06.12.2021

Z okazji dorocznej wyprawy na zimowisko w Miami Beach wracam do szlachcianki, która dwadzieścia lat temu odrestaurowała nasz Miami bungalow, dom zbudowany na wysuszonym rozlewisku Everglades, położony nad jednym z kanałów w pobliżu atlantyckiej plaży.

Powracający z 2 wojny światowej amerykańscy żołnierze osiedlali się tu w latach 50., nazywając nowe ulice od francuskich słynnych bitew: Le Havre, Bayeux, Dieppe, Dunkerque, a całą tę północną cześć Miami Beach nazwali Normandy Island.
Nasz odbudowany w style art déco bungalow ma 200 metrów kwadratowych, a w nich trzy sypialnie, dwie łazienki, kuchnia, jadalnia i salon, skąd do ogrodu, gdzie rośnie stare drzewo mango, wychodzi się nad kanał.


Zbudowaliśmy też przystań, z której – gdyby pojawiła się tu łódka – możnaby okrążyć naszą wysepkę o nazwie Biscayne Point.
Dziś drzewa i krzewy, które rosły tu w ogrodach jeszcze dziesięć lat temu, zastąpiły baseny, a trawę — kamienne posadzki. Ale prawdziwej rewolucji dokonał jeden z najbogatszych w Miami kubańskich emigrantów, właściciel banku i kilku BMW dealership, kombinacji, która przynosi nieprzerwane zyski, bo pożyczki bankowe umieszcza się w każdym sprzedanym samochodzie.
Julio był już w podeszłym wieku, gdy postanowił ogłosić bankructwo Florida style. Istniejące tu homestead law, prawo do „ochrony domostwa”, pozwala bankrutowi wyłączyć z masy upadłości nieograniczoną ilość pieniędzy zainwestowanych we własny dom. Tak więc przed zamknięciem swoich interesów Julio wyburzył trzy domy, każdy wielkości naszego bungalow i zaczął budować swój pałac o powierzchni 1,500 metrów z kolumnami przypominającym wejście do Białego Domu. Nasze skojarzenie było inne: luksusowy dom pogrzebowy.
Przy końcu budowy któregoś dnia, w czasie spaceru po wyspie, spotkaliśmy Julio, gdy przyglądał się swojemu gigantowi. A wtedy miał miejsce taki dialog:
Julio:
— Nie miałem pojęcia, że wyjdzie to takie olbrzymie.
Szlachcianka:
— Ja jestem architektem. Jeżeli chcesz, żeby wyglądało na mniejsze, to zamiast na biało, pomaluj na szaro.
Julio (z ironicznym uśmiechem):
— A dlaczego miałbym chcieć, żeby wyglądało na mniejsze?
Przed domem zainstalowano pięć gigantycznych drzew palmowych, jedno z instalacją kosztuje 100,000 dolarów. Do domu przybił jacht, którego nikt odpływającego od przystani nie widział. Julio i jego kubańska żona zamieszkali w 24 pokojach i 12 łazienkach.

Zmarł pięć lat później. Przez niezasłonięte okna widać wysoki na trzy piętra hall z okrągłymi schodami, salony, jadalnie, kuchnie. Na górnym pietrze pali się tylko jedno światło: to sypialnia, w której, od kilku lat leży w komie żona jednego z najbogatszych w Miami Kubańczyków. Przed dwoma garażami stoją po dwa nowe BMW, co kilka lat wymieniane na nowe modele. Nikt ich nie używa, tylko co jakiś czas przychodzi do nich samochodowy pomywacz. Gdy kiedyś podjedzie do tego domu pogrzebowego karawan, cztery białe BMW zabiorą żyjących członków rodziny i dołączą do cmentarnej defilady.
Przez dwadzieścia lat ceny domów na naszej wyspie wzrosły tysiąckrotnie. Julio i inni bogacze z Miami, korzystający z „prawa do domostwa”, mają w tym swój udział.
Co kilka dni dzwonią do nas agenci nieruchomości z propozycją zburzenia naszego bungalowu i wybudowania wielomilionowego pałacyku.
„Nie ma mowy”, mówi szlachcianka, pozując przy swoich bromeliach.

Cdn.

Marian Marzyński
Polski i amerykański dziennikarz, reżyser filmowy i scenarzysta. Ur. 12 kwietnia 1937, zmarł 4.04.2023. Mieszka stale w USA. Album autobiograficzny Mariana Marzyńskiego KINO-Ja. ŻYCIE W KADRACH FILMOWYCH jest do nabycia w księgarni internetowej UNIVERSITAS i w sklepach taniej książki.
Witryna Marzyńskiego LIFE ON MARZ
