Zbigniew Szczypiński: Za pięć dwunasta5 min czytania

()

20.02.2022

wojna
Photo by Pexels on Pixabay

A może by tak uciec od tego, co za oknem i tego, co za granicą ?

.

.

Im bliżej końca olimpijskiego pokoju, który nastał po zapaleniu znicza w stolicy światowego mocarstwa, tym groźniej w Europie za naszą wschodnią granicą. Jedno jest pewne – będzie wojna, hybrydowa, informacyjna, zbrojna albo wszystkie razem, nie ma innej opcji. Można spierać się tylko o skalę, zasięg i czas jej trwania.

Myśląc o prognozach warto pamiętać, że zwykle sprawdzają się najmniej prawdopodobne. Wojna jako stan powszechnej i totalnej deregulacji jest nieprzewidywalna. To dopiero po jej zakończeniu różni mądrale budują opis zdarzeń tak, jakby była w nim jakaś logika. Wojna jest logiki zaprzeczeniem; ktoś, kto decyduje się na rozpoczęcie działań zbrojnych dla osiągnięcia swoich celów, przyznaje się tym samym do porażki. Wojna to sposób na przykrycie porażki, przyznanie się do niemocy osiągnięcia słusznych nawet celów inaczej, niż przez zastosowanie brutalnej siły, jako że każdy rodzaj władzy po redukcji do samej jej istoty rodzi się na końcu lufy karabinu.

Wojna to stan, w którym gradacja potrzeb i konieczności ich zaspokajania sprowadza się do najprostszego wyboru: żyć czy nie żyć, będę albo mnie nie będzie. Bardziej elementarnie się nie da. Dodatkowym paradoksem czasu wojny jest to, że te wybory stają przed ludźmi, których wiek biologiczny nie niesie zapowiedzi rychłego końca. Żołnierze to wszak ludzie relatywnie młodzi, śmierć w wieku 20 – 30 lat to zaprzeczenie biologii.

A tak jest od zawsze, na wojnę maszerowali młodzi a dowodzili starzy. To dwie zupełnie różne perspektywy. Planowanie operacji wojennej a jej wykonanie – chichot historii słychać w tym, gdy po wojnie pamiętane jest nazwisko generała albo wodza, który tę wojnę czy bitwę podobno wygrał. On wygrał!

Rzeczą oczywistą jest też to, że postawy wobec uczestnictwa w wojnie są zróżnicowane, od administracyjnego poboru ogłaszanego przez władze państwa przygotowującego się do wojny, do spontanicznych reakcji i zgłaszania się na ochotnika w imię jakiejś słusznej sprawy. To administracyjny przymus jest jednak decydujący, to poborowi, a nie ochotnicy tworzyli armie i byli „mięsem armatnim” w dotychczasowych wojnach.

Mamy armię zawodową, zlikwidowany został obowiązek powszechnej służby wojskowej, jaki pamiętam z czasów młodości. Rozwój techniki wojskowej wymagał profesjonalistów do obsługi wojskowych instalacji i urządzeń. Polska armia liczy sobie około 100 tysięcy ludzi. Polska armia w latach transformacji poddawana była presji ideologicznie motywowanych działań, wymyślanych przez ideologicznie zaślepionych ludzi – patrz minister Macierewicz. Pobieżny nawet przegląd rodzajów sił zbrojnych ukazuje całkowitą dekompozycję, brak całościowej wizji tego, czym ma być polska armia tu i teraz, jakie jest nasze miejsce w NATO, jak nasza pozycja na arenie międzynarodowej, szczególnie w Unii Europejskiej, przekłada się na nasze bezpieczeństwo.

To nie jest obraz pozytywny. Mniejsza, gdy stwierdzaliśmy to w czasach względnego pokoju, ale teraz, w sytuacji zagrożenia za naszą wschodnią granicą z tak „przyjaznymi” krajami w pobliżu, jak Białoruś i znajdująca się na historycznym zakręcie Ukrainą trzeba sobie powiedzieć otwarcie – nie jesteśmy bezpieczni, nie wystarczy nam artykuł piąty NATO – słynne jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. To papier, słaba broń przed brutalną agresją. Wypełnienie tego punktu zawiera też klauzulę czasową – ile dni potrzebować będą siły NATO w przypadku agresji, aby zjawić się na polu bitwy. Znane mi prognozy mówią, że polska armie nie będzie w stanie powstrzymywać przeciwnika wystarczająco długo aż siły sojusznicze przyjdą z pomocą. Z planów NATO wynika bowiem, że chodzi o dwa tygodnie. Dwa tygodnie wystarczą, aby było pozamiatane, a nie sądzę, aby świat rozpoczynał globalną wojnę o suwalski korytarz tak, jak nie spieszył się w 39 roku, nie chcąc umierać za Gdańsk.

Nasze państwo wykazuje się brakiem skuteczności na wielu polach. Obecna władza wciąż dowodzi, że gdy coś może spieprzyć, to na pewno tak zrobi. Dotychczasowe klęski tej władzy w walce z epidemią, wprowadzaniu Polskiego Ładu, rozwalaniu systemu oświaty i nauki – a także szaleństwa ministra kultury i dziedzictwa narodowego i powrót do czasów, w których kulturą rządziła cenzura – to „małe piwo” wobec zagrożenia podstawowych wartości i celu, jakim jest istnienie państwa jako politycznej organizacji polskiego społeczeństwa. Mam przed oczami główne postaci, od których formalnie zależy bezpieczeństwo państwa – i rośnie we mnie przekonanie, że nie jest ono w dobrych rękach. To jest pewność, a nie przypuszczenie. To widać już teraz, a nie po fakcie.

Nawet jeżeli nam się uda wyjść z tej opresji cało, jeżeli konflikt zakończy się dekompozycją Ukrainy i kolejnym zaborem jej terytorium a świat, w tym my, będzie wydawał różne okrzyki, warto wyciągnąć wnioski z tej sytuacji.

Dotychczasowe gry i zabawy ludu polskiego, cała ta menażeria polityczna, te wszystkie pyskówki medialne i przekrzykiwanie się kto-kogo muszą zniknąć.

Może odgłosy wojny za naszą granicą, fale uciekających ludzi i konieczność organizacji skutecznej pomocy dla setek tysięcy zmienią myślenie o tym, czym jest polityka, kto i dlaczego powinien się w niej znaleźć, do czego służy państwo i jakie są jego podstawowe cele. Porównanie tego, co jest do tego, co być powinno prowadzi do jedynego wniosku – musi nastąpić wewnętrzna rewolucja, przemeblowanie całości sceny politycznej.

I trzeba to zrobić zaraz, a nie po wojnie. Po może nie być komu.

(Odpowiadając na początkowe pytanie – nie da się)

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.