03.10.2021

Jest takie słowo, które idealnie określa to, co dzieje się w Polsce, teraz, w drugim dziesięcioleciu XXI wieku. To anomia.
Termin ten wprowadził do socjologii Emil Durkheim, a twórczo rozwinął Robert K. Merton. Anomia to taka sytuacja, w której jednostki mają narastające poczucie zagubienia i niepewności, wynikające z gwałtownych zmian społecznych i politycznych, prowadzących do załamania obowiązującego porządku społecznego.
Zmiana sama w sobie jest czymś całkowicie naturalnym. To nie sam proces zmian, to jego skala i tempo decyduje o tym, że zaczyna się stan anomii społecznej.
Tyle wystarczy. Posługując się tym terminem, spróbujmy przeanalizować sytuację, w której znaleźliśmy się po 2015 roku, roku rozpoczęcia „dobrej zmiany”. To wtedy rozpoczęto demontaż państwa prawa, opanowano Trybunał Konstytucyjny, Krajową Radę Sądownictwa, Sąd Najwyższy, to wtedy polityczny prokurator generalny rozpoczął proces ograniczania niezawisłości i niezależności sędziowskiej.
Proces demontażu demokratycznego państwa prawa zaczął się i trwa.
Rządząca partia przejęła media publiczne, zmieniając je w propagandową, partyjną tubę, kształtującą polityczne poglądy znaczącej części społeczeństwa. Rząd podporządkował wszystkie swoje działania polityce wewnętrznej, rząd obsługuje „swój” elektorat. To temu podporządkowane są wszystkie decyzje, dotyczące polityki tak krajowej, jak i zagranicznej. Politycy partii rządzącej stosują cyniczną strategię politycznej manipulacji z wykorzystaniem całej socjo– i psychotechniki. Naczelnym zadaniem jest utrzymanie poparcia dającego pewność utrzymania się przy władzy i wygrania kolejnych wyborów.
To normalny cel każdego rządu. I tu nie chodzi o wybór, ale sposoby jego realizacji, o intensywność i skalę użytych środków. Za społeczne pieniądze budowane są programy i przekazy mające tylko jeden cel – utrzymanie się przy władzy. Motywem jest zwykły interes, Polska obrosła siecią zbudowaną o partyjny nepotyzm i zwykłą kradzież. Przestępstwa te w panującym porządku prawnym pozostają bezkarne, jako że przestępca mający władzę nie wytoczy samemu sobie procesu i nie skarze się w jego wyniku. Dobrym tego przykładem jest minister sprawiedliwości i prokurator generalny, którego obciążają wyniki kontroli NIK, dotyczące wydatkowania pieniędzy z funduszu sprawiedliwości przeznaczonego na pomoc ofiarom przestępstw.
Partia rządząca nie stała się partią masową. To nadal jest zakon wiernych przewodniczącemu partii, który sam napisał statut partii dający mu władzę absolutną. Partia obrosła jednak armią klientów; ludzi, którzy uzyskali stanowiska i pieniądze dzięki niej. Ich los i życiowe szanse są ściśle związane z tym, że partia, która ich nominowała – rządzi. Jej upadek, oddanie władzy, oznacza katastrofę, koniec świata, utratę władzy i pieniędzy. Dla utrzymania tego stanu rzeczy gotowi są zrobić wszystko, popełnić każde świństwo i każde przestępstwo.
Społeczeństwo rozpadło się na dwa obozy – tych którzy mają władzę i czerpią z tego korzyści i tych, którzy nie zgadzają się na takie rządzenie, na taką demolkę państwa.
To nic nowego. Zawsze są zwolennicy i przeciwnicy rządu, ci, którym to się podoba i ci, którzy się na to nie zgadzają.
