.
10.07.2022
.

Obły śmiech Prezesa z osób z problemami swej seksualności w czasie jego publicznych wystąpień budzi zgorszenie, ale też refleksję: dlaczego polityk, mający bądź co bądź korzenie w inteligenckim Żoliborzu sięga po tak prymitywne środki oddziaływania w rozpoczętej – jak się wydaje na dobre – kolejnej kampanii wyborczej.
Na właściwe tropy naprowadza nas rozmowa Arkadiusza Gruszczyńskiego z profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, Przemysławem Sadurą, zamieszczona niedawno w Gazecie Wyborczej. Otóż według Profesora, Kaczyńskiemu w tej odrażającej kampanii mniej chodzi o to, aby pozyskać nowych zwolenników, lecz bardziej o to, by zniechęcić potencjalnych wyborców PSL i ewentualnie Polski 2050 do popierania tych ugrupowań. Atak na kolejną po LGBT grupę mniejszościową – osoby trans – ma sprowokować opozycję do wystąpienia w roli ich obrońców i reprezentantów mniejszości kulturowych, zagrażających polskiej tożsamości, zbudowanej na wartościach katolickich i konserwatywnych. Istotą szokującej krucjaty przywódcy PiS ma więc być walka o elektorat, a nie nawoływanie do prześladowania mniejszości.
Jeśli przyjąć, że takie są kalkulacje Prezesa, to i tak nie zmienia to moralnej oceny stosowanych przez niego metod walki politycznej, które niszczą podstawowe normy ludzkiego zachowania, nakazujące obronę prześladowanych mniejszości, a nie ich szczucie. Makiawelizm Prezesa nie dodaje mu splendoru, lecz go kompromituje jako cwanego, cynicznego, pozbawionego ludzkich odruchów osobnika.
Prezes, jak tytułowy Książę, bezwzględnie dąży do celu i nie zważa na ofiary. Odwołuje się do najniższych instynktów ludzi i ich nawyków, ukształtowanych w kołtuńskiej prowincjonalnej i kościelnej atmosferze, utrwalającej niechęć do obcych i wszelkich odmieńców, zwłaszcza w sferze seksualności zdeformowanej oparami dwuznaczności i zakłamania. Wydaje się, że Prezes czytał dzienniki Gombrowicza, który podejrzewał, że Polaków ukształtowała epoka saska w naród ciemny, endecki, zadzierzysty, chamski, leniwy, czupurny i niedowarzony, dopełniony ogólnym ponuractwem i brakiem poczucia humoru. W przeciwieństwie jednak do pisarza, który zamartwiał się, jak wyrwać Polaków z ciemnogrodu i zbliżyć ich do cywilizowanej Europy, Kaczyński opowiada płaskie dowcipy, z których sam się śmieje i żeruje na obskurantyzmie utrwalając polski zaścianek. Prezes i jego środowisko doskonale wiedzą, że patriotyzm, którym się afiszują, oznacza poczucie wspólnoty z ogółem, ale nie z poszczególnymi ludźmi, których często się nienawidzi i chętnie wyklucza ze wspólnoty. Tam prowadzą swoje łowy. Dopełniają tę strategię obietnice transferów socjalnych i werbalne kampanie wymierzone w elity, różne układy i wymyślone mafie. Ludzie wierzą, że dobra władza zabierze złodziejom i tymi trofeami oraz z własnych zasobów podzieli się z nimi dostatkiem. Nie kojarzą podatków i mechanizmów budżetu, natomiast chętnie idealizują skądinąd pazerną na różne profity władzę.
Co z tym wszystkim może zrobić opozycja?
Przede wszystkim musi stanąć w obronie prześladowanej mniejszości i starać się przekonać większość wyborców, że ma pomysł na zmniejszenie nierówności społecznych i cywilizacyjny awans biedniejszych regionów. Jednym słowem musi urealnić swój modernizacyjny przekaz i wykazać się wrażliwością na społeczne wyzwania. I pamiętać o losie Borysa Johnsona: nie imprezować w czasie pandemii, unikać korupcji i – najważniejsze – nie kłamać.
.
źródła obrazu
- kaczor: Tweeter

