15.04.2023
Truizm: pożyteczną i wydajną pracę zastąpiła chaotyczna krzątanina referentów zajętych nieróbstwem, pobieraniem wysokich premii i pensji, wyjazdami na urlopy i bankiety, a w przerwach od odpoczynku – wydawaniem sprzecznych zarządzeń lub poronionych decyzji.

Udzielenie, przyznanie, zezwolenie, zdobycie jakiegokolwiek papierka przyznającego prawo do posiadania czegoś, co jest nam potrzebne, uzależnione jest od tylu zastrzeżeń i wymaga spełnienia tylu zbytecznych warunków, że odechciewa się kontaktu z urzędem.
Obojętnie do jakiego trafi, dowiaduje się, że nie jest to ten, który jest właściwy i że powinien pójść np. piętro wyżej, biurko dalej, ulicę naprzeciw, a najlepiej – do diabła. Na domiar złego, przepisy, które ma obowiązek znać, napisane są ezopowym jęzorkiem. Mętnym tak bardzo, by urzędnik mógł je dowolnie interpretować, a szary petent – bez trudu pogubić w niejasnościach. Biuralista przydzielający dokument okazuje się bezcenny, bo tylko on potrafi go zrozumieć. W ten sposób udowadnia, że jest nieodzowny na stanowisku tłumacza idiotyzmów. Z czego wypływa morał: osobnik przyuczony do wyjaśniania głupot nie byłby potrzebny, gdyby sformułować prostszy druczek.
Nasz urząd nastawiony jest na walkę z interesantem. Z góry i bez dania racji zakłada, że przychodzący do niego obywatel jest krętaczem, chce oszukać, wyłudzić, puścić państwo w skarpetkach. Nie ufa nikomu, a wszyscy są podejrzani. W odróżnieniu od krajów, gdzie prawo i przepisy prawne sprzyjają interesantowi. Gdzie wierzy mu się na słowo i procedura uzyskania stosownego dokumentu jest bez porównania krótsza.
Czy nadszedł czas na zmiany, zapytałem się retorycznie? Pro forma spytałem, ponieważ odpowiedź, jest twierdząca. Tu zawarczało mi w duszy: zmiany, owszem, lecz gdzie i przez kogo czynione? Więc, by nie wypaść z roli buntownika dodałem, iż są konieczne WSZĘDZIE, a powinny być robione przez ludzi pozbawionych niekompetencji. Otrzaskanych z analitycznym myśleniem.
Parkinson, prześmiewca ekonomicznych absurdów pokusił się o sformułowanie następującej tezy: rozrost aparatu administracyjnego powoduje dematerializację produkcji. Wytwórczość schodzi na nieważny plan, a na pierwszym pojawia się sprawozdawczy obrót bezwartościowymi papierami. W jednym ze swoich pism posunął się do konstatacji, że wytwarzanie czegokolwiek mija się z celem urzędniczego istnienia.
Jednym z najważniejszych zadań naprawczych oczekujących na radykalne rozwiązanie, jest odchudzenie biurokracji. Zgodnie z prawem Cyrila Northcote Parkinsona, brytyjskiego historyka, jej rozrost jest nieuchronny. Co nie oznacza, że nie można go ograniczyć. Można i trzeba. A zmniejszanie liczby zatrudnionych urzędników powinno odbywać się podobnie, jak wycinka zbędnych gałęzi; wiadomo, że za jakiś czas odrosną i całą zabawę z przerzedzaniem trzeba powtórzyć, ale zanim to nastąpi, drzewa będą miały więcej tlenu. Przekładając na język zrozumiały dla bęcwałów: im mniejsza administracja, tym lepsza produkcyjna wydajność.
Konkluzja: jeżeli jakikolwiek rząd ma zajmować się naprawą administracji, to zapowiadane reformy udadzą się tak samo fatalnie, jak dotychczasowe próby reform. Powiodą się tylko wtedy, gdy zacznie podejmować decyzje podyktowane dobrem państwa, a nie dobrem jego członków.
źródła obrazu
- jastrzab: BM
