14.11.2021

W Polsce mamy teraz czas hybrydowy: wolność upośledzona i tyrania dziurawa. Wolność wymaga poszanowania prawa, a władze ostentacyjnie je naruszają i naginają do potrzeb bieżącej polityki, odwołując się do złowieszczej teorii o wyższości woli narodu wyrażonej w akcie głosowania nad prawem. Lider rządzącej prawicy wykorzystuje tę przyswojoną sobie jeszcze na studiach koncepcję jako instrument do arbitralnego sprawowania niczym nieskrępowanej władzy.
Dla zachowania pozorów logicznej spójności potrzebne jest zachowanie chociaż minimalnej większości w Sejmie legitymującej tę mityczną (większościową) wolę suwerena. Tym zajmuje się osobiście sam przywódca wykazujący nietuzinkowy talent w łataniu przeciekającej łajby i pozyskiwaniu, najczęściej w drodze politycznego przekupstwa, niezbędnych podatnych na apanaże lub szantaż miernot zasilających parlamentarny plankton polityczny. Skuteczność tej metody umacnia pewność siebie władzy, którą powstrzymują tylko zdecydowane akcje obywatelskiego oporu, jednak tylko czasowo, o czym może świadczyć los kontestowanego dość długo skutecznie zakazu przerywania ciąży. Na społeczne protesty, oprócz propagandowej nagonki, są jeszcze różne siłowe formacje, poddane obecnie, przy okazji migracyjnego kryzysu na polsko-białoruskiej granicy, sprawdzianowi nie tylko na skuteczną jej ochronę, lecz także na bezrefleksyjne wykonywanie poleceń i pozbawione skrupułów, nacechowane okrucieństwem postępowanie wobec uchodźców.
Kiedy rząd boi się ludzi, mamy wolność. Gdy ludzie boją się rządu, mamy tyranię.
Thomas Jefferson
Jak zatem jest z tą wolnością? Jeszcze jest, chociaż nie w pełni, ponieważ rząd wciąż pręży muskuły, lekceważy społeczne postulaty i obowiązujące prawo oraz nie pozostawia wątpliwości, że jego głównym motywem działania nie jest dobro wspólnoty, którą stale dzieli i niszczy, lecz utrzymanie władzy.
Ale czy ludzie już się boją rządu, czy polityczni decydenci są całkowicie bezkarni a ich kontestatorzy bezbronni, a zatem czy już mamy reżim dyktatorski, a naród sparaliżowany strachem i zniewolony?
Podobnie, jak w pierwszym przypadku odpowiedź jest zróżnicowana. Brutalne metody pacyfikowania ulicznych protestów, lekceważenie opozycji i bezwstydne premiowanie zwolenników pogłębiają obawy o egzystencjalne podstawy bytu i skłaniają do oportunistycznych postaw redukujących przesłanki społecznego oporu, trochę ze strachu, a trochę z wyrachowania.
Erozja moralnej tkanki społeczeństwa umacnia obóz władzy, któremu, jak to wnikliwie analizuje Mariusz Janicki na łamach „Polityki”, nic nie szkodzi: nepotyzm, pandemia, wysoka inflacja, skrzynka Dworczyka, drakońskie zaostrzenie prawa aborcyjnego, lekceważenie społecznych postulatów, ani nieporadność w sporze z Czechami i konflikt z Unią Europejską z ryzykiem zablokowania unijnych pieniędzy. Polityczny sukces i stabilne poparcie PiS zawdzięcza precyzyjnemu określeniu swej bazy wyborczej obejmującej wieś, małe miasta, konserwatywne regiony wschodnie i południowe Polski. Jest to elektorat roszczeniowy i cała polityka tej partii łącznie z okrzyczanym nowym ładem nastawiona jest na zaspokojenie potrzeb tej grupy ludzi, stanowiących około 30 proc. ogółu wyborców, co przy ewentualnym rozdrobnieniu opozycji zapewnia sukces wyborczy.
Nic dziwnego, że ta trwałość prawicowej konstrukcji budzi rozczarowanie po demokratycznej stronie i pogłębia jej stan bezradności. Przejawem takiego stanu ducha jest pewnie propozycja Jacka Żakowskiego, aby opozycja sięgnęła po metody politycznego przekupstwa stosowane przez obóz Kaczyńskiego dla zapewnienia sobie minimalnej parlamentarnej większości. Ten swoisty symetryzm (jeśli sugerowany manewr brać poważnie) kompromitowałby opozycję, przed czym, w innym, białorusko-polskim kontekście naruszania praw człowieka i europejskich standardów, przestrzegał polskie władze Żakowski.
Stan wrogości istniejący obecnie między władzą i opozycją, zatruwający atmosferę codziennej egzystencji społeczeństwa, mógłby ulec złagodzeniu w rezultacie współpracy obu obozów dla rozwiązania ważnych dla Polski problemów np. neutralizacji zagrożenia wynikającego z białoruskich prowokacji czy ryzyka utraty unijnych dotacji. Nadrzędność interesu partyjnego nad dobrem ogółu, widoczna w konflikcie z Unią Europejską o praworządność, a także w braku reakcji na obecne zagrożenie epidemiczne nie napawa jednak optymizmem.

Eugeniusz Noworyta
Dyplomata, b. stały przedstawiciel Polski w ONZ, b. ambasador w krajach Ameryki Płd.
Więcej: Wikipedia