Sytuacja w Polsce jest jednak szczególna. To są dziś dwa narody, mające wprawdzie wspólne terytorium – ale już nie historię. Te dwa narody rozchodzą się coraz szybciej, przestają istnieć jakiekolwiek łączące wszystkich punkty wspólne. Władza konsekwentnie buduje swoją nową wersję historii, jej ważnych momentów i ludzi. Proces ten obejmuje wszystko: od programów szkolnych i stanowienia świąt, przez sposób i ceremoniał obchodów ważnych rocznic, po ręczne sterowanie nauką. Celem jest wychowanie nowego obywatela, wykreowanie nowych elit, nowego wszystkiego. W dążeniu do realizacji tych celów państwo weszło w ścisły sojusz z panującym w Polsce Kościołem kat., sojusz oparty nie o wartości będące fundamentem chrześcijaństwa, a zwykły interes materialny.
Może już wystarczy przykładów działań i procesów, powodujących zamęt i poczucie niepewności ludzi, pierwszego etapu w tworzeniu się anomii społecznej. Czas na konkluzje.
Ilość i skala zmian społecznego porządku, zmiany w systemach wartości, rozpad tradycyjnych hierarchii i skali prestiżu przypisanego różnym pozycjom i rolom społecznym jest taka, że zjawisko anomii musiało pojawić się w naszym kraju. Anomia już jest obecna, najgorsze zaś jest to, że ma ona tendencję rosnącą.
Odwołując się do klasyków: wyjście ze stanu anomii nie będzie łatwe, ilość patologicznych zachowań ludzi spowoduje dalszy wzrost zagrożenia, a może doprowadzić nawet do wybuchu społecznego.
Wybuch społecznego niezadowolenia zwykle był powodowany niedostatkiem jakichś dóbr, najczęściej materialnych. Takie wybuchy, nawet gwałtowne, mają tę cechę, że można je zlikwidować, likwidując braki tych dóbr na rynku. Wybuch powodowany poczuciem zagubienia, utraty pewności, możliwości zrozumienia otaczającego świata jest znacznie trudniejszy do opanowania – a patrząc na sprawność i głębię intelektualną rządzących wręcz niemożliwy.
Ale to może tylko takie straszenie…

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

„Partia rządząca nie stała się partią masową” – pisze Autor. Czy Autor mógłby wskazać na chociaż jedną polską „partię polityczną” o charakterze powszechnym, obywatelskim, masowym? Bo ja nie znam żadnej. Kiedyś PSL miała jakieś przesłanki na bycia taką partią z mocy tradycji, ale wątpię, aby dzisiaj jeszcze taką była. PO ze swoimi nieoficjalnie 9.800 członkami ma taką być? Czy SLD z 30.000 członkami? Nie mówiąc już o kreaturach medialnych typu Polska 2050 z 500 członkami, czy o Kukiz’15 z czterema członkami. Które „partie” mają w szeregach masy zwykłych, nieco aktywniejszych obywateli, którzy w sposób demokratyczny mogą wybierać, kontrolować i rozliczać swoich działaczy i przedstawicieli?
Przed tygodniem w Niemczech nastąpił „kataklizm polityczny”, który według wielu analityków wynika z utraty reprezentatywności partycypacyjnej przez dwie główne partie polityczne. Partie te, które przez parę dziesięcioleci zdobywały ok. 70% wszystkich głosów, a w latach 80-tych miały każda około milion członków, w ostatnich dekadach tracą masowo członków i wpływy w parlamencie. Dzisiaj mają ok 500.000 (CDU/CSU) i 450.000 (SPD) członków, i to już jest według analityków niemieckich załamaniem się reprezentatywności tych partii.
Dlaczego w Polsce nie uwzględnia się, zwłaszcza w mediach, parametru reprezentatywności tzw. „partii politycznych”? Czy one miały kiedykolwiek jakąkolwiek reprezentatywność i legitymizację do sprawowania władzy?
