Zbigniew Szczypiński: Firma Państwo Polskie na wirażu5 min czytania

()

19.12.2020

Czy państwo to firma? Taka duża firma o międzynarodowym znaczeniu i takim też zakresie działania?

Wystarczy chwila, aby stwierdzić, że tak. Tak można myśleć o państwie w innym niż prawniczy języku. Jeżeli zaś tak, to idźmy dalej w szukaniu podobieństw i różnic w działaniach, w systemach zarządzania i kierowania państwem i firmą.

Założenie, jakie poczyniłem na wstępie, jest mi potrzebne do tego, by omówić stan polskiego państwa, w którym od przeszło pięciu lat rządzi Zjednoczona Prawica — a właściwie PiS, czyli Jarosław Kaczyński.

Państwo i firma to skomplikowane organizacje. Zachodzą w nich bardzo złożone — czasem burzliwe — procesy, zapadają decyzje o znaczeniu strategicznym. I w państwie i firmie mamy do czynienia z zarządzaniem i kierowaniem. Różne są podstawy prawne, różne obowiązują procedury — ale jedno jest wspólne: i tam i tu funkcjonują zespoły kierownicze, i tam i tu są ludzie zajmujący pozycje i odgrywający rolę społeczną szefa, prezesa, dyrektora czy kierownika.

Jeśli tak, to pomyślmy — czy mogłaby jakaś firma, duża organizacja, być tak zarządzana i kierowana, jak dziś państwo polskie?

Nie trzeba subtelnych analiz i uczonych wywodów, aby dojść do wniosku, że nie. Taka organizacja musiałaby upaść. Upaść pod presją albo jej akcjonariuszy/pracowników, albo pod presją czynników ekonomicznych na czele z utratą płynności finansowej.

Nasze dotychczasowe krytyczne uwagi wobec rządów „dobrej zmiany” skupiały się (i słusznie) na dużych problemach — takich jak Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy, przestrzeganie Konstytucji, trójpodział władz i inne z tej samej półki. Było oczywiste, że te problemy są ważne tylko dla niektórych, dla zdecydowanej mniejszości polskiego społeczeństwa. Większość obywateli brała 500+ i mówiła, że nareszcie jest władza, która dba o prostego człowieka, że jak mówiła, że da — to dała, a nie tylko mówiła.

Myślę, że to była i nadal jest główna przyczyna wysokich, chociaż malejących ostatnio wskaźników poparcia dla PiS. To właśnie dlatego szybko zapominano fatalne wpadki i ewidentne błędy rządu i pozostałych organów władzy państwowej.

Dawało to rządzącym złudne poczucie, że mogą wszystko, że żadna ulica i zagranica nic im nie zrobią: hulaj dusza, piekła nie ma.

To wtedy można było z posła Sasina robić ministra a później wicepremiera polskiego rządu; Sasina, którego nazwisko weszło do języka potocznego neologizmem „sasinić” — i nie jest to pozytywne dla noszącego to nazwisko posła. To wtedy można było zrobić z posła Suskiego ważnego członka kierownictwa państwa, zapamiętanego z komisji śledczej jako domagającego się adresu Katarzyny Wielkiej, którego rozbrajającą niekompetencję mógł zobaczyć każdy. To wtedy można było czynnych posłów, bardzo jednoznacznie określających się na politycznej scenie posłać do Trybunału Konstytucyjnego jako orzekających sędziów.

Takich przykładów można podać bardzo wiele. Nie miało to większych skutków dla państwa. W ostatnich wyborach jako suweren — my, Polacy — powierzyliśmy znowu rządy prezesowi Kaczyńskiemu, wybierając jego większość sejmową, jego prezydenta — a w senacie prawie, prawie.

Jest jak jest. Ale czy tak będzie nadal?

Chcę postawić prostą tezę – tak dalej nie będzie, już się nie da. I nie dlatego, że władza zmądrzała, tu nie ma zmiany. Zmieniło się pole gry. Z dużych i trochę abstrakcyjnych problemów zeszliśmy na poziom konkretu. Pandemia i wskaźniki umieralności stawiające nas na drugim, niezaszczytnym miejscu w Europie po Bułgarii, pogłębiająca się niewydolność polskiego systemu lecznictwa, zapaść gospodarcza, której nie da się łatwo zasypać nawet pieniędzmi z programów pomocowych Unii Europejskiej, których zresztą nie chciał rząd ani prezes w imię obrony suwerenności (czytaj dalszej bezkarności w demolowaniu państwa prawa).

To są konkretne problemy, to zrozumie większość Polaków poza tymi, którzy tworzą sektę wyznawców prezesa Jarosława i Tadeusza Rydzyka z kościoła toruńskiego. Ich nic nie przekona — ale ich jest niewielu w stosunku do całej sceny politycznej.

Wchodzimy w nowy okres: trzeba będzie wykazać się sprawnością w realizacji stawianych przez siebie celów.

Jestem pełen czarnych myśli czy to się rządzącym uda. Chciałbym, aby im się udało. Sprawa jest tak ważna, że dobrze życzę nawet temu rządowi. W walce ze śmiertelnym zagrożeniem nie ma miejsca na polityczne swary.

Nadzieja umiera ostatnia, nadzieja jest też matką głupich – zobaczymy, która z tych mądrości jest bardziej prawdziwa.

Obserwując jednak zamęt i chaos decyzyjny w sprawie akcji szczepień na koronawirusa można przypuszczać, że szybciej umrę niż to się rozstrzygnie w realu.

Zobaczymy, już teraz, w tych dniach, jak rząd sobie poradzi z organizacją akcji szczepień, jak poradzi sobie z niesfornym społeczeństwem, które, jak zawsze, wykaże się wielką kreatywnością w obchodzeniu zarządzeń i prawa. Zobaczymy, jakie zaproponuje formy pomocy dla całych branż i regionów dotkniętych skutkami potrzebnych i słusznych restrykcji ograniczających nasze swobody w czasach epidemii.

Takich wskaźników sprawności rządzących mogę podać tysiąc. Ważne jest tylko to, że to nie są abstrakcyjne wartości. To są konkrety, które rozumie każdy. A ci, których dotyka to szczególnie – najbardziej !

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

8 komentarzy

  1. Tadeusz Kwiatkowski 19.12.2020
    • PK 20.12.2020
      • Tadeusz Kwiatkowski 20.12.2020
        • PK 20.12.2020
  2. slawek 19.12.2020
    • z.szczypinski@chello.pl 20.12.2020
      • slawek 20.12.2020
        • z.szczypinski@chello.pl 21.12.2020