22.07.2021

Każdy, kto się przełamał i obejrzał obrady sejmu, na których procedowano wniosek opozycji o wotum nieufności dla ministra oświaty i nauki, profesora (a jakże) – Przemysława Czarnka musi sobie odpowiedzieć na kilka podstawowych pytań:
.
- Czy warto nadal utrzymywać tak liczną Izbę Ustawodawczą? Może wystarczyłoby 25 posłów? Byłoby taniej, a być może, tak radykalne zmniejszenie ilości posłów zaowocowałoby podwyższeniem standardów…
- Jak to jest możliwe, że tacy ludzie jak Przemysław Czarnek zostają profesorami na jakiejkolwiek wyższej uczelni w Polsce, nawet na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim?
Słuchając pana ministra, łatwo można zrozumieć, dlaczego kilka lat temu w Polsce nastąpiła zmiana na skali społecznego poważania i profesora uniwersytetu, który od bardzo wielu lat był na czele, zastąpił…strażak.
- Czy taki spektakl, jaki się odbył w polskim sejmie – nie jest jeszcze jednym dowodem na wyższość SI w rozstrzyganiu takich sporów, jak to, kto może, a kto nie może być ministrem od tak miękkiej i wrażliwej sfery, jak oświata, nauka i wychowanie?
Zostawmy ten żałosny spektakl, jego wynik był łatwy do przewidzenia. To, co warto zapamiętać, to postawa posłów od całkowicie pogubionego Pawła Kukiza, który głosował przeciw odwołaniu Czarnka. Warto to zapamiętać.
Stało się, jak stało: ministrem oświaty i nauki pozostaje Czarnek – a jego program to program całej Zjednoczonej Prawicy, jak szczerze mówił w debacie niejaki Morawiecki.
Warto spojrzeć w przyszłość polskiej szkoły pod rządami Czarnka i jego doradców. Rządy ministra i jego urzędników – kuratorów oświaty – dotkną przede wszystkim szkoły publiczne. To tam dyrektorzy i nauczyciele znajdą się pod presją urzędników, to tam w obawie przed zwolnieniem będą wykonywane najbardziej nawet absurdalne zalecenia i decyzje władzy. Taka szkoła publiczna stanie się jeszcze mniej atrakcyjna dla wszystkich, którym drogie jest wychowanie i edukacja ich dzieci. Łatwo przewidzieć, że zwiększy się jeszcze bardziej atrakcyjność szkół niepublicznych, w których minister Czarnek i jego kuratorzy będą mieli nieco mniej do gadania. Wszyscy, których będzie na to stać – wybiorą szkoły poza reżymem, kierując się dobrem swoich dzieci. Pogłębi to i tak już znaczący podział na tych, których stać na zapewnienie swoim dzieciom dobrego wykształcenia jako podstawowej inwestycji na przyszłość i tych, którzy zmuszeni będą posyłać dzieci do szkoły ministra Czarnka. To będzie pogłębiało polaryzację polskiego społeczeństwa, ale to jest właśnie cel, jaki postawił ministrowi prezes wszystkich prezesów: szkoła ma wychować potulnych wyborców PiS, który będzie rządził wiecznie (to nie jest moja prognoza, to program Jarosława Kaczyńskiego)
Polityka to ciąg procesów dynamicznych. Zjednoczona Prawica obroniła swojego żołnierza większością zaledwie pięciu głosów. Może to ulec zmianie bardzo szybko i w następnym rozdaniu, po kolejnych wypowiedziach i decyzjach Czarnka – sejm go jednak odwoła. Bez zmiany na szczytach władzy łatwo jednak przewidzieć, że jego następca może być jeszcze gorszy. Wszak po minister Zalewskiej wydawało się, że gorzej już być nie może; a jest…
Drugą sprawą, którą chciałbym się teraz zająć, jest to, co robi – a właściwie czego nie robi – rząd w związku z nieuchronnym nadejściem czwartej fali epidemii. Poziom zaszczepienia w Polsce jest daleki od tego, jaki określany jest przez naukę jako niezbędny do osiągnięcia oporności zbiorowej. Obserwujemy zastój w zgłoszeniach po pierwszą dawkę, zamykane są kolejne punkty szczepień masowych. Próba odwrócenia tego trendu poprzez system nagród, wygrania hulajnogi, loterii, na której można wygrać duże pieniądze – nie dała oczekiwanej poprawy. Że tak będzie – można było łatwo przewidzieć, sam pisałem o tym na tych łamach.
