05.05.2021

Każdy, kto chciał i miał czas (5 godzin) mógł uczestniczyć w spektaklu, jakim było jednodniowe posiedzenie Sejmu, na którym procedowano i głosowano przyjęcie europejskiego planu odbudowy po pandemii. To plan dla całej Unii, przyjęty przez wszystkich przywódców, w tym przez premiera Morawieckiego kilka miesięcy temu.
Warunkiem koniecznym dla rozpoczęcia wypłat jest jego ratyfikacja przez wszystkie państwa, które tworzą obecnie Unię Europejską.
Polski Sejm, po burzliwych obradach i pełnym napięcia glosowaniu, większością głosów ratyfikował europejski plan odbudowy przyznający Polsce 770 miliardów złotych dotacji i pożyczek na modernizacje i rozbudowę kraju.
Nie będę wchodził w gry parlamentarne, w kłótnie i oskarżenia, jakie wymieniali między sobą posłowie, nie chce odnosić się do kabaretowych wystąpień posłów Konfederacji – to wszystko jest codziennością polskiego życia politycznego, polskiego parlamentaryzmu. Tym, czym chciałbym się zająć jest cały system władzy opartej o Sejm i Senat, o urząd Prezydenta RP wybieranego w wyborach powszechnych i rząd wyłaniany przez sejmową większość.
Jesteśmy państwem demokracji parlamentarnej. To Sejm i Senat wybierane w powszechnych wyborach są najwyższą władzą ustawodawczą, to do nich należy wyłanianie rządu jako władzy wykonawczej.
A skoro tak, to rodzi się podstawowe pytanie – dlaczego nad tak ważną sprawą, jaką było ratyfikowanie europejskiego pakietu pomocowego sejm obradował na zwołanym dodatkowo jednodniowym posiedzeniu? Dlaczego nie odbyło się normalne, trzydniowe posiedzenie z możliwością udziału strony społecznej, dlaczego komisje sejmowe tego jednodniowego posiedzenia pracowały w takim pośpiechu, dlaczego wystąpienia posłów, te poza wystąpieniami klubów i kół, zostały ograniczone do jednej minuty?
Takich pytań jest bardzo wiele.
Wiele pytań i jedna odpowiedź – bo sejm stał się atrapą. Wydmuszką ledwie tolerowaną przez prawdziwego władcę Polski – Jarosława Kaczyńskiego.
Proces likwidacji roli i znaczenia sejmu po roku 2015 jest widoczny, w drugiej kadencji Prawa i Sprawiedliwości (z koalicjantami) tylko przyspieszył. Zredukowano liczbę posiedzeń plenarnych, wcześniej znany z zamiłowania do powietrznych podróży marszałek a obecnie pani marszałek twórczo interpretowali i interpretują regulamin sejmowy i robią/robili z porządkiem obrad wszystko, co chce prezes i jego partia.
Sejm, do niedawna, był zwykłą maszynką do przepychania rządowych ustaw i wprowadzania tylko takich zmian w prawie, jakie służyły nowej klasie rządzącej. Nieliczne przypadki zacięć w sejmowej maszynce do głosowania obchodzono albo poprzez zmiany w porządku obrad, aby nie poddawać pod głosowanie ustaw, w których rządowi brakowałoby głosów nawet we własnym obozie, albo wprost łamiąc sejmowy regulamin i poddając pod powtórne głosowanie sprawy właśnie przegrane.
Przysłuchując się wczorajszym obradom, swoistej głębi i jasności wystąpień poselskich, przypominałem sobie swoje lata sejmowe. To jest klęska – jeżeli po trzydziestu latach funkcjonowania IV RP tak ma wyglądać demokracja parlamentarna oparta o taką głębię intelektualną i szerokość horyzontów prezentowaną w myśleniu jej przedstawicieli, to albo trzeba szukać zupełnie nowych rozwiązań, albo przynajmniej zredukować liczbę takich posłów o połowę. Albo i jeszcze bardziej.
Ten cyrk nie ma sensu, chyba że zmieni się właściciela. Na razie – jest jak jest.
Wczorajsze posiedzenie najwyższej władzy ustawodawczej pokazało prawdziwy rozkład sił politycznych znajdujących się w sejmie. Rządząca Zjednoczona (formalnie) Prawica, Koalicja Obywatelska, Lewica, Koalicja Polska, Konfederacja, Polska 2050 i to, co zostało z Kukiz-15 miały swoje pięć minut. Wygrał obóz rządzący. Wygrał tylko dlatego, że wsparły go Lewica i Koalicja Polska oraz Polska 2050. Te trzy ugrupowania wsparły go zaś dlatego, że sprawa, o którą chodziło, jest poza polityką bieżącą. Koalicja Obywatelska nie miała innego wyjścia w sytuacji, w jaką wpędziła się sama, jak wstrzymać się od głosu. To fatalne wyjście, trzeba było głosować „za” tak, aby na aucie został jedynie Zbigniew Ziobro i jego Solidarna Polska oraz kompromitująca się w każdym wystąpieniu Konfederacja z Korwin-Mikke i innymi wybitnymi posłami.
