest taka że tylko ONI czyli PIS są twórcami jedynymi niepodległej RP .
Pamiętam wykład Richarda Pipesa na Uniwersytecie Wrocławskim w którym zdziwił mnie surowością i jednoznacznością oceny społeczeństwa Rosji. Jest historykiem i jego ocena porównawcza wymaga szacunku. Jednak to pierwsze założenie było dla mnie błędne: rosyjskie społeczeństwo w poważnej części przyjęło przecież komunizm jako terror, który ewaluował od protestu społecznego. A wtedy mi przychodzi na myśl Droga przez mękę Lwa Tołstoja, tamtejszy St. Petersburg, i już całkiem niewiele mi się wtedy zgadza. Wpływ polityki międzynarodowej Reagana – jakkolwiek znaczący, był wobec Rosji jedynie zewnętrzny a sami Rosjanie pokonywali na początku lat dziewiećdziesiątych swój ustrój społeczny, którego stabilność przez wiele lat była związana z kwestią skali.
Autobiografia Pipesa na pewno nadaje perspektywę latom osiemdziesiątym w Polsce. Jest napisana doprawdy świetnie, a że zaczyna się oceną późnej Rzeczpospolitej, no cóż, warto czytać od początku.