Zdanie odrębne

W Wikipedii można przeczytać, że kontredans to zbiorowy, figurowy taniec towarzyski, popularny we Francji od końca w. XVIII, tańczony parami, które stawały naprzeciw siebie, często zamieniając się partnerami. Sto lat później przekształcił się w kadryla, tańczonego przez 4 pary ustawione w kwadrat; składał się z 5 figur i najczęściej kończył galopem i przytupem – co drugi krok.
W naszym stuleciu tańce te są już niemodne; można je oglądać w scenach filmów kostiumowych albo… w Polsce, gdzie w ich rytm pląsają (wraz z urzędnikami Unii Europejskiej) premier, minister sprawiedliwości, prezydent; prowadzącym jest mistrz ceremonii (albo wodzirej) – Jarosław K. Pierwsza tego kontredansa figura to ‘kamienie milowe’, podpisane prawie dwa lata temu, które miały nam dać pieniądze porównywalne z niegdysiejszym planem Marshalla! Media rozpętały wokół niej aurę biblijnej manny, ale ponieważ nic się nie działo, premier zaczął bagatelizować unijne miliardy, a jeden z europosłów o antypatycznej fizjognomii stwierdził wprost, że po pieniądze rzędu dwudziestu polskich groszy i nie warto się schylać…
Drugą figurą taneczną była wizyta przewodniczącej PE, której obiecano zamkniecie sporu z Brukselą w sprawie praworządności. W trakcie tej wizyty senat obradował nad ustawą; były dusery, uśmiechy i zdjęcie z mężem germanistki, który ręcznymi gestami wskazywał pani miejsce na wspólnej fotografii. Kiedy opuszczała nasz kraj, sejm ustawę odrzucił, gościni jakby dano w twarz, a zachodnie gazety pisały o prostackim zachowaniu polskich władz. Ale kto by się przejmował manierami, skoro od 8 lat wstajemy z kolan, ćwicząc przy okazji ręce i miny…
Trzecią figurę poprowadził osobiście nasz Ober (albo nadpremier), uznawszy, że bez unijnych pieniędzy będzie trudno. Inflację mamy najwyższą w Unii (przed Węgrami!), zbliżają się wybory, potrzebne będą fundusze na kampanię oraz dalsze korumpowanie tej grupy obywateli, którą od lat kupuje się transferami: na dzieci, piórniki, lekarstwa; -naste emerytury i inne świadczenia – tym częstsze, im bardziej pieniądz traci wartość. Co z tego, że chleb z dwu złotych podrożał na dziesięć, olej o 300%, ceny za prąd, gaz, ciepło o kilkadziesiąt procent…, skoro listonosz albo bankowe informują o nowych przelewach.
W czwartym układzie tanecznym do Brukseli jedzie specjalny minister vel Sęk, który w porozumieniu z bezdusznymi urzędnikami uzgadnia coś, czego nikt nie widział, ale sejm ma to przegłosować bez poprawek. Istotą „dogadanej z Unią” ustawy jest przepis, by wykroczeniami sędziów zajmował się Sąd Administracyjny. Podobno dlatego, że jest najmniej dotknięty „reformami wymiaru sprawiedliwości”, co ujawnia były rzecznik partii a teraz poseł.
