Zbigniew Szczypiński: Koniec naszego świata7 min czytania

()

29.04.2022

Ciągłość i zmiana; ile ciągłości a ile zmiany? Proporcje tych dwóch wartości wyznaczają wszystko, co ważne w autoocenie naszego życia.

Od dwóch miesięcy żyjemy w czasie zmiany wszystkiego. Świat, jaki pamiętamy przestał istnieć, jeszcze trochę a zapomnimy, że kiedyś było inaczej niż jest. Wojna światowa, jaką rozpoczął Putin w imię swojej wizji wielkiej Rosji i jej dominacji w świecie, opartej jedynie na taktycznej broni atomowej i międzykontynentalnych rakietach umieszczonych na okrętach podwodnych, rozpoczęła się 24 lutego od lokalnej wojny z Ukrainą. Całkowite niepowodzenie „operacji specjalnej”, polegającej na szybkim przejęciu władzy w Kijowie i uczynieniu z Ukrainy podległej prowincji rosyjskiej, spowodowało bowiem przekształcenie się konfliktu zbrojnego pomiędzy Ukrainą a Rosją w autentyczną wojnę światową, prowadzoną jak dotąd w formie sankcji dyplomatycznych i ekonomicznych. Skala pomocy wojskowej dla Ukrainy, ilość i rodzaj sprzętu, jaki Ukraina otrzymuje od Stanów Zjednoczonych, od NATO i innych krajów ze wszystkich kontynentów, uzasadnia tezę, że mamy wojnę światową. Wojnę, w której walczą i giną Ukraińcy a świat przesyła im coraz więcej broni nie tylko obronnej, jak to było na początku, a ofensywnej, jak jest teraz.

Pytanie – jak długo może trwać taki stan wojny świata z Rosją Putina prowadzonej przez Ukraińców ?

Odpowiedź – moim zdaniem, niedługo!

A co może być potem?

Tego nie wie nikt. Może „zejść” Putin jako człowiek, ale przecież zostanie Rosja i Rosjanie, którzy popierają Putina nadal. Mimo kompromitacji armii rosyjskiej poparcie dla cara wynosi 80%. Cara nie będzie, ale Rosjanie zostaną i to będzie jeszcze większy problem dla świata niż Putin.

Czy wyobrażamy sobie wielki entuzjazm w niesieniu pomocy dla biednej Rosji, tej poza wielkimi miastami, tej nieodpoczywającej w najdroższych kurortach i krajach nastawionych na bogatych turystów przywożących i wydających swoje brudne najczęściej pieniądze?

Czy pojawi się pomysł, żeby zamrażać ich rachunki i rekwirować rezydencje?

Czy świat dojrzał do wielkiej zmiany i dokona rewizji bogactwa tego jednego procenta ludzi, którzy mają więcej niż pozostałe 99% ?

Ta wojna, okrutna jak każda wojna, poruszająca nas tak mocno tylko dlatego, że toczy się tuż za naszym progiem, że do Polski wjechało już trzy miliony uchodźców, kobiet i dzieci uciekających od wojny trwa już, albo dopiero, dwa miesiące.

A jak będziemy ją postrzegać za dwa lata?

Jak dotąd wszystko to odbieramy jako zmianę. Ale przejście od zmiany do ciągłości dokonuje się niezauważalnie. Człowiek potrafi przywyknąć do warunków, które wydają się niemożliwe do zaakceptowania. Warto przygotować się, choćby mentalnie, na trwanie w czasach zagrożenia zagładą naszego świata.

Rosyjski car wypuścił dżina z butelki. Zagonienie go tam z powrotem będzie niełatwe, a nawet niemożliwe. Liczba i skala konfliktów interesów we współczesnym świecie, budowanych przez „wielkich” ludzi i ich instytucje czy podległych im organizacje, jest tak wielka, że wszystko jest możliwe.

A jeżeli dodamy do tego zmienną losową, jaką są możliwe zaburzenia psychiczne albo choroba takiego „wielkiego” człowieka jak Putin lub ktoś podobny (tu można wstawić nazwisko naszego faworyta), to przyszłość świata jawi się wysoce niepewna.

