18.07.2021

O KOD-zie źle mówić nie wolno! Bo KOD walczy z reżimem! Bo nawiązuje przecież do najlepszych KOR-wskich tradycji! Bo drogę mu wyznaczali tacy jak Krzysztof Łoziński. Jeśli już mówić coś o KOD-zie, to tylko dobrze. A tymczasem o KOD-zie w ogóle ostatnio się nie mówi. Nawet media reżimowe przestały zajmować się tym tematem. Nie ma już czym?
W proteście w obronie TVN24 bydgoszczanie mieli okazję uczestniczyć 15 lipca 2021 r. Organizatorem był lokalny KOD. Tłumów nie było, trzydzieści osób, ale i to chyba przesadzone. Te same twarze, co zawsze. Dobrze, że jeszcze ktoś w tym mieście wychodzi na ulicę. Zostali najwytrwalsi, najtwardsi, gotowi do największych poświęceń działacze, zdeterminowani, jakby nie było innego sposobu. Stali wokół ogromnej unijnej flagi, trzymając za jej brzegi. Z megafonów dochodziły słowa w obronie wolności mediów, niezależności sądów i przeciw wyprowadzaniu Polski z UE. Skandowano, nie zawsze używając grzecznych słów.
Dlaczego zatem miałem wrażenie, że uczestniczę w jakimś dziwnym misterium, czymś w rodzaju świeckiej agape, z zaklinaniem rzeczywistości, w którą już nikt nie wierzy? Przecież solidaryzuję się z nimi i popieram protest! Nawet mi te wulgaryzmy nie przeszkadzały. Czułem się jednak obco. Czy dlatego, że organizacja, która wyznaczyła sobie pewien określony cel, jeśli nie przyciąga nowych sympatyków albo członków, najlepiej młodych, jest martwa? Zapomnieli, żeby „nie podpalać komitetów a budować własne” z naciskiem na „budować”? Nawet „tych samych twarzy” jest coraz mniej, przynajmniej w Bydgoszczy. Jeśli tak samo jest w całej Polsce, to źle.
Mam wrażenie, że bydgoski KOD nie przyciąga od dawna ludzi, którzy podobnie myślą. Brak tu pomysłu na atrakcyjną ofertę dla przeciętnego Kowalskiego, który chętnie poparłby protest czynnie, a niekoniecznie ma ochotę na heroiczne rwanie „wolnego bruku”. Heroizm jest medialny, na świecie jest jednak więcej cichych. To oni wygrywają w dłuższej perspektywie.
A perspektywa ma już 6 lat.
Tu w ogóle brak pomysłu na coś nowego. Czuje się jakiś opór. Czasami wydaje mi się, że chodzi o samokreację przywódców, o tworzenie teatru i budowanie jakiegoś mistycznego spektaklu, platformy do realizacji własnych ambicji, ale być może kalam czyjąś szlachetność intencji. Oto jeden z najaktywniejszych działaczy bydgoskiej opozycji (nie wiem, czy jest członkiem KOD-u, często jednak w jego otoczeniu występuje) na Facebooku organizuje „pod Sądem Rejonowym (…) manifestację solidarnościową z okazji rozprawy toczącej się przeciw”… sobie (sic!) „z zarzutu o zorganizowanie spontanicznego zgromadzenia”. Kiedyś to ulica stawała w czyjejś obronie. A teraz? Na Boga!
Nie można być sędzią we własnej sprawie, zwłaszcza w tym sądzie ulicy.
W tym instytucjonalnym rozprawa trwa i nie jest przesądzona. Ten sam działacz, w tym samym miejscu, publikuje „wiersz wiernego uczestnika protestów ulicznych w Bydgoszczy”, który spokojnie można by polecić red. Piotrowi Najsztubowi, do audycji „Prawda Nas Zaboli”, w radiu TOK FM. Ta sama „poezja zaangażowana” tylko temat na odwyrtkę. Jest tego więcej, ale z siebie się przecież nie śmiejemy, nie osłabiamy, nie kalamy własnego gniazda, nawet jak już leżymy na łopatkach i to na własne życzenie.
Mówić więc o KOD-zie, czy dalej milczeć? Co w takim razie z wolnością mediów, z ich neutralnością? Co z samym KOD-em? Trafna krytyka jest najlepszą metodą ratunkową, pozwalającą na diagnozę problemu i jego rozwiązanie. Krytyka z boku, bo przecież z boku widać to, czego od środka dostrzec się nie da. Taka jest rola mediów.
Problem w tym, czy krytykowany zechce te gorzkie słowa usłyszeć i potraktować je poważnie? Czy będzie miał odwagę skorzystać ze wskazówek, czy jeszcze bardziej zatnie się w sobie, w przekonaniu, że świat wokół jest zły?
Krytyka zawsze jest dotkliwa, ale to od adresata zależy czy potraktuje ją jako życzliwą, czy wrogą. A może już za późno na krytykę?
Piotr Sobieski

Mam podobne odczucia. Obecny ZG to instytucja martwa. KOD lokalnie działa, centralnie wywiesił ponad rok temu białą flagę i nic nie robi. Smutne.
