Jerzy Łukaszewski: Konstrukcja prawdy

12.02.2021

Wspominałem kiedyś, że mam siostrę, którą nieustannie dręczy dylemat: – Czy oni (definicja onych jest stała) uważają mnie za idiotkę, czy sami są idiotami?

Moje wielokrotne wyjaśnienia nie przynoszą skutku. Dylemat pojawia się co dzień przy okazji kolejnego komunikatu rządowego bądź co gorsza – konferencji prasowej lub briefingu, na którego to słowa dźwięk siostra dostaje palpitacji.

Istota sprawy zasadza się na tym, że słysząc ewidentne, łatwe do zweryfikowania kłamstwa Pinokia et cons., siostra nie rozumie jak ktokolwiek może w nie uwierzyć.

Ostatnio doznała szoku. Jej przyjaciółka od przedszkola w telefonicznej rozmowie na temat akcji protestacyjnej mediów użyła argumentu „ale oni nie płacą podatków”, przez który to argument omal nie straciłem siostry.

Wyjaśniam, iż przyjaciółka to nie jakaś zapracowana gospodyni przyklejona do TVP. To osoba z wyższym wykształceniem, stażem pracy w przedsiębiorstwach handlu zagranicznego, po kilkuletnim pobycie z mężem na placówce itd.itd.

Jakim cudem ona uwierzyła w rozsiewane przez partyjną szczujnię bzdury?

Poddałem się, nie potrafiłem wyjaśnić. Siostrze przeczytałem artykuł rzucający nieco światła na sprawę w nadziei, że się nieco uspokoi, ale skutek był odwrotny.

Media płacą podatki. I to duże. Sprawdź, jakie

Rząd chce wprowadzić nową daninę, nazywaną składką od wpływów reklamowych. Budzi to sprzeciw prywatnych wydawców, którzy protestują pod hasłem „Media bez wyboru”. Rząd przekonuje tymczasem, że „Media pomogą w zwalczaniu skutków COVID-19″ (strona internetowa Ministerstwa Finansów), „Ta opłata, (…). ma służyć właśnie temu, żeby (…)

Powoli wyjaśniałem technikę kłamstwa, którego nawet ten artykuł nie obali i nie skompromituje. PiS-owscy narratorzy, mówiąc o najnowszym projekcie potrafią tak zabełkotać, iż słuchającemu wydaje się, że rzeczywiście chodzi o znane wszystkim podatki. Do sądu się to nie nadaje, bo tam z łatwością dokonają reinterpretacji swoich wypowiedzi, z których wyniknie, że wrogie partii media nie płacą „nowego” podatku. O „zwyczajnych” oni przecież nie mówili.

Tę metodę można bez trudu zauważyć, jeśli się ich słucha uważnie i bez emocji.

„Na chama” jadą za to reżimowi dziennikarze, ale przecież im wolno się mylić, źle zrozumieć itp. To tak dla sądu na wszelki wypadek.

Sęk w tym, że część słuchających przyjmie te bujdy jak 1:1 i zakładany po cichu efekt zostaje osiągnięty.

Dotyczy to wielu spraw jak choćby ciągłego powtarzania, ze TVN to „niemiecka stacja”, że Tusk uważa „polskość za nienormalność” i wiele, wiele innych.

Miałem okazję śledzić dyskusję między niewiastą wyznania jarosławnego a zwolennikiem antypolskiej opozycji, w którym pani znów zaczepiła o owe nieszczęsne podatki. Antypolak podsunął jej artykuł z „Gazety Prawnej”, a potem …

Pani stanowczo stwierdziła, że czytać to ona będzie co ONA chce i nikt jej nie będzie narzucał lektur. Co zaś do podatków to ona „wie swoje”!

No i super.

Na łamach SO wielokrotnie padały apele o to, by przeciwnika politycznego traktować „jak człowieka”, była mowa o konieczności rozmów itd.

Mam więc pytanie: w jaki sposób rozmawialibyście z wyżej wspomnianą osobą? Osobą, która rozmawiać nie chce, nie słucha, ale za to „wie swoje”?

