27.04.2022

ECHA WYDARZEŃ: Najpierw powinność żałobna.
Zygmunt Głuszek na mecie życia. Dziennikarstwo sportowe żegna Nestora. Urodził się w maju 1928, uprawiał zawód związany z piórem przez lat kilkadziesiąt.
Dzisiejsza publicystyka sportowa nadużywa – moim zdaniem – określenia LEGENDA. Wobec Kolegi Zygmunta taka recenzja życia i dokonań jest na właściwym miejscu.
Legenda. Dziennikarz – „Życie Warszawy”, „Przegląd Sportowy” – dziesiątki lat, „Lekkoatletyka”. Dzieła historyczne – Powstanie 1944, wojenne dzieje harcerskich „Szarych Szeregów. Sport osobiście uprawiany za młodu – lekka, piłka…
Osobista droga życiowa – konspiracja w czasie okupacji, rola jednego z młodziutkich przywódców harcerskiego podziemia. Udział w walce, gdy Warszawa powstała. WTEDY – m.in. dwie wyprawy wpław przez Wisłę, mimo ostrzału. Na Saską Kępę – z meldunkiem, z powrotem – do kolegów wciąż walczących. Krzyż Walecznych! Dla nastolatka…
Dokonań zawodowych nie zdołam spisać, zostały w spadku. Nie tylko reporterskie oddanie „lekkiej”, lecz też pasja historyka i statystyka. W gazecie i w książkach. Ileż to razy pisząc komentarz każdy z nas mówił do siebie – Zajrzyj najpierw do Głuszka… To było, gdy się „zapisywałem do profesji” coś na podobieństwo głosu podpowiedzi z kamertonu…
Dzięki Ci – NESTORZE, że byłeś. I za dokonania! Także za ciepło oraz wytrwałość i optymizm. Fotka, na której jesteśmy blisko siebie w drużynie dziennikarskiej stającej do meczu z aktorami też mam wciąż pod ręką… Ja w przyklęku, Ty nade mną. Coś mówisz do Mietka Szymkowiaka; też legenda dziennikarstwa sportowego…
Iga Świątek gra i wciąż wygrywa. Nie tylko za sprawą serialu zwycięstw jestem jej fanem – wyznam. Lubię, bo poza mistrzostwem sportowym wydaje się naturalna. Jeśli coś jest „nie tak”, np. gdy boli spracowany przecież bark – to się o tym mówi. Nie, żeby czymś bolące miejsce sobie popsikać, zamrozić i … byle do przodu. Śmiało ogłasza, że robi pauzę, i daje szanse czasowi oraz naturze… Nie jak na boisku – psikanie i z kulejącego sprinter; a że potem może inwalida…
Finanse panny Igi wciąż media fascynują. Sumy, nagrody, fortuna… Łamy pęcznieją od cyfr zysków, jakoś nikt nie raczy sumować wydatków (co za sprawą budżetowego podatnika, co samemu trzeba włożyć, żeby interes z o.o. się obracał…
Dobrze, że potencjalnych zawistników pan Tomasz Piątek (też kiedyś olimpijczyk), na łamach trochę ostrugał z zawiści… To takie uzupełnienie portalowych uproszczeń ( „Liderka opuściła Stuttgart z nagrodą w wysokości 436 tysięcy złotych oraz kluczykami do Porsche Taycan GTS Sport Turismo, które jest warte ponad 600 tysięcy złotych”) :
Pan – Tata plus cytat z gazety:
Po zmaganiach w Niemczech zarobiła już ponad 15 milionów złotych i postanowiła przeznaczyć część tej kwoty na nową inwestycję. Mowa o zakupie nowego mieszkania. Iga ogarnia sobie ten temat, ale to nie są jakieś wyszukane pałace. Po prostu normalne mieszkanie, na które, mówiąc uczciwie, stać ją. Czy wyfruwa z gniazda? Tak naprawdę tam jej już nie ma, bo więcej przebywa poza domem niż w domu…
Iga Świątek poza kluczykami do nowego samochodu otrzymała w Stuttgarcie czek na 93 823 euro. Czy faktycznie taka kwota później wpływa na jej konto? – Kwoty, które widzimy przed rozpoczęciem turnieju pomniejszane są o podatki. W Polsce zostawiamy od wygranej 10 procent, w USA już 30 procent, ale na przykład we Francji aż 45 procent. To nie jest tak, że jak ktoś powie, że Iga wygrała milion dolarów, to rzeczywiście tyle wygrała – dodał ojciec liderki rankingu…
Jeszcze jedno z pogranicza medialnych sensacji. Nie mogę mieć dosyć grania Roberta Lewandowskiego, bo robi to wciąż koncertowo; dosyć mam jednak innych spekulacji związanych z jego osobą. Zmieni klub, czy nie zmieni? Ile – kto oferuje? Kto go w Bayernie kocha – kto mniej? Ile jest prawdy w niemieckich sugestiach by pan Robert już dał sobie spokój z reprezentacją? Słowo – mnie ten magiel nie podnieca, raczej znieświeża… Nie dajmy się zwariować, panowie kibice!

Andrzej Lewandowski
Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.
Więcej w Wikipedii