Obawiam się, że Autor robi jeden podstawowy błąd. Autor przypisuje patologie systemu politycznego i państwa prawa jednej opcji politycznej, gdy tak na prawdę PiS jest tylko ukoronowaniem – przyznam szczególnie odrażającym i odpychającym ukoronowaniem – ale tylko ukoronowaniem całego systemu polityczno-partyjnego w Polsce, u podstaw zdegenerowanego, bezprawnego i antykonstytucyjnego. Systemu, w którym wszystkie partie udają tylko partie, obywatele udają tylko obywateli a państwo prawa i demokracja są od samego początku tylko kiczowatą parodią demokracji i państwa prawa. I przez ten błąd wszelkie lamenty, strachy, ostrzeżenia tracą na wartości i skuteczności, bo w zasadzie nie ma żadnej alternatywy. Ludzie są w większości głusi, bo nie widzą żadnej alternatywy. To nie PiS należy wywalić na śmietnik historii. Na śmietnik historii należy wywalić cały system polityczny wraz z wszystkimi partiami, które nie mają w swoich szeregach żadnych obywateli, wraz z ordynacjami wyborczymi, w których obywatele nie mają najmniejszej możliwości oddolnego wyboru swoich rzeczywistych przedstawicieli. Nie mówiąc już o możliwości rozliczania wyborczego wybieranych przez siebie przedstawicieli.
To prawda, żadna partia w Polsce nie jest partią masową. Ostatnią taką partią była PZPR ale to nie oto przecież chodzi. Sam Pan pisze o sytuacji w Niemczech, tamte wielkości wyznaczają rzeczywisty poziom partii masowej, dla Polski to powinien być rząd wielkości 250-300 tysięcy. Moim zdaniem wariant partii kadrowej z klientelą polityczną tak jak jest to w Polsce to prosta droga do patologii. takiej o jakiej pisze.
Aby w Polsce powstały prawdziwe , masowe partie polityczne musi pojawić się idea, jakaś naprawdę ważna sprawa, na przykład obrona klimatu. A jak jest z partią zielonych każdy widzi, chociaż w Niemczech są już znaczącą siłą polityczną.
Co do drugiego zarzutu – tak, to prawda żadna formacja rządząca nie była bez winy. Chodzi jednak o skalę, coś co było błędem stało się normą, coś co było wykroczeniem stało się przestępstwem. W rożnych krajach są mafie ale w Polsce to mafia ma państwo.
A co do końcówki, tego że trzeba na śmietnik historii wyrzucić cały dotychczasowy system polityczny – pełna zgoda. Opowiadam się za rządami SI, takiej która będzie, za 20-30 lat, samouczącej i samoprogramującej się. Tak będzie albo zniszczymy i siebie i świat.
No to niemal we wszystkim się zgadzamy. Jedyny punkt rozbieżności dotyczy kompromisowości. Ja nie jestem w stanie brać udziału w farsie pseudo-demokracji polegającej na „wybieraniu” „mniejszego zła”. Taka „demokracja” to jest już u podstaw jej perwersja. Demokracja z definicji opiera się na pięciu przymiotnikach, z tego trzy pierwsze, to powszechność, równość i wolność wyboru. Przymus „wyboru” „mniejszego zła” w dyktaturze gangów nomenklaturowych nie ma nic wspólnego z demokracją w moim rozumieniu.
Prawie 50% Polaków ma to wszystko w dudzie i na żadne wybory nie pójdzie…
Ja akurat należę do tej połówki Polaków. Tyle że bym podkreślił, ze 20-25% tych Polaków ma naprawdę wszystko w dudzie, a pozostała część ma tylko pseudo-demokrację i pseudo-wybory głęboko w dudzie. Ja się do tej drugiej części zaliczam. Dla pocieszenia dodam, że ci co chodzą na te pseudo-wybory, to jeszcze bardziej mają te państwo, praworządność i demokrację w dudzie. To tacy kolaboranci działający na rzecz niedemokratycznego państwa bezprawia. Niekoniecznie z nikczemnych motywów, ale to te typy, które umieją się urządzać w każdej najgłębszej dudzie.
