JS: Dryfowanie10 min czytania

()

Zdanie odrębne

30.07.2022

Stanisław Stomma, polityk i mąż stanu, jakich po wojnie mieliśmy niewielu, końcowy etap rządów Gierka określał jako dryfowanie. Termin jest morski, ale można go używać dosłownie i w przenośni. Dryfuje statek, który ma zepsuty ster, zabrakło mu paliwa, albo został porzucony przez załogę. Nie stawia oporu falom, prądom morskim czy wiatrowi, więc dwa żywioły: woda i powietrze robią z nim, co chcą; podobnie z górą lodową… Sytuacja na morzu jest na tyle sugestywna, że równie ważne jest znaczenie przenośne dryfowania, które oznacza ‘bierne poddanie się losowi’.

Pierwszym sygnałem, że państwo PiS dryfuje był covid, który tak zaskoczył rządzących, że nie byli w stanie zapewnić masek, respiratorów, łóżek szpitalnych, personelu itp., skutkiem czego liczba ofiar pandemii to 120 tysięcy osób! A ile było zgonów okołokowidowych? Potem był Polski Ład, który demolował system podatkowy, wprowadzając chaos po stronie podatników i podatkobiorców. Beztroska tudzież indolencja prezesa Banku Centralnego, który bagatelizował inflację, sprawiły, że mamy ją najwyższą w Europie. Również wojna w Ukrainie pokazała, że jako państwo nie byliśmy przygotowani na przyjęcie prawie 3 milionów uchodźców. Dobrze, że sprostaliśmy temu jako społeczeństwo, uruchamiając – na niespotykaną skalę – ludzkie odruchy i solidarność z ofiarami wojny. Afera Pegasusa, maile Dworczyka, czy długotrwały konflikt z Unią Europejską w kwestii praworządności to stałe rekwizyty państwa, które dryfuje. Nie na spokojnym morzu i przy dobrej pogodzie, lecz podczas burz, sztormów, klęski suszy, złych zbiorów i innych plag, których liczba zbliża się do egipskich.

Narracja ‘dobrej zmiany’ przestaje działać; powoli staje się obciachem nie tylko dla najmłodszych, ale też dla ludzi starszych i bardzo starych. Notowania partii władzy zaczynają spadać; opozycja – na razie niezjednoczona – zdaje się przełamywać sondażowy impas i przebijać szklany sufit. Może się to jeszcze zmienić, jednak wyborcy – przyzwyczajeni do prostackiej narracji ‘mediów narodowych’ – wymiękają, kiedy władza przemawia do nich przez kieszeń i portfel. Po raz kolejny zadziałało prawo Kopernika, wedle którego pieniądz gorszy wypiera lepszy. Kiedyś odnosiło się do monety, której ujmowano szlachetnego kruszcu; dziś dotyczy pieniądza papierowego, drukowanego bez opamiętania, na zamówienie rządu. Pardon; rząd, premier czy minister finansów nie mają tu nic do gadania; liczy się wola wicekróla, naczelnika, prezesa, „politycznego geniusza”, „wybitnego stratega” – czy jak mu tam…

Ten, żyjący skromnie, tj. wedle potrzeb swego kota, starszy pan rządzi państwem i dzieli pieniądze podatników między wyznawców tudzież cynicznych karierowiczów; w sumie jakieś 25% społeczeństwa. Reszta, a więc większość „obywateli” zmaga się z inflacją, drogim prądem i gazem, brakiem węgla na zimę i – dającymi się obserwować – brakami niektórych towarów w sklepach. Dziennikarz I programu PR, który wszedł w buty komisarza „inspekcji robotniczo-chłopskiej” pyta ministrę Rozwoju i Technologii (19.07.22, godz. 8,15), dlaczego policja i prokuratura nie interweniują w sprawie cen masła? Po jednej stronie ulicy jest po 8 zł, a po drugiej – w magazynie sieci zagranicznej – już po 13! „Jesteśmy w Unii, odpowiada wysoka urzędniczka – obowiązują nas prawa wolnej konkurencji, a sklepy sieciowe zatrudniają naszych obywateli”. Deklaruje jednak, że władze PiS będą „bić się o codzienny los Polaków” oraz „solidarność z najuboższymi”. Wobec mocnych, żołnierskich słów komisarz spuszcza z tonu i miękko przechodzi do tematu „paliwo wodorowe”, na które stawia teraz rząd …

W tym momencie stały słuchacz radia wyłącza odbiornik, wie przecież, że z „wodorem” będzie to samo, co z „elektrycznym samochodem”, „zieloną energią”, CPK, węglem na zimę (lista otwarta!), czyli nic! Niezupełnie; będą wysokie apanaże pracowników instytucji/instytutów powoływanych ad hoc, tzn. doraźnie, tymczasowo – nie tyle dla realizacji określonego zadania, ile dla potrzeb medialnych. Bowiem nasza plebejska vel „parobczańska” demokracja jest również medialna, czyli domaga się narracji. Dlatego „najważniejsze osoby w państwie” jeżdżą w te i we w te, „spotykają się z sympatykami partii rządzącej” i opowiadają, eksponują, naświetlają, objaśniają, przedstawiają, referują… Oto niektóre synonimy słowa narracja w formie czasownikowej.

