11.05.2023
A może coś na poważnie, z takich spraw dotykających absolutu? Zbigniew Borek publikuje w „Polityce” tekst „Dramat w domach pomocy społecznej”. I to jest naprawdę dramatyczny tekst ukazujący stan opieki nad ludźmi w końcowej fazie ich życia, umierających długo i boleśnie w placówkach takich, jak domy opieki społecznej. Takich Domów Opieki Społecznej jest ponad 800. Żyje w nich, a właściwie umiera 76 tysięcy ludzi.

Domów Opieki Społecznej jest zdecydowanie za mało w stosunku do potrzeb starzejącego się polskiego społeczeństwa. Dlatego też pojawiły się prywatne domy całodobowej opieki – jest ich 704, w których mieszka ponad 20 tysięcy ludzi płacąc za pobyt 4-6 tysięcy za miesiąc.
To statystyka. Rzeczywisty problem leży w tym jakie są warunki pobytu pensjonariuszy w Domach Opieki Społecznej, placówkach utrzymywanych przez państwo polskie i samorządowe władze. O tym jakie one są jest ten materiał w „Polityce” – niech każdy się z nim zapozna, aby zrozumieć to, co mam tutaj do zaproponowania.
Polskie państwo, po ośmiu latach rządów prezesa i jego „Zjednoczonej Prawicy” jest w stanie zapaści. Nie ma żadnej dziedziny, w której można by odnotować postęp, chyba że za taki uznamy rosnącą ilość naszych, małych na razie, polskich oligarchów czerpiących profity ze spółek skarbu państwa (a więc naszych).
O poziomie opieki społecznej i zdrowotnej najlepiej przekonaliśmy się w czasie pandemii, która pokazała nasze miejsce wśród państw w UE i na świecie. Obecny stan finansów państwa jest taki, że liczenie na radykalną poprawę w opiece nad starymi ludźmi przebywającymi w DOS jest iluzją – poprawy nie będzie, bo nie będzie pieniędzy.
Dlatego też stawiam sprawę uregulowania prawnego eutanazji – dobrej śmierci – bo to właśnie znaczy słowo eutanazja.
Są w Europie kraje, w których działa prawo umożliwiające podjęcie takiej decyzji każdemu, kto ma zdolność do czynności prawnych i znajduje się w sytuacji przewlekłej choroby. Podjęcie świadomej decyzji o zakończeniu swojego życia powinno być podstawowym prawem każdego człowieka. To przecież jest decyzja o zakończeniu własnego życia, a nie odebranie życia innemu człowiekowi.
Czy jednak w Polsce może być tak samo, jak w innych krajach UE?

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Bardzo ważny tekst. Ja widziałem umieranie bliskich mi osób, w tym przyjaciela umierającego na raka (to akurat bardziej słyszałem, bo nasz kontakt był głownie telefoniczny). Pamiętam jak powtarzał „aby tylko nie bolało”. Szkoda, że ta (prawa do dobrej śmierci) tematyka jest właściwie nieobecna w mediach. Wspomniany artykuł w „Polityce” porusza margines problemu, a nie jego istotę. Ja jestem za słaby by ten temat zgłębiać. Ale chętnie poczytałbym coś o prawie do dobrego umierania. Bo wszyscy się starzejemy, a jednym z towarzyszy starości jest ból. Bywa, że nie tylko fizyczny, a po prostu wynikający z utraty czegoś/kogoś ważnego. Powszechne wypieranie ze świadomości spraw ostatecznych nie wymazuje ich z naszego życia. One są i pozostaną. „Memento mori” przegrała z konsumpcjonizmem, ale nie osłodziło to naszego poczucia przemijania. Czy dodatkowy ból jest jeszcze do czegoś potrzebny?
Portugalia, kraj katolicki, przyjął prawo do legalnej aborcji. A więc to jest możliwe nie tylko w krajach kultury protestanckiej