Stefan Bratkowski: Pod tym samym niebem. Historia Żydów polskich

05.06.2021

Rys. Jacek Fedorowicz

Kilka miesięcy przed swoim odejściem Stefan przekazał mi maszynopisy trzech książek. Dwie z nich były już – w innej postaci i mikroskopijnych nakładach – publikowane; mielimy nadzieję, że i te zdobędą zainteresowanie wydawców. Niestety, tak się nie stało.

Obecnie właścicielką praw autorskich jest jedyna córka Stefana, Kasia. Nie miała wątpliwoci – za co jej serdecznie dziękuję – że warto te maszynopisy opublikować niekomercyjnie w tym miejscu. Przyjęliśmy zasadę, że po publikacji kilku pierwszych rozdziałów każdej z książek resztę opublikujemy w formie całościowej jako pdf – i udostępnimy do pobrania naszym Czytelnikom.

Bogdan Miś

Krótka historia Żydów w Polsce i stosunków polsko-żydowskich

Pisząc swoją „Najkrótszą historię Polski” (z nieco odmiennego punktu widzenia niż wielkie dzieła Normana Daviesa), starałem się objąć nią i historię narodu, który znalazł swoje refugium dziejowe na ziemiach polskich. Sporej części jednak zgromadzonego materiału nie mogłem już wykorzystać, materiału dotyczącego bezpośrednio historii świata Żydów polskich; doszedłem w końcu do wniosku, że warto ją przedstawić osobno, wraz z historią stosunków polsko-żydowskich. Przydałoby się wszak trochę elementarnej, a pasjonującej wiedzy o niej, by zarazem oczyścić te stosunki z obciążeń zarówno mitami, jak i realnymi urazami.

Pierwsza wersja tej historii miała się ukazać nakładem wydawnictwa, które zlikwidowano, i z tysiąca egzemplarzy, które podobno wydrukowano, udało mi się zdobyć dla siebie dwanaście.

Postanowiłem tę wersję rozszerzyć, ponieważ temat nie stracił na aktualności, a cenne, przy tym drogie wydawnictwa jak Słownik „Historii i kultury Żydów polskich” i dwutomowy „Polski słownik judaistyczny” znalazły wielu czytelników. Ja mam zaś do opowiedzenia co innego – historię w jej stawaniu się, w przemianach, załamaniach i wzlotach.

Dość długo obserwowaliśmy w ostatnich latach kompletne czasem rozmijanie się wyobrażeń i sądów z prawdą faktów historycznych. Niemiecki historyk, uważany do czasu za poważnego historyka, Ernest Nolte, zaprzeczał już, powołując się na amerykańskiego „rewizjonistę” historycznego, Freda Leuchtera, istnieniu obozów zagłady, a prawa do obrony takiego „poglądu” bronił wielki uczony – językoznawca i myśliciel, Noam Chomsky! Sam koszmar

Zagłady banalizowano, aż stała się pretekstem do rysowania… komiksu, w którym hitlerowscy Niemcy są kotami, a Żydzi myszami (Polacy jako świnie pozdrawiają się „Heil Hitler”!); w Holandii nakręcono „komedię” filmową „Houswitz” z koszmarnymi oryginalnymi zdjęciami ofiar i trupów jako przerywnikami.

Prawdę trzeba chronić specjalnymi ustawami, czemu z drugiej strony towarzyszy skrajne przeinaczanie faktów. Swego czasu książka uznanej pisarki i znany amerykański showman telewizyjny informowali, że to Polacy dokonali holokaustu, Polacy, którzy podczas okupacji hitlerowskiej byli ofiarami akurat pierwszych akcji eksterminacyjnych, a potem „następnymi do gazu”. Ostatnie odkrycia na temat udziału polskich mieszkańców dwóch podlaskich miasteczek w mordowaniu ich sąsiadów Żydów w zemście za ich pomoc dla NKWD uogólnia się na całe społeczeństwo.

