30.03.2022

ECHA WYDARZEŃ: Chorzów, komplet widzów na trybunach, awans polskich piłkarzy do finałów mistrzostw świata. Szwedzi przegrali 0:2 w meczu jedynej dla obu drużyn szansy.
Duch sportu nakazuje nie czekać z gratulacjami, więc z takimi spieszę. Nareszcie i ja, z drugiej strony telewizora biję brawo rodakom – piłkarzom. Dali łupnia drużynie sławniejszej, więc jednak faworyzowanej. To, że – sądzę po obrazkach boiskowych – jest jakby w pewnym kryzysie, porównując z czasami wyżu – ich – szwedzka, nie nasza sprawa.
A że bramkarza mieli fenomenalnego (nasz też koncertował) – mogą mu dziękować… My zaś – swojemu, bo jego interwencje musiały dobrze wpłynąć na pewność siebie w zespole jako całości.
Opisywanie meczu, który każdy mógł widzieć – uznaję za bezsens. Zostaję przy wyrywkowych , osobistych wrażeniach:
- Ofensywność w nastroju i sposobie grania. Do końcowego gwizdka. Nic z „ obrony Częstochowy”, gdy było prowadzenie 1:0 (po karnym), lecz starania o obronę przez atak. W nim więcej fantazji.
Niby banał, ale ileż to razy mściła się gra na „zero z tyłu”, albo zachowawczość przy lekkim prowadzeniu? - Nie mnie oceniać program taktyczny, ale że była wizja – widziałem. Wizja i dyscyplina wykonania.
Głowa nowego trenera? Pewnie w dużej części tak. Ale i wykonawcy wydali mi się dużo bardziej sumienni niż poprzednimi czasy. Kapitana Roberta też zobaczyłem jako przez cały mecz aktywnego dyrygenta, więcej niż tzw. egzekutora. A że portugalski trener – dezerter musi się skręcić ze złości, iż zostawił drużynę, która zagra w mistrzostwach świata, dobrze mu tak…
Awans jest. Oklaski – są; świadomość, że do Kataru trzeba zawieźć piłkę inną jednak jeszcze niż ta, która wystarczyła na baraż – niech nam nie umyka. Było fajnie, poklaszczmy , ucieszmy się i… nie zdejmujmy okularów.
Jesteśmy przecież piłkarsko wciąż (i dopiero) w fazie remontu generalnego. Między parterem a pierwszym piętrem…

Andrzej Lewandowski
Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.
Więcej w Wikipedii
