Król i „jego” Żydzi
Wielowiekowe zbożowe Eldorado polskie, zapoczątkowane panowaniem Kazimierza Wielkiego, przyciągało Żydów jako ludzi interesu. Jednakże łatwy dobrobyt nie obezwładniał ich tak jak szlachtę: ta sama szlachta polska, która z początkiem XV wieku sama opodatkowała się na wojnę z zagrażającymi królestwu i Litwie Krzyżakami, Zakonem Niemieckim, zdobywcą Prus, po kilkudziesięciu latach nie chciała już i nie umiała się bić; gdyby nie wojska zaciężne, nigdy by miasta pruskie i pomorskie nie zdołały wygrać swoimi pieniędzmi wojny Korony Polskiej z Zakonem, a była to wojna tych miast o przyłączenie do Korony.
Szlachta myślała tylko o sobie. W 1496 roku zakazała mieszczanom kupowania majętności ziemskich, a chłopom… noszenia złotych łańcuchów i wysyłania do nauk więcej niż jednego młodego człowieka z gospodarstwa; ten dobrobyt wiejski wyjaśnia zarazem, dlaczego Polska nie znała i wojen chłopskich.
Hiszpania po wygnaniu Żydów paliła na stosach „marranów”, tych, co przyjęli chrzest, jako heretyków, na równi z podejrzanymi o tajemną wierność islamowi „moryskami”, których wygna sto lat poźniej. W Polsce Żydzi ubierali się tak samo jak szlachta; portret „lichwiarza” na współczesnej rycinie będzie portretem zamożnego szlachcica (co ciekawe, przyszły „chałat” chasydów będzie miał krój zbliżony do szlacheckiego kontusza).
Pod wpływem Jana Łaskiego, najwybitniejszego polskiego męża stanu XVI wieku, król polski, Aleksander, ustanowił w roku 1503 Pierwszego Rabina Polski, „rabina generalnego”. Został nim znajomy przyjaciół Łaskiego, Fiszlów, całej dynastii żydowskich faktorów i bankierów królewskich, uczony talmudysta, znawca Prawa, urodzony w Lublinie Jakub ben Józef, zwany „Polakiem” – przybyły z Pragi czeskiej, gdzie jako rabin kierował tamtejszą jesziwą, talmudyczną szkołą średnią.
Król wyposażył go w bardzo szerokie kompetencje i zwolnił od podatków; ten urząd stanie się zalążkiem przyszłego ogólnokrajowego samorządu Żydów polskich. Sam Jakub rządził będzie dość samowładnie, wywoła ataki kahału krakowskiego i czołowych rabinów Europy; rabin aż z Padwy (!) rzuci nań klątwę, „cherem”, wykluczającą go ze społeczności żydowskiej!
Zygmunt Stary innego przybysza z Czech, Abrahama, bankiera swego bratanka, króla Czech i Węgier, mianował w 1512 roku generalnym poborcą podatków żydowskich z Wielkopolski i Mazowsza, a w 1514 roku z całego państwa. Tegoż roku prosił specjalnym listem „doktorów” prawa żydowskiego, czyli rabinów, by wyklinali tych, co nie będą chcieli płacić. Opierał się Abrahamowi kahał krakowski, zakazał mu mieszkania w Kazimierzu krakowskim i – wyklął go; król wyłączył Abrahama spod jurysdykcji rabinów i seniorów gmin żydowskich, a w roku 1518, kiedy Abraham już wrócił do handlu, osiadłszy we Lwowie, Zygmunt Stary udzielił mu specjalnym przywilejem prawa zamieszkania gdzie zechce i prawa handlu w nieograniczonym zakresie. „Cherem” przekreślić decyzji królewskich nie mógł.
Czy naprawdę klątwa, i to padewska!, zmusiła Jakuba do opuszczenia Polski? Nie sądzę. Rabin krakowski, założyciel i głowa krakowskiej „jesziwy”, szkoły talmudycznej, był przy nominacji królewskiej władzą sam dla siebie. Myślę, że Jakub miał po prostu ze swoim racjonalizmem dosyć swych wiernych tradycjom współwyznawców. Historia tego mędrca, przedstawiana w różnych wersjach, wymaga dopiero bliższych studiów. Dziś odmawia mu się nawet autorstwa dzieła „Chilukim” („Różnice”), którym zapoczątkował nową metodykę analiz Talmudu. I może to on zapoczątkował pewne specyficzne dziedzictwo kulturowe treningu umysłowego, które po wiekach zaowocuje sukcesami Żydów w nauce współczesnej i… szachach.
