30.12.2021
Odpowiedź Stanisławowi Obirkowi
Wnikliwa i rozbudowana recenzja książki Upadek, niemożliwy – za to autor książki może być tylko wdzięczny pt. Recenzentowi.
Odniosę się tutaj jedynie do elementów krytycznych komentarza. Rzecz dotyczy antysemityzmu Martina Heideggera i szerzej, rozumienia i funkcjonowania pojęcia antysemityzmu w publicznym obiegu.
Zająłem się tą kwestią w książce w eseju Antysemityzm, antyamerykanizm, antypolonizm. Punktem wyjścia była moja lektura książki Petera Trawnego Heidegger i mit spisku żydowskiego. Zauważyłem, że Trawny używa terminu antysemityzm wieloznacznie. Pomyślałem, że można by to przeanalizować zestawiając termin „antysemityzm” z analogicznymi nazwami. Była to więc analiza słowna: badanie zakresu znaczeń słów. Jak wiadomo nazwa wyznacza jakiś zbiór przedmiotów, desygnatów nazwy. Wieloznaczność nazwy może sprawiać problem odnośnie ustalenia zbioru jej desygnatów. W naszym przypadku, wieloznaczność nazwy „antysemita” rodzi problem, kogo zaliczyć do zbioru antysemitów. Analiza przeprowadzona przeze mnie pokazała jak odmienny sens ma słowo „antysemityzm” w porównaniu z wyrażeniami analogicznymi. Zwrócił na to uwagę Stanisław Obirek: to, co kryje się za treścią słowa „antysemityzm” doprowadziło do Zagłady, a co jest antypolonizmem, antyamerykańskością nie miało takich konsekwencji.
Są jednak różne antysemityzmy. O tym piszę w Upadku. Czymś innym jest antysemityzm zwolenników „ostatecznego rozwiązania”, czymś innym antysemityzm ludowy ludu wychowanego w świecie „chrześcijańskich wartości”. Antysemitka Kossak-Szczucka była przeciwna Holokaustowi. To oczywiście niecała typologia antysemityzmu, nie potrafiłbym jej przedstawić. Interesowały mnie w przywołanym eseju jedynie wstępne rozróżnienia dotyczące treści nazwy „antysemityzm”. W kontekście bardziej praktycznym, aktualnym politycznie, zakres znaczenia słowa „antysemityzm” dotyczy także współczesnego problemu ewentualnej krytyki państwa Izrael, choćby w kontekście jego działań w strefie Gazy, tak, by nie być uznanym za antysemitę. Przez brak ostrości termin „antysemityzm” jest wygodnym i prostym narzędziem do polemik ad personam.
Inna uwaga w kwestii wieloznaczności terminu „antysemityzm”: Co pojawia się w naszych głowach, gdy powiemy: antysemityzm Pawła z Tarsu. Praktycznie byłoby to anachroniczne użycie słowa. A przecież jego wypowiedzi, że nie-Żydzi są bardziej Żydami niż Żydzi, że obrzezanie serca, a nie samookaleczanie ciała, (retoryczne, zgryźliwe) – to przecież typowa kradzież tożsamości (piszę o tym w Upadku, s. 85-116). Teksty Pawła były czytane przez wieki w szerokich kręgach i stały się inspiracją dla ustanowienia antysemickiego status quo w chrześcijaństwie, które zniknie dopiero, gdy zniknie chrześcijaństwo.
Gdyby chrześcijaństwo nie wygrało politycznie w IV wieku, teksty Pawła nie byłyby tak rozpropagowane, i antysemityzm nie byłby tak wszechobecny. Właśnie antyżydowskie polemiki Pawła z czasem okazały się najbardziej niebezpiecznym materiałem wybuchowym radykalizmu monoteistycznego chrześcijaństwa nietolerującego żadnej odmienności. Były bowiem: primo – najstarsze, secundo – dobrze napisane (siła perswazji retorycznej), tertio – czytane przez wieki w kościołach, klasztorach, szkołach zakonnych, katedralnych, na uniwersytetach. A jednak, przecież Paweł z Tarsu nie jest moralnie winny Zagładzie. Jego teksty, w których o coś innego chodziło (nie ma tu miejsca by to wyłuszczać detalicznie), zostały bez jego wiedzy po jego śmierci wykorzystane zapewne niezgodnie z jego zamysłem. To jest owa Gadamerowska Wirkungsgeschiechte. Historia oddziaływania tekstów nie jest historią winy. Podobnie Nietzsche, choć nie cierpiał Prusaków i antysemityzmu swojej siostry i jej męża – był na sztandarach propagandy nazistowskiej, bo miał pasujące nazistowskiej szajce hasła: Übermensch, Wille zur Macht.