Naprawdę chętnie bym się przyjrzał takim próbom.

Sam ich przeprowadzić nie potrafię.

Nie rzucam zbyt łatwo oskarżeń i pomówień na bogobojny lud polski, dlatego staram się znaleźć przyczynę, dla której po 70 latach przyjaźni siostra nie poznaje swojej najstarszej przyjaciółki, dlaczego osoba, którą znałem jako przemiłą nagle ukazuje się jako agresywna, niemal żądna krwi bestia leśna itd.

To zadanie dla socjologów, nie mam dostatecznych narzędzi, by je wykonać właściwie. A wykonać trzeba, prędzej lub później.

Gdybym miał podpowiadać, to na początku zwróciłbym uwagę, że aby tak podzielić społeczeństwo trzeba lat ciężkiej pracy.

Stanowczo za rzadko zwracamy uwagę, że „oni” tę pracę wykonali!

Sekta Rydzyka to jedno, zbyt często wyśmiewana, zbyt rzadko doceniania pod względem technicznym, ale są i inne konstrukcje.

Czy któryś socjolog lub politolog pochylił się dostatecznie nad siecią tzw. „Klubów Gazety Polskiej”?

Wykonywana w nich przez 15 lat praca kiedyś musiała przynieść efekty.

Czy nasza walcząca jak ogłupiały lew w sejmowym cyrku opozycja zwróciła na to uwagę? Nie sądzę. W każdym razie nie zdobyła się na podobny krok. Nie próbowała nawet budowy żadnych struktur kontentując się składaniem idiotycznych i marnujących czas wniosków o odwołanie kolejnych ministrów, z góry skazanych na niepowodzenie.

Kościół, Kluby, rydzykowi mudżahedini – wzięci razem są naprawdę groźnym przeciwnikiem, którego nie wolno lekceważyć. Tymczasem „słuszna strona” poprzestawała jak dotąd na wyklinaniu lub wyśmiewaniu tych współczesnych jeźdźców Apokalipsy i wciąż dziwi się, że nie robi to na nich żadnego wrażenia.

Za komuny były całkiem legalne organizacje, które zrzeszały bądź ugaszczały ludzi, którym nie zawsze było po drodze z przewodnią siłą narodu. To sprawiło, że kiedy w ’80 roku doszło do buntu, natychmiast znaleźli się inteligentni ludzie na poziomie, którzy potrafili nadać temu buntowi oczekiwany szlif i kierunek.

Co mamy dziś?

Hołownia, którego wyznawcą nie jestem i nie będę – najwyraźniej zrozumiał ten mechanizm, bo w odróżnieniu od zapowiadanego ruchu Wspólna Polska zaczął tworzyć struktury terenowe. Nie poprzestał na rzucaniu haseł, a zaczął gromadzić aktywnych obywateli zdecydowanych na walkę toczącym Polskę rakiem PiS.

Tego też nikt z opozycji nie dostrzega? Cała para idzie w gwizdek świętego oburzenia, że „znów im jakiegoś posła podkradł”.

Te struktury to rzecz wyjątkowo ważna. To tam, a nie na konferencjach prasowych wtłacza się (no dooobra, uzgadnia) rodzaj prawdy, za którą mają podążyć zwolennicy. Prawica już to przerobiła, pozostali wolą się obrażać, że ich „nikt nie zawiadomił” lub silić się na inne podobnej wagi pierdoły.

Wtłoczenie „swojej prawdy” do ludzkich umysłów wymaga, czasu, umiejętności i organizacji. Po „naszej stronie” tych elementów na razie nie widzę.

Na dodatek „nasza strona” ma nieco przerośnięte ambicje trafiania do umysłów z gruntu „lepszych” niż ta PiS-owska hałastra.

Jak? Czym? Kiedy? W jakiej formie?

To oczywiście tylko część problemów z jakimi musi się zmierzyć przyszły zwycięzca o Polskę.

Zmierzy się? Znajdzie czas między jednym a drugim świętym oburzeniem? Poczekamy?

Jerzy Łukaszewski

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com