Kiedy w sejmie przepchnięto ustawę napisaną „pod dyktando Brukseli” kontredans przeszedł w kadryla. Premier nie podziękował opozycji za to, że wstrzymała się od głosu, tylko ministrowi sprawiedliwości, który ją blokował (umożliwiając szefowi rządu „konstruktywny dialog” z własnym ministrem). Po czym ustawa trafia do senatu, a tenże minister apeluje do prezydenta „strażnika polskiej konstytucji i suwerenności”, by włączył się do tańca… Wszak „wymuszane szantażem zmiany w ustawie o SN uderzają bezpośrednio w prezydenta i jego prerogatywy, i demolują polskie sądownictwo”. Tak wygląda ostatnia figura siedmioletniego kontredansa obu panów, którzy skutecznie łamali konstytucję, przy okazji demolując sądownictwo …
Podczas tanecznej przerwy senat poprawił ustawę tak, by była zgodna nie tylko z prawem unijnym, ale i naszą Konstytucją. Ale trwa karnawał i ustawa wraca do sejmu; ten ją odrzuca, posyła do prezydenta, który nie podpisuje ustawy, tylko – inicjując kolejną figurę kadryla – posyła do trybunału Juli P., czyli „towarzyskiego odkrycia” prezesa, choć jej kadencja skończyła się w grudniu!. Apeluje przy tym o szybki tryb prac nad ustawą, której jeszcze nie przesłał…
Jeśli „trybunał” uzna „zgodność ustawy”, to premier wyśle wniosek Brukseli, a ta natychmiast rozpocznie przelewanie pieniędzy z KPO, mimo, że „dogadana” ustawa nie spełnia wymogów „kamieni milowych” oraz jest sprzeczna z Konstytucją. Unia daje sygnały, że jest zmęczona tym chocholim tańcem, gotowa dać nam te pieniądze wbrew sobie (i naszej Konstytucji) i patrzeć, jak pod nosem rosną jej kolejne Węgry. Trudno się dziwić; wojna na Ukrainie to poważniejszy problem niż Polska pisowsko-kościelna …
W tzw. międzyczasie media narodowe, czyli partyjne emitują głosy ekspertów na temat niezbędności pieniędzy unijnych dla naszej gospodarki. Jeden z nich twierdził niedawno, że odblokowanie funduszy z KPO poprawi wizerunek Polski w świecie i brzmi to, jak Archimedesowe eureka!
Dawno temu pisałem, że demokracja kaczystowska to multiplikacja demokracji szlacheckiej, w której dobrze się miało 10% populacji; reszta, czyli tzw. prosty lud miała się gorzej. W feudalnych czasach saskich, bo one są modelem rządów dobrej zmiany, kilka rodzin magnackich było w stanie zrobić z „panów-szlachty” swoich klientów. W zdominowanym przez gospodarkę rynkową XXI wieku partia rządząca może podnieść ten próg dwu- a nawet trzykrotnie. Służą do tego spółki Skarbu Państwa, fundacje oraz pieniądz unijny. Kiedy jedna trzecia narodu będzie stale miała pełną miskę, pozostałe dwie trzecie mogą sobie protestować, wychodzić na ulice z parasolkami lub bez, składać vota nieufności wobec ministrów itp.… Nic to nie da, a PiS może po raz trzeci wygrać wybory, zwłaszcza że stronę symboliczno-rytualną operacji finansowej władzy zabezpiecza Kościół kat., a opozycja zachowuje się jak dzieci w piaskownicy.
Pieniądz ma jednak to do siebie, że go zaczyna brakować, a kiedy oddala się perspektywa funduszy unijnych, trzeba na gwałt szukać rozwiązań socjo- i psychotechnicznych, które pozwoliłyby władzy zastąpić rzeczywiste ruchy działaniami pozornymi o podobnej „sile rażenia”. Mówiąc krótko, by nie rozdając pieniędzy, robić wrażenie, że się nimi stale zarządza. Służą temu podwyżki cen i usług, zależne od rządu albo obsadzonych przez niego spółek, a także manipulacje cenami. Ostatni, głośny przykład to 20% podwyżka cen biletów PKP, ogłoszona przed świętami, a więc kiedy ludzie masowo się przemieszczają. Ponieważ natychmiast została „oprotestowana”, ma być uchylona w marcu, kiedy ruch na kolei jest znacznie mniejszy…
„My jesteśmy dobrzy panowie” – zwykł mawiać niekoronowany król Polski; „kradniemy, ale się dzielimy ze społeczeństwem” – wołają dworzanie; wprowadzamy podwyżki, ale wyrwawszy coś z kieszeni obywatela, natychmiast się z nich wycofujemy… Wszak vox populi, to vox Dei!
