11.02.2021
Na łamach Studia Opinii ścierały się dotąd przez ponad 12 lat różne poglądy. Nie wszyscy się ze wszystkimi (na całe szczęście) zgadzali i zgadzają. Spory są zwykle, choć nie zawsze, utrzymane w cywilizowanym tonie. Jedni, sądzę, że większość, piszą o tym, na czym się mniej więcej znają. Inni o tym, na czym się wprawdzie nie znają, ale uważają, że mają coś do powiedzenia, i chcą się tym podzielić.
Od czasu do czasu ktoś uważa wprawdzie, że zjadł wszystkie rozumy, ale tak długo, jak prezentuje swe racje ciekawie, redaktor Bogdan Miś mu na to besserwisserstwo pozwala. Ogólnie rzecz biorąc, Bogdan Miś dokonuje czynów walecznych, czym zaskarbia sobie szacunek większości, jeśli nie wszystkich. Ale jednego nasz Szanowny Redaktor nie jest w stanie zrobić. Mianowicie nie jest w stanie nieustannie sortować prawdy od kłamstw. To niełatwe zadanie. Amerykańskie media musiały zatrudnić specjalne zespoły „fact checkers”, dzięki którym wiemy z grubsza, że w czasie swej kadencji Trump skłamał lub przeinaczył fakty 30 573 razy. (to za Wikipedią).
Ale ja nie o Trumpie, tylko o jednym z jego akolitów na naszych łamach. Czyli o panu Andrzeju Targowskim. Pan Targowski ma prawo zachwycać się Trumpem do woli. Natomiast to, czego dokonał w obronie Trumpa i trumpizmu w swej ostatniej wypowiedzi na łamach Studia Opinii chyba nam się wcześniej nie przydarzyło. …
Słów brakuje (ohydne kłamstwo? Obrzydliwa manipulacja na krótkich nóżkach? Zostawiam ocenę Czytelnikom). W sumie przykro i smutno. Zakładam, że pan Targowski, który wykładał w USA, zna język angielski, i z grubsza rozumie to, co czyta w wielonakładowym czasopiśmie.
Otóż niedawno pan Targowski, w swym kolejnym komentarzu do mojego tekstu pt. „Ulga” (Andrzej Lubowski: Ulga) napisał (cytat dosłowny, z zachowaniem interpunkcji i stylistyki):
Nic dodać nic ująć. Ostatnio TIME przyznał (na dowodach na 8 stronach (dużo jak na tygodnik), że wybory zostały „ulepszone” i wybory Biden wygral dzięki fake news „How close we came, the secret history of the shadow campaign that saved the election”, (February 15-22, 2021 ss.43-51) Szkoda, że Rodacy w Polsce dali się na nie nabrać i rozrywają szaty jak Reytan.”
To „Nic dodać nic ująć” to pochwała poprzedniego komentatora, pana Andrzeja Jeziorowskiego, który pisze o bezprecedensowej nagonce wielkiego biznesu na Trumpa. To akurat rzeczywiście interesujące, bowiem Trumpa reforma podatków włożyła wielkiemu biznesowi do kieszeni setki miliardów dolarów, z których część przynajmniej Biden będzie się starał zabrać.
Artykuł, na który powołuje się pan Targowski (załączam go w całości) mówi rzeczywiście o tym, że po wyborach zawiązała się bezprecedensowa koalicja. A w jakim to mianowicie celu? Odpowiedź znajdziecie państwo w tymże artykule, polecanym przez pana Targowskiego, za co mu serdecznie niniejszym dziękuję, bo inaczej bym go przegapił. Dla niecierpliwych kilka fragmentów.
As President Trump refused to concede, the response was not mass action but crickets. When media organizations called the race for Joe Biden on Nov. 7, jubilation broke out instead, as people thronged cities across the U.S. to celebrate the democratic process that resulted in Trump’s ouster.
A second odd thing happened amid Trump’s attempts to reverse the result: corporate America turned on him. Hundreds of major business leaders, many of whom had backed Trump’s candidacy and supported his policies, called on him to concede. To the President, something felt amiss. “It was all very, very strange,” Trump said on Dec. 2. “Within days after the election, we witnessed an orchestrated effort to anoint the winner, even while many key states were still being counted.”
In a way, Trump was right.
There was a conspiracy unfolding behind the scenes, one that both curtailed the protests and coordinated the resistance from CEOs. Both surprises were the result of an informal alliance between left-wing activists and business titans. The pact was formalized in a terse, little-noticed joint statement of the U.S. Chamber of Commerce and AFL-CIO published on Election Day. Both sides would come to see it as a sort of implicit bargain–inspired by the summer’s massive, sometimes destructive racial-justice protests–in which the forces of labor came together with the forces of capital to keep the peace and oppose Trump’s assault on democracy.
Czyli stało się coś niezwykłego: związki zawodowe wespół z wielkim kapitałem postanowiły stawić czoła Trumpa atakowi na demokrację.