Gaspar da Gama i inni
Są w dziejach ówczesnych Żydów tematy iście do powieści przygodowej. Nie musimy jak Ignacy Schipper dedukować, że to Żydzi „wygnani” z Litwy udali się na ziemie tureckie. Handlowali ze Stambułem Żydzi poznańscy. Z rozmachem niebywałym: sensację przeżył Vasco da Gama, lądując po raz pierwszy w Indiach i spotykając tam… potomka polskiego Żyda z Poznania. Poznański ojciec tego Żyda osiadł był w Jerozolimie, a potem w Aleksandrii – dokąd udał się wedle domysłu Ignacego Schippera po kampanii antyżydowskiej Jana Kapistrana, kaznodziei wędrującego po Europie i szczującego przeciw Żydom, ale ja nie sądzę, by ludzie tego rodzaju robili interesy ze strachu.
Gaspar da Gama, którego wielki portugalski odkrywca przyjął do herbu i rodziny, nie był żadnym wygnańcem; ujęty jako jeniec po starciu z piratami, okazał się, po chłoście, szpiegiem, wysłannikiem władcy Goa, miasta i kraju na Wybrzeżu Malabarskim Indii. Rywalizował w Indiach z kupcami arabskimi i musiał być w tej rywalizacji człowiekiem bardzo zręcznym, a wpływowym. Król Portugalii, Manuel, czyli Emanuel I, napisze do swego rezydenta w Kurii Rzymskiej, kardynała da Costa, że to wielki kupiec, który „zna szlak handlowy z Aleksandrii do Indii i (szlaki) w głębi Indii oraz drogi handlowe do Tartarii aż po wielkie morze”. Doradzał ów Gaspar da Gama (lub da India) królowi, pomagał nie tylko następnej wyprawie, wyprawie Cabrala, który odkrył po drodze Brazylię, ale i następnej, Affonsa de Albuquerque, zdobywcy Goa w roku 1510, jako przewodnik i tłumacz. Czy to on eskortował z Indii do Lizbony słynne białe słoniątko, które potem zawieziono do Rzymu w prezencie dla papieża, nie wiemy, ale w zakupie zwierzęcia pewnie uczestniczył…
Z domenami tureckimi wiązał Żydów polskich nie tylko handel. W późniejszych latach panowania Zygmunta Starego zostaną Żydzi oskarżeni, że wywożą do Turcji swe majątki! Król zarządził śledztwo, zatrzymano jakichś seniorów gmin, ale w roku 1539, podobno pod naciskiem magnatów i za jakimś wykupem, zwolniono ich. Czy chodziło o przewóz „grosza palestyńskiego”, czyli składki, którą uiszczała każda z gmin żydowskich na utrzymanie szkół i biedoty żydowskiej w Palestynie, na pomoc dla pielgrzymów? Czy o wielkie zakupy na ziemiach Turcji? Wrócimy do tego przy okazji samorządu żydowskiego w Polsce, na razie wspomnijmy, że o te wysyłane „do Turek” pieniądze będą Żydów obwiniali ich późniejsi szlacheccy krytycy.
Być może nie z powodu klątwy, a właśnie z „groszem palestyńskim” udał się tam stary Jakub „Polak” – by spędzić tam dziesięć lat. Nie brakowało w Palestynie Żydów z Polski; choćby – Szlomo, Samuel, zapewne też z Poznania, ojciec słynnego później mistyka i kabalisty, urodzonego już w Jerozolimie, Lurii, czyli Icchaka Aszkenazego; nauki będzie pobierał Luria u pochodzącego z Polski kabalisty Kalonimusa.
Z Turcją i w Turcji handlowali nie tylko Żydzi z Polski. W Polsce odnotuje się tamtejszych kupców z kręgu Żydów sefardyjskich jako „Frenków”, czyli że odziedziczyli oni na Wschodzie imię dawnych „Franków”, tj. krzyżowców. Największą z nich sławę zyska w Polsce tajemniczy Żyd portugalski, Dom Joao Miguez Mendes, podobno turecki książę wyspy Naksos, dworzanin sułtanów Sulejmana Wspaniałego i Selima II; musiał przyczynić się do zdobycia Naksos przez Turków w roku 1566, bo inaczej trudno sobie wytłumaczyć tytułowanie go „księciem” w Polsce. Podobno myślał o żydowskiej kolonizacji Palestyny, byłby to więc najwcześniejszy pionier idei powrotu do własnego państwa Żydów w Palestynie.
W Polsce darzył go przyjaźnią sam król Zygmunt August, którego listy doń zaczynały się – „Excellens domine, amice noster…”, albo „Illustris princeps, amice noster…” W przywilejach, które ów dom Józef Nassi otrzymał na import małmazji i innych win oraz produktów południa tudzież na eksport wosku, zaznaczyła kancelaria królewska, że to na osobistą interwencję samego Selima II!
Już Sulejman, podbiwszy Węgry, utrzymywał z Polską stosunki więcej niż poprawne, zawierał z nią traktaty przyjaźni. Jego sułtankę, zwaną Roksolaną (w Turcji była Hasseki Hurrem), historycy nazywali „polską sułtanką” – korespondowała z królową Boną, a po śmierci Zygmunta Starego wysłała list kondolencyjny do Zygmunta Augusta – po turecku. Selim II pisał do Zygmunta Augusta z prośbą o opiekę nad tureckimi kupcami wracającymi z ziem caratu Moskwy!