Ciekawy artykuł oddający istotę dylematu przed którym stanęliśmy jako kraj. Rzeczywiście, gołym okiem widać, że społeczeństwo składa się z dwóch coraz bardziej oddalających się obozów. Oddalających się przede wszystkim w wyniku działania władzy, mediów publicznych (właściwie „publicznych”) oraz większości hierarchii i kleru krk. Mimo zwycięstwa obozu rządzącego po 2015 roku zjawisko anomii moim zdaniem bardziej dotyczy zwolenników tego kierunku politycznego i będzie ich coraz bardziej dotyczyć. To poplecznicy pisowskich władców uważają, że odtąd „zawsze” będą rządzić POlską i wyprą tych innych Polaków. Nie zdają sobie sprawy z tego jak wielką krzywdę sami sobie uczynią – już zresztą widać poważne symptomy tej krzywdy. NIe będzie miał kto ich uczyć, leczyć, żywić i bronić, rozwijać gospodarki i czynić postępu wszelkiego, a z disco polo nikt nie będzie ich wpuszczał na poważne fora międzynarodowe, etc., etc. Próba zawłaszczenia władzy na zawsze (raz zdobytej władzy nie oddamy nigdy!) przez pisowką oligarchię i klientelę jest tyleż groźna co groteksowa. Groźna, bo próbuje zniszczyć wszystkie jako tako działające instytucje porządku publiczno-prawnego. Groteskowa, bo sama wikła się i plącze we własne sieci i w dość nieodległej perspektywie te poplątane sznurowadła staną się powodem jej upadku.
*
Próba rewolucji populistycznej, jak każda próba powstania ludowego, musi zakończyć się fiaskiem. Nie jest przy tym wszystko jedno czy tym fiaskiem będzie utrata władzy przez PiS czy upadek naszego kraju – takie fiasko czeka tę formację. Utrata władzy na rzecz demokratycznej opozycji oznaczać będzie jak przypuszczam powrót na ścieżkę rozwoju znaną z okresu 1989-2015, być może z poważnymi korektami niedoskonałości III RP. Przez upadek rozumiem wyjście Polski ze struktur UE i powrót w orbitę rosyjskich wpływów. Obydwa scenariusze warte są przynajmniej rozważenia, jako prawdopodobne ewentualności.
*
Co do masowości, powszechności i obywatelskości partii politycznych to dyskusja pod artykułem odwołuje się do nieistniejącej rzeczywistości. Branie przykładu z Niemiec Federalnych po II wojnie światowej do dzisiaj jest nieporozumieniem i nie ma odniesień do Polski. Nieadekwatność odniesień wynika nie tylko z faktu, że RFN po II wojnie światowej miała zupełnie inną historię niż PRL. Nieadekwatnośc polega także na zupełnie innej historii Niemiec i zasadniczych różnic między społeczeńśtwem Niemiec i Polski.
Polacy nie mieli szansy po 1947 roku zbudować wolnych organizacji politycznych, a PZPR licząca w szczycie Polski gierkowskiej nadęte 3 mln członków, była związkiem zawodowym ludzi aplikujących o rozmaite posady polityczne i gospodarcze. Gdyby już porównywać masowość wolnych organizacji politycznych, to jedynym okresem jest 16 miesięcy 1980-1981, kiedy spontanicznie zakładana „Solidarność” liczyła podobno 10 mln członków. Nawet jeśli te szacunki były mocno zawyżone, to wówczas można było mówić o masowości.
*
System polityczny III RP ukształtowany po 1989 r. składał się i składa z partii pooitycznych, które nie maja charakteru masowego. Jeżeli dane z WIKIPEDII są miarodajne to aktualne liczby członków wynoszą (styczeń ’21) :
PiS – 45 tys., PO – 33 tysiące, PSL – 100 tysięcy w listopadzie 2016 r.; SLD – 32 tys. w 2020; Wiosna 4,7 tys. styczeń 2020. PArtia Hołowni istnieje od marca 2021 i nie podaje liczby członków.
