13.01.2023
Do końca grudnia ub.r. miało zostać zakończone postępowanie w sprawie przydziału koncesji na budowę elektrowni wiatrowych na 11 wydzielonych obszarach Bałtyku. Sprawa bardzo istotna ze względu na dobre warunki dla rozwoju energetyki wiatrowej na Bałtyku, a także ze względu na pogarszający się bilans produkcji energii w Polsce.
Zainteresowanie koncesjami zwiększa fakt, że – wśród wszystkich rodzajów energii produkowanej z OZE – tylko energia z bałtyckich wiatrów może liczyć na dotacje z KPO. Być może, dlatego opóźnia się rozstrzygnięcie przydziału koncesji, bo najważniejsi zainteresowani czekają na odblokowanie środków europejskich.
Trudno zrozumieć, a tym bardziej wytłumaczyć, logikę interwencji. W teorii, dążąc do przeciwdziałania zmianom klimatycznym, przede wszystkim powinno się wspierać przetwarzanie metanu, a w dalszej kolejności rozwój małej, rozproszonej energetyki. Negocjując KPO nie uznano jednak za słuszne wspieranie tego rodzaju produkcji energetycznej; jest ona blokowana także przez monopolistyczny system dystrybucji energii. Za to mocne wsparcie uzyskać mają farmy wiatrowe na Bałtyku, inwestycje bynajmniej nie obojętne dla jakości środowiska. Wsparcie, dodajmy, zbędne, bo zainteresowanie pozyskaniem koncesji świadczy o ekonomicznej opłacalności projektu. O koncesje stara się ok. 130 podmiotów. Największe, w wśród nich Shell i niemieckie RWE, mają wystarczające środki, technologię, doświadczenie, by na własny koszt i odpowiedzialność sprostać zadaniu, nie oglądając się na dotacje europejskie.
Inna jest filozofia polskich potentatów. Nie przypadkowo Orlen zainteresował się inwestycją na morzu w tym samym czasie, gdy negocjowano zasady wsparcia energetyki z OZE z nowego rozdania środków europejskich. Możliwość pozyskania środków z KPO spowodowała, że Orlen wystąpił o koncesje na wszystkie 11 obszarów, chcąc stać się, także i na Bałtyku monopolistą. Być może zmuszony będzie podzielić się z innymi, równie ambitnymi i łapczywymi na pomoc publiczną, spółkami: o koncesje wystąpiły, tworząc konsorcja, PGE, Tauron i Enea.
Z punktu widzenia polskiego podatnika i konsumenta rzecz wydaje się oczywista. Jeśli koncesje zostaną przyznane RWE, Shell, Ocean Winds (spółka francusko-portugalska), to, bez potrzeby wspierania środkami publicznymi, powstanie silna konkurencja, utrudniająca zmowy cenowe państwowego oligopolu energetycznego. Spółki prywatne zmuszone byłyby działać w ramach polskiego prawa, uważnie kontrolowane przez instytucje państwowe. Oznacza to tańszy prąd i chronione środowisko. Ale tego typu Polak, podatnik i konsument, nie myśli „patriotycznie”; chce za „miskę soczewicy” oddać Polskie Morze Niemcowi.
Na takie dictum możemy jedynie rozłożyć ręce lub nogi. Orlen jest taką spółką superpatriotyczną. Korzysta on z wszelkiego rodzaju wsparcia i pomocy ze strony państwa. Ta „wszelka pomoc” dotyczy nie tylko kwestii materialnych, to także preferowanie wobec przepisów prawa. Szkodliwe dla ludzi naruszanie zasad ochrony środowiska jest tolerowane – bo to Orlen. Lekceważenie zasad równości w przetargach publicznych… Narzucanie zawyżonych cen, korzystając z pozycji monopolisty,… „Prywatyzacja przez prechwytyzację” majątku przejętego od zlikwidowanego Lotosu… Jawne korumpowanie polityków i urzędników państwowych, przez rozdawnictwo posad, dotacji i darowizn… Wszystko można, bo jest się „superpatriotą”. Gdyby państwo chciało skrupulatniej kontrolować ten „polski podmiot”, to prawnicy udowodnią, że nie jest on „państwowy” (Skarb Państwa jest jedynie mniejszościowym udziałowcem). Jest w tym imperialna logika.
Gdy dojdzie do fuzji Orlenu z MOL (nie pytam, czy, ale kiedy – taki jest logiczny kierunek ekspansji tych „patriotycznych spółek”), imperium będzie ponad kontrolą rządów czterech państw. Będzie wystarczająco silne, by kupić w Polsce, Węgrzech, Słowacji i Czechach polityków, media, wymiar sprawiedliwości, by dyktować treść ustaw i kontrolować politykę, także zagraniczną, rządów. Superpatriotyzm spółki stanie ponad lokalnymi patriotyzmami obywateli państw środkowo-europejskich.
Orlen nie jest wyjątkiem. Przywilejem superpatriotyzmu obdarzono także inne wielkie podmioty. Wymownym tego dowodem jest brutalność ataku Tauronu na Rafako. Porównać to można z brutalnością polityki Putina. Tauron zdecydował się na rozstrzygniecie sporu z Rafako i Mostostalem Warszawa, wysyłając na słabszego oponenta rakiety i bomby swoich dywizjonów prawniczych. Zażądane odszkodowanie 1,3 mld zł wielokrotnie przewyższa wartość sporu. Jest formą zrzucenia na „na wroga” odpowiedzialności za własne błędy, w tym decyzji o budowie nowoczesnej elektrowni według parametrów wymagający zapewnienia węgla o jakości lepszej, niż był możliwy do dostarczenia z tauronowskich kopalni. O tej odpowiedzialności i wartości sporu można było dyskutować podczas negocjacji arbitrażowych, można się było spierać przed sądem. Tauron wybrał taktykę Putina. Ultimatum z tak wygórowanym żądaniem w praktyce niszczy przeciwnika. Zaatakowane firmy muszą do czasu rozstrzygnięcia sporu zamrozić „rezerwy” w wysokości odpowiadającej żądaniu, tracą także rzecz najcenniejszą: reputację solidnego wykonawcy. Nic dziwnego, że Rafako uznało się za śmiertelnie zranione, zapowiadając złożenie wniosku o upadłość.
Rafako i Mostostal Warszawa to firmy polskie, „patriotyczne”, w takim samym stopniu jak Orlen czy Tauron. Większość ich kapitału pochodzi z oszczędności polskich ciułaczy inwestowanych bezpośrednio lub za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych. Atak Tauronu poszedł w pierwszej kolejności na Rafako, w efekcie wartość zainwestowanego przez ciułaczy kapitału obniżyła się o blisko 1/3. Mostostal zdystansował się od „wojny”, zasygnalizował obciążenie wyłącznie Rafako wszelką odpowiedzialnością i kosztami odszkodowań za inwestycje w Jaworznie. Czyli, w pewnym sensie, oportunistycznie, stanął po stronie agresora. Trudno mu się dziwić.
W każdym normalnym kraju rząd interweniowałby w obronie majątku ciułaczy, swoich obywateli, przed nieuzasadnioną, bandycką napaścią wielkiego pirata. U nas rząd wspiera agresora, zachęca go do łupienia Polaków. Agresja była możliwa dzięki wsparciu rządu, dofinansowana też będzie przez ogół podatników. Rząd chciał się pochwalić zamrożeniem cen energii i „kupił” to zamrożenie u wielkich producentów, obiecując im płacić miliardowe odszkodowanie. Dostarczył więc agresorowi wystarczającą ilość amunicji, by zrównać z ziemią przeciwnika.
Ten wypadek to jawna agresja na polskie podmioty gospodarcze. Przyzwyczailiśmy się już do „ukrytych” form łupieżczych napadów. PGNiG dyktując zawyżone ceny niszczy polskich producentów nawozów sztucznych, a pośrednio polskie rolnictwo. Orlen, dzięki monopolowi, narzuca ceny paliw obniżając konkurencyjność polskich firm transportowych. PGE i zmowa energetyczna leży i podstaw obecnej podwyżki cen biletów kolejowych.
Tak wygląda „superpatriotyzm” w działaniu.
A my jak rosyjskie społeczeństwo albo klaszczemy z radości, dopingując „swoich” agresorów; albo patrzymy z obojętnością, szukając rozmaitych usprawiedliwień dla napastnika. Nie dociera do nas, że celem ataku, wrogiem dla „superpatriotów” jest społeczeństwo polskie (jak kto woli: Naród Polski).
W imię sztucznie podsycanej dumy „narodowej” dajemy się potulnie okradać.
Jarosław Kapsa

