Zbigniew Szczypiński: Kryzys pieniądza i propozycja wyjścia z niego5 min czytania

()

12.01.2022

Lampki wygenerowane przez komputer

Polskie państwo w szóstym roku „dobrej zmiany” kolejny raz pokazuje swoje słabe strony. To, co jest najgorszą jego cechą – niemożność sprawnego przeprowadzenia jakiegokolwiek projektu, niezależnie czy małego, czy wielkiego.

Na przykład taki jest Polski Ład.

Pomyślany jako pakiet wyborczy na wariant przyspieszonych wyborów, zamiast stać się sukcesem stał się symbolem partactwa i nieudacznictwa tej ekipy.

To nie pierwszy taki przypadek, ale pierwszy o tak dużej skali i straconych wielkich korzyściach dla rządzących. Polski Ład, który zapowiadany był przez premiera jako „American Dream” – wielka korzystna zmiana dla zdecydowanej większości Polaków, wszedł w życie od 1 stycznia.

I spowodował natychmiast ogromny chaos i zamieszanie. Zamiast podwyżek, zatrudnieni w budżetówce zobaczyli ubytek w wysokości zarobków, a matki samotnie wychowujące dziecko zobaczyły, jak wielką poniosły stratę. Wszędzie bałagan i zamieszanie.

Miał być „American Dream”. Jest wstyd i żenada.

Władza po pierwszych dniach pójścia w zaparte i pokrzykiwania na krytyków z prawa i z lewa zmieniła front. Premier przeprosił, zapowiedział kroki naprawcze, twierdząc, że to tylko wypadek przy pracy, że przy tak wielkiej reformie mogły zdarzyć się błędy…

Tak, to prawda, wprowadzenie tak dużej zmiany w systemie podatkowym nie jest prostą sprawą. Mówili o tym wszyscy, którzy znają się na rzeczy, mówiły sejmowe i senackie biura legislacyjne, eksperci i naukowcy. Rząd nikogo nie słuchał, traktując reformę podatkową jako kiełbasę wyborczą dla swojego elektoratu.

Chciano dobrze. Wyszło jak zawsze.

Popatrzmy na tę sytuację na chłodno, bez emocji. Zapytajmy – kto miał to zrobić? Jacy fachowcy od prawa podatkowego? Jacy specjaliści od wprowadzania zmian w skomplikowany system – państwo?

Krótka refleksja – i jest odpowiedź: takich fachowców i specjalistów państwo PiS po prostu nie ma.

Rząd PiS ma najwięcej ministrów (a zwłaszcza wiceministrów) w całej historii po 1989 roku. Szczególnie ważni są wiceministrowie; to powinni być fachowcy, ludzie, którzy naprawdę znają się na przedmiocie spraw, którymi rządzą. Tak, jak minister może być z politycznego nadania – tak wiceminister musi być merytoryczny. Proszę wskazać choć jednego z obecnych wiceministrów, którzy spełnia te kryteria.

To są bardzo młodzi ludzie, którzy otrzymali te stanowiska w wyniku targów między koalicjantami. Jedyne ich kwalifikacje to buta i arogancja oraz dziwna łatwość w formułowaniu najbardziej nonsensownych argumentów w sporach medialnych z opozycją. Takie nazwiska jak Sobień, Ozdoba, Kanthak, Kaleta, Horała, i ten wiceminister od obrony narodowej – są gwarantem na to, że władza potrafi wszystko… spieprzyć. To potrafią najlepiej.

Państwo, które funduje sobie taki rząd – musi upaść. Wcześniej czy później, ale musi. Świat jest coraz bardziej złożony. Polityka to nie zabawa za relatywnie duże dla tych młodych bez kwalifikacji ludzi pieniądze. Żaden system tego nie wytrzyma; szkoda tylko, że to już boli, a będzie bolało jeszcze bardziej.

Zamieszanie w płacach, chaos w służbach skarbowych, upadek autorytetu państwa jako instytucji, w której podatki płacić trzeba, bo inaczej nie ma państwa, rosnąca inflacja i związana z nią drożyzna, śmiertelne zagrożenie dla zdrowia i życia milionów Polaków – to problemy, które wymagają najwyższej sprawności państwa.

Jak jest, każdy widzi!

I na koniec coś, co nie będzie lamentem nad tym, co się dzieje i co dziać się będzie, jeżeli nie nastąpi zmiana. Mówię zmiana i myślę zmiana rządu, nie premiera w ramach tego samego układu, a zmiana całego rządzącego obozu. Rządzący sprawnie przeprowadzili jedynie znaczące (bo 40%) podwyżki płac … dla siebie: premier zniósł obowiązujące limity podwyżek i premii dla pracowników swojej Kancelarii, członkowie Rady Polityki Pieniężnej zafundowali sobie nowe stawki uposażenia, wyższe o 40% (teraz to skromne 38 tysięcy miesięcznie). Można stawić czoła drożyźnie i podwyżkom cen gazu i energii.

Rada Polityki Pieniężnej jest taką instytucją powołaną w 1998 roku jako organ Narodowego Banku Polskiego, którego głównym zadaniem jest dbanie o stabilność polskiego pieniądza i utrzymywanie niskiego (2,5%) poziomu inflacji z możliwym odstępstwem w górę lub dół o 1%. Jaka jest inflacja – wiemy; jaka będzie – też.

Prezes NBP, znakomity profesor Glapiński w trakcie ostatnich lat swojego prezesowania przekonał nas jedynie, że bank wszystko może: może zaprzeczać rzeczywistości, może celowo i świadomie obniżać wartość złotówki, może podawać wartość inflacji w przyjętym budżecie państwa trzykrotnie niższą niż jest, a czterokrotnie niż będzie.

Prezes NBP stracił – jeżeli kiedykolwiek miał – resztę powagi, wymaganej od każdego na tym stanowisku.

Wszystkie te cuda prezes Glapiński robił, będąc przewodniczącym Rady Polityki Pieniężnej, 9-osobowego ciała, powoływanego przez polityków na 6-letnią kadencję. To, że członkowie pochodzą z politycznego nadania – musi skutkować tym, co jest: Rada nie jest ciałem merytorycznym, jest grupą ludzi realizujących zadania polityczne, które postawili im ich mocodawcy.

Stawiam wniosek – trzeba zastąpić dziewięcioosobową radę wybieraną politycznie na sześcioletnią kadencję sztuczną inteligencją, maszyną myślącą i liczącą wielokrotnie szybciej i „na zimno” możliwe skutki takich czy innych decyzji podejmowanych przez rządzących. Opinia Rady w postaci SI byłaby rzeczywiście niezależna i wolna od politycznych czy innych nacisków. Niech prezes NBP podejmuje decyzje jako prezes banku – ale nich opinia publiczna wie, jaka była w tej sprawie decyzja Rady w postaci SI. Myślę, że wystarczyłoby parę miesięcy, a prezes taki jak ten obecny, przestałby nim być.

Z korzyścią dla nas wszystkich!

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.