The handshake between business and labor was just one component of a vast, cross-partisan campaign to protect the election–an extraordinary shadow effort dedicated not to winning the vote but to ensuring it would be free and fair, credible and uncorrupted.
Czyli, nie żeby ukraść wybory, ale po to, aby były one „WOLNE, UCZCIWE, WIARYGODNE i NIESKORUMPOWANE”.
Popatrz pan, panie Targowski, taki przekręt! Tyle że artykuł mówi dokładnie coś odwrotnego!
Jak to było z Radiem Erywań? Czy to prawda, że w Moskwie rozdają za darmo samochody? W zasadzie prawda, tyle że nie w Moskwie, tylko w Leningradzie, nie samochody, tylko motocykle, i nie rozdają, tylko kradną.
The Secret History of the Shadow Campaign That Saved the 2020 Election
A weird thing happened right after the Nov. 3 election: nothing. The nation was braced for chaos. Liberal groups had vowed to take to the streets, planning hundreds of protests across the country. Right-wing militias were girding for battle. In a poll before Election Day, 75% of Americans voiced concern about violence.
Resztę zostawiam Czytelnikom.

Andrzej Lubowski
Polski i amerykański dziennikarz i publicysta polityczno-ekonomiczny.


Za cały komentarz wystarczają przytoczone fragmenty tekstu z TIME’a.
*
Dla mnie dużo bardziej poruszającą wiadomością, której nie znałem jest informacja, „…że w czasie swej kadencji Trump skłamał lub przeinaczył fakty 30 573 razy.”
@Sławek: Przez cztery lata rządów Trumpa CNN codziennie wyliczało ile razy Trump kłamał i analizowało te kłamliwe wypowiedzi. Jak widać, dla wielu to nie pomogło. Ale też, prawica nie ogląda CNN…
Nie wykluczone, że wygrana była bardziej znacząca dzięki fake news – nieprawdziwe informacje zwykle prowadzą w końcu do określonych ich charakterem skutków.
Obiecałem sobie ze o Trumpie już więcej nie bede ani myślał ani tym bardziej pisał. Jednak tym razem muszę zrobić wyjątek i serdecznie autorowi dziękuje za cytaty bo tez bym przegapił
teraz już wiem na czym polega siła iluzji (No bo przecież nie wiary)
Ze spokojnym sumieniem wracam do damnatio memoriae Trumpa
Największą karą dla Trumpa i nagrodą dla społeczeństwa amerykańskiego i społeczności miedzynarodowej jest nie tyle „damnatio memoriae”, ile całkowity brak jego obecnosci w mediach a w zwiazku z tym zapomnienie. Obojętność i wzruszenie ramion to najlepsza zapłata za jego działalność.
Istotnie to nie najlepiej dla mediów publicznych kiedy procesy i potrzeby społeczne stają się w nich zakładnikami osób publicznych, które być może starały się je kiedyś reprezentować.
Kontrowersje wokół interpretacji tekstów są tak stare jak publikacje tekstów (jednolite interpretacje są zazwyczaj wymuszane przez grupy o tendencjach totalitarnych). Zdumiewa jak może wydawać opinię na podstawie opinii, bez zjarzenia do tekstu wokół którego jest kontrowersja. Nie znam wypowiedzi p. Targowskiego, czytałem tekst, o którym mowa dużo wcześniej i uważam, że jest zdumiewający. (Rzetalna analiza tego obszernego tekstu wymagałaby kilku stron). Autor artykułu podaje link i zachęca do samodzielnej lektury. Uczciwe podejście. Opinie o opinii bez zajrzenia do tego o czym mowa, chyba jednak nie są najlepszym sposobem orzekania o własnym stosunku do kontrowersji (są zaledwie informacją o sympatiach, a te są najmniej interesujace.)
Do pewnego stopnia rzecz podobna w naturze. Czy Trump zadrwił w wypowiedzi pt: to wy jesteście od fake news, właśnie w tej. Sądzę, że próbował, lecz nie z tego czy niektóre sposoby, włączając wymieniane wtedy naświetlanie od środka, mogą przywracać do zdrowia. Przekazywał opinię o audytorium oraz, że to doktor, w takim przypadku medycyny (dobry dziennikarz w przypadku przekazu wiadomości) powinien rzecz sprawdzać. Może mógł powiedzieć prościej, że nawet powszechne interpretacje w naukach różnych czasami bywają błędne. Przy czym po co to wszystko mówił rzeczywiście pozostaje niejasne. Może tam tak mają na konferencjach prasowych, zresztą na swojej ostatniej Obama także wprost dziennikarzom podziękował z sarkazmem, no ale to może inna historia.