To nie jakaś tylko barwna anegdota, lecz – obroty handlowe wprost niewiarygodne. Dwaj faktorzy dom Józefa Nassi’ego, Chaim Kohen i Abraham Mosso, z przywilejem z roku 1567 na pięć lat handlu małmazją i muszkatelem, prowadzili skrupulatnie swe księgi rachunkowe; za lata 1567-69 wykazują one sprzedaż we Lwowie 377 beczek małmazji za ok. 33 tys. florenów, czyli florenckich dukatów, i 212 beczek muszkatelu za ok. 20 tys. florenów; za rok następny, od końca maja 1569 do końca maja 1570, 374 beczki małmazji i 70 beczek muszkatelu. W roku 1570 inny „Frenk”, inny wygnaniec z Portugalii, Jakub Sydis, sprzedał we Lwowie 230 beczek małmazji, przywiezione do Kilii na dwóch statkach. A to przecie dane tylko wyrywkowe!
W latach 1575-1600 miało swoje faktorie w Polsce dwunastu takich „Frenków” z Grecji i Turcji. Zarobili na żywą niechęć zarówno mieszczan, jak Żydów polskich. Syn zmarłego w roku 1570 Abrahama, Mosze de Mosso, któremu Stefan Batory przedłużył przywilej, nadany ojcu, pisał później, że gdyby nie opieka i przychylność kanclerza Zamoyskiego, byliby ich mieszczanie lwowscy żywcem pożarli, a „i nasi zaprawdę jak psy nienawiścią zieją”. Po jakichś 30 latach miejscowi ostatecznie tych „Frenków” z Polski wygryźli.
Handel z Południem bynajmniej nie zamarł. Nieoceniony Ignacy Schipper cytuje rabina z Turcji, zmarłego w 1585 roku, który wspomina innego Żyda z Wielkopolski, Majera Aszkenazego, „kupca na Egipt, Indie i Tatarię”. Opowieść pewnego starca, też na pewno kupca, mówi, że „bawiąc w Goa poznał tam pewnego Żyda, który przybył z Egiptu i przywiózł ze sobą nieżydowskich niewolników”. Nie anonimowo: „ten to Żyd nazywał się Majer Aszkenazy i pochodził, jak sam mu podał, z miasta wielkopolskiego, w którym dotąd żyją jego rodzice oraz jego brat, wychowanek uczelni talmudycznej w Brześciu Litewskim”.
Tego brata chyba zaraz poznamy, na razie dodajmy, że Majer Aszkenazy uczestniczył w poselstwie chana krymskiego, Dewleta Gireja, do Polski w roku 1567. Zginie z rąk piratów razem z całą załogą swego statku. Czy wystarczy tych przygód?
Ciąg dalszy na stronie następnej

Już samo wprowadzenie jest tak interesujące, że po skończeniu czytania brakuje mi ciągu dalszego właśnie.
*
W „Najkrótszej historii Polski”, którą w ubiegłym roku przeczytałem po raz drugi, jest mowa nieco o naszych braciach starszych począwszy od Kazimierza Wielkiego, ale zdecydowanie za mało, aby spróbować zrozumieć tę część wspólnych losów. W tej publikacji – nie mam wątpliwości – będzie ku temu znakomita okazja.
*
Rzeczywiście ciąg dalszy jest coraz ciekawszy.
Czytam to z zafascynowaniem. Oczywiście że jest to materiał/książka/tekst dostępny intelektualnie wyłącznie dla bardzo wąskiej grupy (nie chcę powiedzieć „staruchów” – bo sam jestem staruchem) ludzi ciekawskich i rozumnych. Ja z tego tekstu uczę się z pokorą milionów rzeczy, o których nie wiedziałem. Nic nie marudzę, tylko czytam. A w ramach marudzenia? Nie mam pojęcia, choć sam ułomnie próbuję, jak jakikolwiek cień prawdziwej wiedzy doprowadzić do umysłów głupków. Takie stare hasło ” Książki dotrą pod strzechy”. Strzech już nie ma. Jest Internet. A głupki, nawet używające Internet, dalej pozostają idiotami a co najmniej głupkami. Dziękuję za publikację.
Jestem pełen podziwu dla wiedzy pana Bratkowskiego i ciekawy dalszego ciągu. Jedna mała ale istotna korekta. We wstępie pisze Autor: „Nigdy nie powstał na terenie Polski żaden kolaboracyjny rząd w rodzaju rządu Petaina czy Quislinga.” Otóż to nie jest zasługa Polaków, bo były środowiska które chciały nawiązać współpracę z Niemcami. Niemcy to odrzucili. Czytałem o tym wiele lat temu i teraz nie przypominam sobie nazwisk.