20.04.2022
Czy jest możliwe zablokowanie importu cukru trzcinowego z Burkina Faso mając na względzie produkcję zapałek w Sianowie? Jak najbardziej. Polityka wpływająca na zachowania około gospodarcze bywa czasem tak pokręcona, że na pozór brak w niej jakiejkolwiek logiki. Tylko na pozór. Jakieś związki między jednym a drugim istnieją, ale trzeba je umieć odszukać.
Gorzej ma się ten aspekt sprawy, który zmusza nas (?) do poszukiwania „winnego” jakiejś sytuacji, bo przecież my zawsze podejmujemy decyzje słuszne i zbawienne, a jedynie przez działalność naszych politycznych przeciwników wychodzi nam „polski ład”. Łatwo można wtedy wyjść na wsiowego „niemędrca” jak np. Pinokio, który ostatnio podał czwartą już chyba wersję swojego wyjaśnienia wysokości inflacji niepokojącej Polaków. Teraz winien jest Putin jak wszystkiemu zresztą, łącznie z porannymi przymrozkami.

Jeszcze gorzej wygląda opisywanie rzeczywistości, kiedy z góry wiadomo kto ma być winien i cały wysiłek polega na wymyśleniu odpowiedzi na pytanie: dlaczego?
Pierwszy z brzegu przykład. PiS zbudował część swojego poparcia na zrozumiałej dla wyborców o odpowiednim poziomie odbioru rzeczywistości narracji antyniemieckiej. Część na chorobliwej wręcz nienawiści prezesa do Tuska. Wykorzystywał te dwie sprawy przy każdej okazji, nieważne czy pasowały one do aktualiów, czy nie.
Skoro więc wybuchła wojna za miedzą trudno byłoby oczekiwać, że winnymi jej wybuchu nie byliby Niemcy i Tusk.
Niemiecka polityka wobec Rosji, tak powszechnie dziś krytykowana przez hipokrytów na czele z naszymi przez całe lata dawała konkretne zyski nie tylko Niemcom, ale połowie Europy. O tym dziś się nie mówi. Pani Merkel poniżana dziś publicznie przez niepoważnego polityka ukraińskiego prowadziła politykę, w której powodzenie wierzyła cała niemal Europa, bo jej efekty były widoczne gołym okiem. Przynosiły konkretne zyski, które pozwoliły m.in. Polsce stanąć mocno na nogi. Nie było w historii stosunków polsko niemieckich kanclerza tak Polsce życzliwego, jak A. Merkel, ale to na nią zwala się dziś retoryka ludzi, którzy oficjalnie przyjaźnią się z kukiełkami Putina. Pinokiowi nie przeszkadza żaden krok Orbana. Który wprost już opowiada się po rosyjskiej stronie konfliktu, ale z uporem maniaka uderza w Niemcy, aby …. no właśnie: co „aby”?
Nie powinien się dziwić, że niektórzy podejrzewają go (i całą formację) o sprzyjanie Moskwie, bo pomimo antyrosyjskiej retoryki jego działania wyglądają wręcz jak zamówione na Kremlu. Rozbijanie za wszelką cenę europejskiej jedności, przyjaźń z ludźmi publicznie deklarującymi poparcie dla polityki Putina – co to ma być?