***
W kwestii antysemityzmu Martina Heideggera rzecz trzeba by podzielić na dwa odmienne zagadnienia:
1. antysemityzm Heideggera
2. antysemityzm filozofii Heideggera
Antysemityzm Heideggera
Musiałbym być historykiem epoki, biografem, żeby się wypowiadać wiążąco, jaki typ antysemityzmu występował u tego niemieckiego filozofa. Czy był aktywnym agitatorem, czy miał jakiś rodzaj antysemickiej obsesji, czy raczej od czasu do czasu w towarzystwie powtarzał to, co się o Żydach mówiło pośród „dobrych chrześcijan”. Trzeba by historyka i to takiego – co rzadkie – który zbadałby rzecz sine ira et studio.
Zaangażowanie Heideggera w Rektorat Uniwersytetu Fryburskiego – to była wiara w odnowę narodu przez nazistowski uniwersytet (vide Mowa rektorska), ale wiara ta trwała 8 miesięcy (1933-1934), Heidegger zrezygnował, a po wojnie nazwał to błędem. Filozof ten w 1933 roku miał inne wyobrażenie ruchu nazistowskiego, zresztą nie tylko on. A nikt raczej nie mógł wiedzieć, że doprowadzi on do aberracji Zagłady (tu przywołać trzeba regułę gotowania żaby: drobne z pozoru zmiany rozłożone na lata).
Do partii nazistowskiej Heidegger wstąpił, bo mówił, że było to oczywiste, jeśli miał być rektorem, do czego go zresztą namówiono (poprzedni rektor zrezygnował). Z partii nazistowskiej później się nie wypisał, bo się bał – ewentualne bezrobocie, obóz (to moje wyobrażenie o Heideggerze, że był tchórzliwy, ale nie mam pojęcia czy ta fantazja jest adekwatna). Z pewnością nie był gorliwcem nazistowskim jak choćby Karl Schmitt czy Werner Heisenberg.
Kłopot w tym, że już samo wyjaśnienie, przedstawienie złożonych historycznych okoliczności, motywów, wahań, bywa spontanicznie odbierane jako usprawiedliwianie. To istotny kontekst dywagacji o winie postaci historycznych. O tym także pisałem w Upadku.
Te i inne wyjaśnienia są argumentami w sporze o ogólnej wymowie: kto jest dobry, a kto zły. To spór często ideologiczny, uproszczony, dualistyczny, a więc źródłowo oparty na monoteistycznej mentalności (kto nie jest z nami, nie zgadza się z nami we wszystkim, jest naszym śmiertelnym wrogiem – Hitler tak sądził, i Stalin, i Jędraszewski, i JPII w odniesieniu do kadr kościelnych, i Kaczyński. Ktoś, kto przygląda się różnym typom antysemityzmu – też może wylądować w koszu krypto-antysemitów.
Rodzi się ulubiona dla „obrońców prawdziwych wartości” polaryzacja: jedni bronią Heideggera i wybielają we wszystkim, inni oskarżają go sine distinctione. Pobrzmiewa to fałszem. Polemiczny i dyscyplinarny cel jest tu priorytetem. Nie tak powstają rzetelne studia historyczne.
Jak było historycznie w kwestii Heideggera i innych niemieckich intelektualistów epoki III Rzeszy – to proces badań. Same zaś badania historyczne – jak to mówią – mają swoją historię. Nauki historyczne w swej metodologii wiedzą, że jej wyniki odpowiadają na pytania epoki, w której prowadzi się badania. Inna epoka – inne pytania. Poza tym: dzieła Heideggera nie są wydane krytycznie i nie wiadomo kiedy będą, co skłania do traktowania także biograficznych ustaleń w części przynajmniej jako prowizorycznych.
Stanowisko, które tu prezentuję może zostać potraktowane przez ideologicznych dualistów-monoteistów jako obojętność, brak opowiedzenia się, tchórzliwa niechęć stanięcia po właściwej stronie. Na ten argument nie ma odpowiedzi. Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. Budowanie frakcji, kaptowanie stronników potrzebuje innego typu argumentacji (sofistycznej), aniżeli beznamiętne badanie. Im więcej hałasu – tym lepiej. Na tym polega jakżeż skuteczna technika „zarządzania przez konflikt”. Jak się nie kłócą – nuda. Dopiero jak jeden drugiego postawi pod pręgieżem moralnego potępienia – dopiero wtedy budzi się znudzona publiczność, gazety i telewizje raportują, Internet rozgrzewa się do czerwoności. Wniosek: rzeczy istotne dzieją się gdzieindziej, tam gdzie ani widu ani słychu.