Dlaczego artykuł miałby być zdumiewający, jeżeli czytaliśmy te same w Time – używana jest w nim przecież konsekwentnie formuła odniesienia, opisując kampanię w kontekście zarzutu i jej kontekstu społecznego. Czyli o organizacji wpływu w kampanii wyborczej – prawdopodobnie komentator to także chciał przekazać, mógł czytać lecz złożenie złożenia nie pozwala na jednoznaczną diagnozę. Ad rem, lecz przecież to właśnie kampania i linie demarkacyjne dozwolenia układają się chyba jedynie według sposobów finansowania społecznościowego, poprzez PACki tj. Komitety Działań Politycznych.
Trump właśnie trafił na śmietnik historii. Tuż zaraz obok Franklina Pierce’a, Richarda Nixona i Jamesa Buchanana. Dołączy do panteonu najgorszych prezydentów USA, choć miał szansę przysłużyć się swojemu krajowi przez 4 lata rządów. Ocenę jego osoby pozostawiam historii.
Podobnie do prof. Obirka oświadczam, że od tej pory nie napiszę już nic o byłym prezydencie USA. Proponuje, aby po porażce PiS za niecałe 3 lata, też więcej nie pisać o Jarosławie K, Mateuszu M i spółce.
Hola, hola Panowie dyskutanci. To nie takie proste. Trump nie znika jeszcze i długo będzie się odbijał w amerykańskiej polityce. Jesteśmy świadkami pisania historii na nowo przez Republikanów. Oni są bardziej podzieleni, niż amerykańskie społeczeństwo. Być może w związku z tym nastąpi podział tej partii, o czym się już mówi. Na razie liderzy tej partii zaczynają wywracać kota ogonem oskarżając Demokratów o spowodowanie insurekcji swoją retoryką!
.
Na Trumpa głosowało ok 80 milionów Amerykanów. On jest nadal ogromną siłą napędową dla Republikanów, którzy nie chcą lub nie mogą się wyzwolić od jego wpływu. A raczej jego wpływu na konserwatywnych wyborców. Stąd codzienne szpagaty w deprecjonowaniu przez liderów GOP właśnie odbywającego się drugiego impeachment. Najprawdopodobniej Demokraci nie będą w stanie wyrwać 17 republikańskich senatorów, aby doprowadzić drugi impeachment do końca. Pierwszy impeachment także nie przebrnął przez senat.
.
Być może za dwa i za cztery lata będziemy musieli się nadal potykać o Trumpa. Jemu i jego synom władza zasmakowała. Pytanie, czy Ameryka będzie w stanie zneutralizować te zapędy i rozliczyć Trumpa z jego niepłacenia podatków i kryminalnych akcji związanych z próbą wymuszenia odwrócenia wyników wyborów w Georgii i innych stanach. Czas pokaże czy to możliwe.
Właśnie – sam Trump nic by nie osiągnał, gdyby nie trafił na odpowiedni grunt. Tym gruntem, podobnie jak w Polsce, Turcji, na Węgrzech, Rosji, ale także we Francji i wielu krajach zachodnich są wyborcy. Ciekawa mieszanina tradycjonalizmu, konserwatyzmu, frustracji, buntu przeciw rzeczywistości, postaw przeciwnych elitom, ciemnoty, zabobonów, spiskowych teorii dziejów, poszukiwaczy prostych wizji świata (płaskoziemcy, antyszczepionkowcy, nieuki, foliarze, etc.) Sa wsród nich zupełni durnie, ale także ludzie rozumni i wykształceni, jak chociażby prof. A. TArgowski, skadinąd człowiek zasłuzony dla polskiego tenisa. Oczywiście motywacja ludzi mądrych i połgłówków jest kompletnie odmienna, ale wszyscy oni spotykaja sie w poparciu dla Trumpa, Obrana, Erdogana, Putina czy KACZYŃSKIEGO. Obawiam się, że problem z takimi wyborcami wcale sie nie kończy a raczej ma tencdencje rozwojowe…
Tu jeszcze dochodzi rasizm białych nie wykształconych Amerykanów, czy Polaków, którzy panicznie boją się mentalnyc zmian, jakie się dokonują w przyspieszonym tempie, boją się obcych idei i obcych ludzi o odmiennej orientacji seksualnej, innym kolorze skóry czy tylko liberalnych poglądach. To pachnie faszyzmem i tak to trzeba nazywać. Polski Kościół odgrywa tu bardzo niechlubną tolę na polskim podwórku.
JK oraz hierarchowie krk w Polsce sa ilustracją tezy, że sprawność polityczna bez hamulców moralnych łatwo przemienia się w łajdactwo.
Mimo raczej lewicowych poglądów jakoś sympatyzowałem z relublikanami w USA.
Ale mam wrażenie, że tych republikanów nie ma. Że Tea Party przejęło stery.
Czy dziś możliwy byłby Lincoln? Albo chociaż T. Roosevelt?
Wśród dzisiejszych republikanów to byłoby przecież „lewactwo” oskarżane o komunizm.
Myślę jednak, że USA się otrząsną. McCarthyzm też w końcu wygasł. I myślę, że i republikanom powinno zależeć na wygaszaniu i wyciszaniu trumpizmu.
.