Tyle było do ugrania w bieżącej polityce – więcej nie!
I jeszcze jedno – wczorajsza debata mogła pokazać prawdziwe oblicze każdej partii, to była debata, w której trzeba było powiedzieć, za jaką przyszłością Polski i Unii Europejskiej się opowiadamy. Czy chcemy Europy Ojczyzn, z całym bagażem narodowych fobii i urazów – czy chcemy pogłębienia unijnych sojuszy; czy, mówiąc krótko, chcemy być słabym i nic nieznaczącym państwem położonym pomiędzy Zachodem a Wschodem, czy chcemy być członkiem wspólnoty, która ma szanse w światowej rywalizacji pomiędzy Ameryką a Chinami?
Konfederacja (pryncypialnie) i Solidarna Polska (koniunkturalnie) opowiedziały się za Europą Ojczyzn, a tylko Lewica głosem Adriana Zandberga opowiedziała się jednoznacznie za dalszą integracją z Unią.
To bardzo ważny podział, fundamentalna różnica w myśleniu o przyszłości Polski. Wierzę, że to będzie główny problem polskiej polityki w najbliższych latach.
Gdybym miał, jak nie mam, szanse na wybór, to opowiedziałbym się za Europą jako federacją państw, a nawet regionów. Sądzę, że taka będzie przyszłość Europy i (oby) w niej Polski.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Na gorąco – wracam pamięcią do poprzedniego tekstu. Strategia tak, była oczywista, trzeba było głosować na tak, taktyka (sposób osiągnięcia tego celu) obnażyła kompletną słabość środowisk opozycyjnych. To źle wróży przed kolejnymi działaniami i wyborami. Boję się, że Ci wszyscy wielcy opozycyjni stratedzy nie mają żadnej długofalowej koncepcji, jest tylko bieżącą rywalizacja i słupki popularności…
Głosowanie na TAK , czyli głosowanie na Krajowy plan utrzymania się PIS u władzy przy pomocy unijnej kasy..
Głosowanie na NIE, czyli głosowanie na zapewnienienie PiSowi władzy w Polsce poza strukturami UE.
Tak to prawda, na poziomie strategicznym nie można bylo głosować przeciw, chyba że jest się kabaretową Konfederacją czy cyniczno-koniunkturalnym Ziobro.
Nie ma co się przerazać wizją totalnej przegranej opozycji nawet wtedy gdy kolejny raz pokazuje swoją słabość. Polityka to bardzo dynamiczny proces, coś co wydaje się klęską, a nawet nią jest, za chwilę rodzi nowe możliwości, daje nową szansę. Polityczna gra ma być zmienna, stale mają być wartości dla których tą grę się prowadzi.
Głowa do góry, jeszcze nam maj się zazieleni i fortuna się odmieni (tak spiewał pewien młody człowiek gdy stał w kolejce do „łaźni” w obozie koncentracyjnym Auschwitz …
https://uploads.disquscdn.com/images/1c470eae4ae752aedcd34a86d5f767e237ec1f1219fffa14339e688f87bb8f87.jpg
Cały czas jesteśmy świadkami tego samego problemu. Opozycja nie umie czy nie chce sie porozumieć aby koordynować swoje działania. NIezależnie od demagogii główny ciężar odpowiedzialności za taki stan rzeczy ponosi największa partia opozycyjna. To bardzo źle wróży na przyszłość.
*
Lewica, która dała się wykorzystać PiSowi też chyba nie do końca zdaje sobie sprawę z tego jakie bedą konsekwencje jej decyzji. Reszta ugrupowań zachowała się koniunkturalnie, co według nich jest pewnie racjonalne.
Tzn PIS wygrywa wybory w 2023 , a może i te następne…Kaczyński rządzi do swej śmierci . Widać że jako naród na nic lepszego nie zasługujemy.
Czy to są osobiste życzenia czy tylko krańcowy pesymizm.?
Jeżeli to drugie to korzystając z unijnego paszportu mozna zmienić miejsce zamieszkania tak jak zrobiło to już ponad milion Polaków. Gdyby miało się tak stać jak w „prognozie” to jest ostatnia szansa
W polityce wszystko jest dynamiczne a najbardziej koalicje. Tak może być, zmienne sojusze i układy w bieżącej grze politycznej to norma Stałe muszą być tylko wartości dla których jest się w polityce.
A i z tym mamy kłopot…
Najsampierw drobne sprostowanie.
IVRP oczywiście straszliwie się dłuży, ale trwa raptem połowę tego czasu, jaki Pan jej przypisał.
Od 2005 roku, kiedy to bodaj Jan Rokita (a może Paweł Śpiewak? – nie pamiętam, ale ktoś zPO) proklamował „Czwartą RP”, która miała oznaczać prawicowe rządy przyjaciół z POPiSu, po odsunięciu Lewicy od władzy.