To, że prezydent Ukrainy palnął głupstwo nie życząc sobie przyjazdu prezydenta Niemiec można jeszcze zrozumieć. Emocje. W normalnej polityce nie powinny istnieć, ale tam jest wojna, więc o „normalnej” polityce trudno mówić. Palnął głupstwo, bo to była nerwowa reakcja na dziś bez myślenia o tym, co jutro, a u polityka to trudno wybaczalny błąd. I nie oszukujmy się – on będzie miał niekorzystne dla Ukrainy następstwa.
Niemiecka polityka, którą dziś każdy tak łatwo krytykuje broniła się przez lata i pomimo pewnych wynaturzeń typu Schroeder przynosiła korzyści tak polityczne, jak i gospodarcze. Dziś krytykują ją ci, którzy nie tylko zyskiwali na niej jak Polska, a nasza gospodarka z niemiecką związana jest w sposób wyjątkowy, ale i ci, którzy … prowadzą identyczną …
Polska rozdzierała szaty, że Niemcy nie chcą natychmiast zablokować importu surowców z Rosji, podczas gdy sama … nie wie dokładnie, kiedy z nich zrezygnuje (podawane są co rusz inne wersje kalendarzowe). Jak to nazwać, by nie używać brzydkich słów?
Cały sprzęt niemieckiej armii powinien według Pinokia dawno już być na Ukrainie! I jakoś zapadła cisza nad naszymi dostawami Migów, które my „już wysyłamy”.
Jak to nazwać?
PiS i jego przedstawiciele mają głęboko w nosie Ukrainę, Europę, wreszcie także i Polskę. Jest wojna, jest okazja, by coś dla siebie ugrać, no to się gra! Przecież nie jest przypadkiem cyrk z „okrągłą” 12 rocznicą katastrofy smoleńskiej, nie przypadkiem z lamusa partyjnego wyciągnięty został błazen, którego nawet w PiS już niewielu chce słuchać, by wygłosił swe znane farmazony wyprodukowane za nasze pieniądze.
Jakoś nikogo nie dziwi, że w chwili, gdy jedność świata zachodniego ma konkretną, przeliczalną wartość, nasi mędrcy robią co mogą, by ją rozbić. To zresztą fachowcy, począwszy od Macierewicza, który ma na polu rozbijania jedności sukcesy już historyczne od KOR począwszy, po Pinokia wyuczonego w tym zakresie przez ojca, który przećwiczył to na Solidarności w stanie wojennym.
Coraz gorzej wygląda też odbiór wydarzeń przez tzw. zwykłych ludzi. Pomoc, która tak wspaniale się ukazała na początku, dziś słabnie i słabnąć będzie. To logiczne, niestety. Nadchodzi zmęczenie sytuacją, pojawiają się głosy krytyczne, wyborcy Konfederacji znajdują coraz większy posłuch, zaczyna się przypominanie rzezi wołyńskiej itd.
Kiedy słuchając Radia Bayraktar słyszymy piosenkę
„Bat’ko nasz Bandera
Ukraina maty
my za Ukrainu
budem wojuwaty…”
to co któryś z nas zaczyna pytać o tego „bat’kę” no i się zaczyna…

Wszystko razem wygląda źle. Jeśli do tego osoby zaangażowane w pomoc uchodźcom słyszą Pinokia mówiącego, że „ludzie TEŻ pomagają” (!!!), bo przecież najbardziej pomaga od samego początku rząd, to nie dziwię się, że niektórym ręce opadają i odechciewa się wszystkiego.
Tylko niektórzy jeszcze potrafią się oburzyć, kiedy słyszą, że najwięcej uchodźców z Ukrainy w stosunku do liczby własnej ludności przyjęła … Mołdawia! Wielu nie uwierzy. Jak to?! Nie my?!
Oczywiście, chciałoby się, szczególnie w takiej sytuacji, by rządy skupiały się na pomocy, skoro, przynajmniej w warstwie słownej, uważają, że należy jej udzielić. Chciałoby się, by jeden rząd nie napadał jak głupi na drugi w sytuacji, gdy sam nie ma czystego sumienia. Chciałoby się … chcieć to sobie oczywiście można.
I na koniec coś z gatunku science fiction.
Zaproponowałem koledze, z którym dzieliło nas zdanie na temat toczącej się wojny, by zrobił wśród znajomych ankietę z pytaniem: – Czy godzisz się na to, by Rosja bombardowała twoje miasto za cenę przystąpienia Polski do wojny w obronie Ukrainy?
Kolega odmówił przeprowadzenia ankiety, bo „bez tego wie, że większość Polaków odpowiedziałaby „TAK”.
Bez komentarza.
Jerzy Łukaszewski