No ale od USA jestem oddzielony oceanem i w sumie niewiele wiem o tym co się za wielką wodą dzieje.
W polityce liczą się silne osobowości i poglądy. Jeśli kandydaci są centrystami z obydwu partii to w normalnych warunkach wygrywa bardziej wyrazisty polityk. Ale dziś zaczęły powracać idee skrajne. Demokraci straszą progresywnymi politykami bogobojny lud środkowych stanów a Republikanie trumpizmem demokratyczne wybrzeża i aglomeracje. Mamy dziś więcej populizmu niż rzeczowej rozmowy i kraj jest podzielony jak już dawno nie było. Brakuje wyważonych polityków jak McCain, którzy temperowali zapędy republikańskich prawicowych jastrzębi. McConnell to cwany lis dający coraz bardziej sprzeczne komunikaty. Nie pozwolił na impeachment Trumpa, ale sygnalizuje, że Trumpa powinno się rozliczyć z jego kryminalnych grzechów sądownie! Pełna schizofrenia! Czeka nas permanentna walka wyborcza. W Polsce władzę trzymają populiści i dopóki frustraci z opozycji nie będą chodzić na wybory, Kaczyński będzie dalej rządzić. Na tym samym wygrywa Orban.
Jak już wspominałem, mieszkam w jednym z kluczowych stanów dla obydwu liczących się amerykańskich partii, w NE Pennsylvanii. Spotykam nadal wiele domów i biznesów z bannerami Trumpa nadal wiszącymi na ścianach. Ale podczas wieczornego fitbitowania spotykam coraz częściej takie widoczki na rozstajach dróg – w załączeniu. https://uploads.disquscdn.com/images/0d9baadb995f4cb985bd39ec7fc3b18361f8daaab14dba2a9e6a7e90220b9e3e.jpg https://uploads.disquscdn.com/images/e14a2e94bf35c0dd075e58d42815bc49b77619989053d3c6f491b1d9c9065d64.jpg
Świetnie, że senat oddalił dziś zarzut wobec Trumpa o zamach stanu. Być może będzie to krokiem w kierunku normalizacji stosunków wśród pańskich sąsiadów.
Ha! Ha! Dla mnie to powód do ubolewań… Mieszkam w niejscu gdzie latem częściej spotykam na drodze czarne niedźwiedzie niż sąsiadów rozrzuconych po dzikim lesie. A mój najbliższy sąsiad dla którego mam czas na kontakty to akurat progresywny demokrata, z którym można pogadać o wszystkim. Jednak im bardziej na zachód w środkowe stany, tym bardziej jest to zachowawcze towarzystwo głosujące na Republikanów.
OK, oby tylko żadni sąsiedzi nie rozrzucali się wzajemnie po żadnym lesie, nie tylko w pięknej Pensylwanii ale i w Waszyngtonie.
Takie dwie myśli: Jedna Roberta Stillera, z jego książki : „nie ma fałszywych śladów – ktoś je musiał zrobić”. Druga moja, z połowy lat ’80tych, kiedy się w to bawiłem : „Kłamstwo ma krótkie nóżki. Ale ma ich mnóstwo”.
„Nie ma niewinnych, są tylko niedo…” jakoś to tak leciało.
Panie Lubowski,
Boli pana pan Targowski oj boli! I słusznie, bowiem prezydent Tramp to nie wynik aberracji demokratycznego rachunku głosów czy kaprys historii. Prezydent Tramp jest dramatyczną próbą zmiany systemu gospodarczego w samej Ameryce a presja na jego zmianę będzie tylko rosła.
Dlatego jestem pewien że pana „ulga” jest tymczasowa.
Panie Dominiku. Obawiam się, że nie zrozumiał Pan o czym napisał red. Andrzej Lubowski powyżej. Dlatego przemilczę ten „wynik aberracji demokratycznego rachunku liczenia głosów”. Ale chętnie się dowiem więcej od Pana o tajemniczej i świetlanej próbie zmiany systemu gospodarczego w samej Ameryce przez faceta niepłacącego podatki, namawiającego lud amerykański do picia chloroksu i do tego ignoranta na którego sumieniu jest pół miliona ofiar corona wirusa, którego to wirusa wg pana Trumpa miało nie być. Pański wpis brzmi zachęcająco! Zatem czekam z niecierpliwością na więcej.
Przyłączam sie do tego wniosku. Chętnie poczytam o próbie zmiany systemu gospodarczego.
Nie chciałbym panu Dominikowi podbierać tematu, także ja tu jedynie tytułem nieśmiałego wtrącenia.
Wydaje mi się, że tzw. bilans otwarcia dla Donalda Trumpa to nie tyle kwestia sytuacji zastanej po okresie rządów Baracka Obamy (którego wizerunek publiczny notabene lubię w przeciwieństwie do tegoż Donald Trumpa, ale cóż z tego) co słabości oferty partii Demokratycznej po drugiej kadencji Obamy – dlatego sądzę wtedy nie dała rady, atmosferkę skandali (jakieś maile, jakaś toaleta, coś tam takiego w mediach było nieprawdaż ?) włączając.
