26.06.2022

Jesień 1964. Wyruszamy w podróż, którą można by nazwać „poślubną”, gdyby nie to, że są z nami moi rodzice: Daneczek i Broneczka. Po przebyciu kilku tysięcy kilometrów z Warszawy przez Czechy, Węgry, Rumunię, Bułgarię, Turcję, Liban i Jordanię, nasz Volkswagen, ma przekroczyć Mandelbaum Gate w Jerozolimie.

W bagażniku „garbusa” upchane są nasze walizki. Na dachu spoczywa bezdewizowa spiżarnia, a w niej wszystko, co się nie zepsuje w południowym klimacie: byczki w sosie pomidorowym, sardynki, pasztety z wątróbek i zająca, wołowina w sosie własnym, serki topione, głównie tylżycki. W polskim banku wymieniono nam na podróż po 5 dolarów a osobę, musieliśmy więc uruchomić własny bank: tylne siedzenie rodziców wyłożone było kapami na bułgarskie łóżka, które sprzedane za dolary w Sofii, miały pójść na benzynę w strefie kapitalistycznej.
Moim rodzicom nieznana była liczba kilometrów, jakie mamy do przebycia. Gdyby wiedzieli, być może nie wybraliby się w tę podróż. Była jeszcze inna tajemnica: Liban i Jordania nie uznawały państwa Izrael. Wizy izraelskie dostaliśmy w Warszawie poza paszportami. Co będzie, gdy libańscy i jordańscy celnicy je znajdą?

W Istambule byliśmy wszyscy wykończeni upałami. Po wyjawieniu tajemnicy wiz izraelskich rodzice postawili veto: nie piszą się na przygody w świecie arabskim. Postanowiliśmy kupić bilety na prom, który następnego dnia miał odchodzić z tureckiego portu – do izraelskiej Hajfy. Sprzedawca biletów nie pozwolił nam zamawiać hotelu; przyjaciel wyjeżdżał na weekend, w jego domu będziemy mogli spędzić noc.

Nazajutrz, spakowani, siedzimy w samochodzie, gdy Grażyna postanawia wrócić do domu i sprawdzić, czy czegoś nie zostawiła. Mija 5, 10, 15 minut. Grażyna wraca z wypiekami na twarzy. Opowiada nam, że w domu pojawił się właściciel, który uważał, że za nocleg coś się należy. Kiss me, kiss me, powiedział nasz dobroczyńca, zastępując jej drogę. Na szczęście drzwi były wciąż otwarte.

Na nabrzeżu portu w Hajfie czekali na nas kuzyni Daneczka. Napięcie znikło i rozpoczęła się prawdziwa podróż poślubna.

CDN

Marian Marzyński
Polski i amerykański dziennikarz, reżyser filmowy i scenarzysta. Ur. 12 kwietnia 1937, zmarł 4.04.2023. Mieszka stale w USA. Album autobiograficzny Mariana Marzyńskiego KINO-Ja. ŻYCIE W KADRACH FILMOWYCH jest do nabycia w księgarni internetowej UNIVERSITAS i w sklepach taniej książki.
Witryna Marzyńskiego LIFE ON MARZ