Ja zrozumiałem pustkę KODu po dłuższej rozmowie z koderami pod namiotem w Alejach Ujazdowskich. Jeszcze trzymał się profesor Rzepliński. Pan Mateusz powiewał kucykiem w telewizji. Przed namiotem stały tablice informacyjne. Pod namiotem sprzedawano znaczki, ulotki, i pisemka jakby żywcem z czasów pierwszej Solidarności. Podobna grafika i podobna zawartość. Zatrzymałem mój rower i zapytałem o cele i plany. Większość obecnych koderów spojrzała na mnie podejrzliwie i na wszelki wypadek przeszła na druga stronę namiotu. Prowokator! Ale jeden młody działacz zaczął mi tłumaczyć. My tu stoimy i walczymy do skutku. Oni upadną, bo my tu stoimy. Jeśli oni wprowadzą stan wyjątkowy, to będziemy drukować w piwnicach. Do skutku! Jak kiedyś. Koder był za młody, żeby znać „kiedyś” z doświadczenia. Ale każdy Polak wie, jak i dlaczego zwyciężyliśmy komunizm. On tez wiedział. Zwyciężymy! Po chwili rozmowy podjechało kilku Mateuszo-podobnych motocyklistów. To jest nasza siła, powiedział koder. Oni będą rozwozić ulotki.
Kupiłem znaczek, wziąłem pisemka. Odjechałem pod wrażeniem, ze to jest grupa rekonstrukcyjna stanu wojennego. Teatr. Aktorzy-amatorzy odgrywają czasy swojej młodości, młodości rodziców, oraz Człowieka z Żelaza. Dobra zabawa, zero pomyślunku. Stare odpowiedzi na stare pytania. Równie dobrze mogliby ubrać się w mundury podchorążych z czasów powstania listopadowego, albo przywiązać sobie skrzydła husarzy, jak Andrzej Seweryn na ekranizacji Zemsty przez Wajdę. Po drugiej stronie ulicy działali dobrze zorganizowani agenci Putina, wyżerający państwowe instytucje od środka. Ale kodersi ani nie wiedzieli, jaki są plany PiSowskiej agentury, ani jakie są ich własne plany. Dla nich państwo i jego instytucje to był namiot na ulicy, znaczki, i ulotki. I tak to jest do dzisiaj. KOD, Strajk Kobiet, oraz inne uliczne przedstawienia. Malownicze, bezmyślne, nieskuteczne.
gorzkie, prawdziwe. tyle że wtedy można to było uratować, gdyby do ruchu dopuszczono i gdyby dali się dopuścić ludzie myślący nowocześnie i odpowiedzialnie. a tacy od początku byli wypychani na zbity pysk.
dziś, a tego dotyczy artykuł, kiedy szefowa KODu osiągnęła swój życiowy cel i przeszła na państwową pensję posłanki KO, nikt się tym ruchem już nie przejmuje, nawet w celach komercyjnych.
Co za bzdury.
Takie ruchy były potrzebne, bo teatr ma swoje zalety. Ale tragedia polega na tym, ze to były jedyne ruchy. Nawet Obywatele RP, na czele których stal naprawdę bystry i mądry człowiek. Nawet oni ograniczyli się do teatru, zresztą całkiem skutecznego w dziedzinie „dajemy świadectwo”. Ale nowoczesne państwo nie polega na dawaniu świadectwa. Po stronie anty-PiSu zabraklo zrozumienia, na czym polega nowoczesne państwo. Własne państwo, nie obce. PiSowcy to doskonale zrozumieli i wykorzystali te wiedze dla skutecznego pasożytnictwa. Natomiast anty-PiSowcy odmówili roli komórek odpornościowych w ramach państwa. Sprawiedliwie będzie przyznać, ze sędziowie jednak spełniali role takich komórek. Wiec nie jest całkowicie beznadziejnie. Tylko po stronie ruchów obywatelskich jest beznadziejnie. KOD przykładem.
Płytkie, to i pogardliwe. Tak najłatwiej, wziąć bohatersko ulotki, a po latach obsobaczyć. My Polacy zawsze mocni w gębie. :((((((
Pan o mnie? Ja te opinie wypowiadałem następnego dnia. A poza tym, to czy Pan ma jakieś głębokie myśli do przekazania?
Panu moje przemyślenia nie pomogą. Z zewnątrz zobaczył Pan co chciał, wyciągnął pochopne wnioski i dał upust pogardzie i frustracji.
Autor nie tyle krytykuje, bo cóż tu krytykować, ile rejestruje stan rzeczy. KOD jest melodią przeszłości z wielu powodów. Skończył się jako ruch społeczny już w 2017 roku. Jeszcze lokalnie gdzieniegdzie działa, ale w skali ogólnopolskiej już go nie widać. Autor zauważył ilustrację stanu rzeczy w skali lokalnej. KOD dzisiaj już tylko czeka na swoich kronikarzy, którzy mogliby zbadać historię zmarnowanego entuzjazmu. Czy kronikarze się znajdą?
*
Lekcja KOD-u jest bolesna, ale dość powszechna. Na entuzjaźmie można zbudować dobry początek. Potem potrzeba instytucjonalizacji, profesjonalizacji i organizacji, które entuzjazm wesprą i z czasem zastąpią sprawnością, w tym przede wszystkim osiąganiem celów. KIedy się celów nie precyzuje i nie dąży do ich realizacji, entuzjazm się kończy.