Marek Jastrząb: Sztuczny ząb mądrości, czyli naukowy postęp

12.09.2021

Moja rezerwa wobec naukowych nowinek datuje się od momentu, gdy przeczytałem andersenowską bajkę o kostiumologicznych wyczynach nagiego króla. Choć za pacholęcych lat podobała mi się bezwarunkowo, to teraz — za przejrzałej i dlatego sceptycznej zimy życia — nie za bardzo; niby to bajka zawierająca prawdę i niby powinna budzić we mnie uczucia pozytywne, wszelako — po zastanowieniu — budzi we mnie dosyć sprzeczne myśli.

Z jednej strony dla poniektórych bezkompromisowców oczywistością jest artykułowanie nagiej prawdy, bycie weredykiem, otwartym i szczerym do granic cudzego bólu, z drugiej zaś, jak parchy obłażą mnie wątpliwości: czy zawsze należy ją mówić? Czy prawda zmierzająca do szczęścia po trupach nie jest okrucieństwem czynionym w dobrej wierze?

*

Od Alaski po Madagaskar ciągną się bezmiary McDonaldów. Od lodowców po lasy deszczowe, mamy namiastki luksusu. Obserwujemy uporczywą i trwałą pogoń za mirażami dobrobytu. Ale problematyczne osiągnięcia postępu są nierównomiernie rozłożone i jest to mankament ukrywający się pod skocznym hasełkiem GLOBALIZACJA.

Globalny wygwizdów zalany jest jednakowością tanich ubiorów. Jest wyposażony w bliźniacze stroje, kałasznikowy i podkoszulki, a wpodle identycznych dekoracji i benzynowych wodopojów, kwitnie spleśniałe życie autochtonów.

Nikt na serio się nimi nie interesuje, a jeżeli, to na krótko; zbulwersowana OPINIA PUBLICZNA wysyła żarliwe protesty i żywnościowe kontenery do nieszczęśliwców. Lecz otwarte listy z apelami do nieistniejących sumień, pochłaniane są przez biurokratyczne młyny. Lądują w stertach podobnych suplik, a kontenery z papu i lekami trafiają do tych, co doprowadzili do tragedii.

W ten oto sposób historia dramatu zostaje uwieczniona w zbiorowej niepamięci. Po niedługim czasie znika ze wspomnień i mało kto myśli o tamtych wydarzeniach, bo na horyzoncie są nowe i jeszcze nieopłakane.

*

Dostęp do zdobyczy wiedzy jest zarezerwowany dla portfelowo zamożnych. W Indiach lepianki z gliny sąsiadują z luksusowymi wieżowcami naszpikowanymi elektroniką. Niepiśmienny nomada z Arabii Saudyjskiej prócz wielbłąda posiada telefon satelitarny. A jednocześnie w innej części afrykańskiego kontynentu, co minutę ubywa z życia jakieś dziecko spuchnięte z głodu.

A wszystko to zdarza się w czasie, gdy w nieodległej Korei Północnej, większość społeczeństwa opycha się trawą po to, by ichni kacyk mógł pozwolić sobie na atomową broń. A wszystko to dzieje się w momencie, gdy humanitarni ludzie z europejskich krain, toczą cwaniackie spory o exodusach i wojennym pomaganiu na pokaz. Gdy te same osobniki są w trakcie ospałej dyskusji o łamaniu praw człowieka.

*

Do jakiej dziury wejdziesz i do jakiego kąta Ziemi zajrzysz, ludzie mają lekuchne butelki; dysponują plastikowym dobrodziejstwem w postaci łatwych do dźwigania baniaków na wodę. Rozporządzają pojemnikami poręcznymi zwłaszcza dla dzieci drałujących przez pustynne bezkresy.

Cywilizacyjne bóstwo nazywane plastikiem, przymusowy składnik odżywczej diety ryb, hurtowo i bez opamiętania produkowane wyroby z niego, międzynarodowy zachwyt nad produktami pochodzącymi z naftowej ropy, cały ten entuzjastyczny rwetes wokół tworzyw sztucznych, wyrządził ludziom więcej szkód, aniżeli przyniósł pożytku: przerodził się w klimatyczną zapaść. Zmienił w globalną rozpacz i powszechny lęk. Zaczął być utrapieniem trudnym do zlikwidowania. Jął terroryzować widokiem śmieciobójczej wyspy; teraz pływająca po morzach i oceanach, wkrótce przedzierzgnie się w realne widmo: wielgachną wyspę odpadowych skarbów o okazałości większej od Australii.

*

Na razie ostrzeżenia przed nadmiarem czegokolwiek przemawiają do wyobraźni nielicznych; statystycznie mówiąc, wychodzi na to, że na jednostkę myślącą ekologicznie przypada setka tumanów myślących za pośrednictwem psychiatry.

