2012-12-06. Spotkałem kolegę z lat zamierzchłych. Po ostatecznym ustaleniu tożsamości pogawędziliśmy jakąś minutę, po czym w powstałą pustkę kolega wstawił tekst, że to przeleciało tak szybko. „To”, czyli nasze życie. Pocieszyłem ziomala, że szybko nad wyraz, ale jakże barwnie. Dopiero co na każdej fabryce było napisane: „Partia przewodnią siłą narodu” oraz że należymy do światowej elity krajów miłujących pokój. W szczytowym okresie tego miłowania Wielki Brat wtłoczył 40 tys. żołnierzy w luki statków handlowych i skierował ten ładunek na Kubę, gdzie już zainstalował rakiety, które mogły dosięgnąć każde wielkie miasto amerykańskie, poza Seattle.
Historycy nie są zgodni, czy J.F. Kennedy od razu wiedział, co się święci, czy dopiero jak mu CIA pokazało zdjęcia wyrzutni rakietowych zainstalowanych na wyspie. Po tym nieporozumieniu świat poszedł w dobrym kierunku, praktyczni Niemcy sprzedali Mur Berliński po kawałku, zawłaszczając przy okazji opinię, że to oni rozwalili „imperium zła”, a nam, na otarcie łez, została wolność, z którą nie możemy się uporać.
Dobrze chociaż, że w kapitalizmie i demokracji, które też nas dopadły, zachowaliśmy umiejętność twórczego rozwijania licencji, której dorobiliśmy się w tamtych czasach – że jesteśmy najweselszym barakiem w socjalistycznym obozie. Jak tu więc się nie cieszyć, kiedy aktualny lider chłopskiej partii tak się przeraził, że ograł pewniaka na ten urząd, że nie tylko padł na kolana, ale nie chciał być wicepremierem i wystarczyłoby mu, że będzie służył partii i narodowi. Jeszcze nie opadł kurz z tego pryncypialnego postanowienia, a na obywateli spadła wiadomość, że doktor nauk chemicznych, skądinąd spokojny człeczyna, zamierzył sobie za pomocą czterech ton trotylu wysadzić Sejm, koniecznie z prezydentem i premierem. I profesjonalnie się do tego przygotował. Nie tak dotknęła mnie ta wiadomość, bo Breivik też był pokornego serca, a skrzywionych nie sieją, sami się rodzą, więc nie to mnie przeraziło, lecz informacja, że Brunon K. może podłapać 5 lat w odosobnieniu. Jak gościu stuknie policjanta w hełm, to mu grozi 10 lat odsiadki, bo to jest napad na władzę. Próba uszkodzenia prezydenta i premiera oraz posłów jest w tej wycenie karana jakby mniej. Co tam zresztą wraża ekipa!
Antoni Macierewicz – znany specjalista od fajerwerków – zauważył, że „oni” siedzieliby najbliżej wybuchu i to jest podejrzane. Diogenes z Synopy już 400 lat przed naszą erą zalecał Grekom oszczędności, przemieszkiwał w beczce i już wtedy byli tacy, co podejrzewali, że on wcale tam nie filozofuje, tylko chce się zakisić. Niejaki Artur Nicpoń, na oko człowiek normalny i majętny, uznał, że dokonania Macierewicza to piaskownica i zaproponował, żeby zorganizować referendum z pytaniem, czy zabić Tuska, żeby było legalnie. Premier się nawet nie obruszył, poprosił tylko, żeby zmodyfikować pytanie na: jak zabić Tuska? Rzucił tę myśl w drodze do Brukseli, gdzie udaje się niepotrzebnie po 400 mld zł, bo prezes z opozycji już to załatwił z premierem Davidem Cameronem ze Zjednoczonego Królestwa i nawet nie walił torebką w stół, bo takiej nie posiada, jak Margaret Thatcher, kiedy wymogła na reszcie Europy rabat dla Wielkiej Brytanii. Prezes po prostu zażądał i dostał. Bo Angole silnych się boją.
Są tacy, co uważają, że do świąt zostały nam jeszcze trzy tygodnie i z szopką należało poczekać. Artur Zawisza i Młodzież Wszechpolska i tak nie mają dość. Rzucili myśl, żeby obejść tych wszystkich zgredów z prawej strony i w marszu narodził się Ruch Narodowy. Nie będzie zmiłuj się. Wszystkich, co nie z nimi, nie do więzień, tylko od razu na latarnie. Bernard Show, wybitny angielski filozof, pytany skąd się biorą wojny, odpowiedział, że z nudów. Kibole, którym nie dają podpalić stadionu i nadwerężać innych kiboli, postanowili się inaczej wyżyć. Chyba że ich SLD zdelegalizuje, ale to nie za demokracji. Pociesza mnie świadomość, że wesoło jest nie tylko nad Wisłą. Szefowie rządów w Brukseli jak się dogadają albo nie dogadają, to swoim wyborcom i tak doniosą, że tylko oni odnieśli „sukces”.
– To co my widzimy i słyszymy nie ma nic wspólnego z rzeczywistością – powiedział na do widzenia spotkany kolega. – Bo rzeczywistość jest taka, jak ją nam zinterpretuje władza, media i reklama.
Zabrzmiało niewesoło. Legia w hicie miesiąca w przytomności 42 tysięcy widzów dolała Lechowi 3:1. Ale to może też nieprawda. Może też być tak, jak wyjaśnia Adam Michnik, że jesteśmy jak ci straszni mieszczanie z wiersza Tuwima: wszystko widzimy osobno. W ogóle to większości rzeczywistość się podoba, ale jak nam wyrywają ząb, to już nie jesteśmy optymistami.
Jerzy Dzięciołowski
źródła obrazu
- dzieciol: BM


Ciekaw jestem, jakiej torebki używała Taczerka. Bo jestem prawie pewien, że to była taka sama, jak używała zawsze Królowa: – mała, czarna, 22,5 na 15cm, od firmy „Hermes”.