Miesiąc temu orszak Trzech Króli mający zaledwie trzyletnią, ale ‘mocno ugruntowaną tradycję’, przeszedł ulicami ośmiuset (!) polskich miast. W części z nich zorganizowano stacje, gdzie uczestnicy mogli liczyć na poczęstunek i gorącą herbatę. W jednym z miast na Podkarpaciu, z którego wywodzi się renesansowy biskup lwowski Grzegorz, w każdą pierwszą sobotę miesiąca dziesiątki (niektórzy mówią, że setki) mężczyzn w różnym wieku chodzi po mieście, głośno modląc się na różańcu. Chrystus wprawdzie zalecał, by to robić w samotności i nie na pokaz[2], ale to było dawno; teraz jest ważne, co mówi Kościół.
Media co tydzień donoszą o aferach dotyczących życia seksualnego kleru wszystkich szczebli, ale dla wiernych ważniejsze są ceremonie. Np. chrzest, który kiedyś trwał 15 minut, dzisiaj rozrósł się do półtorej godziny; o ślubie czy pogrzebie lepiej nie wspominać… Młodzież licealna masowo rezygnuje z lekcji religii, ale przed maturą i tak jedzie do Częstochowy; choćby na wycieczkę…
Pół wieku temu ksiądz katecheta nauczał, że wiara bez uczynków jest martwa. Więc gdyby się ktoś czepiał, takimi uczynkami są właśnie: ceremonie, liturgie, obrzędy, zachowania symboliczne… Im mniej rzeczywistych świadectw wiary, tym więcej iwentów, którym naród poddaje się ochoczo, avec plaisir – jak mówią Francuzi, czyli z przyjemnością… Prawo Kisiela, że „herbata nie stanie się słodsza od samego mieszania”, wcale nie musi być prawdziwe w polskiej rzeczywistości religijno-narodowej (albo na odwrót).
Tegoroczny karnawał (z wojną za miedzą w tle) zbliża się ku końcowi… Kiedyś polegał on na tym, że panowie przebierali się za chłopów (chamów), a chłopi za panów. Dzisiaj nie trzeba się przebierać, bo pan zachowuje się jak cham, w sejmie bijąc sobie brawo, a cham (dajmy na to z Pcimia) kolekcjonuje dworki i pałacyki. Inny znowu (np. z Lublina) rozdaje pieniądze na wille i apartamenty… Przed wyborami zmienia prawo, szuka sposobu na wyeliminowanie opozycji, chce nawet zarządzać pilotem od telewizora…
Wszystko to dzieje się w oczekiwaniu na przyjazd do Polski szefa mocarstwa, któremu udało się zjednoczyć świat zachodni do oporu przeciw rosyjskiej agresji na Ukrainę, broniącą wolności i aspiracji do życia w praworządnym ustroju. Amerykański prezydent przyjedzie do kraju przyfrontowego, który coraz bardziej oddala się od praworządności. Robi to konsekwentnie od ośmiu lat; nie kryjąc się ani przed swoimi, ani przed obcymi – otwarcie, teraz już na rympał!
Co powie ten doświadczony polityk naszym tancerzom kontredansa i kadryla? Co powie zwykłym ludziom, którzy od miesięcy tkwią w apatii szczuci na siebie i przeciw sobie przez rządzących oraz partyjne media? Co powie Ukraińcom, których dziesiątki giną codziennie na froncie? A może nic nie powie; wszak niezbadane są wyroki Jahwe…
J S
- „A kiedy się modlisz, nie musisz być jak hipokryta. Ponieważ uwielbiają stać i modlić się w synagogach i na rogach ulic, aby inni mogli ich zobaczyć. Zaprawdę powiadam wam, otrzymali swoją nagrodę. Ale kiedy się modlisz, wejdź do swojego pokoju, zamknij drzwi i módl się do swojego Ojca, który jest w ukryciu. A wasz Ojciec, który widzi w ukryciu, odda wam”. Mateusz 6: 5-15 ↑
PP Komentatorów prosimy, by uwzględnili fakt, że wszystkie komentarze są czytane przez moderatora. Niektóre są publikowane natychmiast, inne nie; reguluje to system automatycznie zgodnie ze swoimi regułami. Wielokrotne wpisanie tego samego komentarza nic nie daje: musi on tak czy tak poczekać na zatwierdzenie. Może to oznaczać oczekiwanie na efekt nawet 24 godziny.

