23.02.2022
Tydzień po pogrzebie mojego znamienitego brata zadzwonił do mnie Jurek Szperkowicz z propozycją, byśmy spotkali się na Powązkach przy grobie Stefana. Jurek ze względu na pobyt w szpitalu nie mógł być bowiem obecny na samym pogrzebie.

Oczywiście umówiliśmy się i spotkali przy IV bramie cmentarza na starych Powązkach. Była też Hania, żona Jurka, on sam zaś siedział na wózku prowadzonym przez młodszego przyjaciela ich rodziny (nazwiska jego niestety dziś już nie mogę sobie przypomnieć). Podjechaliśmy razem do naszego rodzinnego grobowca w kwaterze (105) i tam okazało się, że Jurek chce, by właśnie w tym miejscu, w jego imieniu przeczytać – symbolicznie Stefanowi – wybrany przez niego fragment pierwszego rozdziału ze świeżo wydanej ostatniej jego książki. I tak się stało.
Książkę tę kilka dni później na jego polecenie przesłało mi wydawnictwo (Znak). Tytuł: „WRÓCĘ PRZED NOCĄ. Reportaż o przemilczanym”. Natychmiast ją przeczytałem. Nie, trudno powiedzieć, że przeczytałem. Ja ją przeżyłem! Gdyż rzecz jest po prostu wstrząsająca! Brak słów! A dodatkowo, jest to swoisty testament Jurka, który wiedział, że jeszcze trochę i jego mnogi szpiczak go wykończy. I tak niestety właśnie ostatnio się stało!
Jurka znałem od lat 50., gdy miał swój pokoik tam, gdzie i Stefan, czyli w dziennikarskiej willi na rogu Pilickiej i Malczewskiego. Później spotykaliśmy się wielokrotnie, najczęściej w okresie „Życia i Nowoczesności”. Szczególnie kibicowałem jego projektowi „drugiego Zakopanego” i do dziś żałuję, że ten pomysł budowy kurortu narciarskiego na sudeckim Śnieżniku został zaprzepaszczony.
Jak dobrym człowiekiem był Jurek wiedzą wszyscy. Ale chyba nikt inny, na to by nie wpadł, by pochylając się nad prochami swojego nieżyjącego przyjaciela przekazywać mu ostatnio napisane słowa. Słowa piękne i ważne! Dziś obu tych i takich przyjaciół już nie ma między nami.
C’est la vie!
Andrzej Bratkowski
