Tak, wiem. Takich marszów było wiele. Frekwencja też była imponująca. I nic. Demolka demokratycznych struktur postępowała. PiS je wszystkie przetrzymał. Czy tak będzie i tym razem? Śmiem wątpić.

Byłem, widziałem, rozmawiałem z wieloma uczestnikami. Starszymi, młodszymi i w średnim wieku. Z przyjaciółmi przeszliśmy od Placu na Rozdrożu do Hotelu Bristol. Dalej się nie dało, było zbyt dużo chętnych. Wstępne obliczenia wskazują na pół miliona, no może 380 tysięcy – mówią ostrożniejsze szacunki.
Było sporo mów i gorących obietnic. Donald Tusk nawet złożył ślubowanie: „Chcę złożyć przed wami ślubowanie. Idziemy do tych wyborów, aby zwyciężyć i naprawić ludzkie krzywdy. Ślubuję wam zwycięstwo, rozliczenie zła, zadośćuczynienie krzywdom ludzkim i pojednanie między Polakami”. To bardzo polskie. Nie zawsze takie ślubowania dobrze się kończyły, by wspomnieć te najsłynniejsze Jana Kazimierza. Wtedy też ojczyzna była w potrzebie.
Może tym razem dobrze się skończy i śluby przewodniczącemu Platformy Obywatelskiej uda się wypełnić. Dobrze, by pomyślał, że nie musi robić tego sam. Chętnych jak się okazało jest wielu. Był Strajk Kobiet. To one w 2016 i 2020 zgromadziły porównywalne tłumy. Po wygranych wyborach trzeba stworzyć przestrzeń dla kobiet, którym PiS stworzył piekło. W licznym zastępie przemawiających było ich stanowczo za mało. A to one robią najwięcej by Kaczyński przegrał. Tusk nie powinien o tym zapomnieć.
Prof. Obirek pisał niedawno m.in…


Wypowiedzi na marszu, słuchane w telewizji, brzmiały nieźle, ale na miejscu, przy gromkich i „skrzypiących” głośnikach było już gorzej. I przeszkadzały mi wrzaski mówiących (zarazili się od Dudy?), a szczególnie osób zagrzewających w marszu (Arłukowicz i jakaś pani), tym bardziej że były to banalne odzywki.
Pamiętam jak żeśmy się organizowali przed wyborami 4-go czerwca 1989. To były drobiazgi. Odbijaliśmy pierwsze numery Gazety Wyborczej na xero i rozdawaliśmy znajomym. Jakies ulotki. Wyjazdy w teren i dostarczanie plakatów wyborczych. Sporo tego było. A po wyborach organizowanie komitetów obywatelskich. To tez miało znaczenie. No, a teraz co będzie? Jeden marsz i już, czy jednak jaki ruch społeczny? Trzaskowski coś zapowiadał po poprzednich wyborach prezydenckich, ale jakoś uschło. Byle tylko nie powtórzył się KOD.
KOD cały czas istnieje, a nawet ma się coraz lepiej. Nastroje spontaniczne opadają z czasem, trzeba poszerzać pola działania. Stąd Obywatelska Kontrola Wyborów, Akademia Społeczeństwa Otwartego, Nowa Bibuła, by wymienić tylko najszerzej znane inicjatywy. Nagłośnienie działań przycichło jeszcze bardziej po tzw. aferze Kijowskiego, kiedy nikt z prasy strony prodemokratycznej nie stanął w obronie idei KOD-u. Dwoje reprezentantów KOD-u stało wczoraj na platformie razem z przedstawicielami partii opozycji, członkowie stanowili widoczną grupę w tłumie na ulicach stolicy i kraju. Czy uda się podtrzymać mobilizację do wyborów? To wspólne zadanie całej postępowo-patriotycznej strony, bo oburz, jaki podarował narodowi PiS i PAD w zeszłym tygodniu nie trafia się często.
Czy tzw. społeczeństwo rozumie i przyjmuje do akceptującej wiadomości, ze wyborów nie wygrywa przywódca, chociaż jest twarzą swojego stronnictwa. Wybory wygrywa ekipa, której celem jest przejecie władzy i obsadzenie stanowisk decyzyjnych. W tej ekipie powinno być wystarczająco duzo kompetentnych i chętnych kandydatów na te stanowiska. Bo jak nie, to powtórzy się sytuacja PiSu, który dobierał pazernych kandydatów z rynsztoka. Czy społeczeństwo rozumie, ze po wygranych wyborach polityk ma obowiązek zająć jakieś stanowisko decyzyjne i potem sprawować ten swój urząd kompetentnie i fachowo? Ze w wyborach chodzi o realne decyzje w całej ich złożoności, którą trzeba przyjąć do wiadomości i nie narzekać? W tych wyborach celem jest wymiana zbieraniny brudnych ścierek (cytat z Prezesa!) na ekipę fachowców. Ja się obawiam polskiego krytykanctwa „tu ścierki i tam ścierki, wiec mi jest wszystko jedno”. To jest postawa anty-obywatelska i na niej jedzie PiS.
Narciarz ma oczywiście rację, że bez oparcia w tzw. terenie najżarliwsze ślubowania niczego nie zmienią. Jednak mam wrażenie, że Tusk to zaczyna rozumieć, ze sam nie będzie rządził, w licznych głosach jakie wybrzmiały w czasie marszu dominowały właśnie te z terenu i postulujące naprawę zdewstowanej infrastruktury obywatelskiej. Dlatego nazwałem ten marsz marszem nadziei.
Przyłączają się już samorządy, nie tylko osoby prywatne.
W Gdyni Urząd Miejski ufundował dla uczestników spotkania na Skwerze Kościuszki gustowne znaczki 🙂
Drobiazg, ale pojedynczego człowieka też mobilizuje.