Z drugiej strony, powiela się w nieskończoność, na różne sposoby, mit niezdolności dawnych Żydów do walki zbrojnej i podkreśla się na tym tle pionierstwo Powstania w getcie warszawskim tudzież waleczność wojenną Izraela. Tymczasem Żydzi polscy potrafili walczyć od setek lat, a sto tysięcy Żydów polskich walczyło w armii polskiej przeciw najazdowi Niemców hitlerowskich w roku 1939, Żyd był generałem tej armii, macewy jej żydowskich oficerów i żołnierzy stoją też obok krzyży na cmentarzu zdobywców Monte Cassino. Świat żydowski nie wie o tym.

Wielu amerykańskich Żydów jeszcze niedawno wręcz nienawidziło Polaków – w  głębokim przekonaniu, że obozy zagłady budowali Polacy i  dlatego działały one w Polsce; ale też Polskę, zanim odzyskała niepodległość, wywłaszczano z własnej historii i wszelcy zainteresowani mogli tę historię kreować bez związków z faktami. Dopiero dzięki protestom i akcji informacyjnej ze strony Polonii amerykańskiej i polskiej dyplomacji, a dziś także ze strony środowisk żydowskich USA, znika z prasy USA termin „polskie obozy koncentracyjne”. Zaprzyjaźniony z moim izraelskim przyjacielem amerykański historyk holokaustu przez lata edukował w takim wyobrażeniu swoich uczniów na szanowanym uniwersytecie – i dopiero mój przyjaciel, Żyd uratowany w Polsce, sam zdumiony, musiał tłumaczyć jemu i jego studentom, jak było naprawdę. Fakty ulegały znamiennej metamorfozie. W domu uczonego kardiologa prof. Leszka Ceremużyńskiego mego przyjaciela, który gościł swych kolegów uczonych ze środowiska Żydów amerykańskich, zobaczyli oni na ścianie zdjęcia jego siostry, ofiary hitlerowskich „eksperymentów” z Auschwitz (Oświęcimia), i 70-letniej babki, zamęczonej w Auschwitz; zdziwili się – „To pan jest Żydem? Taki blondyn?” Nie wiedzieli, że w Auschwitz najpierw ginęli Polacy. Dziś w samym Izraelu, gdzie Żydzi z Polski stanowią już tylko mniejszość, wielu Izraelczyków nie wie nawet, że Polacy walczyli z hitlerowskimi Niemcami! Wedle tychże moich izraelskich przyjaciół Polska dla wielu nawet wyższych urzędników państwa Izrael to ciągle tylko jeden z krajów wschodnio-europejskich i nic się im z Polską, dawną europejską ojczyzną Żydów, nie kojarzy. 

Świadomość tego pozwoliła mi zrozumieć pewne szczegóły z doświadczeń mojej własnej rodziny. Mój ojciec, konsul przedwojennej Rzeczypospolitej Polskiej we Wrocławiu, był właśnie tym cytowanym w opracowaniach historycznych konsulem polskim, który w roku 1935, po wprowadzeniu w Niemczech tzw. ustaw norymberskich, zadeklarował publicznie:

Obywatelom naszym wyjaśniam, że dla Konsulatu istnieją jedynie obywatele polscy bez względu na wyznanie i pochodzenie, z czego wynika, że żaden obywatel polski nie podpada pod określenie „Juden” ustawy norymberskiej”.

Wcześniej uratował we Wrocławiu przed hitlerowskim pogromem, który miał zdemolować ich sklepy 150 rodzin niemieckich Żydów o polskich nazwiskach i pomógł im, powołując się na te polskie nazwiska, wyjechać z Niemiec do Polski, skąd udali się na Zachód. Wedle tego, co pamiętam z informacji mojej matki, w roku 1936 otrzymał list dziękczynny od Związku Żydów Amerykańskich. List ten spalił się jak nasz dom i całe mienie, w Warszawie burzonej przez hitlerowców po Powstaniu Warszawskim roku 1944. Po wojnie jednak nikt z uratowanych nie pytał o los owego polskiego konsula – i nie dziwne: wedle przyjętych wtedy w Ameryce opinii Polak nie mógł po prostu zrobić niczego dobrego dla Żydów. 