Antysemityzm filozofii Heideggera
Teksty filozoficzne Heideggera, jak dalece je znam, a czytam je systematycznie od lat, także w formie seminaryjnej, są w swym sensie i przesłaniu dogłębnym studium antysystemowym, tj. przyglądają się wszystkim konstruktom filozoficznym i cywilizacyjnym Zachodu w sposób krytyczny, a krytyka dotyczy totalności zorganizowania i zarządzania. Myśl Heideggera jest więc anty-totalna, anty-całościowa.
W Przyczynkach do filozofii (książka powstawała w tajemnicy w latach 36-38, opublikowana pośmiertnie w 1989 roku) pisze o nastrojach, czymś fundamentalnym, gdy chcemy uchwycić właściwy ton, nastroić się na inny, niż kulturowo ustandaryzowany odbiór rzeczywistości. To między innymi: wytrzymywanie, niepewność, odmowa. A więc coś odwrotnego, aniżeli siła, zwycięstwo, skuteczność, osiąganie celów.
Całe Przyczynki są próbą myślenia innego, aniżeli tradycyjne zachodnie wywoływanie zamierzonych skutków (das Bewirken einer Wirkung, List o humanizmie), stawianie ambitnych celów i ich realizacja. To jest odwrotność Zachodu, próba myślenia inaczej, niż myśli się na Zachodzie. Porównywana niekiedy z filozofią Wschodu (vide Z rozmowy o języku, między Japończykiem a pytającym). Nawet Nietzschego podsumowuje Heidegger jako ostatniego metafizyka tam, gdzie pojawia się idea woli mocy (jako całościowego wyjaśnienia).
Gdy Heidegger pisze o narodzie – także w Przyczynkach (nie unika tego tematu) – ujmuje go od strony własnych predylekcji, a więc poetyckiej osobliwości, lokalności itp. – wypatruje tego, co odmienne w stosunku do cywilizacyjnego ujednolicenia świata międzynarodowego handlu, konsumpcji, kolonialnej eksploatacji (w tym kontekście pojawiają się hasła: amerykanizm, bolszewizm, także żydowskość (Judentum), jako symptomy cywilizacyjne. Jest Heidegger przeciwnikiem ubóstwiania narodu, gdy w Przyczynkach pisze, że robi się z narodu cel, a on jest tylko narzędziem (s. 134). Nietrafne jest powiedzenie, że mamy u Heideggera do czynienia z jakąś ontologiczną (w potocznym rozumieniu: istotową, totalną) antyamerykańskością, antyboszewizmem, antyżydowskością (antysemityzmem). Są to hasła, ilustracje. Hasła te ilustrują podstawową diagnozę Heideggera: monopol nastawienia technicznego do świata (inne jest już niemożliwe), które zaczyna się nie od Amerykanów ale od Platona, a dokładnie platonizmów jako historycznych interpretacji Platona (kreacjonizm chrześcijański), prowadzi do podmiotowości kartezjańskiej i osiąga swoje apogeum we współczesnej cywilizacji technicznej.
Nowoczesność i zagłada nieżyjącego już światowej sławy socjologa Zygmunta Baumana, jeśli przyjąć, że główna teza tej książki brzmi: rozwój nowoczesnej techniki umożliwił Zagładę, jest zbieżna z badaniami Heideggera. Nie mówię tu, że Baumann wziął ją od Heideggera, bo przecież nie tylko Heidegger krążył dokoła tego tematu. Zbieżność jest jednak wyraźna: to ten sam nurt krytycznego spojrzenia na ewolucję cywilizacji technicznej. Dialektyka oświecenia Horkheimera i Adorno (1947), sztandarowe dzieło szkoły frankfurckiej, jakby nie było lewicowej forpoczty, porusza wątek obecny systematycznie w myśli Heideggera, ukryty pod hasłem „przemysłu kulturowego”.
Powtórzmy na koniec: filozofia Heideggera w swoich założeniach jest wzorcowym, konsekwentnym myśleniem antysystemowym (antycałościowym, antytotalnym). Tak też była odbierana przez posiłkujących się jego myślą najważniejszych filozofów drugiej połowy XX wieku, H.G. Gadamera, J. Derridę, M. Foucaulta.
Tadeusz Bartoś