Rząd – czytaj Jarosław Kaczyński – stoi przed wyzwaniem: czy wprowadzić system restrykcji, a nawet obowiązku szczepienia tych, którzy mówią, że nie lubią, gdy im ktoś gmera igłą przy ramieniu albo wierzą w jedną z wielu teorii spiskowych rozsiewanych przez trolle w sieci, albo w to, że szczepionki powstają z komórek zamordowanych dzieci i ich przyjmowanie to grzech, czy też zmierzyć się z czwartą falą i skutkami paraliżu wielu branż; a może nawet całej gospodarki.
Albo – albo. Trzeciej drogi nie ma i liczenie na opatrzność boską czy bezpośrednie wstawiennictwo królowej korony polskiej nic nie da.
To jaką drogę wybierze prezes wszystkich prezesów – czy twarde prawo i różne formy przymusu, czy odłożenie decyzji w czasie, będzie sygnałem, kiedy będą w Polsce wybory. Jeżeli nie będzie twardych decyzji już teraz, to znak, że wybory będą jesienią tego roku, jeżeli będą różne formy przymusu – to znak, że wybory będą w terminie określonym upływem kadencji, to znaczy za dwa lata.
Wprowadzenie twardych rozwiązań teraz musi wywołać opór społeczny, demonstracje uliczne, starcia z policją. Widzimy to na ulicach francuskich miast. To bezpośrednio wpłynie na wynik wyborów. Wielu takich, którzy głosowaliby na PiS albo zagłosuje przeciw, albo zostanie w domu. Odłożenie tych decyzji na później, po wyborach, może wprawdzie skutkować zgonami i kolejnym paraliżem opieki szpitalnej – ale skoro ma przynieść trzecią kadencję, to nie ma takiej ceny, której rządzący by nie zapłacili. Zapłacą każdą. Walczą o swoje życie polityczne. A to jest dla nich najważniejsze.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Chcąc odpowiedzieć na pytanie z tytułu trzeba zadać inne – co musiałoby się stać, by w 1933 roku Adolf H. nie został kanclerzem. Odpowiedź jest prosta – musielibyśmy cofnąć się w czasie i powiedzieć sobie z przeszłości, co się stanie. Ludzie, wyborcy PiS są albo zwyczajnie chętni na kasę i benefity (część takich można przekonać), albo są twardogłowymi. Na tych drugich najczęściej nic nie pomoże, bo lata indoktrynacji w domu czy w kościele zrobiły swoje. Pozostaje pytanie – czy P. Czarnek i jego bolszewickie metody to już za dużo dla ludzi z pierwszej grupy? Mój wniosek jest taki, że to głosowanie powinno dotyczyć wotum nieufności dla całego rządu, jak i impeachmentu prezydenta. Morawiecki sam przecież mówił, że program ministra to program całej ZP. Rząd nie robi znowu nic, by chronić obywateli przed 4 falą, tak jak poprzednio. Zresztą, to Morawiecki mówił przed wyborami prezydenckimi, że pandemii już nie ma. I dało to efekty – w postaci wygranej pana prezydenta-długopisa i październikowym zakazem aborcji. Te dwa wydarzenia powinny pokazać ludziom, jak rząd się troszczy o obywateli, ale i tak poszli do urn, czego rezultatem jest druga kadencja Andrzeja.
W polityce tak jak w życiu – nic dwa razy się nie zdarza jak mówila nasza poetka. To, że było jak było nie przesądza ze tak będzie. Trochę optymizmu, jeszcze bedzie przepięknie, jeszcze będzie ladnie
„Jak to jest możliwe, że tacy ludzie jak Przemysław Czarnek zostają profesorami na jakiejkolwiek wyższej uczelni w Polsce, nawet na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim?” tacy osobnicy jak Czarnek nie zdaliby nawet matury w liczącym się, prestiżowym liceum, więc pytanie pańskie jest retoryczne.