Ta wiedza pozwoliła mi także zrozumieć, dlaczego z niedowierzaniem, a nawet – niechęcią, Żydzi nowojorscy przyjmują informację, że nie są żadnymi „Żydami rosyjskimi”, za jakich się uważają, lecz potomkami Żydów ze wschodnich kresów dawnej Rzeczypospolitej. Zamieszkiwała je szlachta polska lub w dużym stopniu spolonizowana, lud zaś żył litewski, „ruski”, czyli ukraiński, i białoruski, a wśród niego – Żydzi, Ormianie, polscy Tatarzy i Karaimi. Do czasu zagarnięcia tych ziem przez Rosję carską w trakcie rozbiorów Polski w końcu XVIII wieku Żydom w ogóle nie wolno było osiedlać się w państwie carów. 

Moi znajomi nowojorscy nawet po prostu nie wiedzieli, że to najpierw dla Polaków hitlerowcy uruchomili „Zivilgefangenenslager” „obóz jeńców cywilnych”, Stutthof i zbudowali, wzorem swoich obozów z głębi Niemiec, takich jak Dachau czy Oranienburg-Sachsenhausen, obóz Auschwitz w Oświęcimiu, gdzie przez pierwsze dwa lata wykończali właśnie Polaków; rozbudowano Auschwitz-Birkenau dla programu zagłady Żydów dopiero później. Polacy od początku, od przegranej kampanii jesienią 1939 r., podjęli walkę z hitlerowskim okupantem, płacąc za to najwyższe ceny – ponieważ od pierwszych miesięcy okupacji hitlerowscy Niemcy dokonywali masowych egzekucji na Polakach i Żydach. Nigdy nie powstał na terenie Polski żaden kolaboracyjny rząd w rodzaju rządu Petaina czy Quislinga. Nigdzie też nie ryzykowało życiem tylu ludzi, by ratować Żydów – choć za każdą wykrytą pomoc okupant, jak w żadnym innym okupowanym kraju, zabijał „winnego” na miejscu wraz z całą rodziną. Zdarzały się przypadki denuncjacji ze strony jakichś ludzkich kreatur, ze strachu lub z żądzy korzyści, zdarzyły się i zbrodnie, jak w Jedwabnem i Radziłowie, ale Polacy uratowali więcej Żydów swego kraju, niżeli wszystkie inne narody Europy pod okupacją hitlerowską razem. Mimo olbrzymich strat polskich nie da się oczywiście losu obu nacji porównywać, ale to nie oznacza, że godzi się Polaków równać z hitlerowcami – co jest swoistą modyfikacją „kłamstwa oświęcimskiego”. A czy Polska, której większość kraju i  majątku obrócono w perzynę, wzbogaciła się na tej wojnie i  czerpała zyski – kosztem Żydów? Zwłaszcza gdy po wojnie narzucona ze wschodu władza całkowicie ją ubezwłasnowolniła? Co przedtem zagarnęły niemieckie władze okupacyjne, to po wojnie upaństwowiła władza komunistyczna – jak i ogromną część wszelkiej własności prywatnej w kraju, gdzie mienie  Żydów polskich stanowiło tylko pewien procent. 

Nasi antysemici szermują „tezami” o „światowym  spisku Żydów przeciwko Polsce” – jak rosyjscy antysemici mówią o spisku Żydów przeciw Rosji, zaś amerykańscy – o ich spisku przeciw Ameryce. Na szczęście, w Polsce nie są antysemici jeszcze żadną siłą i po dwakroć zawiedli się ci, którzy chcieli antysemityzmem posłużyć się dla celów politycznych – w roku 1995 kandydat na prezydenta operujący hasłami antysemickimi otrzymał 0,8 procent głosów od czterdziestu paru procent wyborców, którzy w ogóle wzięli udział w głosowaniu; w roku 2000 kolejny antysemita – jeszcze mniej; nic w porównaniu z liczebnością nacjonalistycznej klienteli Le Pena, Haidera czy neofaszystów niemieckich.

