14.05.2022

Kajka, córka i jej dwóch chłopaków zgarnęli mnie do Szwecji, żebym odpoczął od państwa nad Wisłą. Nad jezioro Vänern trafili z czternastego piętra na osiedlu Ruda na Bielanach. To mnie w ogóle nie ucieszyło. Za głębokiej komuny pracowałem na zmywaku w Londynie. Po wakacjach wróciłem na Wolę w Warszawie, gdzie kątem pomieszkiwałem. Różni się dziwili, że nie wybrałem brytyjskiego imperium, które jeszcze wtedy było, ale się rozpadło. Powiedziałem rodzince znad jeziora Vänern, gdzie się zadomowili, że dobrze, że im dobrze. I wyczerpałem temat.
Szwecja to fajny kraj. Byłem tam przelotnie w XX wieku. Zapamiętałem, że jechaliśmy z lotniska 160 km na godzinę, bo polsko-szwedzki biznesmen, który mnie zaprosił chciał się popisać, jaki zrywny ma samochód. Szwecja jest fajnym krajem, bo nie ma płotów. Stoi willa, pod ścianą leży rower, drzwi od garażu wywiało, w połowie ścieżki znieruchomiały taczki, w środku niby trawnika porzucona kosiarka itd. A wokół tych posesji nikogo nie widać. Dziwni ludzie, zupełnie się nie przywiązują do dóbr materialnych. Nasi by to ogarnęli. Zamożny kraj, a nie mają składnic złomu. Szwedzi mówią „hej” znaczy „cześć” i się uśmiechają; na ścieżce w lesie, na skałach nad jeziorem, na chodniku, zupełnie obcy, a się uśmiechają. A potem szlaban, trzy metry dystansu, żadnego wkraczania w niezależność
W Karlsbardzie, stolicy regionu, zgrabnym mieście na miarę ludzką, z dużym muzeum, nowoczesnym budynkiem opery oraz fabryką, która przerabia kawę i zapewnia mieszkańcom smakowity zapach, ucieszyłem się, że w Szwecji nie jest pusto. Na bulwarze tłum spożywał lody i uczestniczył w szwedzkim odpowiedniku sabatu czarownic w Górach Świętokrzyskich.
Ognisko miało z dziesięć metrów wysokości. Nikt przez ten ogień nie skakał. Żadnego fruwania na miotłach. Po prostu ściema.
Zapytałem Szymona, wnuka, lat czternaście, ksywka „Młody”, co mu się w szkole najbardziej podoba.
– Obiady – wyjaśnił. Że też takiej rzeczy nie wiedziałem. Młody jest zwolennikiem pochłaniania wiedzy biolo… coś tam. Dał się zaciągnąć do opery na występy francuskiego baletu (w ramach zbierania środków dla Ukrainy). Było dużo wymachiwania ciałem i rękami a mało baletu.
– To jest jeszcze nudniejsze niż biolo… coś tam – zauważył w przerwie „Młody”. Chciałem powiedzieć, że Kisiel nie napisałby lepszej recenzji, ale się powstrzymałem, żeby „Młody” nie pomyślał, że bredzę o jakiejś leguminie. Po balecie Szymon zapytał, czy chciałbym zobaczyć coś ciekawego. Chciałem. Udostępnił mi swój pokój, nałożył na głowę wideo-słuchawki i zapytał co wybieram. Wybrałem tamę wodną w Szwajcarii, najwyższą na świecie. – To ja ci położę rękę na ramieniu, żebyś się nie bał, że spadniesz – poinformował mnie „Młody”. Na wszelki wypadek odsunąłem się o krok od krawędzi tamy, gdy znalazłem się w wirtualnej rzeczywistości.
Szymon nie boi się, że raz mu idzie w szkole lepiej, raz tak sobie. Bo edukacja w szwedzkiej szkole z zasady nie polega na oblewaniu.
Tomek, mąż Kajki, buduje Szwedom drogi i inne obiekty z żelbetu. Zaczynał od zera. Siedzi w swojej „dziupli”, jak nazywa pokoik Kajka i zarządza. Jak trzeba coś uzgodnić osobiście – jedzie na budowę. Rutyna. Związki zawodowe, silnie rozwinięte w Szwecji, pilnują procedur. Tomek nie toleruje piwka na budowie (wylewa z pracy bez dyskusji) i się nie koleguje z podwładnymi. Nie ma też najlepszego zdania o pracownikach znad Wisły, którzy praktykują pojawianie się na lotnisku w ostatniej chwili, z zachwianą równowagą. Nie uważa, że więcej znaczy lepiej i wystarcza mu ten poziom rozwoju przedsiębiorstwa, jaki ma. Pozwoliło mu to przejść przez pandemię koronawirusa bez większego zagrożenia. W przerwach w „dziupli” wychodzi na łąkę przed domem i sprawdza, czy już zielenieje. Jeszcze mają z Kajką do zaopiekowania się sikorki, grzywacze, zające i zwierzynę płową.
Lars Mytting, dziennikarz z Norwegii, który napisał książkę „Porąb i spal” doradza jak pielęgnować plantacje brzozy, rąbać kłody, układać sągi, suszyć drewno i wreszcie czerpać z niego energię dla ogrzewania domów w leśnych samotniach. Jest zdania, że cywilizacja opatrzyła się Norwegom i nie tylko oni ciągną do lasu. Jego książka w 2,5-milionowej Norwegii rozeszła się w nakładzie 250 tysięcy egzemplarzy i została przetłumaczona w kilku krajach. Kajka zajmuje się wysyłaniem maili w poszukiwaniu pracy w obszarze kultury stosowanej: muzea, wystawy, organizacja spotkań autorskich itp. Obowiązkowo zalicza procedury aplikantki i działa jako wolontariusz pomagający ludziom, którym się życie zwichnęło albo nie pozostało im wiele energii. Mówię jej, że gdyby aplikowała o pracę drwala na północy Skandynawii to by się załapała następnego dnia. Kultura to nie jest to, co preferuje bliższa i dalsza okolica.
Na lotnisku Chopina w Warszawie zapytałem kierowcę taksówki, co słychać nad Wisłą?
– Po staremu – wyjaśnił. Ogon macha psem, kasa się sypie.
Jerzy Dzięciołowski
źródła obrazu
- dzieciol: BM