” To, co warto zapamiętać, to postawa posłów od całkowicie pogubionego Pawła Kukiza, który głosował przeciw odwołaniu Czarnka. Warto to zapamiętać”- nawet nie żal mi wyborców Kukiza, którzy naiwnie, przed laty, za nim poszli. O takich postaciach trzeba raczej jak najszybciej zapomnieć.
„Zjednoczona Prawica obroniła swojego żołnierza większością zaledwie pięciu głosów”- nie uważam, by po odwołaniu Czarnka jego następca robił z edukacją coś innego.
„Wprowadzenie twardych rozwiązań teraz musi wywołać opór społeczny, demonstracje uliczne, starcia z policją”. Frekwencja z początków KOD na pewno nie wróci. Polacy to taki dziwny naród, że nie obawia się przymusu, ideologii, idiotyzmów w szkołach (już nie tylko elity kształcą swe potomstwo w prywatnych, NORMALNYCH szkołach wolnych od indoktrynacji). Jeśli już to obawia się braku dachu nad głową, braku internetu i słynnej ciepłej wody w kranie.
Pozdrawiam Pana 🙂
Pełna zgoda – tak to jest. Do nas przemówią tylko twarde fakty, wysoka inflacja, załamanie rynków, realna perspektywa wyjścia z UE i powrót do tego co było. Wtedy tak, wtedy zapiekli się na ulicach i w Warszawie nie wyjdzie na ulicę 10 tysięcy a sto tysięcy, tak jak w innych stolicach europejskich krajów. Tak będzie…i będzie się działo.
To, że strażak wyprzedził w rankingu profesora wcale mnie nie dziwi. Zaskakuje mnie, że tak późno. W naszym, bardzo zhierarchizowanym i feudalnym (to nie musi być wadą!) systemie naukowców TEORETYCZNIE ocenia się po rezultatach ich pracy. ALE NIE BEZPOŚREDNIO!!! Mamy więc rozmaite punktozy (w tym „hirschozy”), grantozy i kupę (może nawet w sensie dosłownym) innych narzędzi zamącania w nauce i szkol(d?)nictwie wyższym. Niewątpliwą zasługą tego rządu jest wykiwanie wielu osób, które w rozmaite obietnice naprawy obecnego syfu w nauce uwierzyły. W moim odczuciu w rankingu spraw „zawalonych” nauka i szkolnictwo wyższe zdecydowanie zajmują pierwsze miejsce z dużym dystansem do następnych (wymiar sprawiedliwości?, służba (che!, che!) zdrowia?). Tak jako dygresja; może Redakcja zaproponowałaby jakiś taki ranking-ankietę z jasno określonymi kryteriami (np. znaczenie (zawalenia sprawy) dla Państwa, koszt (również zysk utracony) itp.. W moim odczuciu jednym z ważniejszych kryteriów, może nawet głównym, winna być trudność/łatwość realizacji. W przypadku personalnych spraw nauki to kryterium stawia jej reformę bezapelacyjnie na pierwszym miejscu. Wystarczy zrezygnować z ocen pośrednich (punktów, grantów, etc.) na rzecz jasnego samookreślenia. Niech każdy tzw. samodzielny pracownik naukowy (u nas to oni decydują o rozwoju nauki) napisze co on odkrył/wyjaśnił,zaproponował itp., tzn. na czym ten jego „znaczący’ wkład w naukę polega. I niech – zgodnie z opinią wszystkich chyba, począwszy od Poppera, „naukoznawców” – zapisze ten swój rezultat w możliwej do wykorzystania postaci, tj zdaniu rozpoczynającym się jakimś (najlepiej ogólnym) kwantyfikatorem. Korzyści będzie mnóstwo, a jedną z większych będzie oczyszczający atmosferę śmiech, po którym pewnie niektórzy schowają swe dyplomy głęboko w szafie i zamiast przemawiać zaczną normalnie mówić. Tym, którzy maja normalny, nawet niewielki dorobek akcja taka nie zaszkodzi; uczciwe punkty łatwo jest obronić. Takie czyszczenie naukowej kanalizacji byłoby dobrym krokiem do rzeczywistej reformy w nauce. Mam jeszcze uwagę do wypowiedzi Autora, iż „Łatwo przewidzieć, że zwiększy się jeszcze bardziej atrakcyjność szkół
niepublicznych, w których minister Czarnek i jego kuratorzy będą mieli
nieco mniej do gadania. Wszyscy, których będzie na to stać – wybiorą
szkoły poza reżymem, kierując się dobrem swoich dzieci. Pogłębi
to i tak już znaczący podział na tych, których stać na zapewnienie swoim
dzieciom dobrego wykształcenia jako podstawowej inwestycji
na przyszłość i tych, którzy zmuszeni będą posyłać dzieci do szkoły
ministra Czarnka.”, z którą generalnie się zgadzam. Chciałbym jednak zauważyć, że w obecnej sytuacji zerowej właściwie autonomii szkoły i nauczyciela cena tej niewielkiej „kuratorzy będą mieli
nieco mniej do gadania” w istocie (ale, oczywiście ważnej) zmiany będzie niewspółmiernie do jej wielkości wysoka.
