27.02.2021

Wolę nie widzieć, nie wiedzieć, być wesołym cymbałem i uszczęśliwionym ignorantem, aniżeli poinformowanym źle politycznym durniem. Sądzę, że tylko osobnik po ideologicznej lobotomii może być dzisiaj zadowolony z kierunku zachodzących zmian. Zatem od czasu do czasu robię sobie urlop od myślenia o polityce i biorę sobie wolne od idiotycznych problemów; dieta polityczna potrzebna jest człowiekowi jak tlen.
Muszę sobie odsapnąć, zaczerpnąć powietrza, specjalnie teraz, gdy niedługo spadnie nam na łeb kolejny niewątpliwy splendor w postaci zajęcia pierwszego miejsca pomiędzy bandyckimi państwami.
Jest to dla mnie jedyne wyjście, zbawienny emetyk, świadoma odtrutka dla sponiewieranego organizmu, a zwłaszcza – odpoczynek od głupka i jego orkiestry. Od kapeli grajków zajmującej się rewolucyjnym pitoleniem o niczym. Trąbiącej o potrzebie dostosowania naszej międzynarodowej dyplomacji do wymogów troglodyty. O konieczności obniżenia kryteriów dostępności do stanowiska ambasadora.
W latach poprzedzających dzisiejsze wyczyny posada w dyplomacji – nobilitowała. Byle chmyz nie mógł nim zostać. Kandydat do objęcia funkcji ambasadora musiał legitymować się umiejętnościami niedostępnymi dla intelektualnego parobka. Wyliczać ich nie ma sensu, ponieważ wiadomo nie od dziś, że oborowy nie powinien przeprowadzać transplantacji.
W latach jeszcze odleglejszych powiadano, że nie matura, lecz chęć szczera, zrobi z ciebie oficera. Dziś ten absurd należałoby zmodyfikować: nie matura, lecz chęć szczera, oraz przynależność partyjna, zrobią z ciebie ambasadora.
*
Jestem już w wieku cokolwiek znoszonym przez los i wszystko we mnie kwęka. Tu i ówdzie strzyka mnie bez miłosierdzia, mam okrutną sapkę, a rozmaitych kolek nie zliczę. Np. z aktualnych bolączek, to wyznam, że latoś odpadło mi oko razem z radosnym wejrzeniem w świetlaną przeszłość.
Lekarz, z którym pogrywam w brydża (to znaczy JA w brydża, ON w tysiąca, co mi wyjaśnia, dlaczego tak dobrze się nie rozumiemy), twierdzi, że w medycynie zaszły taaakie naukowe rewelki, że wstawienie mi oka z tytanu, to pestka: na dodatek mogę sobie wybrać kolor, że poleca różowy. Gorzej z dostaniem się do szpitala.
Proponowana przez niego tytanowa patrzałka pełni rolę psychicznego noktowizora. Poza tym oko filtrujące rzeczywistość na kolor różowy jest trendy i super cool.
ps.
Wywczasy działają na mnie – pierwsza klasa. Po intensywnym zażywaniu laby przechodzi mi strzykanie w skołowanej bani, wraca mi wzrok w nieistniejącym oku, sapka zanika, kolki ustępują, a na twarzy kwitnie optymizm. I ze zdwojonym entuzjazmem powracam do wyważania otwartych drzwi.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM
