Dariusz Wiśniewski: Zaczarowany ołówek3 min czytania

()

23.09.2022

Nie zostało mi wiele po ojcu.
Trochę fotografii. Jakieś stare listy w blaszanym pudełku.

Najwięcej mam książek. Za każdym razem, kiedy przylatywałem do Polski, zabierałem kilka pozycji z powrotem, jakbym przeczuwał, że może stać się coś złego. Trzeba je ocalić – myślałem. Nie jako rodzinną pamiątkę, czy spadek, ale jako pierścień o czarodziejskiej mocy. Bez żadnej gwarancji czynienia czarów.

Były to głównie dawne wydania serii Nike z małą czcionką. Kiedy ojciec odszedł, zabrałem wszystko, co udało mi się wpakować do walizki. Był jeszcze jeden powód, dla którego chciałem zachować ojcowską bibliotekę. Zawsze czytaliśmy to samo, zwłaszcza od momentu, kiedy byłem już nastolatkiem; najpierw on, potem ja. Więc teraz jest moja kolej. Nie zamierzam przerywać tej sekwencji.

Ojciec miał zwyczaj wtykać między strony różne papiery; rachunki, odcinki wpłat, spisy ważnych telefonów, rozkłady PKP, telewizyjne programy itp. Podczas czytania ustawicznie przekładał te zakładki, uważnie przeglądając je za każdym razem. W tym sensie stanowiły one integralną część lektury. Kiedy teraz kartkuję te książki, zawsze coś z nich wylatuje (wzbudzając moją radość, jakbym wskrzeszał ojca). Przykładowo – z „Pochodni w uchu” Eliasa Canettiego wyfrunęła instrukcja jak zmienić filtr w odkurzaczu Vega, a z „Lekcji niemieckiego” Siegfrieda Lenza wysunęło się poświadczenie szczepienia kota z r. 2002 (z wyznaczoną datą kolejnej wizyty) oraz wydarty z jakiejś koperty znaczek pocztowy, który szczęśliwie ominął pocztowy stempel. Ojciec pewnie myślał, że go kiedyś wykorzysta.

Może mnie się to uda?

Ale tato miał jeszcze jeden zwyczaj: pozostawiał w tekście mnóstwo zakreśleń i adnotacji ołówkiem, nie zawsze dla mnie zrozumiałych. Nie tylko na marginesach, ale również w środku zdań. Wiedziałem o tym wcześniej, ale dopiero teraz wydało mi się to fascynujące. Tato oznaczał całe akapity, podkreślał słowa, niektóre podwójną linią, kółeczkiem czy wężykiem. Stawiał też znaki zapytania, jakby coś go zdziwiło, ale także wykrzykniki, plusy, minusy oraz całą masę nieregularnych symboli. Zawsze ołówkiem. Kodował swoje myśli, ale chciał chyba, aby ktoś (ja?) kiedyś wszystko to odszyfrował. Często też oferował ogólną opinię, przykładowo: „warto przeczytać” albo „ważne!” albo „doczytałem do tej strony” czy też – „można sobie darować”.

Ślad ołówka nigdy nie był taki sam. Nieraz była to mocna, impulsywna krecha, przechodząca nawet na drugą stronę. Innym razem – zaledwie muśnięcie, jakby tato nie był pewien co go poruszyło. W tomiku Szymborskiej pokreślił niemal wszystkie strony. Wiersz o kocie i umieraniu otoczył staranną ramką, a tytuł zamknął w kółeczku. Po różnych twardościach użytego ołówka domyśliłem się, że wracał do tego wiersza wielokrotnie.

Gdy przerywał czytanie, nigdy nie zaginał rogów. Stawiał grubą kropkę, często w środku strony. Odnajduję teraz te miejsca, widząc, w jakich odstępach pochłaniał tekst. Nieraz na jednej stronie jest kilka kropek. Co się takiego stało, że przerywał czytanie tak często? Coś go zabolało? Poczuł gwałtowne zmęczenie?

Mam więc sporo do przeczytania. Wcale nie jest za późno.

Dariusz Wiśniewski

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.