07.03.2022

Kolejny dzień wojny Rosji z Ukrainą, kolejny dzień absolutnego horroru. To, co widzimy na ekranach wszystkich stacji, co czytamy i oglądamy na portalach, widzimy w miastach przygranicznych, przez które przelewa się fala uciekinierów, kobiet i dzieci przekracza wytrzymałość każdego człowieka.
Takie sceny oglądaliśmy dotąd w przekazach z odległych krajów, z innych części świata, wtedy było to jakby mniej straszne, bardziej do zniesienia. Teraz jest inaczej, teraz to dzieje tuż za progiem naszego domu, tuż za naszą granicą.
To, że przekazy ze świata były mniej straszne; bardziej do przyjęcia były też dlatego, że nie był to przekaz jedyny. W serwisach informacyjnych wiadomości z frontu, z pola walki z różnych wojen były ważne, czasem bardzo ważne, ale nigdy jedyne. Na świecie zawsze dzieje się dużo, są tragiczne, ale i radosne wydarzenia, świat jest zawsze kolorowy.
Teraz też tak jest!
Ktoś, kto wymyślił ten przekaz, kto myśli, że można uzyskać pozytywne skutki nadając tylko jeden rodzaj wiadomości, od rana do nocy, z Ukrainy, z międzynarodowych konferencji poświęconych wojnie w Ukrainie, z przejść granicznych, na których widać przerażonych uciekinierów i bardzo dużo wolontariuszy niosących wszechstronną pomoc – jest w wielkim błędzie. Wytrzymałość psychiczna, ludzka wrażliwość na zło i krzywdę innych jest skończona. Nie da się bez końca trzymać ludzkich emocji na takim poziomie, przy nawet największych tragediach – psychologicznie jest to niemożliwe. Przychodzi znużenie, a potem zobojętnienie. Nadawca uzyskuje coś odwrotnego od tego, co wydawało się, że nastąpi.
Moim zdaniem tak się już stało, kontynuacja tego monotematycznego przekazu niesie skutki odwrotne od zamierzonych. Czas najwyższy powrócić do serwisów i komentarzy, w których wojna Rosji z Ukrainą będzie najważniejsza, ale nie jedyna. Świat nie jest monotematyczny, na świecie dzieje się dużo jeszcze innych wydarzeń. Polacy nie zostali sprowadzeni tylko do pomocy uciekinierom; nadal trwa epidemia, sytuacja w szpitalach, przychodniach, na oddziałach ratunkowych jest dramatyczna, personel goni resztką sił. Inflacja rośnie, teraz też na skutek sankcji nakładanych na agresora. Potrzebne jest przeorientowanie naszych priorytetów. Polska scena polityczna nie wyzdrowiała, bo wybuchła wojna. Solidarna Polska pana Zbyszka nie zmieniła swoich celów – wojny z Unią pod całkowicie fałszywym hasłem obrony polskiej suwerenności rozumianej jako wzięcie pod polityczny but całego wymiaru sprawiedliwości. Prezes wszystkich prezesów nawet na jotę nie zmienił poglądów na temat tego zepsutego zachodniego świata.
I co? Zajmować się tylko wojną, na której przebieg mamy ograniczone możliwości wpływu, zostawiając na boku wszystkie nasze polskie sprawy?
Wróćmy do normy w polityce informacyjnej, nie zalewajmy wszystkiego obrazami z frontu. To może tylko przyspieszyć coś, co i tak nastąpi – spadek poziomu wzmożenia moralnego, jaki widzimy teraz. To jest stan, który może trwać jeszcze ze dwa tygodnie, a potem i tak się wypali. Wtedy entuzjazm ludzi, ten wspaniały czas powszechnej mobilizacji, jaki widzimy wszędzie będzie musiał być zastąpiony pracą instytucji. To państwo, jego władze, instytucje i urzędy będą musiały każdego dnia, przez wiele miesięcy a może i lat wykazywać swoją sprawność. Lub niesprawność…
Nie mamy dobrych doświadczeń, ta władza nie pokazywała przecież swojej sprawności w trudnych chwilach. Czy teraz będzie inaczej?

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
