20.11.2022

Kiedyś mój starszy kolega, a w międzywojniu sprinter, chyba w „Wieczorze Warszawy” zatytułował artykuł tak: „Bomba w górę, teraz wszystko w rękach konia”… Chodziło oczywiście o wyścigi na Służewcu (opisywał, ale i grywał), lecz pasuje – w przenośni – do tego, co od dziś. W Katarze, gdzie kurtyna idzie w górę…
Teraz wszystko w rękach (nogach i głowach) piłkarzy. Bo wszystko, co wokół – dyskusje o złym terminie i przedziwnej uległości FIFA, o trudnych warunkach klimatycznych, o obyczajach, z którymi dotychczas raczej futbol nie miał do czynienia – idzie na bok. Po pierwsze – boisko i co na nim; czyli piłkarze. Wszyscy podlegli temu samemu upałowi, który raczej siły nadwątli, a egzamin z wytrzymałości i odporności uczyni jeszcze trudniejszym, niż dotychczas bywało. „Po prostu” – punkty w grupach, zawsze drogie jeszcze podrożały, a np. dla drużyn z Europy przeszkoda, z uwagi na termin i klimat, wydaje się wyższa, niż bywało wcześniej. Dotyczy to, jak się wydaje, zarówno drużynom podobnym do naszej – czyli śniących o przejściu do fazy pucharowej, jak i z góry mocno faworyzowanym. Wietrzę niespodzianki…
Ważnym elementem towarzyszącym będzie – przewiduję – styl i sposób sędziowania. Że technika ma wspomóc oko – w porządku; niech będzie kamera w bramce, by lepiej było wiadomo, gdzie piłka w podbramkowym zamieszaniu.
Znak zapytania stawiam przy stylu sędziowania. Są zapowiedzi, że będzie twarda obrona zasad – włącznie z tym, iż czerwone kartki „rzadko obecne” w poprzednich mistrzostwach teraz mogą się częściej pojawiać. Gdy faul, gdy symulacja, gdy gest uchybiający normie… Tak zapowiadają i… słowa mogą dotrzymać, „przygoda” zaś naszego kapitana w lidze hiszpańskiej (killkumeczowa karna przerwa za gest oceniony jako naganny) może być powielana w tym turnieju. Nawet „żółte” mogą się przydarzać częściej, a w nadmiarze powodować kłopoty kadrowe… Nawet na tak powszechnie akceptowany – przez piłkarzy i komentatorów – „faul taktyczny” (bo „nie miał innego wyjścia”) trzeba będzie patrzeć inaczej.
Sędziowski stan zapowiada, że będzie czujny i surowy. A fajnie, że i my jesteśmy w nim reprezentowani . Główny – 41-letni Szymon Marciniak z Płocka – najbardziej znany obecnie polski sędzia – prowadził już mecze podczas mistrzostw Europy 2016, a także mistrzostw świata 2018. Regularnie sędziuje ważne mecze międzynarodowe.
Tomasz Listkiewicz, Paweł Sokolnicki i Tomasz Kwiatkowski – też są w składach sędziowskich. Pan Tomasz – syn Michała Listkiewicza, teraz znów redaktora, wcześniej sędziego oraz eksprezesa PZPN. Z taty na syna?
No i wreszcie – granie panów będą też oceniać panie. Pierwszy raz w historii mistrzostw sześć dostało nominację na pracę w turnieju. Trzy – wśród głównych. Ciekawe, jak się będą spisywały – pobłażliwie, czy… Z góry wiadomo, że „główne” bardziej się nabiegają niż koledzy w spodniach…
Nasi, po szpanie podróży rządowym samolotem z eskortą zaczną rozwiązywać równanie z niewiadomymi we wtorek. Grą przeciw Meksykowi.
Trener ma podobno koncepcję grania ze skutkiem pozytywnym; podobno wiemy, jak grać w tym meczu, ale zawsze jest podpytanie: czy oni wiedzą, co my wiemy, i jaki mają plan własny? Grzegorz Krychowiak z góry zastrzega, że w takim meczu nie ma co spodziewać się pokazu pięknej piłki, chodzi nie o spektakl, a o bilans…
Też prawda. Test mecze – to coś innego, ocenia się wynik w połączeniu z obrazem, ale gdy w grę wchodzą punkty – obraz staje się tłem…
Anglicy też grając na Wembley z drużyną Górskiego, starali się koncertować, a remisowe zwycięstwo było udziałem naszej reprezentacji… Wygrała skuteczność. WTEDY, a we wtorek? Ten się śmieje… itd.
Koniec tej słownej gry bez piłki. A inne sprawy sportu? Ledwie zasygnalizuję:
- Jest kolejny alarm w sprawie stanu sprawności fizycznej młodzieży. Teraz ministerialny. Że jest źle, że młodzi nie są sprawni, że otyłość alarmuje, ale są pomysły, by sport w procesie edukacji miał się lepiej. Jestem za, walenie w gong alarmowy słyszę, obietnice – też. Ale który to raz temat staje jako dyżurny, a potem idzie spać?
- Wychwytuję sygnał, że nasze środowisko działaczy olimpijskich nieśmiało, ale jednak zaprezentowało opinię, że prawna reguła dwóch kadencji dla prezesa związku sportowego jest gorsetem, a nie wyrazem dbałości o demokratyczne zasady, rozwój itp.
Dla mnie jasne. Samorządność – to samorządność. Jeśli stanowisko z wyboru – nie przepis wymuszony przez administrację decyduje, lecz elektorat. Niech logika i aktualne kwalifikacje kandydatów stanowią o wyborze, nie uciskająca reguła. I niech wybór będzie otoczony powinnością oceny, prawem do odwołania, jeśli wybór okazał się nietrafny. Wymaganiem by komisje rewizyjne były do czuwania, a nie jako miejsca dla tych, którzy się w zarządzie nie zmieścili.
Nawiasem, dotyczy to nie tylko związków sportowych… Możliwe są też statutowe „bezpieczniki” dla komisji wyborczych, by np. już w kandydowaniu był rozsądny limit wieku. Kardynał ma, prezes też może…
Nie rozwijam, bo widzę, że „temat” sam się zaczął „rozwijać”…
Bomba w górę!

Andrzej Lewandowski
Senior polskiego dziennikarstwa sportowego, b. szef działu sportowego „Trybuny Ludu”.
Więcej w Wikipedii