W niczym nie usprawiedliwia to jednak dzisiejszej wyrozumiałości wobec współczesnych antysemitów, wprawdzie marginesowych, ale zawsze krzykliwych. Toleruje się, żeby nie robić im reklamy, drobne, faszyzujące pisemka, skinów wznoszących i piszących po ścianach antysemickie hasła czy radiostację przyzwalającą na antysemickie  wystąpienia. Co w niczym jednak nie uzasadnia propagandy antypolskiej, zowiącej Polskę krajem antysemitów. 

Od żadnego narodu ani społeczeństwa nie można wymagać miłości do innego narodu czy innego społeczeństwa. Nie można wymagać nawet sympatii. Wymagać można za to – i trzeba! – szacunku i tolerancji wobec inności; słowem – przyzwoitości. A także – odrobiny sąsiedzkiego zainteresowania, którego tak brakuje  nawet w dzisiejszych stosunkach między Polakami a Czechami (by daleko nie szukać). Kiedy się tych zasad nie przestrzega, bezbronna przeszłość staje się przedmiotem  manipulacji, świadomej bądź mimowolnej. Służy wytwarzaniu  nowych urazów i pretensji, stwarza pożywkę dla antysemityzmu w kraju bez Żydów i dla niechęci do Polski ze strony ludzi, którzy Polski na oczy nie widzieli. 

Warto, jak myślę, z  historią Żydów polskich i stosunków polsko-żydowskich zapoznać przede wszystkim polskich Czytelników – starsi z nich bowiem po dziś dzień z trudem pojmują, dlaczego większość polskich Żydów okresu międzywojennego, w odróżnieniu od Żydów innych krajów nigdy nie nauczyła się języka kraju, w którym ich przodkowie całe wieki mieszkali – choć zarazem Polacy żydowskiego pochodzenia byli wtedy najcudowniejszymi mistrzami języka polskiego i należeli do kręgu największych polskich poetów. Ani też – jak i cała Europa – nie  znają Polacy historii powrotu Żydów do Palestyny XIX i XX wieku, gdzie Żydzi bynajmniej nie kupowali od Arabów, ani też nie podbijali terenów żyznych i urodzajnych, lecz kupowali ziemie bagniste lub wyschnięte, które za cenę niebywałego wysiłku i za cenę życia wielu osadników uczynili rolniczym rajem.

Kolejne rozdziały będą się stopniowo ukazywać jako następne strony tego artykułu.

Nie zmieściłem tego wszystkiego na kilkunastu stronach. Tysiąc lat musiało zająć nieco  więcej miejsca. Nawet zaś informacje sprzed prawie tysiąca czy sprzed paruset lat są przekorne wobec XIX-wiecznych i XIX-wiecznych stereotypów, etnocentrycznych i niepozbawionych ksenofobii. Także wobec tego, co Czytelnicy znajdą w „Historii Żydów” Paula Johnsona; nie mówiąc już o „Historii Żydów w Europie Środkowej i Wschodniej” Heiko Haumanna. Zwłaszcza że do starych, źródłowych prac Dubnowa, Kraushara, Maciejowskiego, Sternberga, Gumplowicza, Bierszadskiego, Nussbauma, Smoleńskiego, Schippera, Schorra i Bałabana już dzisiaj prawie nikt nie zagląda, a tylko oni mogli jeszcze bezpośrednio czytać źródła przed Zagładą, która i ogromną część źródeł do historii Żydów zniszczyła.

CDN

Stefan Bratkowski


Artykuł podzielony na strony.
Numery stron (na dole) są aktywnymi odnośnikami.

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com