Zmiana systemu gospodarczego ? chęci zmian proporcji na pracowniczych rynkach usług i łańcuchów dostaw w produkcji dóbr materialnych to jeszcze nie tak wiele a stosowanie doraźnych mechanizmów fiskalnych to jeszcze daleko nie doprowadzenie do trwałych zmian tam gdzie podstawą dalej będzie porównanie kosztów pracowniczych (tu uwaga na znaczną rolę reformy ubezpieczeń zdrowotnych w Stanach).
Czyli, problem pozostał. Good luck Mr. President & Mrs. Vice. Technology, wise.
W chaotycznych rządach Trumpa nie było żadnej myśli oprócz klinicznej nienawiści do Obamy i ścinania dorobku poprzednika, bez idei czym to zastąpić. Druga sprawa – Trump zaczął politykę izolacji gospodarczej i preferowania produkcji na amerykańskim rynku. To bardzo populistyczne zagranie, ponieważ automatycznie niszczyło konkurencję. Amerykański przemysł samochodowy nie nadąża za azjatyckim, ale dzięki otwartej konkurencji nadal się rozwija, zmuszony do innowacji itd.
.
Z kolei Obama Care to niewypał i nie jest to winą Obamy tylko kompanii ubezpieczeniowych i republikanów napędzanych przez te kompanie. Republikanie zrobili wszystko podczas rządów Obamy aby uciąć i zredukować Obama Care do szkieletu, który może pracować dla najbiedniejszych, ale średniej klasy na to już nie stać.
.
Amerykanie mają tak zdecentralizowany rynek energetyczny, że nie ma mowy o władowaniu kabli elektrycznych do ziemi. Wszystko to dynda wśród drzew i poza miastami każdy sztorm latem czy zimą pozostawia miliony ludzi bez prądu. I nikt z tego powodu nie wychodzi na ulice protestować!
.
Brytyjska służba zdrowia jest scentralizowana. Też nie jest idealna. Ale w przypadku obecnej pandemii, to scentralizowanie pomogło sprawnie prowadzić szczepienia anty Covid-19 i stawia UK na trzecim miejscu za Izraelem i Emiratami (jeśli się nie mylę) pod względem ilości zaszczepionych.
.
Nie ma idealnych rozwiązań, ale jakaś doza centalizacji energetyki czy służby zdrowia jest potrzebna aby móc działać sprawniej. Jak dotąd amerykańska służba zdrowia wydaje dwa razy więcej na głowę mieszkańców niż inne rozwinięte kraje. I nadal ogromna część społeczeństwa uważa jakiekolwiek centralizowanie za błąd i socjalizm. Stąd możemy się spodziewać bardzo ostrych wyborów w Stanach za dwa lata do kongresu i za cztery lata w wyborach prezydenckich.
W mojej bliskiej rodzinie trzy osoby skorzystaly niebywale z Obamacare, do tego stopnia, ze wole nie myslec, co by bylo, gdyby Obamacare nie bylo. Byc moze ktores z nich juz by nie zylo.
Ci, ktorzy pomstuja na Obamacare maja z reguly zapewnione ubezpieczenie przez pracodawce, albo sa w wieku uprawniajacym do Medicare. Ale czarna propaganda (niewypal, katastrofa!), jak widac, dziala w najlepsze.
Obamacare nie jest idealna, to prawda, z powodow politycznych. A te sa bardzo dobrze wyluszczone np. tutaj:
https://www.nytimes.com/2021/02/16/opinion/ezra-klein-podcast-heather-mcghee.html
Obamacare jest rozwiązaniem dla milionów nie ubezpieczonych przedtem biednych Amerykanów. Trump chciał ją rozwiązać, nie oferując nic w zamian, bo wielkie firmy ubezpieczeniowe traktują takie ubezpieczenie jako zagrożenie. To prawda, że mając ubezpieczenie pracodawcy nie opłaca się brać Obamacare.
Służba zdrowia w Stanach jest zbyt droga w stosunku do efektów jakie daje. O czym wspomniałem powyżej. Czyli ręka rynku wcale nie obniża jej kosztów, jak chcą twierdzić Republikanie, wręcz przeciwnie, koszty per capita są dwa razy większe niż w innych krajach rozwiniętych.
System Medicare jest absurdalny! Oferuje tak mało, że trzeba płacić za dodatkowe liczne ubezpieczenia, które mają pomagać pokrywać wydatki nie pokryte przez Medicare. To efekt władzy wielkich ubezpieczycieli zdrowotnych, którzy chcą na tym zarabiać nadal. Dzień w szpitalu kosztuje pacjenta $10,000. Przy tych wszystkich ubezpieczeniach.