Tyle główne wielkości. Jeżeli te dane są prawdziwe to mamy do czynienia z niewielkimi organizacjami, które jednak nie do końca są małymi partiami kadrowymi, przynajmniej w liczbach. Kadrowe sa w nich oligarchiczne i antydemokratyczne struktury władzy – zwłaszcza w PiS najbardziej.
*
Czy rzeczywiście PiS jest wyłącznie : „…ukoronowaniem całego systemu polityczno-partyjnego w Polsce, u podstaw zdegenerowanego, bezprawnego i antykonstytucyjnego. Systemu, w którym wszystkie partie udają tylko partie, obywatele udają tylko obywateli a państwo prawa i demokracja są od samego początku tylko kiczowatą parodią demokracji i państwa prawa.Systemu, ” ?
Tak postawione tezy, gdyby je chcieć szczegółowo rozważać wymagałyby długiego i dość zawiłego wywodu. Przekracza on ramy komentarza. Spróbuję zatem odnieść się do nich na ile to możliwe syntetycznie.
Przedstawione rozumowanie odnosi się do rzeczywistości wyidealizowanej – gdzie partie polityczne są organizacjami masowymi, demokratycznymi a ich członkowie, obywatele RP w liczbach setek tysięcy lub milionów wybierają swoich przefstawicieli, których skrupulatnie kontroluja, nadzoruja i poziągają do odpowiedzialności. Taka rzeczywiśtośc w III RP od 1989 r. do dzisiaj nie istniała, oraz nadal nie istnieje. Co więcej – będzie istniała coraz mniej. Można wskazać wiele przyczyn takiego stanu rzeczy, ale onże – ten stan – jest faktem. W związku z tym taką mamy demokrację jaka wynika z rzeczywistości. Twierdzenie, że system był i jest zdegenerowany, bezprawny i antykonstytucyjny, odnosi się do rzeczywistości, a nie do systemu. System był i jest rezultatem rzeczywistości, postaw i zachowań społecznych, oraz szeregu różnych uwarunkowań. Twierdzenie, że „PiS jest tylko ukoronowaniem – przyznam szczególnie odrażającym i odpychającym ukoronowaniem – ale tylko ukoronowaniem całego systemu polityczno-partyjnego w Polsce” jest nieprawdziwe. PiS wywrócił ten system, który był daleki od doskonałości, i zamienił go w autorytarną karykaturę demokracji konstytucyjnej. PiS jest partią antysystemową, który podobnie jak NSDAP w NIemczech demokratycznie doszedł do władzy po to aby ją następnie zawłaszczyć na stałe niszcząc jej demokratyczną podstawę.
*
Konkluzją tego rozumowania jest stwierdzenie, że „To nie PiS należy wywalić na śmietnik historii. Na śmietnik historii należy wywalić cały system polityczny wraz z wszystkimi partiami, które nie mają w swoich szeregach żadnych obywateli, wraz z ordynacjami wyborczymi, w których obywatele nie mają najmniejszej możliwości oddolnego wyboru swoich rzeczywistych przedstawicieli. Nie mówiąc już o możliwości rozliczania wyborczego wybieranych przez siebie przedstawicieli.” I dalej „Demokracja z definicji opiera się na pięciu przymiotnikach, z tego trzy pierwsze, to powszechność, równość i wolność wyboru. Przymus „wyboru” „mniejszego zła” w dyktaturze gangów nomenklaturowych nie ma nic wspólnego z demokracją w moim rozumieniu.”
*
Przedstawiona koncepcja demokracji odnosi się do rzeczywistości nieistniejącej – wyidealizowanej. Takiej nie ma – począwszy od obywateli którzy sa zajęci swoimi sprawami i jeżeli chcą (zaledwie w ok.50%) uczestniczą w demokratycznym procesie wyborczym, Oczekiwanie od nich, że będą masowo zasilać partie polityczne a w ich ramach dokonywać masowej aktywności obywatelskiej jest nierealne. NIe maja na to ani czasu, ani ochoty, a przede wszsytkim kwalifikacji.