Może to i nudne, ale czasy jak te, w których przyszło nam żyć, raz jeszcze stawiają pytanie: czy nie czas pomyśleć o zupełnie innym modelu sprawowania władzy? Takim, w którym podstawowe decyzje nie należą do ludzi; ci wszak mają swoje słabości i szaleństwa. Takie decyzje powinna przecież podejmować wolna od ludzkich namiętności i słabości sztuczna inteligencja; taka, jaka będzie do dyspozycji już za kilkanaście, kilkadziesiąt lat. Czy będziemy mieli szanse, by do tego momentu dotrwać – to inna sprawa. Warto się do tego jednak mentalnie przyzwyczajać. Tym intensywniej, im bardziej świat jest zagrożony przez ludzi typu Putina i jemu podobnych.

Władza ludzi niech trwa i daje im satysfakcje na niższych piętrach decyzyjnych, w mniejszej niż globalna skali. Niech kwitną samorządy, władze regionu, ale nie państwa, a zwłaszcza państwa zdolnego wysadzić świat, jak to jest teraz. Marzenie?

Malutkim przyczynkiem do powyższej tezy o potrzebie powierzenia władzy algorytmom, a nie ludziom, nawet tym z najwyższymi kwalifikacjami, niech będzie to co w rozmowie Jacka Żakowskiego w radiu, można było usłyszeć od pani profesor ekonomii, zgłoszonej przez Polskę2050 Szymona Hołowni do Rady Polityki Pieniężnej.

To, co mówiła pani profesor, to jak definiowała swoją rolę jako ewentualnej członkini Rady Polityki Pieniężnej, to jak definiowała czym jest ekonomia, jej profesja, dla każdego myślącego człowieka stanowiło dowód, że jeśli ma być tak, jak sobie pani profesor myśli, to po stokroć lepiej byłoby, gdyby zamiast niej i tych kilkunastu osób tworzących Radę, zamontować program komputerowy. Jeżeli miałoby bowiem być tak, że Rada dba przede wszystkim o kondycję banków, a sprawy obciążenia ratami kredytów zwykłych ludzi, którym już teraz te raty zabierają połowę dochodów z pracy, nie są żadnym problemem, to czarno widzę przyszłość Polski.

Pani profesor w dyskusji z redaktorem Żakowskim mówiąc o spłacaniu zaciągniętych kredytów, zaproponowała rozważenie tego na przykładzie kogoś, kto zarabia sto tysięcy miesięcznie i dla którego obciążenie 46% nie jest przecież problemem. Na protesty Żakowskiego, że to nie jest dobry przykład, bo tacy co zarabiają 100 tysięcy miesięcznie, to nie jest znacząca grupa, pani profesor odparowała, że w takim razie niech redaktor poda ilu ludzi z minimalną krajową boryka się ze spłatą kredytu. Pani profesor nie wie chyba, że ktoś, kto zarabia minimalną krajową nie jest klientem banku, bo on kredytu nie dostanie. Na uwagę redaktora, że takie pojmowanie ekonomii prowadzi już teraz w wielu krajach do przejmowania władzy przez populistów, którzy za nic mają jakiekolwiek prawa rynku i ekonomii – pani profesor odparła, że to nie jest jej dziedzina, że od tego są inni specjaliści.

To oczywiście prawda; ale ktoś taki jak pani profesor wprowadzony do Rady Polityki Pieniężnej nie jest już tylko profesorem ekonomii. Jest kimś więcej, jest funkcjonariuszem organu państwa i ma obowiązek myśleć szerzej.

Photo by tungnguyen0905 on Pixabay

Nie mam ochoty na wdawanie się w spór z panią profesor, każdy może sobie wysłuchać tej dziesięciominutowej rozmowy i wyrobić sobie własne zdanie na temat tego, jaka powinna być rola Rady, która wraz z profesorem Glapińskim decyduje o kondycji polskiego pieniądza, o poziomie inflacji, o warunkach życia milionów ludzi i o tym, jakie ugrupowania polityczne dojdą do władzy w wyniku wyborów parlamentarnych. Postawa zaprezentowana przez rozmówczynię redaktora Żakowskiego pozwala na postawienie tezy – zamiast powoływać takich ludzi za niemałe zresztą pieniądze, lepiej już teraz zainstalować w Narodowym Banku Polskim jakikolwiek stosowny program komputerowy, bez czekania na wyrafinowaną sztuczną inteligencję. Nie byłoby zapewne drugiej kadencji profesora Glapińskiego, a i pani profesor mogłaby swobodnie robić to, co do niej należy – uczyć studentów „swojej” ekonomii.

A studenci, jak to studenci, mogliby wybierać jej wykłady albo innych profesorów mówiących i piszących zupełnie inaczej – patrz Thomas Piketty na przykład.

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.