Zbigniew Szczypiński: Z frontu walki z wirusem

19.01.2021

Najnowsze doniesienia z frontu walki z szalejącym wirusem Covid 19 i jego mutacjami pokazują stan trudny do zrozumienia. Kiedyś, dawno temu w użyciu było takie powiedzenie „bez wodki-nie razbieriosz”. Patrząc na to, co dzieje się w Polsce i tuż za jej granicą, bo w Niemczech, nie mogę sobie wytłumaczyć, dlaczego jest tak, że u nas od kilku dni spada liczba nowych zakażeń i śmiertelnych przypadków, gdy tuż obok, po przekroczeniu średniej wielkości rzeki Odry, u Niemców, w dobrze zorganizowanym kraju, z dobrze funkcjonującą służbą zdrowia (w której pracuje znacząca liczba polskich lekarzy i pielęgniarek) tego nie widać. Powiem więcej – po niemieckiej stronie jest więcej przypadków nawet w porównaniu z liczebnością obu społeczeństw.

Albo jest tak, że wirus nie przekracza rzeki, bo to granica państwowa — co znaczyłoby nie mniej nie więcej tyle, że wirus, najprostsza forma życia ma świadomość i rozum, a przecież to czysty absurd. Drugim powodem może być to, że nasze podawane przez rządzących wielkości nie są prawdziwe w klasycznym rozumienia prawdy jako zgodności sądu z rzeczywistością. Tak może być, wielkość zakażeń i liczba zgonów mają znaczenie polityczne. Malenie obu tych wskaźników potrzebne jest do uzasadnienia decyzji o powrocie do szkół młodych roczników, od 1 do 3 klasy szkoły podstawowej. Ten powrót ma przecież jeszcze taką wartość, że zwalnia z obowiązku opieki dużą liczbę rodziców, umożliwiając im podjęcie pracy. To racjonalność ekonomiczna; wystąpi z pewnością, bo po drugiej stronie mamy tylko szansę na wzrost liczby chorych i towarzyszący wzrost liczby śmiertelnych zejść, jak to ujmują lekarze.

Obserwując wszystko, co dzieje się na froncie szczepień możemy zobaczyć szereg dziwnych sytuacji. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to nieobecność na scenie premiera Morawieckiego. Widzimy go na prywatnej mszy w rocznicę śmierci matki Jarosława Kaczyńskiego w kościele w Starachowicach, miejscu urodzenia Jadwigi Kaczyńskiej, obecnie honorowej obywatelki tego miasta — a nie ma go na żadnej konferencji prasowej, poświęconej walce z koronawirusem. To nowa sytuacja, premiera zawsze było pełno, mówił o wszystkim — a teraz cisza. Powód może być tylko jeden – zrozumiała ostrożność i obawa, by nie firmować swoim nazwiskiem trudnych decyzji. Gdy będzie klęska, a będzie, to winni będą inni.

To, że nie ma na froncie premiera nie znaczy wcale, że rządzący odpuścili temat. Dopisanie do listy priorytetów tych, których trzeba zaszczepić w pierwszej kolejności — prokuratorów i asesorów, agentów służb specjalnych i żołnierzy — a pominięcie na przykład nauczycieli jest kolejnym dowodem kto jest ważny dla władzy. Opierając się na informacjach tych, którzy zajmują się zawodowo tymi sprawami, powtórzę zasłyszaną wiadomość: Polska jest jedynym krajem, w którym prokuratorzy znaleźli się na liście priorytetów. Przynajmniej gdzieś jesteśmy w czołówce…

Od stanu, w którym wszyscy martwiliśmy się małą liczbą deklarujących chęć zaszczepienia się (przypomnę, na początku więcej było niechętnych), doszliśmy do sytuacji odwrotnej – mamy więcej oczekujących na szczepienie niż szczepionek. Nie ukrywam, że dla mnie to jest żadne zaskoczenie – łatwo było uruchomiając wyobraźnię przewidzieć, że gdy do ludzi dotrze skala zagrożenia utraty życia lub zdrowia, liczba niechętnych szczepieniu radykalnie spadnie. Po stronie głoszących, że nie zaszczepią się – nie bo nie, jak mówił to publicznie nasz wspaniały prezydent Andrzej Duda – zostali ci, do których nic nie trafia i nie trafi, przeciwnicy wszelkiej nauki, przedkładający wiarę nad wiedzę. Jest ich jednak znakomita mniejszość.

To, że rząd planuje dopisanie swoich funkcjonariuszy na listę tych, którzy mają być zaszczepieni w pierwszej kolejności — świadczy, jak władza postrzega swoją misję. Stawiam dolary przeciw orzechom, że gdy przy zmniejszonej podaży szczepionek, a to już się dzieje, trzeba będzie wybierać — to funkcjonariusze państwa zostaną zaszczepieni, a reszta poczeka. Myśląc o tym, mam rosnące przekonanie, że rząd, ważni funkcjonariusze publiczni pewnie zostali już dawno zaszczepieni w szpitalu MSW, pod klauzulą tajemnicy państwowej. Trzeba tylko poczekać na przeciek.

Naprawdę nie chciałbym, aby okazało się to prawdą, patrząc jednak na standardy tej ekipy zdziwiłbym się, gdyby było inaczej.

Stan epidemii będzie się nasilał. Nasilać się będą zachowania ludzi, które znamy z sytuacji ekstremalnych. W sytuacjach tych zachowania realizujące w praktyce myśl Thomasa Hobbesa – homo homini lupus est, są częste, a zachowania przeczące tej zasadzie, to nieliczne przykłady bohaterstwa i heroizmu. O bohaterach się pamięta – patrz Maksymilian Kolbe, o tej reszcie nie, ale to ich jest więcej i to oni budują narrację post factum.

Jak będzie wyglądał nasz świat po koronawirusie, tego nie wiem. Wiem, że będzie inny, pytanie, czy będzie lepszy

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com