Rozumowanie takie jest charakterystyczne dla ludzi, którzy ignorują najważniejsze zjawiska współczesności – profesjonalizację większości aktywności społecznych. Oznacza ona, że obywatele zajmują się aktywnością zawodową i życiem prywatnym a niewiele lub wcale nie mają czasu na aktywność poza zawodową. Stąd oczekiwanie profesjonalizcji także działalności politycznej. Wszystko co widzimy w Polsce po 1989 r. potwierdza tę obserwację rzeczywistości. Oczekiwanie, że będzie ona inna jest nieracjonalne.
*
Najciekawsza jest konkluzja tego komentarza: „Ja nie jestem w stanie brać udziału w farsie pseudo-demokracji polegającej na „wybieraniu” „mniejszego zła”. ” Oznacza ona ni mniej ni więcej tylko taką świadomość polityczną autora, która jest bliska symetrystom a postawa z niej wynikająca jest w istocie przyczynianiem sie do wygranej PiS. Jak widać o zwycięstwie PiSu decydują nie tylko ciemni potomkowie chłopów pańszczyźnianych, ale także idealiści odwołujący sie do symetryzmu.
*
Warto skomentować jeszcze pojęcie „mniejszego zła”. To niefortunne określenie odnosi sie do faktu, że większość ludzi nie ma „swojej” partii politycznej. Swojej czyli takiej która realizuje 100% moich przekonań i poglądów politycznych. Ponieważ partie mają charakter i programy masowe najbliższa mi partia realizuje zaledwie część moich poglądów politycznych. Jeżeli potraktuję to jako wybór „mniejszego zła” to oznacza, że moja świadomość polityczna niewiele się różni od świadomości dziecka a mój idealizm, skądinąd słuszny i pożądany, jest wprost proporcjonalny do mojego analfabetyzmu politycznego. NIezgoda na „mniejsze zło” jest głosowaniem na większe zło – to elementarz polityki.
Przeczytałem z uwagą jak zawsze kompetentny tekst Sławka. To rzetelna analiza sceny politycznej na teraz – a co na przyszłość ?
Ja, jak zawsze, opowiadam o SI, takiej jaką ona będzie za 20-30 lat. Tyle mogę bo wiem, ze nie będę mógł tego sprawdzić
Panie Zbigniewie – dziękuję za miłe słowa. Zgadzam się z Panem, że w perspektywie 20-30 lat AI (czyli po polsku Sztuczna Inteligencja) będzie co najmniej wspomagać systemy społeczne, polityczne, gospodarcze, a być może kompleksowo nimi zarządzać. Te 20-30 lat to okres przejściowy, który należy czymś wypełnić. Możliwe są tutaj różne scenariusze, które już znamy bo są obecne we współczesności:
– demokracje parlamantarne,
-systemy autorytarne korzystające z dekoracji demokratycznych,
– czy wreszcie dyktatury oświecone jak w Chinach.
Nie mam żadnych narzędzi, które pozwoliłyby określić czy i ewnetualnie który z tych systemów ma szansę być systemem dominującym lub co najmniej bardziej efektywnym.
Intuicyjnie zakładam, że problemy klimatu w skali globalnej w połączeniu z dostępem do wody, energii, żywności i możliwości przetrwania ludzi wobecnych lokalizacjach geograficznych wymuszą wielkie zmiany. Czy będą to zmiany integrujące ludzkość czy też idące w przeciwnym kierunku nie mam pojęcia. Przykłady wojen o wodę jak w Syrii czy pandemii koronawirusa jest moim zdaniem zaledwie wstępem do coraz poważniejszych problemów w skali globalnej.
