19.06.2022

Na początku był chaos… To z chaosu powstało wszystko, te pozornie uporządkowane struktury też.
Zaczynam tak z wysokiej półki, bo nie mogę oprzeć się wrażeniu, że żyjemy w chaosie politycznym, cywilizacyjnym i kulturowym. Świat za naszych czasów nie jest stabilny. To nie te czasy, gdy całe pokolenia rodziły się, wzrastały i umierały w takim samym niezmienionym świecie, a nawet więcej – w tym samym otoczeniu. Jeszcze kilkaset lat temu mobilność ludzi była bliska zeru, ogromna większość żyła i umierała nie ruszając się z miejsca; no, może do najbliższego miasteczka, do którego dojazd i powrót w domowe pielesze zajmował jeden dzień konnym powozem. Dzisiaj młodzi ludzie na weekend lecą do Barcelony, tanimi liniami za 100 złotych i traktują to jako oczywistość; tak się teraz żyje. Wakacje bez wyjazdu zagranicę, najlepiej daleko, do innych stref czasowych, to nieszczęście, dowód nieudacznictwa ludzi, których na nie stać.
Polityczny porządek świata ulega stałej dekompozycji.
Gdy tylko wyjrzeć poza nasze najbliższe otoczenie – wszędzie wojny, przewroty, rewolucje i nagłe zmiany na scenie politycznej. Im dalej od Europy, podobno zjednoczonej, tym więcej doniesień o gwałtownych zmianach, o wszechogarniającym chaosie, gdzie wszystko jest płynne i wszystko podlega zmianie. Polityczny porządek – niezależnie od tego, czy oparty jest na wyniku wyborów, w których podobno wyrażana jest wola większości, czy na wierze w prawo do rządzenia króla, cesarza czy innego wybrańca bogów – nie jest stabilny.
Nawet w kraju, który jako pierwszy uchwalił konstytucję obudowaną wprawdzie licznymi poprawkami, ale wciąż tę samą, prezydenta Baracka Obamę zastąpił Donald Trump i wszystko to zgodnie z regułami demokracji przedstawicielskiej. Współczesny świat polityczny ma wszelkie znamiona chaosu, pogłębiającego się stale i niosącego w sobie niebezpieczeństwo totalnej zagłady. Nie trzeba daleko szukać – tuż za naszą wschodnią granicą trwa wojna. Okrutna, bezwzględna, toczona w imię ambicji jednego człowieka, który uzyskał władzę w procesie gwałtownej zmiany porządku politycznego i umocnił ją tak dalece, że jest teraz carem, nie prezydentem. Uporządkowany i stabilny świat w zderzeniu z władzą cara wydaje się bezradny i bezsilny, walczy z carem Ukraińcami dostarczając im broń i amunicje.
To nie jest adekwatna odpowiedź na agresję.
Wspólnota Europejska zbudowana na wartościach, funkcjonująca już wystarczająco długo, by wykształcić mechanizmy swojej władzy wobec członków, którzy wstąpili do niej dobrowolnie, nie pod przymusem – nie potrafi sprostać wyzwaniu, jakie stwarzają niektóre państwa członkowskie, w których rządzący jawnie zaprzeczają tym wartościom. Unia Europejska zgodziła się na wyjście Wielkiej Brytanii mimo ewidentnych „przekrętów” w kampanii prowadzonej przez zwolenników wyjścia – i nie potrafi skutecznie powstrzymać Orbana i Kaczyńskiego w ich szaleństwach.
Porządek i ład przegrywają z chaosem.
W skali świata rosną napięcia pomiędzy dwoma państwami pretendującymi do miana lidera: USA i Chinami. Pozorny porządek, utrzymywany od lat pokój pomiędzy tymi państwami może ulec gwałtownej dekompozycji, której skutki będą globalne.
Pytanie jest nie czy to nastąpi, a kiedy; obawiam się, że niedługo.
Wojna w Europie, z którą Europa sobie nie radzi jest dobrym czasem dla innych „wodzów”.
Zostawmy inne rejony świata; Amerykę Łacińską gdzie właśnie odbywają się wybory w Kolumbii, mogące zmienić scenę polityczną – oraz Afrykę, gdzie nic nie jest pewne poza wielkim kryzysem klimatycznym, powodowanym ocieplaniem klimatu (do czego nie przyczyniają się biedne kraje Afryki czy Azji, a rozwinięte gospodarcze kraje Europy i Ameryki). Wizja wielkiego exodusu: nie setek tysięcy ludzi, a milionów uciekających przed śmiercią z wypalonych słońcem terenów do Europy – bo najbliżej, bo bogata – to wizja wielkiego chaosu o skali trudnej do wyobrażenia. Tego nie da się opanować odruchem serca, jak to się zdarzyło w Polsce, w pierwszych tygodniach wojny Rosji z Ukrainą.
Porywy serca to rozwiązanie dobre na krótki czas. Rozwiązanie takich problemów, jak migracje milionów wymagają działań państw, ich instytucji.
Chaos cywilizacyjny na skalę globu jeszcze przed nami. Ale nie jest to coś tak odległego w czasie, aby już teraz nie zacząć globalnych przygotowań.
Zostaje jeszcze chaos kulturowy. To sfera miękka, takie ulotne rzeczy i zdarzenia. Prawda jest jednak taka, że to od niej zaczynają się wszystkie inne zmiany. To kultura tworzy kody, to tam rodzi się język i pojęcia, którymi ludzie opisują świat.

Teraz rządzi kultura masowa. Ta obliczona na masowego odbiorcę, ta, która jest towarem – prezentowanym i sprzedawanym na własnym rynku kultury.
To widać, słychać i czuć: coraz więcej rynku – i coraz mniej kultury.
Gdy przyjrzymy się wydarzeniom kulturalnym – różnym festiwalom filmowym, teatralnym, literackim, widać jedno: pogoń za sprzedażą, za pieniądzem, co ostatecznie znaczy: za widzem.
A gdzie jest miejsce dla kultury?
Te nieliczne wydarzenia, na których przemawia kultura wysoka, stają się rezerwatem, osobliwością. Karmione są przez różnych mecenasów, sponsorujących te wydarzenia we własnym interesie, dla poprawy swojego wizerunku właśnie jako mecenasa, bo przecież nie dla jej konsumpcji. Patrząc na świat artystów, na festiwale w Hollywood, Cannes czy w Opolu, widzimy wszędzie to samo – wybieg, stroje, miny i pozy. Będące często zaprzeczeniem nie tylko kultury, ale i estetyki.
Ilość i rodzaje środków przekazu, nowe techniki zapisu i rozpowszechniania, internet jako sieć, w której jest wszystko – od wielkiego koncertu wielkiego mistrza po filmiki każdego użytkownika sieci – wszystko to stwarza podstawę materialną do chaosu właśnie.
Czy jest szansa na to, aby z tego wyjść?
Jest – ale wymagałoby to całkowitej zmiany cywilizacyjnej; poczynając od odejścia od pieniądza jako wyznacznika wartości. Wartości wszystkiego, wartości przedmiotów, symboli, ludzi i instytucji.
Taka zmiana nastąpi. Niezależnie od tego, czy to się podoba, czy nie. Powiem więcej: jeżeli nie nastąpi, to skończy się taki świat ludzki, jaki budował się od kilku tysięcy lat.
W skali kosmosu to wprawdzie żadna zmiana, ale w naszej ludzkiej skali to koniec wszystkiego i wszechogarniający chaos.

