WaszeR Londyński: Aktor, czyli komediant, jajcarz5 min czytania

()

28.02.2022

Był już taki jeden aktor-prezydent, nazywał się Ronald Reagan. Te zacytowane przeze mnie z pamięci słowa z wielką powagą zostały wypowiedziane przez dziennikarza radia Zet w kontekście informacji o ripoście-apelu prezydenta Zełenskiego. Że nie potrzebuje podwózki, ewakuacji, ale chętnie przyjmie broń i amunicję.

Przydałoby się światu więcej takich aktorów. Światu? Polsce! Przede wszystkim Naszemu Domowi. Aktorów Zełenskich, nie popapranych prawników gnojących normy prawne i ogólnoludzką sprawiedliwość. Psujących przyjaźń i współpracę z sąsiadami. Który z nich nie przyjąłby ewakuacyjnej przejażdżki?

A tu jeszcze okazja im – nomen omen – z nieba spadła, niebywała, do poprawienia public relations. Do gierojstwa pod bezpiecznym niebem lub w zaciszu gabinetów. Merdają więc ogonkami, machają łapkami i szczerzą ząbki do kamer, wszędzie tam, gdzie trzeba powiedzieć coś od dawna oczywistego i już oklepanego, wykonać czyimiś rękami jakieś ludzkie gesty, zakasać nie swoje rękawy. By objawić się wszem wobec z humanitarną aureolą.

Ludzie orkiestra. I ich przeciwieństwa, z racji pełnionych obowiązków państwowych, kiedy się tylko da, przyjmujące zasługi na swój garb: niechętnie ukazujący się, jak z nieczystym sumieniem zjawa, z kamienną przy tym twarzą, recydywista Kamiński, Kaczyński przysiadły na ogonie, by przespać ewentualne przejście zawieruchy przez nasz próg, zniesmaczony kamfora-Ziobro z gnojkami swojej paczki. Tym onym ostatnim wojna w Ukrainie zakłóciła ich prywatny sturm und drang periode. Jak mogła!

Patrzę już kolejny dzień na telewizyjny wizerunek tego człowieka aktorskiej profesji. Bohatera. I nie mogę pozbyć się wrażenia, że w momencie emisji Jego już może nie być. Jakie ma szanse, on – cel nr 1, jego rodzina i towarzysze wspólnego trwania na dowódczym posterunku, uniknięcia zemsty obłąkanego, mściwego huntera dysponującego stukilkudziesięciotysięczną sforą rozjuszonych pitbulli i rottweilerów? Szkolonych do zabijania. I watah podobnych zabójców czekających w odwodach.

Wieści z frontu donoszą, że sporo z tych psów gończych jest zdezorientowanych, wyrzuconych w obcym terenie nieznanego im poligonu i poszczutych do ataku. Wielu do końca nie rozumie celu tych ćwiczeń. Leżą więc obok czołgów i transporterów opancerzonych, pozbawieni ziemskich złudzeń, nieoczekujący jakiejkolwiek prawdy i nieliczący już na żaden cud. Nawet otulenia poświęconą ziemią. Nie w interesie cynicznych rozkazodawców jest odsyłanie tego corpus delicti do ich matek. Lecz w dobie telefonów komórkowych…

Rozdzierający płacz jest po obu stronach frontu.

Szczęśliwcy nie dowierzają. Głównie młode chłopaki, ledwo dorosłe. Już wiedzą, że to nie ich wojna. Dostają telefon do domu. Po tamtej stronie też nie wierzą. I dopiero teraz, obok organicznej potrzeby powrotu do bliskich, budzi się prawdziwy strach – ten myśliwy nie bierze jeńców i jeńcom nie daruje. Ich rodzinom również.