W ramach dryfingu[1] nawy państwowej „zbawca narodu” (ciągle jeszcze przed emeryturą) był w Gnieźnie[2], gdzie rzucił „kilka myśli, co nienowe”. Że „Gniezno było pierwszą stolicą Polski”, że „po tych ponad 1050 latach od chrztu daliśmy sobie radę” – nie komuś! Że „pośród naszych sąsiadów na zachodzie mamy państwo, które co prawda jest naszym sojusznikiem w Unii Europejskiej i NATO, ale nie ma wątpliwości, że próbuje nas zdominować”. Że „chcemy być państwem traktowanym poważnie, które dogania pod względem gospodarczym inne kraje” (w domyśle: może je przegonić!). Że w Polsce i zachodniej Europie mamy do czynienia z „cofaniem się[3] wolności, odzyskanej po 1989 r.” Mówią o tym media (także obecne na spotkaniu), które traktują Tuska „jako nadzieję polskiej wolności”, gdy tymczasem on jest „nadzieją polskiej niewoli i polskiego podporządkowania pod but niemiecki. On jest nadzieją tych […], którzy bardzo źle życzą Polsce”.

Zebrani dowiadują się również, że „My (czyli prezes i jego zwolennicy) nie łamiemy prawa i Konstytucji, a to zapowiada Donald Tusk, mówiąc, że będzie się siłą wynosić prezesów […]. To zapowiedź upadku praworządności w Polsce. Donald Tusk zapowiada kompletny upadek praworządności i demokracji”[4]. Prezes wie, że zapowiedzi łamania prawa i Konstytucji przez Tuska, są groźniejsze aniżeli łamanie Konstytucji i prawa przez niego osobiście oraz per procura[5]. Jednak zebrani wierzą mówcy; a wiara góry przenosi, nawet kiedy jest złą wiarą, czyli wiarą w człowieka, zamiast w Boga! Choć, biorąc pod uwagę praktyki polskiego Kościoła, nie wiadomo, która z tych wiar jest lepsza? Zwłaszcza, że przedmiotem wiary jest absurd[6], czyli niedorzeczność!

W poczytnym tygodniku obszerny wywiad z byłym ministrem spraw wewnętrznych, prawnukiem autora Trylogii, który – jak dziecko – dał się kiedyś podsłuchać u „sowy i przyjaciół”, po czym jego formacja straciła władzę… Dzisiaj podsłuchy premiera, szefa jego kancelarii i innych ofiar „rosyjskich służb” są jak chleb powszedni, ale rząd nie upada, tylko trwa, jak zaklęty.

Były minister ma dużą polityczną samowiedzę, a tę nabywa się zwykle wtedy, kiedy się jest w opozycji… Zatrzymajmy się więc przy dwu cytatach. Pierwszy: „Kaczyński zlikwidował polskość” – powiada Sienkiewicz. A co to takiego? Opłatek i sianko pod obrusem? Wielkanocna święconka? Orszak trzech króli? Śmigus-dyngus? Pielgrzymka do obu Kalwarii i Częstochowy? A może „Chopin”, „Ogiński” „Sobieski”, czy „Wokulski” (nazwy polskich wódek)? Bicie żony i dzieci? Kościół toruński czy krakowski? A może Chrystus narodów i ofiara historii?

Czym się mierzy, ocenia, sprawdza, ustala, waży polskość? Czy można likwidować abstrakt, byt wyobrażony, czy pomyślany, choć tu dopiero zaczynają się kłopoty… Jeszcze większe, kiedy przypomnieć słowa Norwida: „Gorzki to chleb jest polskość”, bo wprowadzają kategorię smaku, przy której otwiera się Herbert… B. minister dopowiada, że chodzi mu o „wspólny mianownik, w którym ludzie mogli się odnaleźć”, po czym mówi o zbiorze pod nazwą Polacy, zniszczonym, podzielonym, wykluczającym itp.