W tym niechlubnym gronie poczesne miejsca zajmują klimatolodzy, jeszcze tak niedawno żarliwie zaprzeczający istnieniu cieplarnianych turbulencji Do tej samej paczki zaliczyć należałoby odkrywców pewników głoszących co chwilę sprzeczne, lecz zawsze wypowiadane arbitralnie, objawione prawdy: drogi naiwniaku: pij herbatkę ze słodzikami, bo skasowałem pogląd, że cukier szkodzi. A zaraz potem wyjeżdża z tekstem: delektuj się bezkawową kawusią z cyjankiem, bo akurat dowiodłem, że w świetle ostatnich badań, cyjanek jest substancją nietoksyczną.

*

Oglądam westerny. Wiatr hula po prerii, na horyzoncie drewniana chałupina, a w jej środku pompa, by tamtejsza baba nie wychodziła w pluchę czy zamróz i mordowała się przynoszeniem wody ze studni (u nas, w skansenie nad Wisłą, do niedawna były w użyciu koromysła).

W trakcie mojego życia zdarzyło się tyle naukowych odkryć i dokonano tylu fascynujących wynalazków, że aż zdumienie budzi fakt, iż jest ich taka liczba. Świat jednak nie wypiękniał z tego powodu. Przeciwnie, poszedł wyrachowaną drogą i zmarniał z kretesem.

Zamiast udoskonalać rakiety i bomby, miast bawić się w dozbrajanie i załganą walkę o pokój określaną mianem miłości bliźniego, mógłby wykorzystać energię uczonych do poprawy ludzkiego zdrowia. Mógłby skoncentrować się na wycofaniu się z produkcji narzędzi służących unicestwianiu. Mógłby zacząć niefikcyjne, odczuwalne i wszechstronne prace nad pomyślnością człowieczego bytu. Prace wykraczające poza standardy głoszenia fałszywej prawdy, kiedy to obłudnie mówi się o świętości poczętego życia, a jednocześnie pozbawia opieki i niefrasobliwie odmawia udzielania pomocy w dalszym procesie jego rozwoju.

*

Brak wody, długoletnie okresy suszy, kurczenie się leśnych zasobów, zwiększona obecność ludzi na wyjałowionej i niedożywionej planecie, zjawiska te sprawiają, że zaczynamy zastanawiać się, czy nauka poszła we właściwym kierunku. Czy jako spadkobiercy einsteinów nie powinniśmy wyhamować z rabunkową gospodarką i nachalnym konsumeryzmem? Czy nie powinniśmy zrezygnować z pogoni za technologiczną wygodą i skupić się całkowitej poprawie zdrowia?

Nauka jutra nie będzie wtedy związana z ekonomicznymi kalkulacjami firm nastawionych na zysk. Jej nadrzędnym celem będzie zdrowie istoty powołanej do życia. Wczesne zapobieganie patologiom i całkowite leczenie. Dopiero wtedy, gdy nauczymy się tak skutecznie kurować, by nie dopuszczać do narodzin dzieci z nieodwracalnymi wadami, gdy do mentalności decydentów dotrze, że najważniejsza jest profilaktyka, chwalić się będzie można sukcesami w przemyśle rozrywkowym pod nazwą TROSKA O CZŁOWIEKA.

*

Naukowcy zdają się nie wiedzieć, że, jak już tu przed kęsem czasu pisałem: „Człowiek pobieżny, uważający się za erudycyjnego macho, popełnia śmiertelny grzech próżności: dysponuje zestawem argumentów, które są w zasadzie słuszne, właściwe i ogólnie wyznawane”.

Z przerażeniem odkryłem: dzisiaj jestem niewierny Tomasz i dopisałbym słowa: będzie tak, dopóki nie zetknie się ze zdaniem przeciwnym i nie stwierdzi, że obok jego naukowych rewelacji istnieją inne, też do cna wyargumentowane i z każdej strony poprawne. Będzie tak, dopóki nie pojawi się następny naukowiec z następną hipotezą i nie obali dotychczasowych założeń. A ty, biedny konsumencie wiedzy, zajadaj się cholesterolowym masełkiem, lub wierz w rakopędną margarynę.

Tum się rozmarzył: ech, gdyby nie było komórek, telewizji, atomówek, cybernetycznej sieci! Na Syberię lub w inne zagraniczne obszary jechałoby się taradajką głupie pół roku. Nie trapiłaby mnie informacyjne chaosy i natłoki zbędnych wrażeń, nie dręczyło powierzchowne rozumienie świata, szybka nuda i łatwa dekoncentracja, ta niemożność skupienia uwagi na czymś istotniejszym, niż dupa Maryni; nie doskwierałby mi tak bardzo, jak przymus pogoni za bylejakością coraz to nowszych odkryć, stwierdziłem więc, że wolę zostać wczorajszym człowiekiem, bo nie zamierzam uczestniczyć w samoobsługowej egzekucji!

Marek Jastrząb

Pisarz, publicysta

Zbiór publicystyki Autora w Bibliotece Studia Opinii

do pobrania w formacie pdf

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com