Jarosław Kapsa: Czy czas się zniecierpliwić?5 min czytania

()

3.12.2021

red flower in the middle of green grass field

Zmiany klimatu nie służą zdrowiu, mimo to staram się każdego 18 dnia miesiąca stać przed sądem w Częstochowie, w imię solidarności z sędziami niezawisłymi. 18 listopada – w rocznicę pierwszych pikiet – mogliśmy, prócz słów o zagrożeniach, uraczyć się szczyptą nadziei. Zobaczyliśmy, że UE nie odpuszcza, od 27 października nalicza kary 1 mln euro za każdy dzień niewykonania wyroku w sprawie likwidacji Izby Dyscyplinarnej. Pod presją UE pan Kaczyński i pan Morawiecki zaczęli mówić o konieczności likwidacji tego „ciała obcego” w Sądzie Najwyższym.

Stara metoda rozwiązywania problemów społecznych – wprowadź osła do ciasnego pokoju, a następnie wyprowadź, to się ludzie ucieszą z ulgi – nie jest satysfakcjonującym rozwiązaniem kryzysu w wymiarze sprawiedliwości. Kryzysu spowodowanego chorymi ambicjami pana Ziobry, jego przekonaniem, że z mocy historii jest jednoosobowym wymiarem sprawiedliwości: sędzią, adwokatem, prokuratorem i strażnikiem więziennym jednocześnie. Dlatego z uznaniem odebraliśmy treść „Porozumienia dla praworządności”, przygotowanego przez organizacje zrzeszające sędziów i prokuratorów Iustitia, Themis, Lex Super Omnia, podpisanego przez większość organizacji społecznych uczestniczących w pikietach: Akcję Demokratyczną, KOD, Wolne Sądy, Ogólnopolski Strajk Kobiet i inne.

Było w tym porozumieniu zawartych 13 punktów, których realizacja przywrócić może zgodną z Konstytucją normalność w polskim wymiarze sprawiedliwości; tym samym zlikwidować wewnętrzny konflikt społeczny, przenoszący się także na politykę krajów UE wobec Polski. W Unii, gdzie zasadą jest swoboda przepływu ludzi, usług, towarów, idei, informacji, wymiar sprawiedliwości nie może być tylko wewnętrzną sprawą państw członkowskich; wszędzie muszą obowiązywać podobne standardy dostępności obywateli do niezależnego i niezawisłego sądownictwa.

Klimat nie sprzyja aktywności, przed sądem częstochowskim stoi nas garstka, głównie w wieku „srebrnym”. Z polityków bywa, gdy jej czas pozwala, posłanka PO Izabela Leszczyna; mamy u siebie dobre powody, by być dumnymi z aktywności tej naszej reprezentantki. Sęk w tym, że PO, jak i inne partie opozycyjne, prawdopodobnie, nie są w Częstochowie jednoosobowe. Podobno są jeszcze inni parlamentarzyści, radni, aktywiści, nominaci partyjni na różnych stanowiskach, ale ich na ulicy nie sposób wypatrzeć. 18 listopada nie było więc kogo dopytać, co zrobią owe partie z tym „Porozumieniem dla praworządności”.

Oczywiste się wydawało, że partie przez swoich przedstawicieli w Sejmie i Senacie przejmą społeczną inicjatywę, całkowicie zgodną z tym, co owe partie głoszą. Kołatała mi głowie myśl oparta na rutynie: wezmą, z pomocą prawników zmienią na projekt ustawy, po czym grupa posłów, albo – jeszcze lepiej – Senat skorzysta ze swych uprawnień inicjatywy ustawodawczej. W Senacie opozycja ma podobno większość; Marszałek może przeprowadzić otwartą debatę na takim projektem, dać w niej prawo głosu organizacjom broniącym niezależności sądownictwa, a nawet przedstawić opinię KE lub parlamentu europejskiego, w sprawie kroków służących przywrócenia w Polsce praworządności. Położenie projektu ustawy „na stole”, nawet jeśli trafić może do „sejmowej zamrażarki” zmienia pole gry z PiS-em. Pokazuje, że PiS ulegając szantażowi Ziobry, naraża Polskę na wymierne straty; opozycja zaś dysponuje wspólnym, wydyskutowanym i skonsultowanym z zainteresowanymi projektem uczciwego zakończenia szkodliwego kryzysu.

„Porozumienie dla praworządności” powstało 5 listopada, natychmiast było przekazane partiom politycznym. Potem był „długi weekend” i Święto Niepodległości. Po święcie aktywność partii opozycyjnych podporządkowana była gotowości do rozmowy z panią Witek o COVID. Gdy z tych rozmów nic nie wyszło, Senat w trybie pilnym (nie wiadomo dlaczego) zajął się ustawą broniącą Straż Graniczną na wschodniej granicy przed wścibstwem dziennikarzy… I jakoś tak wyszło, miesiąc minął, brakło czasu i chętnych, by zająć się „Porozumieniem dla praworządności”.

A każdy dzień zwłoki w tej sprawie kosztuje nas 1 mln euro, nie licząc dodatkowych, ogromnych kosztów praktycznego paraliżu wymiaru sprawiedliwości.

Organizacje cierpliwie stukają do bram Senatu i siedzib partyjnych władz najwyższych opozycji. Robią nawet zbiórkę środków na przeprowadzenie sondażu, czy ten projekt ma poparcie społeczne. Trochę to dziwne, że partie, dysponujące milionami złotych na takie badania, trzeba dodatkowo „sponsorować”, udowadniając im ich korzyści. Cóż, tłuste koty też czekają, by ktoś dla nich złowił mysz i podsunął pod nosek…

Nie będzie dla mnie satysfakcjonujące, gdy 18 grudnia, przed sądem częstochowskim ktoś odczyta nam świąteczne pozdrowienia od władz partyjnych i pocieszy, że „jak tylko zdobędziemy władzę, to spełnimy wasze postulaty”.

Skąd mam wiedzieć, czy spełnicie: może nas olejecie, tak jak olewacie teraz…

Panie Tusk, mam taką przedświąteczną prośbę, bo mnie już nerwy puszczają. Panie Tusk: zrób, pan, coś z tym swoim partyjnym tatałajstwem, bo tak jak jest, to się długo nie pociągnie.

Jarosław Kapsa

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.