Ze zbiorami z kolei jest ten kłopot, że trudno wyznaczyć ich granice; chyba, że się zgodzimy na coś takiego: „wy stoicie tam, gdzie stało ZOMO”! Lepiej więc mówić o Polaku jako bycie jednostkowym, Polaku-człowieku, choć już trudniej byłoby o Polaku-obywatelu… W związku z tym polecam pożyteczną i pouczającą książkę Piotra Augustyniaka Homo Polacus[7], która wprawdzie wyszła parę lat temu, ale jest aktualna, tak jak aktualny jest Polak-człowiek – odwieczny temat poetów, pisarzy, uczonych, jasnowidzów, duchownych, polityków i szarlatanów…

Skoro polskość zlikwidował jeden człowiek, samotny, oderwany od codziennej rzeczywistości, nie znający świata, ani obcych języków, za nikogo i za nic odpowiedzialny, żyjący w bańce swoich lektur, tudzież w otoczeniu pochlebców… – to ta polskość jest wydmuszką, nie zasługuje na uwagę, nie warto jej budować, ani bronić. „Ja nie o takie Polskie walczyłem” – zwykł mawiać największy, polski współczesny myśliciel – Ferdynand Kiepski. Piszący te słowa też nie robiłby problemu z takiej „polskości”. Pal ją sześć!

Znacznie bardziej przekonywający jest inny zarzut wobec najważniejszego polskiego człowieka: „Kaczyński ma zdolność wyciągania z ludzi najgorszych cech i nazywania tego cnotą. I ci ludzie mają poczucie, że biorą udział w czymś wielkim. A jest odwrotnie”. Tu się można zgodzić z b. ministrem; wypowiedź jest konkretna, coś z niej wynika, można na niej budować, stawiać diagnozę i zastanawiać się nad terapią.

Nadarza się po temu okazja; oto sejm ustanowił rok 2023 „Rokiem Aleksandra Fredry […] najwybitniejszego polskiego komediopisarza, a także pamiętnikarza, poety oraz żołnierza kampanii napoleońskich. […] Za uchwałą opowiedziało się 439 posłów, nikt nie był przeciw, dwie osoby wstrzymały się od głosu”. Prawie przez aklamację, można by powiedzieć, gdyby nie te dwie osoby… Nie lubią go i mają prawo, zwłaszcza, że „Stary Fredro/ w książkach grzebie…”, a one wolą w czym innym; ponadto ciągle żyjemy w wolnym jeszcze kraju…

Władza ustawodawcza zwróciła uwagę, że Fredro jako „16-letni chłopiec […] brał udział w wyprawie na Moskwę w 1812 roku […] został odznaczony Złotym Krzyżem Orderu Virtuti Militari, a przez cesarza Francuzów Napoleona Bonaparte Orderem Legii Honorowej”. Po czym następuje wyliczanka jego utworów oraz stwierdzenie, że „jedną z ważnych pozycji w kanonie polskiej literatury jest »Zemsta«, napisana prawdopodobnie w 1833 roku”.

Elaborat kończy fraza: „W uznaniu zasług dla polskiej kultury Sejm Rzeczypospolitej Polskiej ustanawia itd.”. Nie jest to prawda; Fredro ma znacznie większe zasługi na polu medycyny, zwłaszcza psychiatrii. Cała jego twórczość to niewdzięczna (i chyba nieskuteczna) próba leczenia narodowych chorób, wśród których za najgorszą uznawał mściwość, czyli zemstę[8] (kiedyś msta – od mścić się). Dobrze widział, że występuje ona w dwu postaciach: czynnej i zwrotnej oraz służy do niszczenia obcych i swoich. Aktualne dryfowanie jest jednym ze skutków narodowej zemsty i może się źle skończyć, jak wielokrotnie bywało…

Inicjatywa polskiego sejmu też się w nie wpisuje; wszak, kiedy nie stać nas na wysiłek rzeczywisty, podejmujemy akty symboliczne.

J S 

PS. W tym roku marsz w rocznicę Powstania Warszawskiego poprowadzi „głupi chłop, cham skończony” Robert Bąkiewicz!

  1. Uwaga! Wprowadzam nowe pojęcie: od słowa dryf i będę egzekwować prawa autorskie.

  2. W auli Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej. Żalił się na poznański UAM, który mu auli odmówił.

  3. Czyli z procesem odwrotnym do postępu!
  4. Te dwa zdania to figura retoryczna znana jako repetitio (łac. powtórzenie)
  5. Łac. przez osoby upoważnione, np. przez prezydenta, premiera, posłów itp.
  6. Tak uważała Quintus Septimus Tertulian, konwertyta na chrześcijaństwo z pierwszych wieków, który dorzecznie wypowiadał się na temat przeludnienia: „Staliśmy się dla świata ciężarem… przyroda już dłużej nie jest w stanie nas wyżywić. (…) zarazę i głód, i wojny, i trzęsienia ziemi należy postrzegać jako lek dla narodów, sposób na ograniczenie nadmiernego rozrostu rasy ludzkiej”.
  7. Kraków, 2015.
  8. Przykładem takiej zemsty (słownej) jest wypowiedź niejakiego Horały o Unii, w kontekście pieniędzy za praworządność: „gramy z partnerem, który oszukuje”.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

4 komentarze

  1. Stanisław Obirek 31.07.2022
    • lola lola12 06.08.2022
  2. Adam Curyło 04.08.2022
  3. BM 06.08.2022