Wołodymyr Zełenski gra na narodowej scenie ukraińskiej w jedynym takim reality show. Wie, że ma wielomilionową światową widownię. Gotowych utoczyć własną krew fanów i zapiekłych nienawistników. I wie, że bisów nie będzie. W walce Dawid kontra Goliat zwycięzca bierze wszystko. Natychmiast. Dlatego daje z siebie całe człowieczeństwo, gra naturalnie, lecz zdecydowanie. Po męsku, z jajami. Podbudowany krzepiącymi wieściami o postawie współobrońców ojczyzny napływającymi ze wszystkich stron. O zwyczajnych bohaterach. Jak o żołnierzu wysadzającym most i wiedzącym, że nie przeżyje akcji. Jak o tych pogranicznikach z maleńkiej wysepki na Morzu Czarnym oddających celną, werbalną salwę do czarnomorskiej reinkarnacji Schleswiga-Holsteinu, w odpowiedzi na żądanie kapitulacji. Jak o indywidualnym wszędzie oporze ludności cywilnej. Nieraz wyczynach groteskowych jak kradzież rosyjskiego czołgu przez ukraińskich Romów. No pasarán! Słychać wszędzie.

A batiuszka Wołodia, ten kremlowski niewyrośnięty skunks, otoczony skamlącymi szakalami, zaszyty pewnie gdzieś w uralskich bunkrach, gryzie szpony wkurwiony, że nie udało mu się jednym rzutem leninówki, z marszu, nakryć całej trzęsącej portkami Ukrainy. I straszy, a to zwaleniem na terytorium USA kosmicznej stacji, a to użyciem broni atomowej, tego ostatecznego odstraszacza, wprowadzając demonstracyjnie specjalny stopień gotowości. Świat jeszcze nie wstrzymał oddechu, oby nie musiał. Świat się skonsolidował. Ale dokuczanie szaleńcowi musi się odbywać przy pełnej świadomości, że to jak wywijanie rock’n’rolla na krawędzi.

A tam boją się go wszyscy. Zwłaszcza te umundurowane i obwieszone świecidełkami, upasione tetryki z miejscówkami na trybunach honorowych. Gotowi do wykonania każdego rozkazu, nawet samounicestwienia. Pamiętają jeszcze czasy, kiedy rozpływały się w przestrzeni całe rodziny z winy jednego nieprawomyślnego. Nawet oligarchowie, ci, robiący za ucywilizowanych, mafiozi. Nikt mu nie powie: Słuchaj, Wowa, dobry z ciebie człowiek, patriota, ale psujesz nam biznes. A przecież capo di tutti capi nie jest nieśmiertelny.

Nasza ściana południowo-wschodnia, tradycyjnie bogobojna i spisiona, właśnie odrabia lekcje wychowania obywatelskiego na temat co może się zdarzyć, gdy jakiś pokraczny gnom najpierw strachem, represjami i biedą stłamsi własny naród, a potem wyciągnie obleśne łapska po sąsiadów. Dotrze przekaz?

A Polacy w swej masie? Zdali egzamin humanitarny celująco. W obliczu tej tragedii pochowali animozje sprzed wielu lat, otwierając serca i szlabany. Nawet zwierzęta przepuszczano przez granicę bez wymaganych dokumentów. Na miejscu, już po polskiej stronie, zorganizowane grupy fachowców i wolontariuszy dokonywały badań, szczepień, wystawiały papiery. Za bogato u nas przecież nie jest i na lepsze nie zanosi się przy rządach tej bandy proputinowskich pomiotów. Ale nikt w to nie uwierzy widząc skalę życzliwości i materialnej pomocy udzielanej ukraińskim uchodźcom. Jako ogół daliśmy przykład światu. Zauważony. Wiedział już o tym Piłsudski tyle przecież lat temu: Naród wspaniały, tylko ludzie…

Nie wszyscy, na szczęście, choć nawet w takiej sytuacji poujawniały się mendy rodem z narodowego zawszenia i pokręcenia światopoglądowego.

Chwała walczącej i niezwyciężonej Ukrainie.

WaszeR Londyński

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.