Zapusty czyli zmagania karnawału ze zbliżającym się postem. Teraz pozostał już nawet nie chocholi taniec, ale chamski przytup wobec którego błędna sarmackie i saskie jedzenie, picie i popuszczanie pasa. Teraz puściły wszelkie hamulce moralne o zwykłej uczciwości to już wstyd wspominać. Smutno i gorzko i nadziei żadnej na widoku nie widać. A może pląsając się zapląsają na smierć, czego im karnawałowo życzę.
A jechał ich sęk!
Odnośnik do vel Sęka gdzieś się zapodział… Szkoda.
Taniec to kapitalna metafora opisująca skomplikowane, dynamiczne relacje międzyludzkie. Wyraża to co trudno wprost nazwać ani precyzyjnie przy pomocy nawet najbardziej przejrzystego logicznego wywodu określić. Bez słów wyraża starą prawdę, którą każda cywilizowana wspólnota stara się ukryć. Człowiek nie kieruje się jedynie rozumem. Ba! W bardzo niewielkim stopniu racjonalizm i słowo(pomijając symboliczną jego warstwę) rządzi jednostkami i społecznościami.
Coraz dobitniej potwierdzają to najnowsze badania neurobiologów i kognitywistów. Metafora tańca stosowana jest przy wielu okazjach. Wyraża ognistą namiętność między kochankami. Ujawnia utajone gry w rodzinach, szkołach, urzędach, koszarach, klasztorach i oczywiście na wierzchołkach władzy.
JS dobrze to wie i wskrzeszając zapomniane układy taneczne bardzo udatnie odzwierciedlił narastające ,,szaleństwo” naszych władców.
Rodzi się pytanie i uporczywie domaga się odpowiedzi.
Które ze skojarzeń nasuwających się podczas lektury tekstu, w bardziej adekwatny sposób oddają aktualną, ponurą rzeczywistość.
Danse macabre , ,, Niech żyje bal…” czy taniec na Titanicu?
A w oświacie brzmi polonez kuratoryjno – dyrektorsko – rodzicielski. Z trójdzielnym metrum i z figurami z których mijanka i wąż wysuwają się na pierwszy plan, a Chopin tylko w tle..
Z wymienionych przez ASC skojarzeń stawiam na Tytanica.
Opisane przez JS realia polskiej polityki, już dawno nie śmieszą, a przerażają, i to coraz bardziej. Upadek instytucji państwowych oraz rozpasanie polityków przypomina czasy saskie, które zapoczątkowały upadek RP. Bezkarność, manipulowanie cenami gazu czy paliwa, rozdawnictwo miliardów kolegom to „dobre praktyki”, które rządzący są w stanie wcisnąć swoim wyborcom dzięki opanowanej przez siebie tv. Można przypuszczać, że opowiadane przez polityków bzdury i idiotyzmy, za które przyzwoity człowiek wstydziłby się przez długie lata, służą właśnie temu, aby odtworzyć je w rządowej tv i umiejętnie użyć do celów propagandowych. Rzesza wyborców tylko czeka na dobre słowo i „wyjaśnienia”, dlaczego jest tak dobrze skoro jest tak źle. Dziwny to kraj, w którym jeden z ministrów dyryguje swoim przełożonym, czasami z niego drwi, czy też naraża podatników na miliardy strat, ze względu na swe „przekonania”, a ostatecznie i tak winny jest Tusk. Szafa ministra skrywa wiele grzechów koalicjantów, dzięki którym może czuć się bezpieczny i dyrygować swymi przełożonymi. Uwłaszczenie kraju trwa, więc i szafa będzie się powiększać, a to oznacza, że mający coś do ukrycia będą tańczyć jak im minister zagra.