*
Jedno co wiem na pewno to że model rosyjski, a więc nieefektywnej, oligarchicznej, złodziejskiej dyktatury, nie gwarantujacej ani bezpieczeństwa, ani rozwoju swoich krajów i społeczeństw, ani współpracy międzynarodowej – jest drogą do nikąd. W tym sensie Polska PiS jest pomysłem absurdalnym jako karykatura, która łączy w sobie wady modelu rosyjskiego i wady demokracji a pozbawiona jest prawie wszystkich zalet każdego z modeli.
*
Prawdziwy dylemat współczesności odnosi sie do konkurencyjności modelu umownie nazwanego euroatlantyckim (z całym jego zróżnicowaniem) a modelu chińskiego. Racjonalnie rzecz ujmując przetrwanie ludzkości zależy od tego czy któremukolwiek modelowi uda się zdominować drugi z nich. Jeżeli sie nie uda, przetrwanie gatunku ludzkiego zależeć będzie od umiejętności i zdolności do współpracy tych modeli.
*
Znów intuicyjnie – być może AI, która już jest obecna w istniejących technologiach i szybko się rozwija pomoże ludzkości w wyborze ścieżki przetrwania.
*
Jeżeli idzie o polską, lokalną sytuację jestem umiarkowanym optymistą. ZAkładam, że PiS musi jeszcze popełnić wiele błędów i sięgnąć dna, zanim opozycja demokratyczna w bólach i z trudem zacznie odbudowywać kraj po eksperymencie populistycznego szaleństwa pod dowództwem Imperatora. Doświadczenie głupoty i małości ludzkiej pod dowództwem złego człowieka jest dla wielu z nas nieznośną rzeczywistością.
Nic dodać nic ująć. Jedyna różnica to taka, że ja postrzegam przejęcie kluczowych decyzji dotyczących planety lub wielkich skupisk ludzkich jako absolutną konieczność. Jeżeli tak się nie stanie i to w wyobrażalnym czasie, za życia tego pokolenia co wchodzi na scenę to naprawdę się pozabijamy albo doprowadzimy do globalnej katastrofy.
A tym którzy wątpią w potencjał SI polecam wysłuchanie X Symfonii Beethowena niedokończonej przez kompozytora a przez SI, samouczącą się i samoprogramujacą. Nikt nie zrobił tego lepiej i w tym nasza nadzieja.
Myślałem, że już jest dostępna na sieci X Symfonia Beethovena dokończona przez sztuczną inteligencję. Poszperałem i okazuje się, że ten projekt będzie miał publiczne wykonanie za dwa dni – 9 października 2021 r. To szerszy opis tego wydarzenia:
„Zespół międzynarodowych ekspertów od muzyki i AI powołany przez Deutsche Telekom sprawdził, czy algorytmy sztucznej inteligencji są na tyle twórcze, by samodzielnie zająć się sztuką albo chociaż wspierać ludzi w jej tworzeniu. Efekt eksperymentu usłyszeć będzie można 9 października, kiedy to Beethoven Orchestra z Bonn wykona X Symfonię Beethovena dokończoną przez sztuczną inteligencję prawie 200 lat po śmierci kompozytora.
X Symfonia to dzieło, nad którym prace rozpoczęły się równolegle ze znaną wszystkim IX Symfonią, tzw. „Odą do radości” na zlecenie brytyjskiego Królewskiego Towarzystwa Filharmonicznego. Z powodu podupadającego zdrowia Beethoven szybko przerwał jednak prace nad utworem, pozostawiając jedynie kilka szkiców oraz notatek. Od tego czasu wielu muzykologów i kompozytorów próbowało na ich podstawie odtworzyć lub napisać na nowo fragmenty symfonii. Najsłynniejszą próbę dokończenia działa podjął pod koniec lat 80. Brytyjczyk Barry Cooper, jednak jak sam przyznał, efekty nie były zadowalające.