Jak się jedzie na pogotowie do szpitala należącego do mojego ubezpieczenia, lekarz, który mnie obsługuje okazuje się być zatrudnionym spoza mojego ubezpieczenia. To jest reguła. To podwaja koszty. Parę lat temu rozciąłem sobie mięśnie pod łydką piłą łańcuchową. Opatrzyłem ranę i pojechałem 50 km do szpitala na ER (emergency room). Spędziłem tam 6 czy 7 godzin. Pod koniec pojawił się lekarz który bardzo sprawnie pozszywał mi mięśnie z miejscowym znieczuleniem. Pojechałem samochodem do domu dopuki działały środki przeciw bólowe. Rachunek moich kosztów wyniósł $15;000. Po dwóch miesiącach negocjacji firmy ubezpieczeniowej ze szpitalem zmniejszono moje koszty o połowę. Szpital zgodził się, abym to spłacał w ratach. To się tu stosuje. Zajęło mi to ponad rok. Takie są tu realia. Najlepiej być tu młodym, bogatym i zdrowym!
Ale już płatnośc gotówka bez ubezpieczenia pozwala wynegocjować $1000 za sam pobyt w szpitalu, bez kosztów zabiegów. Co oczywiście jest i tak drogo dla ubogich Amerykanów, których dzieci są dokarmiane przez szkoły. Powszechna zasada jest taka, że rachunki wystawiane na firmy ubezpieczeniowe są co najmniej 25% wyższe niż bez ubezpieczenia. Wszyscy zarabiają na systemie. Projekty ucywilizowania i obniżenia kosztów Medicare nazywane są socjalizmem. I biała, pobożna większość na prowincji łyka to bez ograniczeń ponieważ jest głeboko przekonana, że jest okradana z ich pieniędzy przez „socjalistów” z Partii Demokratycznej, którzy chcą ich pieniędzmi płacić za leczenie i kształcenie dzieci obcych ludzi, w tym, o zgrozo, „czarnych ćpunów i obiboków”. „Ale na szczęście mają oni arsenał broni w domach i nie pozwolą zrobić z Ameryki drugiej Wenezueli” – ci ludzie naprawdę tak myślą.
@PP. Pokonos i Gluszek. Zgodzilismy sie pogladami na amerykanski system (raczej: brak takowego) ubezpieczen zdrowotnych, ale odbieglismy od glownego watku pt. „Ulga”. Tzn. ulga po wyglosowaniu Trumpa z urzedu.
Jednym z aspektow tej nieszczesnej prezydentury, ktora moznaby okreslic jako „Reality TV Presidentship” jest to, ze ta cala pozorantka, ktora uprawiala dawna gwiazda „The Aprentice” zdolala omamic tak wielu ludzi. Mamy ich i tutaj wsrod nas; p. Targowski pisal cos o „dokonaniach” Trumpa; p. Dadok podobnie. A jaka byla rzeczywistosc? To byly albo puste hasla, ktorych nikt nie probowal wypelniac trescia, albo czysta destrukcja.
Wracajac do Obamacare: z samej racji nieoficjalnej nazwy tego programu, stal sie on dla Trumpa czerwona plachta na byka. Nie pamietam juz, ile razy probowano ten program skasowac, obiecujac cos duzo lepszego i mniej kosztownego. Na szczescie skasowanie sie nie udalo, a zadnej alternatywy Republikanie ani Trump nie potrafili przedstawic, bo taka alternatywa nie istniala w konkretnych warunkach. Ostatni raz Trump przyrzekal gdzies na jesieni, ze przedstawi swoj nowy plan w ciagu dwoch tygodni. Nie przedstawil. No bo wymagaloby to powaznej pracy, a jak sie uprawia Reality TV Presidentship wszystko jest na niby. A tylu ludzi sie na to nabieralo!
Na kablach się nie poznałem, słupy amerykańskie pamiętam ale prawdziwy tumult drucianego oplotu zwrócił moją uwagę akurat w sejsmicznej Japonii chociaż także już dobrych kilka lat temu. Pomiędzy rozprowadzaniem energii elektrycznej pomiędzy nodami sieci a dostawą do użytkowników lokalnych jest jednak przecież zasadnicza różnica. Rozproszone sieci dostaw energii, co jak sądzę ciągle jest trendem, miałyby najprawdopodobniej modyfikowalne założenia optymalizacji technologii a więc i ścieżek rozwoju dla innowacji technologicznych.
Nie znam się na Obamacare, wiem jedynie, że był potrzebny w sensie modyfikacji systemu ubezpieczeń. Koszt miejsca pracy około piętnaście lat temu był u Was znacząco wyższy ze względu na koszty opieki zdrowotnej definiowane na rynkach ubezpieczycieli i następnie przenoszone na pracodawcę – jedynie o to chodziło mi zapisując powyżej uwagę w nawiasie.
