01.11.2025
Kajam się do samej ziemi i wyrzekam się wszelkiego paskudnego czynu. Obiecuję, że nigdy więcej i tak mi dopomóż Bóg. To ja, Przeor Zakonu Wsteczniaków, wespół z Głównym Wajchowym, daliśmy sygnał do ataku na zdrowy rozsądek.
To ja, szary minister, wykonałem podkop pod fundamenty obecnego ustroju i przełożyłem zwrotnicę z biegiem historii. Ja, szeregowy paproch prokuratorski, działałem wspólnie i w porozumieniu z resztą molekuł partyjnych głosując za błogosławionym Kamińskiego i innych mateckich swołoczy.
To ja, lojalny wobec każdego, kto mi dawał więcej, stojąc w obliczu grożącego wyroku, wyznaję ze skruchą, że polityka, to nie sejmy, oraz prezydenckie długopisy, ale prawdziwy człek orientujący się, komu włazić w tyłek. Teraz przeto, stojąc w obliczu bezpośredniej bliskości kary, jestem pełen skruchy i w związku z tym proszę o wyrok w zawiasach.
Suplement
Trudno rzec, kto pierwszy zwędził. Nieważne też, kto drugi. Ważne jest, że w tym stuleciu nikt nie pójdzie siedzieć, gdyż ponieważ jak nawet zostanie skazany, to z mety uzyska status męczennika i spotka się z zaszczytem polegającym na ułaskawieniu.
Żeby stało się wedle oczekiwań myślących bez bata, musiałyby zaistnieć sprzyjające okoliczności, a mianowicie:
a) wyprowadzenie z pałacu taczek z prezydentem w środku,
b) całkowity zakaz działalności grupy przestępczej o kryptonimie PiS.
Dopiero spełnienie tych warunków stwarza minimalną szansę na sprawiedliwość. Minimalną, ponieważ wybór prezydenta nie będącego za ułaskawianiem złodziei, trudny jest niesłychanie. Jednak skoro wolno mi pomarzyć, to imaginuję sobie, że stało się zgodnie z niepokrzywioną Konstytucją i już następnego dnia ludzie odzyskali wzrok. Wylegli na ulice swoich miast i wsi, a każdy dźwigał transparent z frazesami: PRECZ Z PRECZEM i NIECH ŻYJE ŻYJ!
Do boju ruszyły wytypowane szwadrony ochotników przywracających rozumienie słów tak wyświechtanych, jak patriotyzm lub demokracja.
Prokuratorzy, posądzani o celowe przeciąganie sądowych spraw, obudzili się z wyczekiwania, która partia zwycięży, uwolnili się z obaw o swoją przyszłość, zdobyli się na papkinowską odwagę i poczęli uwijać się z produkcją aktów oskarżenia.
Serce rosło, na twarzy potworzyły się zacieki i gula podchodziła mi pod gardziołko na widok maszerującego tłumu, a widok ten poruszył we mnie zgrzybiałą pamięć o czasach, gdy bywałem częstym świadkiem podobnych manifestacji. Podobnych jednak nie bardzo, ponieważ albowiem we wspomnieniowych, wywodzących się z lat prawdziwej Solidarności, chodziło o ludzką godność, a nie o złagodzenie malwersacji.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM

Nawet znużenie, spowodowane długotrwałym porannym skanowaniem tekstów spod ołowianych powiek, powstałe w przyjaznych fotelowych okowach, nawet pojawiające się co i rusz roszady liter, wyrazów i zdań powodujące konieczność da-capo-al-fine, a nawet pomimo niespodziewanej utraty energii na usilne poszukiwanie tytułu felietonu, nie zdołały zakłócić procesu zrozumienia całości. I rozpoznania od dawna podziwianego plastycznego – malarskiego w swej barwie – stylu Pana Marka. I tego przeze mnie ulubionego sarkazmu, czasem zakamuflowanego, czasem walącego wprost w zaropiałe nie tylko od politycznego otępienia oczy.
Spełnienia imaginacji, Panie Marku.
Wspaniała rzecz – pomarzyć. Zwłaszcza pomarzyć o czymś, co powinno być normą, standardem, a nie czymś nazdwyczajnym. Już w 1989 r., na progu niepodległości, zwyciężyła koncepcja solidarności grupowej – niewiele mająca wspólnego z NSZZ Solidarność z okresu 1980-1981. Obok solidarności lekarzy w obronie błędów w sztuce, solidarnosci sędziów, prokuratorów, strażników więziennych, policjantów, wojskowych, i innych grup zawodowych najważniejszą stała się solidarność grupowa polityków. Sprowadzała sie ona do zasady – ja ci daruję machlojki w zamian ty mi darujesz moje. Pojęcie „machlojki” było traktowane rozszerzająco i czasami obejmowało nawet grube przestępstwa. Mimo tego cała klasa polityczna dbała o to aby machlojki należały do wyjątków a nie do zasad.
To się zmieniło w okresie 2015-2023. PiS dopuścił sie przekształcenia wyjątków w zasadę. Takiej skali złodiejstwa, korupcji, w tym korupcji politycznej, inwigilacji, przekupstwa, szantaży, zastraszania polityków, dziennikarzy, sędziów, prokuratorów, adwokatów i przedsiębiorców, w tym grubych wałów „na wydrę” nie było przed tym okresem. Wybory 2023 roku wygrali wyborcy, którzy powiedzieli dość tej praktyce i dzięki temu koalicja demokratyczna utworzyła rząd. Opieszałość i nieskuteczność spowodowały, że wyborcy zapalili czerwoną lampkę dając zwycięstwo w wyborach (bądź w liczeniu głosów) kandydatowi PiSu. Jedyną szansą koalicji demokratycznej na utrzymanie władzy i jej ponowne zdobycie w wyborach parlamentarnych 2027 r. jest sprawiedliwe osądzenie złodziei i malwersantów politycznych i przywrócenie minimum przyzwoitości w polskiej polityce. Jeżeli tego koalicja i Donald Tusk nie zrobi to opcja PiSowska, kiedy odzyska władze kompletnie zniszczy państwo demokratyczne posyłając za kraty dzisiejszych polityków, bez oglądania się na prawo i sprawiedliwość.
Marku – Twoje, ale i moje marzenia, a także marzenia wielu autorów i odbiorców SO zostaną zweryfikowane w nadchodzących dwóch latach. Niech sobie Nawrocki ułaskawia Mateckich, Ziobrów, Obajtków, Kamińskich, Wąsików et consortes – to osądzą wyborcy. Ważne aby doprowadzić ich przed oblicze sądów, rozpocząć a najlepiej zakończyć procesy wyrokami. To daje nadzieje na choćby częściowe spełnienie marzeń o normalnym porządku rzeczy !