9 października będziemy mieli okazję przekonać się, czy zadanie dokończenia X Symfonii udało się sztucznej inteligencji. Światowa premiera utworu odbędzie się na żywo w Telekom Forum w Bonn.
Rok przed obchodami 250-lecia urodzin Beethovena, w hołdzie dla twórczości wielkiego kompozytora, zespół specjalistów powołany przez Deutsche Telekom rozpoczął pracę nad kolejną próbą, tym razem wykorzystując algorytmy sztucznej inteligencji. Grupa ekspertów pod kierownictwem dra Matthiasa Roedera, dyrektora zarządzającego Karajan Institute, opracowała „Beethoven AI” – sztuczną inteligencję, „zasilaną” stylem Beethovena, notatkami i szkicami, dziełami kompozytorów, których ostatni z wiedeńskich klasyków sam nazywał swoimi inspiracjami. Pierwsze publiczne wykonanie krótkiego fragmentu nowej X Symfonii miało miejsce w Bonn, rodzinnym mieście kompozytora, w Roku Beethovenowskim 2020.
Nieco ponad rok po tym wydarzeniu zespół ogłosił, że jest gotowy, by zaprezentować światu efekty pracy „Beethoven AI”. Kompozycję, przygotowaną na podstawie notacji nutowej przez austriackiego kompozytora Waltera Werzowa wykona Beethoven Orchestra z Bonn z solistą Camreonem Carpenterem pod batutą dyrygenta Dirka Kaftana.
Pierwsze wykonanie dokończonej symfonii będzie transmitowane na żywo. W Polsce premierę będzie można oglądać za pośrednictwem serwisu Onet. ”
por.: https://marketingprzykawie.pl/espresso/deutsche-telekom-sztuczna-inteligencja-ukonczyli-x-symfonie-beethovena/
Na YouTube można znaleźć krótkie komentarze z „wnętrza” tego przedsięwzięcia: https://www.youtube.com/watch?v=7sBUPW4Ofrs&t=139s
Na razie YouTube oferuje fragment niedokończonego dzieła Beethovena:
https://www.youtube.com/watch?v=RESb0QVkLcM&list=RDRESb0QVkLcM&start_radio=1
*
Jeżeli pozwoliłem sobie zanudzać Państwa historią tego przedsięwzięcia to nie tylko dlatego, ze jestem pasjonatem wspaniałej muzyki. Uważam bowiem, ponad wszelką wątpliwość, że historia dokończenia dzieła wielkiego kompozytora ma dla ludzkości 1000 razy większe znaczenie niż tworzenie przez PiS problemów a następnie nieudolne ich rozwiązywanie. Po tym ostatnim pozostanie nawet nie smród a „smrodek” historii podczas gdy po geniuszach w rodzaju Beethovena pozostaje nieskończona ilość piękna i dobra. Jeżeli AI ma skądś czerpać wzorce to genialni kompozytorzy są jednym z najlepszych źródeł.
Serdeczne dzięki za możliwość wysłuchania tego fragmentu, szykuję się na całość gdy będzie to możliwe, a to już niedługo.
A tak, na marginesie, dokończenie dzieła – tak ale pisanie nowego, pod kompozytora – NIE. Niech SI tworzy własne dzieła, chętnie posłucham, są już takie, ale to wtedy będzie jej kompozycja
https://www.youtube.com/redirect?q=t.co/lPPjnfUymh#60JNjiUWQB/1KEspX/
SI sama z siebie nie stworzy niczego. Dopiero na podstawie miliardów bitów jej podanych może symulować twórczość. Sztuczna Inteligencja = sztuczna twórczość. Ale eksperyment w sam w sobie interesujący. Osobiście jeszcze bardziej interesującym uważałbym podobny eksperyment oparty na biliardach bitów z muzyki Jana Sebastiana Bacha. To jest dla mnie osobiście największy w historii kompozytor. Aczkolwiek gradacja geniuszy nie ma chyba większego sensu. To raczej kwestia gustu.