27.10.2022

Fajny film wczoraj widziałam… A tak w ogóle, to po raz kolejny, bo mi się podobał. Momenty? Nie było. Były przedmomenty. Takie, które zostawiają szerokie pole do uruchomienia wyobraźni. Subtelna, delikatna gra wstępna dwojga pięknych ludzi. Znaczące, wymowne spojrzenie, gest, dotyk. Górska łąka. Zachęta…
A co dalej? Dalej jest piękna muzyka zapożyczona od twórców światowych przebojów.
No, chyba narażę się tej bardziej narodowej części naszego społeczeństwa oraz, być może, paru Czytelnikom SO przyznając, że ów podobający się mi film jest produkcji niemieckiej (i w kooperacji z Austriakami).
Co mnie tak zainspirowało? Dramat obyczajowy pt. „Julia i oficer”. Wyreżyserowany w 2013 roku przez Thomasa Kronthelera (znanego i płodnego niemieckiego reżysera i scenarzystę).
Jak ja lubię niemieckie filmy! Te starsze i te nowsze. (I czegoś lubię niemiecką literaturę, teatr, muzykę, architekturę i malarstwo). Wiele z tych produkcji można obejrzeć sobie np. na Netfliksie, albo na dostępnym w telewizorach i dość popularnym kanale Romance TV.
Są takie … porządne. Poukładane. Uporządkowane, czytelne. Z wyraźnie zaznaczoną fabułą główną, świetnie zagrane, na podstawie przemyślanego scenariusza. Niby proste i przewidywalne, ale doskonałe warsztatowo, prowadzące widza do zadumy, czasami zdziwienia. Bez udziwnień, bez kosmitów i Bondów. Gdy spojrzymy dokładniej, wielowątkowe, przeto poruszające. I, co ważne, z każdego filmowego kadru wyłazi przejaw niemieckiej solidności oraz ichniego chłodnego, eleganckiego pragmatyzmu (jak mercedes, jak soczewki Zeissa, jak prawo gospodarcze).
Równie ważne jest tło i krajobraz. Te dwa poboczne, ale niezbędne elementy, jak też odniesienia do niemieckiej i światowej historii, poruszane problemy obyczajowe, społeczne i polityczne przypominające jątrzące się, niezagojone narodowe rany, doskonale wpisują się w tytułowy, melodramatyczny wątek tego obrazu.
Przenosimy się do połowy lat 60. ubiegłego wieku. Julia Welling (zagrana przez świetną Henriettte Richter – Röhl) jest wykształconym pedagogiem. Po otrzymaniu ciekawej propozycji zawodowej (takiej z gatunku „nie do odrzucenia”) przenosi się z Berlina na bawarską wieś, gdzie zakłada i prowadzi dom dziecka. Nieopodal stacjonuje pułk amerykańskiego wojska, któremu dowodzi przystojny major Dawid Carter, Amerykanin pochodzenia niemieckiego.
Nowoczesna, mądra i myśląca proeuropejsko Julia naraża się (jej proludzkim stosunkiem do życia i dóbr popkultury, przejawem czego jest także noszona przez Julię spódniczka mini), wielu miejscowym, oraz lokalnym celebrytom: księdzu, lekarzowi, aptekarzowi. Głównie jednak przez to, że namawia kobiety do stosowania antykoncepcji, głośno sprzeciwia się wyzyskiwaniu dzieci. Nie jest spolegliwa, raczej zdeterminowana.
Film mocno dotyka bawarskiej obyczajowości. Głęboko zakorzenionego tradycyjnego (tu: narodowosocjalistycznego) podejścia do niemieckości, ortodoksyjnie katolickiego postrzegania rodziny, w której kobiety tłamszone są przez opitych piwskiem mężów – tyranów, a małe dzieci maltretowane fizycznie i zmuszane do ciężkiej pracy.
„Większość z nich na chwilę się otrząsnęła, ale teraz znowu robią to samo”.
Szczególnie istotnym dla mnie wątkiem jest przeprowadzona dekadę wcześniej denazyfikacja. Czyli czynności podjęte po II wojnie światowej w celu wykorzenienia z życia polityczno-społecznego Niemiec oraz Austrii zasad, ustaw oraz organizacji nazistowskich.