Uwagi z socjalizmem nie bardzo rozumiem – to jest przecież nazwa odnosząca się do już historycznej doktryny gospodarczej preferującej społeczną własność środków produkcji. Domyślam się tu jedynie ścieżki rozumowania: federalizm/państwo/tzw. socjalizm przejmując w biegu negatywny ładunek emocji zapisywanych historycznie a to wszystko w opozycji do czego ? do haykowskiego rynku ? – bez przesady. O zasadniczych ograniczeniach możliwości samo-optymalizacji rynków kompetentnie pisze Stiglitz, to jest już także klasyka ekonomii, używając zresztą zdaje się jako przykładu właśnie między innymi rynków ubezpieczeń w kontekście roli asymetrii informacji.
Gwoli sprostowania: Socjalizm, komunizm, progresywny Demokrata, liberał – Trump i jemu podległe mentalnie tuby-media jak Fox News używają a raczej wywrzeszczają jako słowa straszaki. Na wielu bogobojnych Amerykanów to działa.
Czyli najprawdopodobniej zgadzamy się, że taka dyskusja nawet jeżeli rzeczywistych postaw społecznych ma ograniczony sens. Może się przy niej także znaleźć miejsce dla procesów substytutywnych wobec grup społecznych (chyba nie najszczęśliwsze słowo, nie tyle chodzi mi o komplementaryzm co o reguły typu: C nie lubi B, A nie lubi B, a więc C zaczyna się wydawać, że mu bliżej do A, a takie procesy także mogłyby być instrumentalizowane społecznie). Komentarze prasowe zaczynają przy okazji podnosić pytanie, czy w Stanach nie wyczerpuje się formuła dwupartyjności, być może. Także dlatego poprzednio skomentowałem, że dobrze, iż senat uniewinnił prezydenta w procesie politycznym – gdyż dobrze aby nie doprowadzać do dalszej radykalizacji postaw. Taka zwykle nie sprzyja rozwojowi.
Trump powinien odpowiadać za swoje czyny, złamał wiele swoich konstytucujnych obowiązków, łamał prawo, bezczelnie oszukiwał Amerykanów na każdym kroku. Demokratom chodziło o pozbawienie go możliwości ponownego piastowania federalnego urzędu. Mieli na to wszelkie podstawy, także konstytucyjne jednak Republikanie pokrzyżowali te plany. Sprawa nie jest skończona, już wpłynęło oskarżenie kryminalne przeciwko Trumpowi za wzniecenie powstania na Capitolu. Jest tych kryminalnych procesów więcej, o czym wspominałem powyżej. Nie będzie pokoju społecznego, jeśli Trump nadal będzie ważną figurą w partii Republikanów.
Co do dwupartyjnego systemu sam byłem świadkiem rosnącego wpływu Partii Nezależnej, na lewo od Demokratów, podczas kontaktów z wyborcami. Tekstowałem przez 3 miesiące jako wolontariusz dla partii Demokratów na Bidena/Harris w stanie Pennsylvania. Często otrzymywałem komentarze typu jeśli nie mogę głosować na Berni Sandersa to odtąd będę głosować na Partię Niezależnych. I to nie byli tylko młodzi ludzie. Młode pokolenie jest bardziej lewicowi i bardziej im odpowiada retoryka progresywnych Demokratów jak Alexandria Ocasio-Cortez czy Bernie Sanders niż umiarkowanych demokratów. Rośnie w siłę grupa progresywnych demokratów w partii Demokratów powstała 16 lat temu. Czas pokaże, czy ta grupa stanie się osobnym tworem politycznym.
Obie liczące się dotąd partie wygrywały dotąd oferując umiarkowanych reprezentantów na fotele prezydenckie. W sumie nie ma wielu różnic pomiędzy centrystami z obydwu partii. Jednak w spolaryzowanym społeczeństwie może dojść do niespodziewanych zmian i procesów radykalizujących scenę polityczną jeszcze bardziej. Stąd dalsza obecność Trumpa na scenie politycznej może przyspieszyć te radykalne procesy. To część ogólnoświatowego wzrostu roli populistów ze skrajnych odłamów politycznych.
Właśnie, dlatego był to proces polityczny, nie sądzę jednak żeby Donald Trump był już aktywnym politykiem dalej przewodzącym partii Republikańskiej. Berniego Sandersa słuchałem z zainteresowaniem przy okazji poprzednich prawyborów lecz jak na moje wyczucie jego poglądy były wtedy nazbyt lewicowe w sensie niedoceniania systemowej roli wolności gospodarczej na rzecz ciągłego nadawania wagi prospołecznym argumentom systemowej interwencji (z całym szacunkiem ale dość często się powtarzał w swoich przemówieniach). Dalej jednak sądzę, że byłby ciekawszym kandydatem niż Hilary Clinton. No ale to jedynie zdanie bezrobotnego nauczyciela z Wrocławia.
