06.04.2021

Znakomitą książkę, p.t „Walentynowicz”, o tym jak życie zamienia się w historię, napisała para reporterów – Dorota Karaś i Marek Sterlingow. Jest to znacznie więcej niż biografia kultowej postaci, jaką stała się robotnica Stoczni Gdańskiej po Sierpniu 1980 roku. Fenomen gdańskiej rewolucji, który odmienił bieg historii, a także postać i losy skromnej spawarki opisywany był setki razy przez setki autorów w wielu językach. Opisy tworzą historię i takim też tworzywem z pewnością jest wspomniana biografia.
Suwnicowa Anna Walentynowicz weszła do historii przypadkiem, nie było w tym jej zasługi. Zwolnienie jej z pracy na dźwigu mogło utonąć w milionach podobnych zwolnień. Ale trafiło na przysłowiowy kamień.
Stocznia zatrudnia szesnaście tysięcy ludzi, mało kto wie kim jest suwnicowa, którą właśnie zwalniają z pracy. Ale ulotki informują, że kobieta 30 lat pracowała w Stoczni i wywalają ją przed emeryturą. W ulotce jest cały życiorys, krzyże zasługi a szykany zaczęły się, kiedy zaczęła zakładać związki zawodowe. Oficjalny powód zwolnienia – „ciężkie naruszenie obowiązków pracownika”. Stąd apel członków wolnych związków zawodowych, m.in. Borusewicza, Gwiazdy, Wałęsy, żeby we własnym interesie przyłączyli się do obrony wyrzucanej spawaczki. Ludzie wysiadają z kolejki, biorą ulotki. Nie ma tam mowy o strajku, ale jest co komentować: – jak można tak traktować ludzi! I dalej wypadki same się dzieją – dochodzi do spotkania z dyrekcją, od słowa do słowa rodzi się 21 postulatów.
Anna stała się iskrą, z której buchnął płomień – jak barwnie kiedyś wymyślił Lenin, pisząc o swojej rewolucji. Nic tego nie zapowiadało. Przypadek wprowadził ją do historii Polski z całkiem innych obszarów polskich dziejów. Urodzona w biedzie wsi ukraińskiej rodziny chłopskiej, do czego bohaterka Sierpnia nie lubi wracać. Na strony historii weszła w 1950 roku, kiedy zatrudniono ją w gdańskiej stoczni w charakterze spawacza. Wcześnie, w wieku 12 lat oddana z ukraińskiej rodziny na służbę do polskiego dworu ucieka razem ze swoimi chlebodawcami przed rzezią wołyńską. Od tych chlebodawców ucieknie już w polskim Gdańsku. Tu trafi do Stoczni gdzie skończy kurs spawania elektrycznego.
Pozna Ryszarda, ale syna z tego związku urodzi jako panna. W Stoczni będzie wyrabiała 270 proc. normy i już po pięciu latach dostaje brązowy krzyż zasługi a wkrótce też przydział na pokój z kuchnią – 38 metrów przy ul. Grunwaldzkiej – w którym to mieszkaniu zostanie do końca życia.
Zwolnienie z pracy suwnicowej Anny wywołało lawinę zmian politycznych w Europie. Nie pierwszy raz historia tworzy się przez przypadki i przypadkowych bohaterów. Nie wiemy jak by się tu potoczyła, gdyby w tamtym sierpniu Wałęsa nie zapanował nad strajkiem w Stoczni. Wrzód nabrzmiewał, ale skutki pękania mogły być rozmaite. Fakt, że tu bez kropli krwi dokonała się rewolucja dziejów przeszedł do historii.
A potem było rozmaicie, o czym właśnie znakomicie traktuje książka „Walentynowicz”. Historii nie zmieniają ludzie bez skazy, wykuci ze spiżu, jak na pomnikach. Mamy w tej świetnie napisanej biografii cały arsenał ludzkich cech – od dobroci i bohaterstwa do małości, zdrady i podłości. Autorzy zaglądają pod podszewkę wydarzeń tak pięknie zapisanych w historii. Towarzyszymy bohaterom na salonach bankierów czy prezydentów, ale też pospolitym kłótniom i złośliwościom, jakie sztandarowi bohaterowie polskiej historii współczesnej lubili sobie robić nawzajem.
Wielka jedność i sławiona w świecie zwycięska walka o wolność zaowocuje rozpadem, animozjami, niekiedy nawet nienawiścią. W trzydziestą rocznicę powstania Wolnych Związków Zawodowych nikt już nie ma wątpliwości – pojednania nie będzie. Na uroczystości w sejmie wśród 300 gości nie było żadnego z żyjących nadal czołowych bohaterów tamtych dni – Lecha Wałęsy ani Bogdana Borusewicza – nie zostali zaproszeni.
W konferencji bierze udział Jarosław Kaczyński, który nigdy nie był członkiem Wolnych Związków Zawodowych.

Pani Agnieszko..!
Pozwalam sobie zadać to pytanie , przy okazji pani powyższego tekstu…. : Czy o taką PL walczyliście ..? Którą mamy dzisiaj ..? Zawłaszczoną przez Kościół zmierzającą na wschód w stronę putinowskiej Rosji ..Czy NIKT wtedy w 1990 nie zdawał sobie sprawy , czym skończy się danie palca Kościołowi ..?!
Ludzie! Czy naprawdę nie jesteście w stanie darować sobie Kościoła w każdej chwili i przy każdej okazji?
Obsesja, nawet w najsłuszniejszej sprawie, nastawia ludzi przeciw tej własnie sprawie! Ile można?
Owszem, było nawet sporo ludzi którzy zdawali sobie sprawę z tego czym to się to skonczy.
Niestety zostali oni wyeliminowani najczęściej za pomocom kwitów lub wypchnięci na emigracje.
Ostracyzm był tak duży że nawet wielu piszących na tym portalu wyparło się samych siebie.
Nikt na „zachodzie” nie chciał nowych konkurentów, wszyscy chcieli mieć nowych konsumentów, taka była gra interesów.