POPiS od tamtej pory rządzi, tylko jego człony stały się wrogimi sobie siłami. Członkowie POPISU raz znajdują się po jednej raz po drugiej stronie barykady i równie gwałtownie na dawnych przyjaciół naskakują. Wydaje się jednak, że owa IVRP rzeczywiście zmierza szczęśliwie ku końcowi.
.
Samo głosowanie nad Funduszami:
Cieszę się, że Pan raz po raz przypomina, że strategicznie dla dobra Polski należało głosować za i tę pomoc przyjąć.
Zastanawiam się nad alternatywą.
Gdyby cała opozycja głosowała przeciw, to co by się wydarzyło?
Scenariusz 1 (plan POKO?)
Kaczyński się wścieka, rząd rozpada. Tworzy się nowa koalicja z Gowinem, który z niewiadomych przyczyn zawiera koalicję z tymi, co głosowali inaczej niż on porzucając koalicjantów, którzy głosowali tak samo. Nowa koalicja rządowa – całej zjednoczonej opozycji – w tym Konfederacji – musi teraz doprowadzić do ratyfikacji a jest w tym samym położeniu – jeden człon zjednoczonej opozycji , czyli Konfederacja jest przeciw.
Scenariusz 2
W zasadzie podobny w fazie początkowej – głosowanie na NIE obala rząd. Tylko opozycja jest zbyt różna, by nawet przy wsparciu Gowina sklrcić jakąkolwiek koalicję. Trwa mniejszościowy rząd Kaczyńskiego, wszelkie związane z PiS media nieustannie oskarżają opozycję, że dla własnych partyjniackich interesów zdradziła Polskę, że pozbawia Polaków pieniędzy, pomocy, szansy na wyjście z kryzysu. A zdrajca Ziobro razem z nimi
– koalicjant „komuchów, złodziei, zdrajców” Media niepisowskie w zasadzie potwierdzają tę analizę wskazując tylko, że jedak rząd powinien więcej zrobić, by zadbać o poparcie dla funduszy wśród posłów opozycji.
Zbliża się koniec czerwca. Naciski partnerów z UE na koalicjantów w Parlamencie Europejskim też rośnie. Bruksela nie miże zrozumieć, dlaczeho niby prodemokratyczna i prounijna opozycja torpeduje plan odbudowy Europy.
Przy takim funkcjonowaniu parlamentu jak do tej pory, opozycja nie ma żadnych szans na wymuszenie ponownego głosowania.
2a) Ponowne głosowanie się nie odbywa, Polska nie ratyfikuje europejskiego planu odbudowy. On w całości upada głosami „proeuropejskiej” niby opozycji. Bruksela się wścieka, a że szybko potrzebuje jednak planu odbudowy to porumiewają się kraje strefy Euro + niektóre zaproszone. Polska zostaje na aucie i czyni głosami opozycji pierwszy krok w kierunku Polexitu.
Przyspieszone wybory wygrywa PiS z ponad 50% poparciem – spora część proeuropejskiego elektoratu nie wybaczy opozycji zmarnowania szansy cywilizacyjnej dla partyjnych knowań.
2b) po kilku tygodniach obróbki medialnej Kaczyński łaskawie zezwala na ponowne głosowanie. Opozycja z podkulonym, po obróbce medialnej i gniewnym powarkiwaniu ze strony partnerów z UE, ogonem godzi się na wszystko, byle jednak fundusze przyjąć.
Scenariusz 3
Kaczyński się wścieka. Groźbami i prośbami, a także jakimiś koncesjami, może podkupując jednego czy drugiego posła od Kukiza, coby pozwoliło Ziobrze symbolicznie nie brać udziału w głosowaniu, nawraca współkoalicjanta.
Ewentualnie stosuje wszystkie znane tricki – zarządza głosowanie, gdy opozycji akurat nie ma, przenosi obrady i głosowanie do sali kolumnowej itd. Itp. – tak czy owak, wbrew opozycji przepycha ratyfikację.
.
Zastanawiam się w jakim stanie stałego upojenia trzeba się znajdować, żeby wierzyć w możliwość ziszczenia się pierwszego scenariusza i jeszcze dodać do tego przekonanie Konfy by głosowała za funduszami.
W innych przypadkach Kaczyński wygrywa:
Przeczołguje opozycję i dostaje pieniądze,
Dostaje pieniądze wbrew opozycji godząc się na spore ustępstwa wobec Ziobry.
Dostaje na tacy Polexit rękami opozycji i wcześniejsze wybory, które dają pełnię władzy.
Jest jeszcze scenariusz taki, że opozycja stawia rządowi warunki poparcia planu, ten je realizuje i opozycja głosuje na TAK. Ale najwyraźniej nie pasuje części opozycji.
Tak, to prawda, Iv RP nie ma trzydziestu lat, wyraziłem się nieprecyzyjnie i dziękuję za zwrócenie uwagi. Dobrze pamiętam tamte czasy, „premiera z Krakowa” i pojawienie się terminu Iv RP, to był czas mojej dużej aktywności w&n