Niestety, Trump jest jak najbardziej obecny w amerykańskiej polityce. Oto kilka przykładów z ostatnich dni: Najwyższy rangą republikanin Mitch McConnol został wczoraj zaatakowany w chamski sposób przez Trumpa żądającego dymisji lidera republikańskiego senatu:
https://www.usatoday.com/story/news/politics/2021/02/16/donald-trump-rips-mitch-mcconnell-each-seeks-exert-leadership/6772181002/
Poparcie Teumpa rośnie wśród Republikanów…:
https://www.usnews.com/news/politics/articles/2021-02-16/trump-regains-support-among-republicans-after-impeachment-poll-finds
Z lżejszej półki: polecam także dowcipy rysunkowe z Trumpa znalezione w powyższym linku:
https://www.usnews.com/cartoons/donald-trump
Chciałoby się odpowiedzieć: Je suis such a hack, może to właśnie dobre hasło dla partii republikańskiej ku poszukiwaniu innych liderów.
Je suis un tel hack – ale nie wiem czy zrozumieją…
Proszę wybaczyć ale ja mam problem z dyskretnym urokiem wyższości, zrobił mi się w otoczeniu ale to przecież także moja wina. Jednak moja wersja lepiej brzmi, tylko, że trzeba ją starannie wymawiać.
Nie o wyższość tu chodzi. Kiedyś uczyłem się dodatkowo francuskiego w szkole średniej. Uwielbiam melodię tego języka jak i rosyjskiego. Ale mój francuski padł z powodu nieużywania. Ani w literaturze go nie potrzebowałem ani w życiu. Jedynie czasem w NYC padało kilka słów jak pojawiali się Kanadyjczycy z Quebeck potrzebujący pomocy w dotarciu do celu. Jestem trochę uczulony na mieszanie języka po pobytach na polskim Greenpoincie, gdzie często robię zakupy pracując w NYC. I na ulicy panuje ten niesamowity Pol-Ing (pinglish) z bardzo ciężkim akcentem, mieszaniem angielskiego z polskim, gdzie na ćwiartkę dolara mówi się kuodra itp. Stąd moje uczulenie. Ale zgadzam się, na SO lepiej brzmi pierwsza wersja francusko-angielska!
No to panu odpowiem. Na początek mala uwaga, Pan Donald Tramp jest byłym prezydentem USA a nie facetem nie płacącym podatku. Obrażanie 75 milionów obywateli Ameryki którzy glosowali na Trampa jest rzeczą delikatnie mówiąc nie roztropną. Jeśli chodzi o zmianę systemu gospodarczego to mam na myśli rozmontowanie globalizmu, następnie rezygnacje z bycia żandarmem światowym. Oczywiście, dla ludzkości lepiej by było gdyby ten proces przebiegał w sposób pokojowy.
No to Pan odpowiedział. Jeżeli Panu imponuje stanowisko (prezydent) a ignoruje Pan człowieka, który objął to stanowisko, to już początek bałwochwalstwa. Zatem nie mogę powiedzieć, że pan Duda jest długopisem Kaczyńskiego, bo obrażę miliony Polaków, którzy na Dudę oddali głos. Zip. Klops. Czyli jak Trump nie płacił od dekad podatków to ma być uniewinniony, bo prezydent. Jeśli usiłował zmusić władze kilku stanów aby wyrzuciły głosy tych, co na niego nie głosowali, to powinno się posłuchać pana prezydenta zamiast wsadzać go do pierdla za nakłanianie do oszustw wyborczych. Niestety, nie ma Pan racji. Jeśli prezydent jest nagi, to to należy powiedzieć prawdę. Kropka.
.
Co do zmiany systemu ekonomicznego, czyli zamknięcie globalizmu, granic, wymiany handlowej… plus wycofanie armii z Bliskiego Wschodu… To wszystko było populistycznym graniem na naiwnych wyborcach, którzy w takie pomysły głupca wierzą. Globalizm to taki rodzaj quid pro quo. Bogate kraje wysyłają część nieopłacalnej produkcji i usług i dają zarobić biednym krajom. Jedni i drudzy na tym korzystają. Dzięki temu kraje trzeciego świata zaczęły się rozwijać. Chiny ładują ogromne pieniądze w Afrykę i Południową Amerykę, bo im się to opłaca. Inwestują w swoje przyszłe rynki zbytu. A tam nie ma Amerykanów, bo Trump się wycofał. Dlaczego tak intensywnie Chiny łożą pieniądze i dają zarobić biednym krajom? Bo mając inne rynki zbytu będą mogły wyegzekwować dług handlowy Stanów, czyli faktycznie przejąć ich ekonomię i przemysł. Stąd mataczenie Chin z Rosją nad stworzeniem konkurencyjnej waluty dla dolara amerykańskiego. Nie trzeba być ekonomistą (ja nie jestem) aby te proste prawdy wiedzieć.
.
To co robił Trump dla Ameryki można porównać w skutkach do tego, co niesławny Antoni zrobił dla polskiej armii. Jeden i drugi sknocili do reszty, osłabili swoje kraje na czym szybko skorzystali inni. Świat to naczynia połączone. Nie ma w nim miejsca na abnegatów i nieuków aby nim sterowali.