To interesująca propozycja zmian w nauce polskiej, jestem absolutnie za odejściem od punktozy a propozycja samookreślenia – ciekawa. Można szukać dalej.
Moja uwaga o pogłębiającym się podziale społeczeństwa na tych których dzieci chodzą do szkoły publicznej i tych których stać na szkołę prywatną wynika z moich najbardziej fundamentalnych przekonań. Ale to już zupełnie inna bajka.
Ja, niestety, wspomnianą Pana uwagę w zasadzie w całości podzielam. Słyszałem kiedyś, że gorszego ministra niż Anna Zalewska być nie może. Ale – pewnie (jak i ja) pamięta Pan – „Polak potrafi”. Ciekaw jestem kiedy pojawi się ktoś, kto będzie miał choćby tyle odwagi (rozumu?, poczucia odpowiedzialności? czy czegoś podobnego) by chociaż głośno w telewizorni powiedzieć gdzie my z tą oświata jesteśmy. Tu jest potrzeby podobny remanent jak w polskiej nauce. Bez tego nic się nie uda.
Na szczęście, Czarnek nie ma tytułu naukowego, jest tylko profesorem podwórkowym, jak mawia Zybertowicz, czyli zatrudnionym na stanowisku profesora w KUL; ale i tak ma stopień dra hab., czyli jest samodzielnym pracownikiem naukowym. Moim zd., to jednak tylko kwestia czasu; co to za problem dla Rady Doskonałości Naukowej (tak, tak, ta nazwa …) i hm… głowy naszego umiłowanego państwa? Swoja drogą, nawiązując do propozycji p. Waldemara Korczyńskiego nt samookreślenia, ciekawe, co też by dr hab. Czarnek napisał w swoim dossier…
Tak jest – to nie w tym sprawa jakim profesorem jest Czarnek, czy belwederskim czy podwórkowym, chodzi o to jak można na uczelni mającej w nazwie uniwersytet robić kolejne stopnie naukowe. Tego nie tłumaczy nawet dodatek katolicki. Pamiętam, z dawnych czasów, że na KUL były znaczące kierunki i katedry. Jak jest teraz nie wiem ale to, że Czarnek się habilitował źle świadczy o uczelni. Jako minister od nauki to kompromitacja KUL, ciekaw jestem czy uczelnia Czarnka coś powie, pamiętam jak promotor pracy doktorskiej Andrzeja Dudy dał głos w sprawie swojego doktoranta. może i KUL, skoro mógł Uniwersytet w Krakowie też wyda z siebie jakiś głos, pisk chociaż…
Wątpię żeby Ci oportuniści się na coś takiego zdobyli. Zwłaszcza, że w ich finansowym interesie jest siedzieć cicho.
jeżeli będzie tak jak Pan przewiduje to bedzie to koniec KUL razem z Kk w Polsce. Nie bedę po nich płakal, koniec kościola to przecież nie koniec chrześcijaństwa
A jeśli nawet, to co? Od zanegowania paru bajek świat się zrobi gorszy?
To znacznie większy problem niż nam się wydaje. Pisząc nam, mam na myśli ludzi poza kościołem i poza wiarą. Całkowite i szybkie odejście od etyki opartej o dekalog, a taka dominuje w naszym kręgu kulturowym, musi oznaczać zapaść kulturową. Byłoby jak u Dostojewskiego – skoro boga nie ma to można ojca bić w mordę.
To długi i skomplikowany proces ale ważne, że się zaczyna