02.01.2021
Czyli glossa do „Bez dogmatu”

PiS nie jest zwyczajną partią demokratyczną, ale swoistą scentralizowaną formacją, w której dominuje struktura piramidalna i „centralizm demokratyczny”. Partia ta w wyniku nieszczęśliwego zbiegu okoliczności (niektóre z nich były pisane cyrylicą) zdobyła władzę i zawłaszczyła państwo. Stała się pasożytem (niczym jakaś quasi-mafia) wyciskającym z państwa soki.
Fakt, że „wszystko, co najważniejsze” to władza i pieniądze, pieniądze i władza. Jednak to nie wystarczy do legitymizacji władzy, dlatego PiS tworzy otoczkę ideologiczną. I tutaj jest miejsce dla Konecznego. Ale po kolei. Wydaje mi się, że owa otoczka ideologiczna ma trzy segmenty, w zależności od celu (targetu), czyli warstwy społecznej, do której jest skierowana. Najniższa warstwa – motłoch (óchlos), czy też lumpenproletariat – jest karmiona prostym przekazem: „tamci kradli, my też bierzemy dla siebie, ale przynajmniej się dzielimy”. Tłem muzycznym jest tu – powiedzmy – Zenek Martyniuk i disco-polo.
Warstwa średnia to drobnomieszczaństwo (bo mieszczaństwo jest antypisowskie). W tym przypadku działa przekaz najsilniejszy: w skrócie Polak-katolik. Patriotyzm i pobożność w jednym, Bóg i Ojczyzna, swoista hybryda Dmowskiego i Piłsudskiego, ale zdecydowanie w typie endeckim. Na tym froncie działa ojciec Rydzyk i spora część kleru. Ten narodowy katolicyzm niezbyt przypomina chrześcijaństwo: jest napędzany nienawiścią do obcych i wrogów (jak słusznie Pan na początku zauważył). Ksenofobiczny: anty-LGBT-owski, antyzachodni, antyniemiecki, antysemicki, antyarabski (ostatnio to ostatnie zaczyna wypierać to przedostatnie). Z pewną zatem sympatią zerka – podobnie jak stara endecja – na Rosję i Putina (bo on też jest antyzachodni i anty-LGBT-owski). Tłem muzycznym jest tu – powiedzmy – dziwny duet: Pietrzak i Rodowicz (nostalgia za PRL-em).
No i warstwa wyższa, elita, prawicowi inteligenci i intelektualiści. Tu nie wystarczy „przekaz” sielski i bogoojczyźniany, potrzebny jest szerszy i wyższy wymiar. To miejsce i rola do odegrania dla Konecznego. Ma on być potraktowany instrumentalnie, nie są więc potrzebne wnikliwe i krytyczne badania nad jego spuścizną. Potrzebny jest pomnik, wystarczą więc „reprinty”. Oto „polski Toynbee”, który spośród cywilizacji wyróżnił cywilizację łacińską. I Polska ma misję dziejową (hybryda misjonizmu i mesjanizmu): bronić tej cywilizacji! Jesteśmy już nie przedmurzem chrześcijaństwa, ale oazą chrześcijaństwa, wyspą otoczoną wrogim morzem (na Zachodzie ateizm i agnostycyzm, relatywizm i konsumpcyjne zbydlęcenie), na Wschodzie herezja prawosławna i pogaństwo islamskie. Musimy się obronić, a następnie przejść do kontrataku: rechrystianizować Zachód i skatoliczyć Wschód. „Warszawa ustali się centrum świata”, młode imperium. Tłem muzycznym i nowym hymnem Polski – Bogurodzica oraz przyszłe monumentalne neoromantyczne kompozycje jakiegoś „polskiego Wagnera”.
Może ma Pan już kogoś na oku?
Gdyby to wszystko nie było przerażające (bo głupota jednak boli), byłoby po prostu śmieszne.
Jacek Breczko