Przypomnę, że denazyfikacja zapowiedziana została jeszcze na konferencji jałtańskiej, zaś konkretne postanowienia podjęto w Poczdamie. Realizowana była przez wojskowe władze okupacyjne czterech mocarstw (USA, ZSRR, Wielkiej Brytanii, Francji) w poległych im strefach okupacyjnych. Obejmowała m.in.: rozwiązanie wszelkich nazistowskich instytucji, zniesienie ustawodawstwa nazistowskiego, postawienie przed sądem winnych zbrodni wojennych oraz usunięcie nazistów ze stanowisk publicznych. Denazyfikacja dotyczyła prawie 260 tysięcy osób. Została zakończona: w strefie radzieckiej w 1948 r. (uwolniono od zarzutów 8214 = 12% poddanych denazyfikacji obywateli), w amerykańskiej w 1949 r. (uwolniono od zarzutów 44 244 = 46%), w brytyjskiej i francuskiej w 1950 r. (uwolniono od zarzutów kolejno: około 34 tys. = 53% oraz 8040 = 42%). Przyniosła ona jednak dość ograniczone rezultaty. Jej dość niekonsekwentne przeprowadzenie utrudniło ściganie zbrodniarzy nazistowskich i umożliwiło wielu byłym nazistom obejmowanie stanowisk w życiu publicznym Niemiec. W strefach zachodnich zapadło przy tym 806 wyroków śmierci, z czego wykonano 486. Członkowie hitlerowskiego aparatu władzy i urzędnicy weryfikowani byli (w strefie amerykańskiej, do której należała Bawaria), przed złożonymi z obywateli i obradującymi pod nadzorem władz wojskowych 545 regionalnymi oddziałami sądów, głównie na podstawie liczącego 131 pytań formularza personalnego, i rozmów indywidualnych. Podejrzanych dzielono na pięć kategorii: główni winni, obciążeni, obciążeni w mniejszym stopniu, współpodążający i uwolnieni od zarzutów. W 1948 zdecydowano o pospiesznym zakończeniu denazyfikacji, a to wobec zagrożenia ewentualną konfrontacją zbrojną z ZSRR. Uwolnieni od zarzutów otrzymywali dokument głoszący: „ Na podstawie informacji z Pani/Pana formularza osobowego nie podlega Pani/Pan Ustawie o Uwolnieniu od Narodowego Socjalizmu i Militaryzmu z 5 marca 1946”. W związku z brakiem kadr, na podstawie artykułu 131 ustawy zasadniczej RFN z dnia 10 kwietnia 1951, Bundestag zdecydował niemal jednogłośnie (przy dwóch głosach wstrzymujących się) o dopuszczeniu wszystkich osób, których nie zakwalifikowano do 1 lub 2 kategorii winnych do służby urzędniczej w Republice Federalnej Niemiec. Określano je jako „131”.
Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ jedna z pracownic Julii – wychowawczyni podopiecznych sierot nie poddała się tej denazyfikacji, w związku z tym musiała zostać zwolniona z pracy. I to pomimo świetnego podejścia do dzieci.
Tymczasem Amerykanie zaczynają przegrupowywać swoich żołnierzy do Azji południowowschodniej. W Wietnamie wybucha nowy konflikt zbrojny.
Zapewne zupełnie przypadkowo film przypomniano polskiemu widzowi akurat teraz. Gdy rozpoczęła się u nas kampania wyborcza. Ale naszła mnie taka dziwna refleksja, (czyżby także owo słynne déjà vu?), że niemal wszystkie poruszane w tym filmie wątki społeczne, polityczne i obyczajowe oraz kulturowe, wszystko to, z czym musi zmierzyć się bohaterka, zdaje się trafnie dotykać polskiego tu i teraz, zwłaszcza problemów polskiej kobiety. Zupełnie jakbym przeniosła się w miejscu i czasie na bawarską prowincję sprzed ponad pięćdziesięciu lat. Dochodzi do tego poczucie otaczającej mnie ostatnio płynącej wartko ze wszystkich narodowych mediów jakiejś antyniemieckiej i antyeuropejskiej schizofrenii. Uporczywy powrót do kwestii zamkniętych dawno temu reparacji wojennych, eskalacja neofaszyzmu, orientacja na antyfeministyczny katolicyzm.
Jeden z moich znakomitych, bardzo mądrych znajomych wrzucił na FB pasujący jak diabli do tego filmu (oraz do moich refleksji) post następującej treści:
Pisowska nacjonalistyczna psychoza antyniemiecka wynika wyłącznie z wrogości wobec lewicy i ze średniowiecznego prowincjonalnego światopoglądu. Naszą prawicę, która dobrze czuje się tylko razem ze swoją ciemnotą i zabobonami oraz wyciem po kościołach drażnią rządy lewicy w Niemczech, drażni silna niemiecka lewica i nowoczesne poglądy naszych sąsiadów. Chadecja jest tam bardziej lewicowa od naszej lewicy. Nasz PiS z epoki faraonów i mumii nie uznaje nawet CDU za chadecję, tylko za przemalowanych komunistów. Normalny, a nie prymitywny stosunek do seksu i sex-biznesu kompletnie nie mieści się w tych poglądach. Sprawy antykoncepcji, aborcji, seksualności są tam traktowane w sposób właściwy.
Bardzo trafne.
Na koniec mojego wywodu o filmie „Julia i oficer”, bo tekst chyba nie jest klasyczną recenzją, jeszcze jedna refleksja. Otóż mam nadzieję, że, wzorując się na zasadach wspomnianej wyżej niemieckiej denazyfikacji, przeprowadzona zostanie wkrótce nasza ogólnonarodowa „depisyzacja”. I oby przyniosła oczekiwane rezultaty. Wtedy może być nawet ogólnonarodowe jamais vu. Albo tylko moje. Czego życzę sobie i Państwu.
Jednakowoż polecam film „Julia i oficer”. Nadaje się do obejrzenia jako naprawdę mądry, pouczający oraz inspirujący.

Aneta Wybieralska
