26.01.2022
Świat jest skomplikowany i coraz trudniejszy do zrozumienia. Od dawna nie żyjemy już w swoim małym światku, który kończył się na kilku najbliższych miastach i miasteczkach. Takim, w którym znaliśmy osobiście wszystkich sąsiadów, a nawet społeczność nieco większą. Teraz żyjemy w globalnej wiosce. Wiadomości docierają do każdego zakątka globu w czasie rzeczywistym, ludzie są obecni w sieci w kontakcie z tysiącami innych. Wszystko to wywiera nacisk na naszą psychikę – i tylko dziwić się, że świat jeszcze nie oszalał, a ludzie nie pogrążyli się we śnie wariata śniącego nieprzytomnie.
Zacznę od mikroskali. Od stale obecnej śmierci, zbierającej swoje straszne żniwo, spowodowane brakiem działań rządzących, sparaliżowanych lękiem utraty władzy. Ze strachu przed małą grupką posłów – przeciwników szczepień i stojącej za nimi znaczącej grupy wyborców – Kaczyński nie wprowadza takich rozwiązań, jakie obowiązują w całej Europie, dzięki którym śmierć nie dopada tylu ludzi co w Polsce. Wszystko, co dzieje się na scenie politycznej wokół walki z wirusem układa się w jeden logiczny scenariusz – dla zachowania swojej władzy rządzący byli i są gotowi płacić każdą cenę, tym bardziej że to nie oni (na ogół…) umierają.
Pamiętamy obrazki z pierwszych miesięcy epidemii. Ten zryw solidarności wszystkich z wszystkimi, te koncerty pod szpitalami, te grupy sąsiedzkiego wsparcia dla starszych i samotnych…
Minęły dwa lata i coraz częściej docierają informacje, że gdzieś zmarła kolejna samotna starsza osoba – a o tym, że tak się stało władze dowiadują się po miesiącu od daty zgonu. Nikt z sąsiadów, widząc stale palące się światło i nie widząc sąsiada od tygodni, nie zainteresował się jego losem. Przeszliśmy jako społeczeństwo na drugą stronę tego, co znaczy solidarność i poczucie więzi. Po dwóch latach! A jak będzie po jeszcze kilku następnych? Przecież nikt nie może zapewnić, że to koniec.
Mało kto dziś pamięta niemieckiego pisarza Hansa Falladę i jego książkę „Każdy umiera w samotności”, z której do społecznej świadomości przebił się tylko tytuł. Od fikcji literackiej do konkretu krótka droga…
Ponosząc nieco poprzeczkę i wchodząc na poziom bieżącej polityki, musimy odnotować kolejne dowody na to, że system sprawowania władzy w państwie, oparty na pozornej demokracji, realizującej się w decyzjach posłów, jest fikcją. A nawet zaprzeczeniem demokracji. Egzotyczna grupka, jaka została przy jeszcze bardziej egzotycznym pośle Kukizie, który wszedł do polityki jako celebryta. Powstała partia – Kukiz 15, gdzie 15 to była liczba jego posłów. Zostało ich w końcu czterech, ale to wystarczy, aby decydować o wszystkim: o tym, czy powstanie komisja śledcza, czy prezes NIK straci immunitet, i co tam jeszcze chcecie. Bo PiS nie ma oddzielnie większości.
Ciekaw jestem, czy ktokolwiek, kto głosował na partię Kukiza, zdawał sobie sprawę, jaka to będzie ważna partia?
Każdy dzień dostarcza nowych dowodów, że nasze państwo to kilku ludzi, którzy mając do dyspozycji cały aparat państwowy i wszystkie narzędzia zakupione za pieniądze wszystkich obywateli, robią z nich użytek dla swoich partykularnych interesów. Z najnowszych informacji o zaatakowaniu telefonów szefa tworzącej się organizacji rolników i autora książki, ukazującej, kim jest szef służb specjalnych, ta druga poraża. Młody dynamiczny człowiek, który może się stać politycznym reprezentantem wsi, w oczach rządzących jest groźny; zainteresowanie nim – choć nielegalne – można od biedy zrozumieć. Ale to, że autor książki o Mariuszu Kamińskim trafia na listę podsłuchiwanych najnowszym urządzeniem do szpiegowania najgroźniejszych przestępców i terrorystów – jest dowodem, że państwo jest dla nich wyłącznie własnością prywatną.
Następny poziom zdarzeń to sytuacja międzynarodowa. To, co dzieje się za naszą granicą – i to jak świat reaguje na poczynania prezydenta Putina. Nie mam żadnych wątpliwości, kto w tym starciu jest silniejszy, bardziej zdeterminowany. To na pewno nie jest prezydent Joe Biden ani nowy kanclerz Niemiec.
Czy rządzący obecnie Polską uniosą ciężar odpowiedzialności za kraj, czy uniesie go głównodowodzący, jakim jest na mocy Konstytucji prezydent? I czy minister obrony Mariusz Błaszczak jest człowiekiem formatu na teraz niezbędnego?
Czy Polacy mają w sobie zapał, jaki mieli 80 lat temu, gdy poeta, niebędący zwolennikiem ówczesnego rządu napisał znany wiersz, w którym padało proste wezwanie – „bagnet na broń – trzeba krwi, wysączymy ją z piersi i z pieśni” ?
Oby to zostało pytaniem, oby nie musiały paść odpowiedzi.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
